Źródło: Canva

Ziemia jest zagrzybiona – dosłownie. W jednym gramie gleby może się mieścić nawet 350 metrów strzępek grzybni, a mimo to wciąż wiemy o nich zaskakująco mało. Grzyby żyją w wodzie i na lądzie, w nas i na nas. Potrafią manipulować zachowaniem owadów, rozkładać plastik, leczyć, tworzyć symbiozy z drzewami i… inspirować artystów oraz szamanów

W książce W czym grzyby są lepsze od ciebie? dr hab. Marta Wrzosek, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, i Karolina Głowacka, dziennikarka naukowa i twórczyni Radia Naukowego, prowadzą błyskotliwy dialog o najbardziej tajemniczym królestwie organizmów na Ziemi. To skrząca się od ciekawostek opowieść o tym, jak grzyby zmieniają świat i dlaczego bez nich nie byłoby nas.

„Funga! Jak cudownie to brzmi! Smakujmy to dumne słowo i odkrywajmy bogactwo królestwa grzybów” – zachęcają autorki. Wydanie drugie, poprawione i zaktualizowane, zostało wzbogacone o dziesiątki zdjęć, również tych ukazujących grzyby z mikroświata.

Książka to wspólne dzieło badaczki i popularyzatorki nauki, które łączy rzetelność naukową z lekkością rozmowy i poczuciem humoru. Dzięki niej świat grzybów przestaje być ukryty, a staje się fascynującym, żywym bohaterem.

Poniżej publikujemy fragment książki W czym grzyby są lepsze od ciebie?.


Pracowici grabarze

Kto dobierze się do ciebie po śmierci

K: Spójrzmy prawdzie w oczy. Przyjdzie dzień, w którym umrę. Moje ciało, pełne składników odżywczych, będzie bardzo atrakcyjne. Czy grzyby przybędą, aby mnie skonsumować?

M: Wszystko zależy od tego, czy się skremujesz.

K: Załóżmy, że nie, chociaż nie wykluczam, że podejmę taką decyzję po naszej rozmowie.

M: No cóż, jeśli się nie skremujesz, to z całą pewnością na twoim ciele pojawią się różne organizmy, a wśród nich grzyby.

K: Ale jak się dostaną do trumny? Przecież trumnę się szczelnie skręca i umieszcza w grobie wylanym betonem.

M: Nie zapominajmy, że zmarły nie jest szczególnie sterylny. Grzyby rozwijają się na jego ciele i w jego tkankach, zanim trafi do trumny. Z czasem do grobu dostaną się też muchówki.

Oczywiście początkowo będą miały problem z wiekiem trumny, ale ono się prędzej czy później rozszczelni. A gdzie muchówki, tam grzyby, bo te owady noszą przecież grzyby na swoich nogach i skrzydłach. W grobowcu pojawią się też nicienie i bakterie. Te ostatnie będą konkurowały z grzybami, a w walce obie strony będą wykorzystywały broń chemiczną. Bakterie sięgną po fungicydy, a grzyby po antybiotyki. Kto wygra to starcie? Zazwyczaj zwycięzcami zostają bakterie, choć duże znaczenie ma tu pierwszeństwo. Jeżeli grzyb zdążył rozwinąć się trochę wcześniej, powiedzmy, że jeszcze na ciele czy ubraniu starego, chorego człowieka, to przynajmniej częściowo zwycięży w walce z bakteriami. Z kolei jeśli bakterie będą pierwsze, to wytworzą śluzowate powłoki, które fizycznie odetną zarodnikom drogę do źródła pokarmu.

K: A jak to będzie wyglądało? Ciało zostanie obrośnięte strzępkami, czy może – nieprzyjemnie o to pytać – pojawią się owocniki?

