W rynsztunku w zaświaty. Dlaczego w grobach wojowników z ziem polskich brakuje zbroi
Wojownicy Mieszka I.
Ilustracja: SebbeKg, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons.
Wczesnośredniowieczne groby rzadko kryją ślady broni ochronnej. Nowe badania pokazują, że zmarli z ziem polskich trafiali w zaświaty raczej z mieczem niż w pełnym rynsztunku
Na cmentarzyskach z okresu wczesnego średniowiecza badacze wielokrotnie znajdowali miecze, włócznie czy ostrogi, ale niemal nigdy – hełmy, kolczugi lub tarcze. Dlaczego? Czyżby elitarni wojowie Piastów nie zasługiwali na pochówek w pełnym uzbrojeniu?
Archeolog dr Tomasz Kurasiński z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, autor pracy W pełnym rynsztunku w zaświaty?, postanowił prześledzić to zjawisko, analizując wszystkie znane znaleziska z terenów dawnej monarchii wczesnopiastowskiej. „W przeciwieństwie do broni zaczepnej, elementy uzbrojenia ochronnego są kategorią niezwykle rzadko notowaną na wczesnośredniowiecznych cmentarzyskach z ziem polskich” – pisze dr Kurasiński.
Badacz zebrał dane o zaledwie dziesięciu stanowiskach, gdzie odkryto fragmenty kolczug, tarcz lub hełmów. Należą do nich m.in. Dziekanowice, Giecz, Kałdus, Ostrowąż i Iwno, gdzie natrafiono na niewielkie fragmenty pancerzy kolczych, oraz Silniczka – jedyne miejsce, z którym można ewentualnie powiązać hełm. W większości przypadków są to jednak pojedyncze kółka kolcze lub skorodowane okucia, których funkcja pozostaje niepewna.
Kurasiński zauważa, że „archeologicznie zastany obraz grobu jest wynikiem wielu okoliczności”. Zbroja mogła po prostu zniknąć, jeśli wykonano ją z materiałów organicznych – takich jak utwardzona skóra czy drewno – typowych dla ówczesnych osłon głowy i tarcz.
Hełm z Silniczki i kolczuga na wagę złota
Najbardziej intrygującym znaleziskiem pozostaje stożkowaty hełm z Silniczki w powiecie radomszczańskim, odkryty „luźno” w pobliżu XI-w. cmentarzyska. Wykonano go z dwóch żelaznych płyt połączonych nitami, a jego powierzchnię zdobiono miedzią, mosiądzem i złotem.

Jak podkreśla dr Kurasiński, „hełm ten pod względem konstrukcyjnym wykazuje podobieństwo do tzw. szyszaków wielkopolskich”, znanych z Giecza czy Gniezna, choć jest od nich prostszy. Część badaczy wiąże go z tradycją chazarską i ruską – hełmy tego typu trafiały do Polski prawdopodobnie jako łupy wojenne lub importy po wyprawach, np. po kampanii Bolesława Chrobrego na Kijów w 1018 r.
Hełm z Silniczki mógł jednak pochodzić z nieco późniejszego okresu – od końca XI do XII w. – i nie mieć związku z pochówkiem. Jeśli rzeczywiście został zgubiony, a nie złożony w grobie, byłby dowodem, że zwyczaj chowania zmarłych z hełmem nigdy się w Polsce nie przyjął.
Fragmenty kolczug odkryto m.in. w Dziekanowicach i Gieczu – pojedyncze żelazne kółka o średnicy 5-8 mm, czasem połączone w drobne sploty. W jednym z grobów w Kałdusie zachowało się osiem brązowych ogniw leżących przy kolanach zmarłego.
Znaleziska te są wyjątkowo skromne w porównaniu z pełnymi pancerzami odkrywanymi na Rusi czy w Skandynawii. „Sporadyczne pojawianie się w grobach znalezisk wiązanych z osłonami ciała tłumaczone jest specyfiką obrzędowości pogrzebowej – zwyczaj chowania zmarłych w kolczugach nie przyjął się na ziemiach polskich” – pisze Kurasiński.
Kolczugi były niezwykle kosztowne i często przechodziły z ojca na syna. W źródłach anglosaskich pojawiają się nawet zapisy testamentowe, w których pancerz przekazywano jako majątek dziedziczny. „Wykonanie kolczugi składającej się z 30 tys. pierścieni zajmowało około 1500 godzin pracy” – przypomina badacz.
Zbroja jako amulet i symbol
Niektóre fragmenty kolczug – pojedyncze kółka lub ich zestawy – mogły pełnić funkcję symboliczną lub magiczną. Znane są przypadki, gdy ogniwa kolcze znajdowano w grobach kobiet i dzieci, przyszyte do odzieży lub noszone jak biżuteria.
