2 kwietnia Donald Trump ogłosił nałożenie ceł niemalże na każdy kraj na świecie – zaledwie dzień po Prima Aprilis, jakby chciał uniknąć posądzenia o ponury żart. Decyzja ta natychmiast wywołała burzliwą debatę i stała się jednym z najbardziej kontrowersyjnych posunięć jego prezydentury w obszarze polityki gospodarczej. Choć na pierwszy rzut oka może wydawać się prostą reakcją na globalne wyzwania i próbą ochrony krajowego przemysłu, w rzeczywistości ma wiele warstw. Zrywając poszczególne warstwy dokopiemy się do pytania: czy cła są skutecznym narzędziem polityki handlowej i bronią w walce o wpływy, czy raczej krótkowzroczną pułapką, która może przynieść więcej szkody niż pożytku?

Prawdziwy cel?

Jedną z pierwszych warstw, co wydaje się dość oczywiste, jest wizerunek polityczny Trumpa. Stara się on usilnie przypodobać wyborcom, którzy czują się zagrożeni przez globalizację i tani import, wprowadza cła jako sposób na ochronę amerykańskiego rynku pracy. Cła stają się dla tej grupy wyborców gwarancją bezpieczeństwa – obietnicą, że miejsc pracy w tradycyjnych gałęziach przemysłu nie znikną na rzecz zagranicznych producentów. Trump wykorzystuje i podsyca te obawy, kreując się na obrońcę interesów Amerykanów, co pozwala mu zdobyć poparcie wśród osób, które czują się zepchnięte na margines przez globalne zmiany. Takie podsycanie niepewności to doskonale znana strategia, zwłaszcza po przeczytaniu książki wiceprezydenta D.J. Vance’a „Elegia dla bidoków”. Vance opisuje w niej doświadczenia z rodzinnych stron, dotkniętych przez procesy deindustrializacji i globalizacji. Vance, wychowany w ubogiej rodzinie robotniczej, przedstawia życie w społeczności, która czuje się zaniedbana przez elity polityczne i gospodarcze. Jego refleksje doskonale korespondują z obawami, jakie Trump starał się wykorzystać tłumacząc swój krok – strachem o utratę miejsc pracy w tradycyjnych branżach przemysłowych. Vance pokazuje, jak globalizacja i tania produkcja zagraniczna wpłynęły na społeczności, które kiedyś były fundamentem amerykańskiej gospodarki, a teraz borykają się z bezrobociem i stagnacją.

Proste rozwiązania, czytelne dla osób, które z ekonomią nie wiele mają do czynienia, w kontekście działań Trumpa, stają się dość oczywiste, a ich skutki, wydają się być wyłącznie pozytywne.  Takie narracje jak „walka o przemysł” mogą przemawiać do wyborców, którzy czują, że ich sposób życia i poczucie bezpieczeństwa zostały zagrożone przez globalne zmiany gospodarcze. Jednak jak pokazuje doświadczenie, chociaż w krótkim okresie takie działania mogą przynieść pewne korzyści, szczególnie dla sektorów przemysłowych, zyskujących na ochronie przed konkurencją. To w długim  okresie korzyści te mogą być iluzoryczne, a ich trwałość wątpliwa.

Decyzja o cłach nie jest jednak tylko odpowiedzią na wewnętrzne potrzeby polityczne. Cła mogą mieć także cele geopolityczne i negocjacyjne. Trump może wykorzystywać je jako narzędzie przymusu, wywierając presję na inne państwa, by przystały na bardziej korzystne dla USA umowy handlowe. To forma negocjacji „na siłę”, której celem jest zmuszenie innych krajów do zmian w globalnych łańcuchach dostaw lub w ich polityce gospodarczej. Tego rodzaju podejście jest często impulsywne, a decyzje są podejmowane bez pełnego uwzględnienia długofalowych skutków, co czyni ich konsekwencje trudnymi do przewidzenia.

By The Trump White House – https://twitter.com/WhiteHouse/status/1881692356006797552, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=158309861

Cła nie są neutralnym narzędziem – mogą przynieść negatywne skutki

Każdy, kto przeczytał podręcznik do makroekonomii zdaje sobie sprawę, że cła nie są neutralnym narzędziem – wprowadzają szereg konsekwencji, które mogą nie tylko zmieniać struktury gospodarcze, ale także wpływać na globalną stabilność. Choć celem ich wprowadzenia jest ochrona krajowego rynku i miejsc pracy, to faktycznie wprowadzają szereg skutków ubocznych, które mogą pogorszyć sytuację ekonomiczną, a nawet wywołać poważne kryzysy gospodarcze.

