Stany Zjednoczone chcą karać przemytników fentanylu jak morderców. W Polsce ta sama substancja uchodzi za lek ratujący życie

Donald Trump podpisał ustawę Halt All Lethal Trafficking of Fentanyl Act, która klasyfikuje fentanyl i substancje pokrewne jako narkotyki z grupy najwyższego ryzyka. Nowe przepisy przewidują co najmniej 10 lat więzienia za próbę przemytu 100 gramów tej substancji. Ustawa uzyskała ponadpartyjne poparcie w Kongresie.

Biały Dom argumentuje, że tak surowe kary są uzasadnione liczbą zgonów spowodowanych przedawkowaniem fentanylu. W 2024 r. zmarło z tego powodu niemal 50 tys. osób.

Sprzymierzeniec w szpitalu, zagrożenie na ulicy

– Fentanyl to syntetyczny opioid. Jest bezpieczny, bo nie wpływa negatywnie na układ sercowo-naczyniowy i nie powoduje uwalniania histaminy. Szybko przenika przez barierę krew-mózg, dzięki czemu uzyskujemy natychmiastowy efekt przeciwbólowy – mówi w rozmowie z  Academią dr n. med. Magdalena Kocot-Kępska, anestezjolożka z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezeska Polskiego Towarzystwa Badania Bólu.

Dzięki swoim właściwościom fentanyl znajduje szerokie zastosowanie w anestezjologii, ratownictwie medycznym i leczeniu bólu przewlekłego. Może być też łatwo używany w warunkach bojowych, np. w postaci lizaka dla żołnierzy. Jednak fentanyl jest niemal sto razy silniejszy od morfiny. Z tego powodu to, co w kontrolowanych warunkach jest zaletą, poza nimi staje się śmiertelnym zagrożeniem, a przedawkowanie bardzo szybko może doprowadzić do zgonu.

– Najpierw pojawia się senność, potem tzw. stan sedacji, a następnie depresja oddechowa. Częstotliwość oddechów spada do 6-8 na minutę, a potem zatrzymuje się całkowicie – ostrzega dr Kocot-Kępska. – Dzieje się tak, ponieważ w pniu mózgu znajduje się wiele receptorów opioidowych, które fentanyl może zablokować, zatrzymując oddychanie.

Skala problemu w Europie 

Problem uzależnienia od fentanylu w USA wynika częściowo z przemytu – głównie z Meksyku i Chin – a częściowo z łatwości jego produkcji. Można go syntetyzować z legalnie dostępnych składników.

W Europie skala zjawiska jest na razie znacznie mniejsza, choć prawdziwe rozmiary nie są dokładnie znane. – W Polsce z powodu fentanylu notujemy poniżej 400 zgonów rocznie, ale nie przeprowadza się rutynowych badań toksykologicznych u osób zmarłych z powodu nagłego zatrzymania oddechu – mówi prof. dr hab. Katarzyna Starowicz-Bubak, dyrektorka Instytutu Farmakologii im. Jerzego Maja Polskiej Akademii Nauk. – Takie badania są kosztowne, dlatego nie znamy pełnej skali problemu.

W pewnym stopniu chroni nas publiczny system ochrony zdrowia. – W USA go nie ma. Tam taniej jest kupić fentanyl na ulicy niż zapłacić za wizytę lekarską i wykupić receptę – zauważa dr Kocot-Kępska. Jednak gwarancji, że problem nie wybuchnie również u nas, nie ma. – Recepty RPW, czyli rejestrowane, są widoczne w systemie dla lekarzy specjalistów, ale tylko w przypadku pacjentów powyżej 65. roku życia. Nie mamy dostępu do danych dotyczących osób młodszych. A leki bywają odsprzedawane. NFZ działa z taką bezwładnością, że o istnieniu problemu dowiaduje się dopiero po latach – dodaje lekarka.

Prof. Starowicz-Bubak podkreśla, że równie istotna co kontrola sprzedaży leków jest edukacja i rozumienie zjawiska. – W przypadku części pacjentów opioidy stanowią najskuteczniejszą, a niekiedy jedyną dostępną formę leczenia. Kluczowe jest, aby nie obawiali się oni niesłusznej stygmatyzacji czy utożsamienia z uzależnieniem. Równocześnie potrzebna jest destygmatyzacja uzależnień – żeby osoby w kryzysie nie bały się szukać pomocy. Muszą wiedzieć, że są bezpieczne opioidy, którymi można je leczyć, i że nie muszą sięgać po fentanyl z nielegalnych źródeł.

Przejdź do treści