W 1672 r. tłum zamordował i poćwiartował dwóch najważniejszych polityków Holandii. Ich palce i języki sprzedawano na pamiątkę. Historia braci de Witt pokazuje, jak dezinformacja może doprowadzić do zbrodni
Holenderski Złoty Wiek to czas rozkwitu nauki, sztuki i handlu. Okres, w którym powstały obrazy Rembrandta, wynaleziono mikroskop i zbudowano morską potęgę handlową. Ten okres prosperity zakończył się scenami brutalnej przemocy, które przeszły do historii jako przykład, jak kłamstwa i manipulacje mogą powalać państwa.
1672 r. nazywanym jest przez Holendrów Rampjaar – „rok katastrof”. Rozwścieczony tłum zamordował Johana de Witta, byłego przywódcę republiki oraz jego brata Cornelisa. Ich ciała powieszono do góry nogami, rozczłonkowano, a fragmenty – w tym języki i palce – sprzedawano jako trofea. Mimo że Holendrom z tamtych czasów nie były obce polityczne zabójstwa, dla wielu brutalność tej sceny była wstrząsem.
Fake news sprzed epoki internetu
Do linczu doprowadziła zmasowana kampania dezinformacyjna. Jak zauważa dr Garritt C. Van Dyk z University of Waikato, autor analizy opublikowanej w The Conversation, bracia de Witt padli ofiarą pamfletów i ulotek, w których anonimowi autorzy oskarżali ich o zdradę, korupcję i odpowiedzialność za wojnę z Anglią. „Każdy rozlew krwi, każde kalectwo, owdowienie i osierocenie miało być wynikiem ich rządów” – opisuje jeden z paszkwili naukowiec.
W innej ulotce tłumaczono, że „pobicie na śmierć nie jest grzechem, jeśli dotyczy tyrana”. Zdaniem naukowca, to przypomina współczesne wpisy w mediach społecznościowych o tym, że „ten, kto ratuje swój kraj, nie łamie prawa” – udostępnione m.in. przez Donalda Trumpa.
Gdy propaganda zmienia się w przemoc
Choć od tamtych wydarzeń minęły wieki, mechanizm eskalacji nienawiści wydaje się ponadczasowy. Przed atakiem na Kapitol USA 6 stycznia 2021 r. Trump wezwał zwolenników do „walki na śmierć i życie”, sugerując, że wybory zostały sfałszowane. Jeden z jego doradców, Rudy Giuliani, wzywał do „procesu przez walkę”. Efektem była próba siłowego zatrzymania zatwierdzenia wyników wyborów prezydenckich przez Kongres.
Z kolei w 2025 r. zmanipulowane przez AI nagrania przedstawiające zbrodnie wojenne popełnione podczas wojny domowej w Syrii, przedstawione jako aktualne wydarzenia, doprowadziły do wybuchu przemocy na skalę niewidzianą od upadku dyktatury al-Assada.
„W czasach kryzysu kampania dezinformacyjna może przekształcić spory polityczne w zbrodnię” – podkreśla dr Van Dyk.
Polityczny chaos i medialna broń
W XVII-w. Holandii głęboka polaryzacja polityczna i kryzys militarny stworzyły podatny grunt pod kampanię nienawiści. Republikański przywódca Johan de Witt reprezentował interesy bogatych oligarchów. Jego przeciwnik, Wilhelm Orański – późniejszy król Anglii – uchodził za „człowieka ludu”. W obliczu zagrożenia inwazją francuską i angielską oraz katastrofy gospodarczej, napięcia sięgnęły zenitu.
W czerwcu 1672 r. Johan de Witt ledwo przeżył zamach. W sierpniu zrezygnował z urzędu. Jego brat Cornelis został aresztowany za rzekomą zdradę. Gdy Johan odwiedził go w więzieniu, strażnicy nagle zniknęli, a budynek opanował rozwścieczony tłum. O zorganizowanie ataku podejrzewano Wilhelma Orańskiego, choć nigdy tego nie udowodniono.
Pamflety odegrały kluczową rolę w radykalizacji nastrojów. Zaufanie do instytucji zostało zniszczone, a złoty wiek zakończył się wraz z brutalnym powrotem monarchii.
„Oddzielenie faktu od fikcji to dziś zadanie bardziej pilne niż kiedykolwiek” – podsumowuje dr Van Dyk. Choć historia się nie powtarza, to jej echa są wyraźnie słyszalne. Zarówno w epoce druku, jak i w dobie sztucznej inteligencji, manipulacja informacją pozostaje potężnym narzędziem politycznej przemocy.
Źródło:
Garritt C. Van Dyk, Fake news and real cannibalism: a cautionary tale from the Dutch Golden Age, The Conversation, 9 czerwca 2025
https://theconversation.com/fake-news-and-real-cannibalism-a-cautionary-tale-from-the-dutch-golden-age-232645