Ekspozycja dotycząca nazistowskiej propagandy w Deutsches Historisches Museum w Berlinie, z popiersiem Adolfa Hitlera autorstwa Bernharda Bleeckera (1937). Fot. Richard Mortel / CC BY 2.0
Badacze po raz pierwszy zsekwencjonowali DNA Adolfa Hitlera. Wyniki sugerują, że przywódca III Rzeszy nie miał żydowskich przodków, ale mógł cierpieć m.in. na rzadki zespół Kallmanna. Wynikom towarzyszą jednak poważne pytania: co tak naprawdę wnosi ta wiedza do zrozumienia historii, gdzie przebiega granica między nauką a sensacją i jak nie wpaść w pułapkę genetycznego determinizmu
Punktem wyjścia badań opisanych w dokumencie brytyjskiego kanału telewizyjnego Channel 4 Hitler’s DNA: Blueprint of a Dictator jest niepozorny eksponat z Gettysburg Museum of History w USA. To wycięty z kanapy fragment materiału, przesiąknięty krwią. Amerykański pułkownik Roswell P. Rosengren zabrał go w 1945 r. z podziemnego bunkra Hitlera jako „wojenne trofeum”. Tkanina została oprawiona i wystawiana w muzeum.
Z tego osiemdziesięcioletniego materiału udało się odzyskać DNA. Kluczowe było potwierdzenie, że to rzeczywiście krew Hitlera. Naukowcy zestawili ją z wymazem pobranym dekadę wcześniej od męskiego krewnego dyktatora. Analiza chromosomu Y wykazała idealne dopasowanie.
Do zespołu zaproszono prof. Turi King, genetyczkę znaną z identyfikacji szczątków Ryszarda III znalezionych pod parkingiem w Leicester. W rozmowach podkreśla, że nie interesuje jej sensacja, tylko rzetelne badania z jasno sformułowanymi zastrzeżeniami i „barierkami ochronnymi”. Jej naukowe doświadczenie uzupełnia historyk dr Alex Kay z Uniwersytetu w Poczdamie, specjalista od historii nazizmu. Razem próbują połączyć ustalenia genetyków z tym, co wiemy z dokumentów, relacji i wcześniejszych analiz biograficznych Hitlera.
Plotki, zespół Kallmanna i pytanie o intymność
Pierwszy zestaw wniosków dotyczy najtrwalszych plotek krążących wokół Hitlera od lat dwudziestych XX w. Jedna z nich mówiła o jego żydowskim pochodzeniu ze strony dziadka, którego tożsamość pozostawała nieznana. Analiza genomu nie potwierdziła takiej domieszki. Badacze uznają, że o ile sam mit odgrywał rolę w propagandzie czy współczesnej polityce, na poziomie biologii można go dziś uznać za ostatecznie obalony.
Druga sfera dotyczy życia seksualnego dyktatora. Od lat powtarza się piosenki i anegdoty o jednym jądrze i „mikropenisie„ przywódcy III Rzeszy. Zespół Turi King połączył nowe dane genetyczne z wcześniejszą dokumentacją medyczną. Już w 2010 r. historycy odnaleźli opis badania lekarskiego z więzienia w Landsbergu, gdzie lekarz stwierdził u Hitlera prawostronne niezstąpienie jądra.
Teraz dochodzi do tego informacja o mutacji w genie PROK2, typowej dla zespołu Kallmanna. To rzadkie zaburzenie genetyczne, które może opóźniać lub hamować dojrzewanie płciowe oraz wpływać na rozwój narządów płciowych i libido. Zespół Kallmanna bywa związany zarówno z niezstąpieniem jąder, jak i z mikropenisem, o którym śpiewano w brytyjskiej piosence z czasów wojny.
Historycy od dawna zastanawiali się, dlaczego Hitler był tak całkowicie pochłonięty polityką i niemal zrezygnował z życia prywatnego. Dr Alex Kay zwraca uwagę, że wiedza o zaburzeniu hormonalnym może dołożyć kolejny element do obrazu człowieka, który próbował zastąpić intymne relacje „małżeństwem z ojczyzną”. Nie oznacza to prostego przełożenia biologii na ideologię, ale pozwala lepiej zrozumieć splot kompleksów, wstydu i pragnienia kontroli.
Sporny pozostaje sposób, w jaki twórcy dokumentu próbują uzasadniać wgląd w najbardziej intymne sfery życia dyktatora. W pewnym momencie sugerują, że chęć spalenia ciała po śmierci mogła wynikać z pragnienia ukrycia wad budowy genitaliów. Wielu historyków uważa, że decyzja ta wiązała się przede wszystkim z losem Mussoliniego, którego ciało po egzekucji wystawiono na widok publiczny.

Poligeniczne ryzyko i pokusa „genu zła”
Najbardziej dyskutowany fragment badań dotyczy tak zwanych poligenicznych czynników ryzyka. Zespół porównał sekwencję genomu Hitlera z dużymi bazami danych genomów populacyjnych. Na tej podstawie wyliczono, że miał on bardzo wysokie, mieszczące się w górnym procencie, poligeniczne ryzyko autyzmu, schizofrenii i choroby afektywnej dwubiegunowej, a także podwyższone ryzyko ADHD.
Poligeniczne wyniki ryzyka informują jednak przede wszystkim o względnym ryzyku w populacji, a nie o stanie konkretnej osoby. Prof. David Curtis z UCL Genetics Institute przypomina, że nawet jeśli ktoś znajduje się w górnym percentylu, to faktyczne prawdopodobieństwo rozwoju choroby może być nadal stosunkowo niskie, nawet w przypadku zaburzeń silnie uwarunkowanych genetycznie.
