Trzydzieści lat po historycznym szczycie w Rio de Janeiro, który dał początek globalnej polityce klimatycznej, świat ponownie spotyka się w Brazylii. W Belém – największym mieście Amazonii – rozpoczyna się COP30

Tegoroczna COP, czyli Konferencja Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu, to spotkanie o wyjątkowej wadze – nie tylko ze względu na symboliczne trzy dekady globalnych negocjacji klimatycznych, ale także na kontekst: coraz silniejsze napięcia geopolityczne i wyraźny kryzys zaufania między Północą a Południem. 

„COP30 otwiera dekadę, w której zdecyduje się, czy przekroczenie 1,5 st. C będzie krótkim epizodem, czy początkiem nowej epoki klimatycznej” – stwierdza Ruth do Coutto z UNEP.

Najważniejsi aktorzy

Dla Brazylii to moment prestiżowy i politycznie ryzykowny. Prezydent Luiz Inácio Lula da Silva ogłosił, że „COP30 będzie szczytem Amazonii” i promuje powołanie Tropical Forest Forever Facility (TFFF) – funduszu o wartości 125 mld dolarów, który ma wynagradzać kraje i społeczności za zachowanie lasów.  Projekt pozostaje jednak w fazie koncepcyjnej: część państw nie potwierdza udziału, inne oferują symboliczne wkłady.

Jednocześnie Brazylia unika jednoznacznych deklaracji w sprawie szybkiego ograniczenia emisji. Jako ósmy eksporter ropy i gazu na świecie stoi przed dylematem: jak łączyć wizję „zielonego rozwoju” z gospodarką wciąż opartą na paliwach kopalnych. Lula próbuje pozycjonować swój kraj jako lidera Globalnego Południa: pośrednika między rozwiniętą Północą a rozwijającymi się gospodarkami, zdolnego do budowania nowych sojuszy.

Oficjalny film zapowiadający 30. Konferencję Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (COP30) w Belém (Brazylia).
Źródło: Governo do Brasil, CC BY 3.0, Wikimedia Commons.

Stany Zjednoczone to wielki nieobecny tej konferencji. Prezydent Donald Trump, który ponownie wyprowadził USA z porozumienia paryskiego, nie pojawi się w Belém. Administracja amerykańska deklaruje poparcie dla dobrowolnych działań, ale sprzeciwia się wszelkim zobowiązaniom o charakterze prawnym.  W ostatnich miesiącach dyplomaci USA byli oskarżani – m.in. przez „The Guardian” – o blokowanie porozumień dotyczących redukcji emisji w żegludze i lotnictwie.  Nieobecność USA to jeden z najpoważniejszych deficytów tegorocznego COP, bo brak amerykańskiego przywództwa osłabia szanse na porozumienie w sprawach finansowych i adaptacyjnych.

Chiny wysyłają do Belém jedną z największych delegacji, a ich stanowisko ma kluczowe znaczenie dla bilansu globalnych negocjacji. Nowe chińskie zobowiązanie klimatyczne (NDC) – redukcja emisji o 7–10 proc. do 2035 r. – jest uznawane za zbyt zachowawcze, ale rzeczywista transformacja energetyczna w Państwie Środka postępuje szybciej niż deklaracje: ponad połowa mocy wytwórczych pochodzi już z odnawialnych źródeł, a co drugi nowy samochód sprzedawany w Chinach to pojazd elektryczny.

Pekin konsekwentnie umacnia pozycję największego eksportera technologii niskoemisyjnych – od turbin wiatrowych po panele fotowoltaiczne – i coraz częściej łączy politykę klimatyczną z inwestycjami infrastrukturalnymi w ramach współpracy Południe–Południe.

Indie chcą pełnić rolę rzecznika nierówności. Premier Narendra Modi nie przyjedzie do Brazylii, ale stanowisko Indii będzie wyraźnie obecne w rozmowach. Delhi podkreśla, że państwa rozwijające się nie mogą ponosić takiego samego ciężaru redukcji emisji jak bogata Północ. „Odpowiedzialność musi być wspólna, ale zróżnicowana” – powtarzają indyjscy negocjatorzy, przywołując zasadę, która od lat jest fundamentem systemu ONZ.

Indie pozostają jednym z liderów w rozwoju odnawialnych źródeł energii, ale jednocześnie bronią prawa do wykorzystywania węgla jako gwaranta bezpieczeństwa energetycznego i zatrudnienia. Delegacja Modiego koncentruje się na kwestii sprawiedliwości finansowej – czyli realnym udziale krajów rozwiniętych w finansowaniu transformacji Południa.

Pożar w strefie wylesienia wzdłuż autostrady BR-230 w gminie Apuí (stan Amazonas, Brazylia), sierpień 2020.
Fot. Bruno Kelly / Amazônia Real, CC BY 2.0, Wikimedia Commons.

Unia Europejska przyjeżdża do Belém z nowym planem redukcji emisji o 66–72 proc. do 2035 r. (względem 1990 r.) i celem 90 proc. do 2040 r. Choć to wciąż najbardziej ambitne zobowiązania na świecie, wewnętrzne napięcia – protesty rolników, rosnąca siła partii antyklimatycznych, kryzys energetyczny – osłabiają zabiegi Brukseli. Komisarz ds. klimatu Wopke Hoekstra zapowiada „COP współpracy, a nie przywództwa” i liczy na sojusz z Chinami oraz Brazylią w kwestiach finansowych i adaptacyjnych. UE wciąż uchodzi za wzorzec regulacyjny, ale coraz trudniej utrzymać jej polityczną spójność.

