Rzeka SMS-a z ostrzeżeniem, że dzieje się coś złego nie wyśle, ale może zmienić kolor i zapach. Zmienia się też to, co w niej żyje. Rolą naukowców jest te sygnały odczytać, zanim będzie za późno

18 września to Światowy Dzień Monitoringu Wody.

Monitoring działa trochę jak badanie krwi u pacjenta. W próbce wody można wykryć wszystko: od nadmiaru azotanów, przez zasolenie, aż po ślady pestycydów. Jednak – jak podkreślają eksperci – wyniki laboratoryjne to tylko połowa prawdy.

„Monitoring wód nie jest celem samym w sobie, lecz podstawowym instrumentem zarządzania zasobami naturalnymi. To system wczesnego ostrzegania, który pozwala identyfikować pierwsze symptomy degradacji ekosystemów wodnych, zanim przyjmą one nieodwracalny charakter” – mówi dr hab. Agnieszka Kolada z Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego (IOŚ-PIB).

Dlatego badacze patrzą także pod powierzchnię – sprawdzają, jakie gatunki ryb, roślin i drobnych organizmów żyją w wodzie. Jeśli zanika delikatna roślinność, a zastępują ją odporne gatunki „chwastów wodnych”, to jak gorączka u człowieka – sygnał, że organizm walczy z chorobą.

USEPA Region 7 scientists Todd Phillips and Roberta Vogel-Leutung, test the water quality at Indian Creek in Kansas City, Mo. on September 26, 2011. As part of Children’s Health Month, EPA Region 7 is partnering with Blue River Watershed Association, who is hosting an educational event for Center High School at the creek on October 7, 2011. (USEPA photo by Shannon Bond)

Odrzańska lekcja

O tym, jak ważne są takie badania, Polska boleśnie przekonała się w 2022 r. Katastrofa na Odrze – miliony martwych ryb i dramat lokalnych społeczności – pokazała, że brak szybkiej reakcji i systemowych badań kosztuje bardzo dużo. Eksperci z IOŚ-PIB, w tym dr Kolada, wskazali na nadmierne zasolenie i sprzyjające temu warunki klimatyczne jako głównych winowajców.

Była to mocna lekcja: monitoring nie może być traktowany jak tabelka w raporcie. Musi być narzędziem reagowania w czasie rzeczywistym – ostrzegać przed katastrofami ekologicznymi, a nie opisywać je post factum.

Biologia ważniejsza niż chemia

Jeszcze dwie dekady temu monitoring wód sprowadzał się głównie do badań chemicznych: ile azotu, ile fosforu, jakie stężenie metali ciężkich. Dziś wiadomo, że równie istotne są tzw. elementy biologiczne – czyli to, kto w wodzie żyje i w jakiej kondycji.

„Największą siłą monitoringu jest jego długofalowość. Systematyczne obserwacje umożliwiają nie tylko identyfikację zmian w ekosystemach wodnych, ale także formułowanie prognoz dotyczących kierunku tych procesów” – wyjaśnia dr Kolada. W praktyce oznacza to żmudne liczenie planktonu, oceny populacji ryb, a czasem nawet analizę owadów wodnych.

To nie są dane „na półkę”. To one decydują, czy w danym regionie można bezpiecznie korzystać z wody, czy konieczne są inwestycje w oczyszczalnie, czy też trzeba zmienić sposób gospodarowania gruntami.

Społeczny stetoskop

Monitoring nie kończy się na pracy laboratoriów. Coraz częściej angażuje się w niego także mieszkańców. W ramach Światowego Dnia Monitoringu Wody – obchodzonego co roku 18 września – w wielu krajach uczniowie i lokalne stowarzyszenia uczą się prostych metod oceny jakości rzek i jezior.

W Polsce przykładem jest ŻABA, czyli Żeglarska Akcja Badania Akwenów. Żeglarze zbierają próbki i dane, a naukowcy z IOŚ-PIB pomagają je analizować.

Dzięki temu monitoring staje się nie tylko obowiązkiem naukowców, ale i społeczną przygodą. Woda z kranu przestaje być anonimowa – wiemy, skąd płynie i w jakiej jest kondycji.

Klimat jako nowy pacjent

Na ekosystemy wodne coraz silniej oddziałuje kryzys klimatyczny. W Polsce średnia temperatura wzrosła już o 2 st. C. względem epoki przedindustrialnej, co oznacza coraz częstsze fale upałów, niższe poziomy rzek i susze. Według danych IMGW w latach 2015-2020 susze obejmowały nawet 70 proc. powierzchni kraju.

Takie zjawiska wyraźnie widać w danych z monitoringu: spadające poziomy wód gruntowych, przesuszone jeziora, coraz częstsze zakwity sinic. Jednocześnie w czasie nawalnych deszczy rzeki odnotowują rekordowe wezbrania. Susze i powodzie działają jak rozbujane wahadło – coraz szybsze i trudniejsze do zatrzymania.

Bez systematycznego monitoringu instytucje odpowiedzialne za gospodarkę wodną byłyby pozbawione narzędzi wczesnego reagowania – to jak leczenie pacjenta bez stetoskopu i badań krwi.

Oxfam’s water and sanitation expert checks the quality of the water that Oxfam is trucking to thousands of people in Kibati Camp, Goma.

Dlaczego to się opłaca

Woda to jeden z najcenniejszych zasobów. Jej brak – albo jej zły stan – to problem nie tylko dla środowiska, ale także dla rolnictwa, energetyki, turystyki czy zdrowia ludzi. Dlatego Unia Europejska już w 2000 r. przyjęła Ramową Dyrektywę Wodną, zobowiązującą wszystkie państwa członkowskie, w tym Polskę, do osiągnięcia dobrego stanu wód.

Na razie wyniki są mieszane. Według danych GIOŚ tylko około 30 proc. polskich rzek i 40 proc. jezior osiąga dobry stan ekologiczny. Raport Najwyższej Izby Kontroli z 2025 r. wskazuje, że ponad połowa jednolitych części wód w Polsce wciąż pozostaje w stanie „słabym” lub „złym”.

To właśnie dlatego systematyczny monitoring – jak mówią eksperci – jest fundamentem każdej poważnej polityki środowiskowej.

Źródła:
– Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy, „Monitoring rzek i jezior stanowi diagnozę środowiska” (2025)
– Raport Najwyższej Izby Kontroli „Zły stan wód w Polsce” (2025)
– Ramowa Dyrektywa Wodna UE (2000/60/WE)
– Wstępny raport zespołu ds. sytuacji na rzece Odrze, IOŚ-PIB (2022)
– IMGW-PIB, „Klimat Polski 2023”

W próbce wody można wykryć wszystko: od nadmiaru azotanów, przez zasolenie, aż po ślady pestycydów.

Przejdź do treści