„Tak jak rzeczywista kolczuga osłaniała ciało wojownika, tak jej fragmenty w magicznym sensie miały zapewnić ochronę przed złem kobietom i dzieciom” – pisze Kurasiński.
W niektórych kulturach kawałek zbroi symbolizował nieobecnego krewnego-wojownika. To mogłoby tłumaczyć obecność pojedynczych pierścieni w grobach, nawet jeśli zmarły nie był wojownikiem. Jak zauważa badacz, „dla symbolicznego podkreślenia stanowiska, jakie zajmował zmarły, wystarczało złożenie do grobu drobnego fragmentu zbroi, nie narażając spadkobierców na utratę kosztownego wyposażenia”.

Tarcze są jeszcze rzadsze niż pancerze. Z grobów w Turowie, Dziekanowicach, Kałdusie i Lewinie pochodzi zaledwie kilka żelaznych skobli i okucia, które można uznać za pozostałości po nich. Drewniane deski i skórzane pokrycia uległy całkowitemu rozkładowi.
„Większość zabytków, które wskazywane są jako pozostałości tarcz, jest na tyle mało charakterystyczna, że taka ich interpretacja może być dyskusyjna” – zauważa Kurasiński.
Tarcze z drewna i skóry były tanie, powszechne i szybko się zużywały, dlatego rzadko trafiały do grobów. Nie można też wykluczyć, że ich brak miał znaczenie symboliczne lub religijne – w czasie chrystianizacji tarcza mogła być postrzegana nie tyle jako broń, co przedmiot rytualny, zbyt „bojowy”, by znalazł się w grobie.
Czy wojowie Piastów bali się żelaza?
Kronikarz Gall Anonim pisał, że za Bolesława Śmiałego Polacy „odzwyczaili się od kolczug” po tym, jak część rycerzy utonęła podczas przeprawy przez rzekę. Kurasiński przywołuje ten epizod jako dowód, że już w XI w. pancerze stawały się rzadkością w armii Piastów.
Niektórzy badacze, jak Janusz Banaszkiewicz, interpretują ten przekaz inaczej – jako echo archaicznego rytuału walki „nagiego wojownika”, który świadomie rezygnował z ochrony, ufając boskiej pomocy. „W rytualnie osadzonych zmaganiach bitewnych walczący bez pancerza ‘nadzy’ wojowie zdawali się na los, okazując odwagę i pogardę dla śmierci” – przypomina Kurasiński.
Być może więc brak broni ochronnej w grobach nie wynikał wyłącznie z biedy czy praktyczności, lecz również z idei – z wyobrażenia idealnego wojownika, który nie potrzebuje tarczy ani kolczugi, bo chroni go jego męstwo.
Autor podsumowuje: „Broń ochronna jest bardzo rzadko notowaną kategorią uzbrojenia na cmentarzyskach z ziem polskich. Niska frekwencja mogła wynikać z selekcji – dawano pierwszeństwo orężu zaczepnemu.”
Dla elity wojowników hełm czy kolczuga były zbyt cenne, by trafiły do grobu. Dla innych – zbyt trudne do zdobycia. A dla wszystkich – zbyt mało symboliczne. W kulturze wczesnopiastowskiej odwaga liczyła się bardziej niż żelazo, dlatego wojowie trafiali w zaświaty nie „w pełnym rynsztunku”, lecz z gołą piersią i mieczem w dłoni – jak przystało na bohaterów swojej epoki.
Źródło:
Tomasz Kurasiński, W pełnym rynsztunku w zaświaty? Problem występowania elementów broni ochronnej na wczesnośredniowiecznych cmentarzyskach z terenu ziem polskich,
„Przegląd Archeologiczny”, t. 73, 2025, s. 79–104.
Instytut Archeologii i Etnologii PAN. DOI: 10.23858/pa73.2025.3968.
Polecane:
-
Artykuł
Chrobry w świetle źródeł epoki Przejdź do publikacji: Chrobry w świetle źródeł epoki
-
Artykuł
1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego Przejdź do publikacji: 1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego
-
Artykuł
Bolesław Chrobry – bohater narodowy i problem dla nauczycieli historii Przejdź do publikacji: Bolesław Chrobry - bohater narodowy i problem dla nauczycieli historii
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Czym walczyli Piastowie? Uzbrojenie sprzed tysiąca lat
Czym walczyli Piastowie? Uzbrojenie sprzed tysiąca lat Przejdź do publikacji: Czym walczyli Piastowie? Uzbrojenie sprzed tysiąca lat
Przejdź do publikacji: Jak długo żyli ludzie w czasach Piastów? Na co chorowali?