Wyspy i najbiedniejsi to głos sumienia. Alliance of Small Island States (AOSIS) i Least Developed Countries (LDCs) przypominają, że zmiana klimatu to nie abstrakcja, lecz codzienność. Dla nich wzrost temperatury o 1,5 st. C oznacza zalewanie wysp, utratę źródeł wody i migracje. To z ich inicjatywy Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że państwa mają prawny obowiązek chronić klimat i mogą ponosić odpowiedzialność za szkody wynikłe z zaniechań. Ich postulaty – większy udział w funduszach adaptacyjnych i łatwiejszy dostęp do finansowania – mają w Belém poparcie opinii publicznej, lecz wciąż zbyt mało konkretów.

Najważniejsze tematy COP30

Aktualizacja krajowych planów klimatycznych to główny punkt tegorocznych negocjacji.
Termin ich złożenia minął w lutym, ale tylko 60 państw przekazało dokumenty na czas. ONZ szacuje, że obecne zobowiązania pozwolą na ograniczenie emisji o zaledwie 10 proc. do 2035 r. – podczas gdy potrzeba co najmniej 60 proc. W Belém negocjowany jest projekt Ambition Framework – wspólna mapa dojścia do neutralności przed połową wieku i próba zsynchronizowania celów państw.

Zgodnie z porozumieniem z Baku, kraje rozwinięte i instytucje finansowe mają do 2035 r. mobilizować 1,3 bln dolarów rocznie na wsparcie dla państw rozwijających się.  Zaledwie 300 mld ma pochodzić z budżetów publicznych, reszta – z inwestycji prywatnych i reform banków rozwoju.  Nowa Baku-to-Belém Roadmap ma określić konkretne mechanizmy transferu tych środków, w tym umorzenia długu w zamian za inwestycje w klimat. Analitycy z World Resources Institute podkreślają, że sukces COP30 będzie mierzony nie deklaracjami, lecz realnym przepływem pieniędzy.

Wizualizacja danych przedstawiająca wzrost temperatur w Europie, Arktyce i globalnie („climate stripes”), opublikowana w raporcie European State of the Climate 2022 przygotowanym przez Copernicus Climate Change Service.
Źródło: European Union / Copernicus Climate Change Service, zawiera zmodyfikowane dane satelitarne Copernicus Sentinel (2023).

Po latach przygotowań ma zostać przyjęty zestaw wskaźników w ramach Global Goal on Adaptation (GGA) – pierwszego uniwersalnego systemu mierzenia odporności państw na skutki zmian klimatu.  Dzięki temu raportowanie postępów stanie się bardziej porównywalne, a fundusze adaptacyjne będą kierowane tam, gdzie potrzeby są największe: w rolnictwie, ochronie zdrowia, dostępie do wody i infrastrukturze.

Brazylia zapowiada powołanie Belem Action Mechanism for Just Transition – inicjatywy mającej wspierać kraje i regiony uzależnione od paliw kopalnych. Celem jest połączenie polityki klimatycznej z rozwojem społecznym: ochrona miejsc pracy, tworzenie nowych kwalifikacji i zapewnienie udziału społeczności lokalnych w planowaniu transformacji.

Obok funduszu TFFF negocjatorzy omawiają program RAIZ (Resilient Agriculture Investment for Net-Zero Land Degradation), zakładający rekultywację 250 mln hektarów zdegradowanych terenów do 2050 r.  Brazylia promuje także aktualizację Forest Tenure Pledge 2.0, która ma zapewnić ludom rdzennym bezpośredni dostęp do środków finansowych na ochronę lasów tropikalnych.

Na co zwracać uwagę w Belém

COP30 to nie tylko kolejna konferencja – to sprawdzian, czy świat potrafi przekuć paryskie deklaracje w działanie. Na sukces lub porażkę szczytu złożą się przede wszystkim trzy kwestie.

Po pierwsze – nowe plany klimatyczne. To one pokażą, czy mechanizm z Paryża wciąż działa. Brak ambitnych zobowiązań ze strony największych gospodarek może oznaczać utratę wiarygodności całego systemu dobrowolnych redukcji.

Po drugie – finansowanie. Belém ma zweryfikować, czy obietnica 1,3 bln dolarów rocznie jest osiągalna. Kluczowe będą decyzje o strukturze funduszy i ich nadzorze. Bez realnych przepływów finansowych kraje Południa nie będą w stanie ani redukować emisji, ani chronić swoich obywateli przed skutkami kryzysu.

Po trzecie – adaptacja. Przyjęcie wskaźników GGA byłoby przełomem: wreszcie umożliwiłoby mierzenie odporności państw i weryfikację, czy pomoc trafia tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.

Nie mniej istotne będą rozmowy o sprawiedliwej transformacji – kluczowej dla społecznej akceptacji polityki klimatycznej – oraz o odejściu od paliw kopalnych, temat wciąż budzący największe emocje. Wreszcie, rola Brazylii jako gospodarza okaże się testem, czy kraj potrafi połączyć ambicję dyplomatyczną z odpowiedzialnością ekologiczną. Ani Dasgupta, prezes World Resources Institute podkreśla, że „nie stoimy już przed pytaniem, czy transformacja jest potrzebna. Stoimy przed pytaniem, czy potrafimy ją wdrożyć na tyle szybko, by uniknąć nieodwracalnych zmian”.

Przejdź do treści