Pierwszym, najbardziej bezpośrednim efektem ceł, jest wzrost cen dla konsumentów. Kiedy towary importowane stają się droższe przez nałożenie ceł, producenci krajowi często podnoszą ceny swoich produktów, ponieważ muszą pokryć dodatkowe koszty związane z produkcją. Wyższe ceny towarów podstawowych obniżają siłę nabywczą obywateli. Dla uboższych gospodarstw domowych oznacza to większe wydatki na codzienne zakupy, co może prowadzić do obniżenia poziomu życia i zmniejszenia konsumpcji. To z kolei może zaszkodzić gospodarce, gdyż mniej wydawanych pieniędzy przekłada się na spadek popytu, który jest podstawowym motorze napędowym wzrostu gospodarczego.

W konsekwencji wzrost cen importowanych dóbr może przyczynić się do wzrostu inflacji. Wzrost kosztów w wielu sektorach (np. w przemyśle motoryzacyjnym, technologicznym czy budowlanym) skutkowałby ogólnym wzrostem cen, który mógłby wymusić na Fed podjęcie bardziej restrykcyjnej polityki monetarnej, w tym podniesienie stóp procentowych. To z kolei mogłoby wpłynąć na kredyty, inwestycje oraz całą aktywność gospodarczą, spowolniając gospodarkę. Oczywiście, długoterminowo wyższe stopy procentowe mogłyby również obniżyć dynamikę inwestycji, gdyż przedsiębiorstwa stałyby przed wyższymi kosztami kredytów.

Kolejnym efektem, który wprowadzenie ceł może wywołać, jest niepokój inwestycyjny. Cła tworzą niepewność co do przyszłych warunków handlowych, co sprawia, że inwestorzy są mniej skłonni do angażowania kapitału w nowych przedsięwzięciach. Zmniejszona inwestycja oznacza niższy rozwój nowych technologii, innowacji i rozwoju infrastruktury, co może mieć długofalowe konsekwencje w zakresie wzrostu gospodarczego. W dodatku niepewność, jaką wywołują zmiany w polityce handlowej, może prowadzić do ucieczki kapitału zagranicznego, co destabilizuje rynki finansowe i prowadzi do wzrostu ryzyka inwestycyjnego.

Kolejna niekorzystna konsekwencja polityki ceł to osłabienie konkurencyjności krajowych firm. Choć na krótką metę, protekcjonizm może chronić niektóre sektory przed zagraniczną konkurencją, w długoterminowej perspektywie prowadzi do osłabienia innowacyjności i efektywności krajowych przedsiębiorstw. Brak silnej konkurencji z zagranicy może skutkować stagnacją i obniżeniem jakości produktów, co zniechęca konsumentów i zniechęca do rozwoju sektora prywatnego. Przemiany w gospodarce globalnej wymagają elastyczności i dostosowania do nowych realiów – cła, zamiast motywować do modernizacji, mogą spowodować, że firmy będą unikały innowacji, koncentrując się na walce z kosztami związanymi z importem.

Najbardziej niebezpiecznym skutkiem wprowadzenia ceł jest jednak ryzyko eskalacji konfliktów handlowych. Kiedy jedno państwo decyduje się na nałożenie ceł, często spotyka się z odpowiedzią ze strony innych krajów, które wprowadzają podobne restrykcje. Takie działania prowadzą do tzw. „wojen handlowych”, gdzie każde kolejne posunięcie, zamiast rozwiązywać problemy, tylko je pogłębia. Kiedy państwa rywalizują o rynki poprzez stosowanie ceł i innych barier, zmniejsza się dostęp do tańszych towarów i usług, co prowadzi do globalnego spowolnienia wzrostu gospodarczego. W najgorszym przypadku wojny handlowe mogą zakończyć się recesją, ponieważ światowe rynki stają się mniej otwarte, a handel międzynarodowy zostaje zaburzony. W takich sytuacjach, każda decyzja o nałożeniu ceł, choć początkowo może wydawać się korzystna dla danego kraju, uruchamia reakcję łańcuchową, która prowadzi do eskalacji napięć. Zjawisko to przypomina klasyczną grę o sumie zerowej, w której wygrana jednej strony jest równoznaczna z przegraną drugiej, a każda próba zysków na krótką metę prowadzi do coraz większych strat na dłuższą.

