prof. Dariusz Jemielniak

Spersonalizujmy produktywność za pomocą najważniejszej jak dotąd metryki: akademickiego BMI

Dariusz Jemielniak

Wittgenstein opublikował za życia dokładnie jedną książkę. Sokrates nie napisał nic. Ich indeksy h byłyby katastrofalne. A jednak oto jesteśmy, w roku 2025, produkując masowo artykuły i monografie o ich teoriach, ponieważ kalkulacja fizyka nabazgrana na serwetce z 2005 r. teraz decyduje o tym, czy filozofowie otrzymają stanowisko profesorskie.

Indeks h, ten jakże cudny dar od Jorge E. Hirscha, obiecuje uchwycić gravitas dorobku osoby uprawiającej naukę w jednej liczbie całkowitej. Badacz z indeksem h równym n opublikował n prac z co najmniej n cytowaniami każda – jest to tak pięknie redukcjonistyczne, że mogłoby sprawić, iż matematyk zapłakałby metaforycznie, a humanista – dosłownie.

Nie tylko przyjęliśmy metryki; zbudowaliśmy teologię. Współczesny akademik – Homo metricus – już nie myśli; „generuje produkty” i „wykorzystuje synergie współpracy dla optymalizacji cytowań”.

Prawo Goodharta ostrzegało, że gdy miara staje się celem, przestaje być dobrą miarą, ale ale kto czyta Goodharta, skoro jego praca prawdopodobnie ma mniej cytowań niż twoja ostatnia prezentacja konferencyjna?

Rozważmy teatr absurdu współczesnej komisji rekrutacyjnej: „Indeks h kandydata wynosi 23, ale jego m-quotient sugeruje obawy dotyczące trajektorii wczesnej kariery, a jego znormalizowana polowo centralność wektora własnego spada poniżej median wydziałowych”. Nikt w pokoju nie musiał nawet zajrzeć do prac kandydata.

Nasz fetysz metryk reprezentuje intelektualną kapitulację o zapierającym dech zakresie. Liczymy obsesyjnie właśnie dlatego, że zapomnieliśmy, jak rozpoznać jakość, gdy patrzy nam prosto w twarz. Jesteśmy sommelierami, którzy stracili węch i oceniają wino po wielkości czcionki na etykiecie, a nie po smaku.

Ale skoro już przełknęliśmy obsesję metryk, dlaczego nie pójść na całość? 

Niedawno dwóch szwedzkich akademików weszło w ten klimat, proponując nową metrykę: współczynnik tortu. Pomiar doskonałości świętowania przy publikacji artykułu lub zdobyciu grantu, współczynnik uwzględnia liczbę i jakość tortu, a także rangę akademicką tych, którzy go jedzą.

Wszystko pięknie. Ale czekajcie. Jedzenie tortu może poprawić morale akademickie, ale może też pogorszyć wydajność akademicką, czyniąc jedzących mniej opływowymi, niż byliby w przeciwnym razie. Dlatego proponuję inną metrykę jako logiczny punkt końcowy manii metryk: Akademicki Indeks Masy Ciała (ABMI).

ABMI = waga publikacji ÷ waga ciała

Nareszcie metryka uznająca cielesną rzeczywistość nauki! Adiunktka ważąca 55 kg, która wyprodukowała 27 kg publikacji, osiąga imponujący ABMI równy 0,5. Jej kolega ważący 91 kg potrzebuje 45 kg dorobku, aby osiągnąć ten sam wynik. To w pełni sprawiedliwe. Co więcej, pomaga redukować szklany sufit.

W ten sposób ABMI wprowadza też bardzo potrzebny element osobistego dobrostanu do oceny akademickiej, słusznie podkreślany jako ważny przez MNiSW. Możemy wreszcie zobaczyć koniec siedzącego trybu życia akademickiego, gdy profesura ruszy na siłownię, aby poprawić swoje metryki (karnet na siłownię policzy się oczywiście jako uzasadniony wydatek badawczy).

