Czy cofnięcie moratorium na odstrzał łosi rozwiąże problemy rolników i bezpieczeństwa na drogach, czy raczej osłabi trwałość populacji i pogorszy zarządzanie przyrodą? Naukowcy ostrzegają przed decyzjami podejmowanymi bez rzetelnego monitoringu, a resorty rządowe spierają się o kierunek polityki

Łoś od 2001 r. objęty jest w Polsce całorocznym moratorium na odstrzał. W ostatnich tygodniach temat powrócił do debaty publicznej po zapowiedziach Ministerstwa Rolnictwa o konieczności zniesienia moratorium. Ministerstwo Klimatu i Środowiska deklaruje jednak, że nie widzi podstaw do zmian w przepisach. 

W tle są realne szkody w uprawach i kolizje na drogach, ale i pytanie, czy odstrzał może być narzędziem skutecznym i bezpiecznym dla populacji.

– Najważniejsze jest to, by populacja była zarządzana na podstawie wiedzy naukowej i danych empirycznych o liczebności i strukturze demograficznej – podkreśla dr hab. Michał Żmihorski, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN. – Konflikty związane ze szkodami w uprawach rolnych i leśnych, czy na drogach powinno się rozwiązywać naukowo: modelować czasowo-przestrzenne wzorce ryzyka takich konfliktów, wdrażać działania ograniczające, sprawdzać, jak obniżają zagrożenie, i je modyfikować.

– Tego nie zrobi grupa, której zadaniem jest strzelanie – dodaje. – Wtedy działamy po omacku: jakaś część populacji zginie, nie wiemy jaka i z jakim skutkiem. To nie jest dobre rozwiązanie.

Łoś w Biebrzańskim Parku Narodowym. Źródło: Jerzy Strzelecki, Wikimedia Commons

Dwa resorty, dwie logiki

Minister rolnictwa Stefan Krajewski argumentował publicznie, że łoś wyszedł z zapaści i dziś stanowi rosnący problem gospodarczy i komunikacyjny. Według jego wpisu na platformie X liczebność zwierząt wzrosła z około tysiąca w 2001 r. do ponad 40 tys. obecnie, co ma prowadzić do coraz większych strat i wypadków śmiertelnych.

Resort klimatu odpowiada, że nie planuje zmian w przepisach i nie widzi podstaw merytorycznych do zniesienia moratorium. Wiceminister Mikołaj Dorożała potwierdził to wystąpieniem w Sejmie 25 września, co odnotowały media branżowe i samorządowe. 

W tle pozostają polityczne napięcia związane z równoległymi pracami nad ograniczeniem polowań na wybrane gatunki ptaków – próbowano je łączyć z tematem łosia, czemu Dorożała stanowczo się sprzeciwił.

Co mówią badacze

Żmihorski wskazuje dwa filary odpowiedzialnego zarządzania: rzetelny monitoring i lokalne, sprawdzone interwencje.

– Nie mamy dobrych danych o liczebności – zauważa. – Monitoring opiera się w dużej mierze na tzw. obserwacjach całorocznych, w których myśliwi szacują liczebność gatunku w danym łowisku. To nie są dane wiarygodne. Łatwo więc wyobrazić sobie powrót scenariusza sprzed 2001 r., kiedy intensywny odstrzał doprowadził do dramatycznego spadku populacji.

– Niepokojące jest też to, że grupa amatorów miałaby zarządzać populacją – dodaje. – Bywa, że odstrzał nie jest rzetelnie raportowany, zdarzają się nielegalne polowania lub postrzelenia. 

Zamiast szybkiej ścieżki z bronią w ręku, badacze proponują rozwiązania sprawdzone w konfliktach człowiek-dzikie zwierzę: mapowanie ryzyka kolizji, montaż aktywnych systemów ostrzegania kierowców, przegrody przy drogach, odtworzenie korytarzy ekologicznych, udrożnienie przejść dla zwierząt nad drogami, a w sadach – ogrodzenia w najbardziej narażonych miejscach.

Łoś w Biebrzańskim Parku Narodowym. Źródło: Jerzy Strzelecki, Wikimedia Commons

Sady, pola, drogi

Łosie realnie wchodzą w konflikt z uprawami i infrastrukturą. W sadach podgryzają młode pędy jabłoni i grusz, co zmusza producentów do składania wniosków o rekompensaty. Branżowe media podkreślają, że ogrodzenia często nie wystarczają, a szkody rosną sezonowo. Równocześnie MKiŚ pozostaje przy stanowisku, że nie ma podstaw do poluzowania ochrony.

Na drogach zderzenie z łosiem to ryzyko poważnych obrażeń, bo zwierzę ma dużą masę i wysoki środek ciężkości. Żmihorski apeluje, by opracowywać lokalne modele ryzyka i wdrażać rozwiązania inżynieryjne, które następnie można oceniać w badaniach przed i po, zamiast wprowadzać odstrzał w skali kraju.

Kto ma decydować i na jakiej podstawie

Zarządzanie populacją łosia wymaga wiarygodnego monitoringu. Zdaniem naukowców obecny, oparty na deklaracjach kół łowieckich, nie daje podstaw do planowania odstrzału.
Żmihorski zwraca uwagę nie tylko na metodologię, ale też na kompetencje w terenie.

– Ludzie, którzy strzelają, nie zawsze mają wiedzę o dynamice populacji i strukturze wiekowo-płciowej – podkreśla. – Jeśli dopuścimy odstrzał bez twardych danych i kontroli, nie będziemy wiedzieć, jaki ma to efekt dla gatunku.

Jednocześnie badacz zaznacza, że konflikty z dzikimi zwierzętami, wraz z przekształcaniem naturalnych środowisk przez człowieka, będą zdarzały się coraz częściej, a ich efektywne ograniczanie musi bazować na naukowych podstawach: statystyczne modele wyjaśniające dynamikę konfliktów są podstawą do wskazania miejsc i przedziałów czasowych, a przeciwdziałanie konfliktom wymaga uwzględnienia wielu aspektów, od ekologii gatunku i zmienności środowiska, aż po kwestie finansowe, prawne i społeczne.

Dr hab. Michał Żmihorski jest ekologiem, dyrektorem Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży i profesorem IBS PAN. Kieruje instytutem od 2022 r.

Przejdź do treści