W kontekście międzynarodowym oznacza to, że każde posunięcie w kierunku protekcjonizmu, zamiast zapewnić stabilność, powoduje jedynie dalszą fragmentację rynku, co utrudnia przepływ towarów i usług, podwyższa koszty produkcji oraz wprowadza niepewność w decyzje inwestycyjne. Z czasem wprowadzenie ceł może spowodować zubożenie nie tylko gospodarki krajowej, ale także globalnej, ponieważ takie polityki zakłócają normalny przepływ towarów i prowadzą do długoterminowych efektów recesyjne, których nie da się łatwo naprawić.

Duzi eksporterzy, tacy jak Chiny czy Unia Europejska, mogłyby doświadczyć spadku sprzedaży swoich towarów. USA są jednym z głównych rynków zbytu dla tych krajów, więc każde ograniczenie dostępu do amerykańskiego rynku pociągnęłoby za sobą poważne straty. Również Polska, która traktuje USA jako ważnego partnera handlowego, mogłaby ponieść konsekwencje tej decyzji. USA to trzeci co do wielkości importer towarów do Polski (w zeszłym roku była to kwota 75,6 mld PLN) i ósmy największy eksporter polskich towarów (50,1 mld PLN), więc jakiekolwiek ograniczenia w handlu z tym krajem wpłynęłyby negatywnie na polską gospodarkę.

Co więcej, w takich grach strategia wzajemnego stosowania ceł staje się mechanizmem samonapędzającym się, ponieważ kraje – zmuszone do obrony swoich interesów – odpowiedzą na każde posunięcie, wprowadzając własne restrykcje. W ten sposób zamiast poprawić swoją pozycję na rynku, każde państwo staje się bardziej izolowane, a rynek światowy – mniej wydajny i bardziej kosztowny. Takie dynamiczne gry mogą również wpłynąć na postawy konsumentów i inwestorów, którzy coraz bardziej będą obawiać się dalszych restrykcji, prowadząc do spadku zaufania do globalnej gospodarki i dalszego spowolnienia tempa wzrostu.

Z tego powodu wojny handlowe stanowią jedno z największych ryzyk współczesnej gospodarki – potrafią wywołać szereg nieprzewidywalnych i negatywnych skutków, które, zamiast chronić krajowe interesy, mogą w dłuższym okresie pogłębić problemy strukturalne oraz osłabić pozycję ekonomiczną państw na świecie.

Cła mogą także destabilizować rynki finansowe. Inwestorzy reagują nerwowo na niepewność, która wynika z nagłych zmian w polityce handlowej. Kiedy wprowadza się cła, szczególnie na szeroką skalę, światowe rynki mogą stać się bardziej zmienne, a kursy walutowe mogą podlegać dużym fluktuacjom. Zwiększona zmienność rynków finansowych prowadzi do utraty zaufania inwestorów do gospodarek, które przyjęły protekcjonistyczną politykę.

Lekcja historii: protekcjonizm jako droga donikąd

Historia gospodarcza dostarcza licznych przykładów, które pokazują, że polityka protekcjonizmu, mimo że na pierwszy rzut oka może wydawać się skutecznym sposobem na ochronę krajowej gospodarki, w rzeczywistości często prowadzi do większych strat niż korzyści. Klasycznym przypadkiem, który doskonale ilustruje negatywne skutki protekcjonizmu, jest amerykańska ustawa Smoota-Hawleya z 1930 roku. Ustawa ta wprowadziła rekordowe cła na importowane towary, licząc na ochronę krajowych producentów przed konkurencją zagraniczną. Jednak zamiast przynieść pożądane efekty, spowodowała masową reakcję odwrotną – inne kraje, oburzone amerykańską polityką, wprowadziły własne taryfy odwetowe, co doprowadziło do gwałtownego spadku światowego handlu. W efekcie, zamiast chronić amerykańskich producentów, ustawa Smoota-Hawleya przyczyniła się do pogłębienia Wielkiego Kryzysu, który dotknął nie tylko Stany Zjednoczone, ale i całą gospodarkę światową. Był to jednoznaczny dowód na to, że protekcjonizm może przyspieszyć i pogłębić recesję, zamiast jej zapobiegać.

