W Bieszczadach zezwolono na odstrzał trzech niedźwiedzi podchodzących pod zabudowania. Decyzja GDOŚ wzbudziła protesty ekologów i ekspertów. Pojawiła się też propozycja relokacji zwierząt do Tatr. Ale naukowcy i praktycy nie mają wątpliwości: przyczyną konfliktów są ludzie, a nie niedźwiedzie

Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zezwoliła na odstrzał trzech niedźwiedzi brunatnych z gminy Cisna w Bieszczadach. Uzasadnieniem było bezpieczeństwo mieszkańców. Zwierzęta miały zbyt często podchodzić do domów. Decyzja wywołała jednak gwałtowne reakcje środowisk naukowych, organizacji przyrodniczych oraz polityków.

Wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała zaproponował alternatywę: zamiast odstrzału – relokację. „Jeśli wójt gminy Cisna wycofa wniosek o odstrzał, możliwe będzie przeniesienie tych osobników do Tatrzańskiego Parku Narodowego” – napisał w mediach społecznościowych. Zapewnił, że po relokacji zwierzęta objęte zostaną stałym monitoringiem.

Pomysł ten spotkał się z krytyką m.in. posłanki Lewicy Darii Gosek-Popiołek. W TOK FM podkreślała: „To ssaki, które żyją na terenie Bieszczad, podczas gdy ekosystem Tatr jest inny. Może się więc okazać, że zwierzęta te nie będą w stanie utrzymać swojej diety tylko na tym, co znajdą w Tatrzańskim Parku Narodowym i zwrócą się w stronę siedzib ludzkich”.

Instytut PAN: „Odstrzał to ostateczność. Brakuje systemowego planu”

Głos zabrał także Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, który już w 2024 r. przygotował dla GDOŚ szczegółową opinię w tej sprawie. W oświadczeniu z 9 lipca 2025 r. eksperci wskazali, że przyczyną powtarzających się konfliktów jest „powszechna dostępność pokarmu pochodzenia antropogenicznego”, a nie same niedźwiedzie. Ich obecność przy domostwach to bezpośredni skutek niezabezpieczonych śmietników i przyzwyczajenia zwierząt do obecności ludzi.

Według Instytutu, „usunięcie niedźwiedzia z populacji jest ostatnią opcją, stosowaną tylko wtedy, gdy wszystkie inne środki zostały wykorzystane i okazały się nieskuteczne, a niedźwiedź jest bardzo agresywny”.

Eksperci podkreślają, że skuteczne zarządzanie sytuacjami konfliktowymi wymaga profesjonalnych służb, edukacji lokalnych społeczności i wdrożenia trwałych rozwiązań: „Strzelanie gumowymi kulami jest najskuteczniejszą metodą warunkowania awersyjnego niedźwiedzi i, co bardzo ważne, musi być prowadzone jednocześnie z usuwaniem atraktantów. Bez usunięcia śmieci nic nie zadziała”.

W konkluzji zwrócono uwagę na konieczność rozpoczęcia działań systemowych: „Program ochrony niedźwiedzia brunatnego w Polsce czeka już ponad dekadę. To najwyższy czas na jego wdrożenie!”

„To nie problem, tylko wyzwanie”

Sytuację dla Academia komentuje również dr hab. Michał Krzysiak z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, specjalista z zakresu medycyny dzikich zwierząt i były dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego: „To nie jest tak, że mamy problem. Mamy po prostu wyzwania. Mamy takie, a nie inne zasoby przyrodnicze, a istnieje też takie pojęcie jak pojemność ekologiczna ekosystemu”.

Wyjaśnia, że u podstaw konfliktów leży prosty mechanizm: „Te zwierzęta są bardzo inteligentne. Zgadzam się z tym, że główną winę za sytuację ponosi pozostawianie niezabezpieczonych śmieci czy wyrzucanie odpadków przez turystów. Jednak zniechęcać do zbliżania się do ludzi można tylko te zwierzęta, które nie zdążyły się już przyzwyczaić do robienia podobnych psikusów”. Jeśli niedźwiedź wie, że pod domem czeka łatwy posiłek, wróci tam nawet po kilku próbach odstraszania.

Oceniając propozycję używania gumowych kul, Krzysiak mówi wprost: „Niedźwiedź ma kilka centymetrów tkanki tłuszczowej, która jest doskonałym izolatorem. Gumowe kule robią na nim średnie wrażenie, a mogą wręcz rozsierdzić”.

Ekspert podkreśla też ogromne koszty alternatywnych działań, takich jak relokacja czy stworzenie zamkniętego azylu: „Taka operacja przekracza często możliwości budżetów takich gmin jak Cisna. Potrzebne jest centralne wsparcie”.

Zamiast doraźnych decyzji, postuluje stworzenie wyspecjalizowanego zespołu eksperckiego, który wspierałby samorządy w sytuacjach, w których zwierzęta wchodzą w konflikt z ludźmi. Dziś lokalne władze są w takich sytuacjach zdane same na siebie: „Powinien to być zespół praktyków i naukowców, w tym lekarzy weterynarii specjalizujących się w zwierzętach wolnożyjących, który pomoże rozwiązywać takie sytuacje – nie tylko z niedźwiedziami, ale z całą polską fauną”.

„Najważniejsze nie jest to, co o sytuacji myśli turysta z Warszawy, tylko żeby miejscowy był zadowolony z tego, że żyje w terenie, w którym ma dzikie zwierzęta” – mówi dr hab. Michał Krzysiak.

Źródło:
Instytut Ochrony Przyrody PAN, oświadczenie z 9 lipca 2025:
https://www.facebook.com/photo/?fbid=1165792655354910&set=a.534608358473346

Przejdź do treści