M: To różnie bywa. Zasadniczo na rozkładającym się ciele najpierw rozwijają się pleśnie z grupy Mucorales. Bardzo dużo jest również pędzlaków, Penicillium. Szczególnie często pojawiają się drożdżaki, a zwłaszcza występująca także u żywych ludzi Candida. Ten grzyb jest już przyzwyczajony do korzystania z ludzkich zasobów, więc dobrze sobie radzi ze zwłokami. Kilka lat temu badałam wnętrze zabytkowej krypty grobowej i znalazłam bez liku kropidlaków – co więcej, były to gatunki groźne nawet dla żyjących. Na szczęście pracowałam w kombinezonie i maseczce, ale czułam się jednak trochę nieswojo. Kilka lat temu zespół chińskich naukowców opisał dość dokładnie mykobiom zwłok ludzkich. Aspergillus, Penicillium, Candida oraz Mucor dominowały na zwłokach w każdym stadium aż do szkieletyzacji.

Jeżeli chodzi o grzyby owocnikowe, to rzeczywiście są takie dwa trupie gatunki. Mówię tu o rogowniczce końskiej i rogowniczce ptasiej. Te grzyby rozwijają się na kościach. Nie jestem pewna, czy jest jakaś rogowniczka ludzka, ale myślę, że moglibyśmy się spodziewać pojawienia się tego typu grzybów również na człowieku. Przypuszczam, że rogowniczka końska nie pogardziłaby ludzką kością miedniczną. Duże znaczenie miałby w tym wypadku dostęp powietrza, bo rogowniczki rosną na kościach leżących na ściółce, a w grobach z wietrzeniem bywa różnie. Jeśli powietrza będzie mniej, rozwiną się głównie drożdżakowce, jeśli więcej, to świeże ciało pokryją głównie pleśnie.

K: W sumie co im żałować.

M: Grzyby mogą korzystać z zasobów ciała także pośrednio. Niektóre uwielbiają wysokoazotowe podłoże. A jeśli jakieś zwierzę czy człowiek jest zakopany płytko w ziemi, to w pobliskiej glebie stężenie tego pierwiastka znacząco wzrasta. I właśnie tam wyrosną zapewne grzyby azotolubne. Choćby czubajki kanie, które często występują na śmietniskach i cmentarzach.

K: Hm, kania jest jadalna.

M: O tak, pyszna.

K: Ale to tak jakoś… nieapetycznie.

M: Może więc lepiej tego nie rozpowiadaj. Zmieńmy nieco temat. Słyszałaś na pewno o klątwie Tutenchamona?

K: A tak, rzekoma klątwa miała dopaść tych, którzy zakłócili spokój faraona i otworzyli jego grób.

M: Klątwy Tutenchamona nie było. Media podchwyciły niesłuszny trop, oskarżając dawno zmarłego faraona o uśmiercenie badacza krypty grobowej. Zaangażowany w wykopaliska był brytyjski arystokrata lord Carnarvon, który współpracował z profesjonalistami. Badania przeprowadzane w 1922 i 1923 roku w Dolinie Królów miały doprowadzić do odnalezienia krypty. Egiptolog Howard Carter, kierując się intuicją i profesjonalną wiedzą, zadecydował o rozebraniu baraków robotników budujących mauzolea. 4 listopada 1922 roku odkryto w miejscu tych budynków stopień schodów, a kolejnego dnia całe schody prowadzące w głąb ziemi. Odsłonięto też fragment zamkniętych drzwi. 16 lutego 1923 roku udało się dokonać odkrycia na miarę stulecia. Znaleziono mumię, złotą maskę, komory ze skarbami. Niecałe dwa miesiące później w Kairze zmarł lord Carnarvon – inicjator i sponsor wykopalisk. Był on jednak poważnie chory, a ostateczną przyczyną śmierci były komplikacje po ukąszeniu komara. Bezpośredni odkrywca, Carter, zmarł wiele lat później. W końcu opowieści o klątwie zostały podważone.

Ale mamy polską wersję tej historii, w której klątwa to raczej skutek zaniedbań i nieprzestrzegania przepisów BHP. Mowa o królu Kazimierzu Jagiellończyku, który zmarł w Grodnie pod koniec XV wieku. Do Krakowa było daleko, środek lata, ale otoczenie uznało, że nie godzi się chować króla z dala od stolicy. Trzeba zawieźć władcę na Wawel.