Podobne błędy popełniano w różnych okresach historii. W latach 80. XX wieku, w odpowiedzi na rosnącą konkurencję japońskich samochodów na rynku amerykańskim, Stany Zjednoczone nałożyły ograniczenia na ich import. Celem było wsparcie amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego, który obawiał się utraty rynku na rzecz tańszych i bardziej wydajnych samochodów z Japonii. Jednak w odpowiedzi na te ograniczenia, japońskie firmy nie zredukowały eksportu, jak się tego spodziewano, lecz zainwestowały w budowę własnych fabryk w Stanach Zjednoczonych, omijając w ten sposób amerykańskie bariery celne. Co więcej, stworzenie nowych zakładów produkcyjnych w USA tylko zwiększyło konkurencję na rynku amerykańskim, co ostatecznie jeszcze bardziej skomplikowało sytuację lokalnych producentów. Zamiast chronić rynek pracy i wzmacniać amerykański przemysł motoryzacyjny, protekcjonizm przyniósł efekt odwrotny do zamierzonego.

Patrząc na te przykłady, łatwo zauważyć, że protekcjonizm jest drogą donikąd. Chociaż może wydawać się kuszący w krótkim okresie, w rzeczywistości prowadzi do osłabienia gospodarki, destabilizacji rynków oraz eskalacji konfliktów międzynarodowych. Historia pokazuje, że gospodarki oparte na wolnym handlu, współpracy i innowacjach mają znacznie większe szanse na rozwój i stabilność niż te, które decydują się na zamknięcie przed światem.

Potencjalne skutki długofalowe

W długim okresie skutki protekcjonistycznej polityki USA mogłyby mieć głęboki wpływ na globalne łańcuchy dostaw. Przedsiębiorstwa mogą chcieć uniknąć nadmiernej zależności od USA i krajów objętych cłami, tym samym mogłyby dążyć do dywersyfikacji swoich dostawców. Firmy mogłyby zacząć poszukiwać alternatywnych rynków i źródeł surowców, co mogłoby znacząco zmienić układ globalnego handlu i produkcji.

Równocześnie, mogłoby dojść do zacieśnienia współpracy między innymi krajami. W odpowiedzi na amerykański protekcjonizm, państwa mogłyby zawierać nowe umowy handlowe, które pozwalałyby im obejść utrudnienia związane z cłami i restrykcjami handlowymi. Nowe sojusze gospodarcze mogłyby przyczynić się do zmian w globalnej strukturze handlu i wpływać na pozycję USA na świecie.

Na koniec, jednym z potencjalnych skutków mogłoby być osłabienie dolara. Inwestorzy, tracąc zaufanie do dolara jako bezpiecznej waluty w obliczu niestabilności politycznej i gospodarczej związanej z protekcjonizmem, mogliby szukać alternatyw. To mogłoby wpłynąć na kurs dolara, który w długim okresie mógłby stracić na wartości w stosunku do innych walut, co wpłynęłoby na całą globalną gospodarkę.

Podsumowanie

Twierdzenie, że cła nie mają konsekwencji dla gospodarki, jest zwyczajnym brakiem wyobraźni. Wprowadzenie barier handlowych uruchamia całą lawinę reakcji – od wzrostu cen, przez odpowiedzi innych państw, aż po potencjalne długofalowe zmiany w globalnym układzie sił gospodarczych. Historia dostarcza wielu przykładów, że protekcjonizm prowadził do kryzysów zamiast do rozwoju. Warto więc analizować politykę celną nie tylko w kontekście krótkoterminowych efektów, ale przede wszystkim w dłuższej perspektywie, gdzie mogą się ujawnić jej nieoczekiwane skutki. Mam silne poczucie, że wprowadzone przez Trumpa cła, to krótkowzroczna pułapka.

Słowa kluczowe:

USA, cła, polityka handlowa

Sławomir Kalinowski

dr hab., prof. IRWiR PAN Sławomir Kalinowski

Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN

Doktor habilitowany nauk ekonomicznych, profesor w Instytucie Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN. Kierownik Zakładu Ekonomii Wsi. Sekretarz Rady Naukowej IRWiR PAN. Członek zespołów redakcyjnych kwartalników Wieś i Rolnictwo oraz Zagadnienia Ekonomiki Rolnej. Członek Komitetu Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN. Zainteresowania badawcze koncentrują się wokół problematyki ubóstwa i poziomu życia na wsi, ekonomii dobrobytu, koncepcji smart villages, a także prekaryzacji ludności wiejskiej.

Przejdź do treści