Dr Piotr Denderski , Instytut Nauk Ekonomicznych PAN

Zwykle to właśnie przed świętami – kiedy planujemy dłuższe listy zakupów – najpilniej śledzimy ceny popularnych produktów. W tym roku szczególna uwaga padła na jajka, bo ich rynkowe notowania zmieniają się z tygodnia na tydzień. Według danych MRiRW w samym tylko tygodniu 16-23 lutego 2025 cena jaj klasy XL w zakładach pakujących skoczyła o 8,7 % do 82,62 zł/100 szt., a w połowie marca jaja klasy S podrożały kolejnych 10,4 % (klasa XL dobiła wtedy do 89,75 zł/100 szt.). Efekt odczuwają konsumenci: na targowiskach największe jajka dochodzą już do 2,20 zł sztuka, a standardowe „dziesiątki” w dyskontach przekroczyły psychologiczną barierę 9 zł. W ujęciu rok-do-roku, według danych Eurostatu, ceny jaj w Polsce w marcu 2025 roku były o 13.5% wyższe, niż w marcu w roku poprzednim.

W świetle tych danych, nie sposób dziwić się, że konsumenci „siedzą jak na jajkach” przed Wielkanocą, zachodząc w głowę skąd ten cenowy rajd.  Z punktu widzenia ekonomisty nie ma tu co bić piany, przyczyny sytuacji rynkowej są jasne. Warto spojrzeć na tę cenową turbulencję przez klasyczny pryzmat ekonomii: ceny zmieniają się, gdy zachwieje się równowaga pomiędzy podażą a popytem lub gdy interweniuje państwo (np. podatkiem albo ceną minimalną). Innymi słowy, gdy widzimy wahania tak gwałtowne jak tegoroczne, niemal zawsze stoi za nimi jedno z trzech zjawisk – kurcząca się podaż, rosnący popyt albo odgórne regulacje. Trzecią z powyższych przesłanek możemy wyeliminować – nie doszło ostatnio do podwyżek podatku VAT, który wpływa na ceny płacone przez konsumentów. Przyjrzyjmy się zatem rynkowej grze podaży i popytu.

Znane przysłowie mówi, że „nie zabija się kury, co znosi złote jajka”. To, ile kur w Polsce znosi jajka, wpływa na podaż. Niestety, w Polsce kury zabija się ostatnio coraz częściej i w większej liczbie. Jak podaje Główny Lekarz Weterynarii, w niespełna cztery miesiące 2025 r. z powodu HPAI (wysoce zjadliwej grypy ptaków) i ND (rzekomy pomór drobiu, choroba Newcastle) zutylizowano łącznie ok. 8,5 mln sztuk drobiu – to już o 37 % więcej niż przez cały 2024 r. (6,23 mln). Sama HPAI pochłonęła 6,54 mln ptaków, czyli ponad dwukrotnie więcej (+103 %) niż w całym ubiegłym roku. W tej masie znajduje się 2,57 mln kur niosek (39 % strat HPAI), około 2,2 mln indyków rzeźnych, 0,77 mln brojlerów oraz blisko 1 mln kaczek i gęsi. Innymi słowy: już jedna na dwadzieścia polskich niosek (GUS podaje, że w grudniu 2023 r. w Polsce trzymano ok. 50 mln kur niosek) została wybita, a cała skala tegorocznych strat wyjaśnia, dlaczego podaż jaj kurczy się szybciej, niż rynek może to „znieść” bez spektakularnych podwyżek cen.

Przechodząc do analizy popytu – przed Wielkanocą zapotrzebowanie na jajka tradycyjnie eksploduje; tegoroczne szacunki branży mówią o około 40% większych zakupach w porównaniu z przeciętnym tygodniem roku. Dodatkowo, poza większym zapotrzebowaniem na jajka, zmniejsza się wrażliwość cenowa konsumentów. Jajko jest produktem nie do zastąpienia w Wielkanocnych wypiekach, pisan­kach i świątecznym menu. Ekonomiści określają ten stan jako niską (sztywną) elastyczność cenową popytu: krótkookresowy współczynnik dla jaj w okresie wielkanocnym szacuje się na zaledwie ‑0,1 do ‑0,2 – innymi słowy, 10 % podwyżki ceny przekłada się najwyżej na 1-2 % spadku ilości kupowanych sztuk. Efekt? Przy ograniczonej podaży cała presja przenosi się na ceny, a nie na wielkość zakupów – dlatego rynek „pęka” w portfelach, a nie w koszykach.

Ceny złapią oddech po Wielkanocy – popyt wróci do normy, a fermy zaczną odbudowywać stada. Nie warto jednak liczyć na gwałtowny powrót cen do poziomów sprzed roku: proces zasiedlania kurników trwa miesiące, a każdy nowy alarm epizootyczny może znów doprowadzić do ogaraniczenia podaży. Dlatego zamiast odhaczać w kalendarzu kolejną promocję na jajka, lepiej trzymać kciuki za skuteczną bioasekurację – bo jeśli H5N1 ponownie wymknie się spod kontroli, kolejne podwyżki mogą okazać się tylko kwestią czasu.

PD

dr Piotr Denderski

Instytut Nauk Ekonomicznych PAN; University of Leicester

Jest członkiem Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN, pracuje również na stanowisku Associate Professor na University of Leicester. Jego zainteresowania badawcze obejmują makroekonomię i ekonomię pracy. O drobiarstwie wie niewiele więcej niż przeciętny mieszczuch, więc w sprawach kur zdaje się na statystyki GUS i raporty GIW.

Przejdź do treści