Wyobraźcie sobie zebrania wydziałowe: „Z przyjemnością ogłaszam, że średni ABMI naszego wydziału wzrósł w tym roku o 15 procent, dzięki zarówno zwiększonej wadze publikacji, jak i nowej inicjatywie fitness dla kadry”.

Komisje rekrutacyjne mogłyby ogłaszać: „Poszukujemy adiunkta z silnym dorobkiem publikacyjnym i korzystnym stosunkiem wzrostu do wagi. Instruktorzy i instruktorki pilates rozpatrywani priorytetowo”.

Coroczne oceny obejmowałyby ważenie: „Twój dorobek badawczy jest adekwatny, ale czy rozważałeś przerywaną głodówkę, aby poprawić swój ABMI?”

Na bankietach konferencyjnych osoby uczestniczące po cichu obliczałyby swoje prawdopodobne wyniki, biorąc mysie kęsy starannie porcjowanego sera. Publikację wielotomowych podręczników w twardej oprawie można by nadal świętować kawałkiem tortu – ale tylko pod warunkiem, że kawałek zostałby podzielony na cały wydział.

Krytycy mogliby argumentować, że ABMI faworyzuje ilość nad jakością, ale czy próbowaliście napisać 500 stron bzdur? To wyczerpujące! Niewątpliwie pojawiłby się nowy rodzaj „konsultantów wagi publikacji”, oferujących ekspertyzę w optymalizacji ciężaru manuskryptu (podwójne odstępy, hojne marginesy, papier premium). Mimo to sama fizyczna waga produkcji zapewniłaby rygor.

Poza tym już faworyzujemy ilość – tylko udajemy, że jest inaczej, potajemnie licząc nasze publikacje jak akademiccy sknerusi gromadzący cytowania.

Ja też nie jestem odporny, oczywiście. Mój obecny indeks h sugeruje, że jestem tylko w około 73 procentach naukowcem. Mój indeks i10 implikuje, że jestem statystycznie istotny, ale praktycznie pomijalny. A mój nadchodzący ABMI potwierdzi to, co od dawna podejrzewałem: waga moich wkładów jest odwrotnie proporcjonalna do ich doniosłości. Ale przynajmniej mogę to precyzyjnie obliczyć.

W końcu we współczesnej akademii lepiej być precyzyjnie błędnym niż niejasno poprawnym. 

Wittgenstein, ze swoim hipotetycznym indeksem h równym 1, nigdy by tego nie zrozumiał. Ale przynajmniej jego ascetyzm utrzymałby jego ABMI na w miarę przyzwoitym poziomie.

Uwaga: Niniejszy satyryczny artykuł Dariusza Jemielniaka został opublikowany w Times Higher Education 17 października 2025 r.

prof. dr hab.  Dariusz Jemielniak

Polska Akademia Nauk, Akademia Leona Koźmińskiego

Profesor, badacz społeczny analizujący dezinformację w sieci i ruchy antynaukowe (w tym antyszczepionkowe), specjalizujący się w organizacjach otwartej współpracy i badaniu społeczności internetowych. Kierownik Katedry Management in Networked and Digital Societies (MINDS) w Akademii Leona Koźmińskiego. Od 2019 roku członek korespondent Polskiej Akademii Nauk. Wiceprezes Polskiej Akademii Nauk w kadencji 2023–2026. W latach 2015–2025 członek Rady Powierniczej Fundacji Wikimedia. Od 2024 członek Governing Board EIT. Od 2016 roku faculty associate Berkman Klein Center for Internet & Society na Uniwersytecie Harvarda. Autor m.in. książek Common Knowledge? An Ethnography of Wikipedia (2014),  „Thick Big Data: Doing Digital Social Sciences (2020), oraz – wspólnie z Aleksandrą Przegalińską – Collaborative Society (2020).

Nasz fetysz metryk reprezentuje intelektualną kapitulację o zapierającym dech zakresie. Liczymy obsesyjnie właśnie dlatego, że zapomnieliśmy, jak rozpoznać jakość, gdy patrzy nam prosto w twarz. Jesteśmy sommelierami, którzy stracili węch i oceniają wino po wielkości czcionki na etykiecie, a nie po smaku.

Przejdź do treści