K: Brzmi to jak bardzo, bardzo zły plan.

M: Ciało króla oczywiście zaczęło się psuć. Owijano je więc w kolejne warstwy płótna, umieszczono w trumnie wypełnionej wapnem palonym i jechano dalej. W samym Krakowie w obawie przed epidemią uznano, że lepiej już nie przebierać władcy w stroje monarsze, tylko złożono go w tym, w czym był. I tak król przeleżał w spokoju do 1973 roku, kiedy to badacze postanowili zbadać kryptę. Musiano na to uzyskać specjalne pozwolenie od Karola Wojtyły, który był wtedy metropolitą krakowskim. Zgoda przyszła. Dostanie się do króla i jego żony Elżbiety Rakuszanki przysporzyło ekipie technicznej niejakich problemów, ponieważ para leżała w krypcie dość głęboko. Ostatecznie udało się zrobić wąskie przejście, ale o wyciąganiu ze środka szczątków nie było mowy. Trzeba było prowadzić badania w samej krypcie.

K: Ciężkie warunki pracy.

M: Badaczy było kilkunastu. Trumny króla i królowej zastali w całkowitej rozsypce. Do krypty wstawili stojaki i deski i zaczęli kompletować szkielety. Pracowali pod ziemią przez wiele godzin. Po dwóch czy trzech miesiącach zmarł człowiek, który pierwszy przekroczył progi krypty.

K: Nie!

M: Tak było. Co więcej, ten właśnie inżynier, konserwator wawelski, według przekazów obawiał się tzw. klątwy Kazimierza Jagiellończyka. Podobno chodził po pracy z książką o klątwie Tutenchamona i głośno się zastanawiał, czy wchodzenie do krypty to na pewno dobry pomysł. Umarł jako pierwszy, i to w niepokojąco krótkim czasie od zakończenia prac.

K: Co masz na myśli, mówiąc „jako pierwszy”…?

M: W następnych latach pojawiły się kolejne ofiary śmiertelne. Co zaskakujące, byli to ludzie w średnim wieku, zasadniczo zdrowi. Na pozostałe osoby pracujące w krypcie padł strach. Ponieważ spodziewano się biologicznej przyczyny zgonów, poproszono o pomoc mikrobiologów. Zastosowali oni prostą metodę Kocha, polegającą na wystawianiu podłoża, na którym będą się osadzać występujące w powietrzu mikroorganizmy. Okazało się, że szalki bardzo szybko porosły ogromną ilością małych kolonii Aspergillus flavus. To bardzo niebezpieczny grzyb, wytwarza mutagenne i rakotwórcze toksyny.

K: A ci badacze oddychali nimi godzinami…

M: Właśnie. Zarodniki Aspergillus mają około 2–3 mikrometrów średnicy, wobec tego podczas wdechu z łatwością przedostają się do tzw. drzewa oskrzelowego i osiadają na jego błonach śluzowych. Wytwarzają toksyczne związki, które rozprzestrzeniają się po całym ciele człowieka. Jeżeli zarodników jest bardzo dużo, a człowiek wdycha spory kilka godzin dziennie, to stężenie groźnych substancji rośnie. W pewnym momencie układ odpornościowy się poddaje. A wystarczyło nałożyć maseczkę, by stworzyć zaporę dla zarodników…

K: Czyli wszystko to z powodu rozkładu królewskiego ciała przez grzyby?

M: Myślę, że podstawową rolę odegrały długi czas przewożenia zwłok i owijanie ich kolejnymi warstwami materiału. To zapewniło grzybom idealne warunki życia.

Marta Wrzosek, Karolina Głowacka, W czym grzyby są lepsze od ciebie?
Wydawnictwo RN, październik 2025, 376 stron
Dostępna jako książka, e-book i audiobook
Więcej informacji: wydawnictworn.pl

Przejdź do treści