Podobne wątpliwości zgłasza prof. Denise Syndercombe Court, genetyczka sądowa z King’s College London, która badała tę samą próbkę krwi już w 2018 r. Jej zdaniem próby wyciągania wniosków na temat charakteru czy zachowania na podstawie takich wyników są obarczone na tyle dużą niepewnością, że praktycznie nieprzydatne dla opisu jednostki. Inna badaczka, dr Sundhya Raman, podsumowuje to prosto: „to, że coś jest zapisane w twoim DNA, nie znaczy, że się ujawni”.
W filmie występuje także prof. Simon Baron Cohen, dyrektor Autism Research Centre na Uniwersytecie w Cambridge. Ostrzega, że przejście od biologii do zachowania to „ogromny skok” i że istnieje realne ryzyko stygmatyzacji. Jeśli widzowie sprowadzą przekaz dokumentu do prostego komunikatu „Hitler miał autyzm”, osoby neuroróżnorodne mogą być postrzegane jako potencjalnie niebezpieczne albo przeciwnie, mogą pojawić się próby „łagodzenia” oceny sprawcy ludobójstwa.
Krytycznie zareagowały także organizacje reprezentujące osoby autystyczne. Narodowe Towarzystwo Autystyczne w Wielkiej Brytanii nazwało łączenie Hitlera z autyzmem „tanim chwytem” i zwróciło uwagę, że nawet jeśli sama analiza danych jest poprawna, to sposób opowiadania historii lekceważy doświadczenia współczesnych osób z diagnozą.
Nie ma genu dyktatora, jest nowe źródło historyczne
Turi King wielokrotnie podkreśla, że wyniki nie stanowią diagnozy. Jej zdaniem kluczowe jest odrzucenie genetycznego determinizmu: DNA może zwiększać lub zmniejszać prawdopodobieństwo określonych stanów, ale nie przesądza o tym, czy ktoś zostanie tyranem, ani nie wyjaśnia jego decyzji politycznych.
Jednocześnie między ostrożnym językiem naukowców a narracją dokumentu pojawia się napięcie. W filmie wyniki opisane przez badaczkę jako „wyższe niż przeciętnie” w komentarzu lektora zmieniają się w „skłonność do ADHD”, a po chwili jeden z ekspertów mówi już o „osobach z ADHD, takich jak Hitler”.
Historyk prof. Thomas Weber z University of Aberdeen, który również brał udział w projekcie, przyznaje, że kiedy po raz pierwszy zobaczył wyniki, był „w równym stopniu zelektryzowany i zaniepokojony”. Ekscytujące było to, że wyniki zdawały się potwierdzać jego wcześniejsze intuicje dotyczące poczucia inności, wstydu i radykalizacji Hitlera. Obawy budziła perspektywa, że opinia publiczna będzie szukać w DNA prostych odpowiedzi, na przykład „genu zła”.
Weber podkreśla, że średnio rzecz biorąc genom ekstremistów i nie-ekstremistów jest taki sam, a „gen dyktatora” nie istnieje. Jego zdaniem DNA Hitlera można traktować jak kolejne, bardzo specyficzne źródło historyczne. Jak każde inne wymaga krytycznej analizy, porównania z innymi świadectwami i umieszczenia w szerokim kontekście społecznym, politycznym i kulturowym.
Historycy przypominają, że kluczowa lekcja XX w. pozostaje niezmienna: masowa przemoc i ludobójstwo są możliwe nie dlatego, że rodzi się „inny biologicznie” przywódca, ale dlatego, że określone instytucje, ideologie i społeczne przyzwolenie pozwalają „zwykłym ludziom” planować, wykonywać lub akceptować skrajne akty przemocy. Skupienie się na możliwym mikropenisie Hitlera czy jego poligenicznych wynikach ryzyka nie wyjaśnia, jak działają systemy przemocy ani dlaczego w ogóle powstają.
Etyka, odpowiedzialność i przyszłość takich badań
Równie gorąca jak spór o interpretację jest debata o etyce samego projektu. Pytania dotyczą zgody na badania, prywatności oraz tego, czy fakt bycia sprawcą ludobójstwa zmienia nasze zobowiązania wobec zmarłego.
Turi King argumentuje, że badanie DNA historycznych postaci jest dziś standardową praktyką w nauce i archeologii, a Hitler nie jest wyjątkiem tylko dlatego, że budzi wyjątkowo silne emocje. Historyczka Subhadra Das zwraca uwagę, że problem nie polega na samym pobieraniu i analizie DNA z dawnych szczątków, lecz na tym, jak interpretujemy wyniki i jakie wnioski wyciągamy w sferze publicznej.
W praktyce okaże się, że granica nie jest oczywista. Część europejskich laboratoriów odmówiła udziału w projekcie, a ostatecznie analizy wykonano w USA. Prof. Weber sugeruje, by wyniki traktować jako materiał „dla przyszłości”. Uważa, że raz zebranych danych nie należy chować do szuflady, lecz udostępnić je badaczom, którzy w kolejnych latach będą mogli włączać je w coraz bardziej zniuansowane obrazy przeszłości. Pod jednym warunkiem: trzeba je wykorzystywać „skrajnie ostrożnie i trzeźwo”.
To, czy projekt „Hitler’s DNA” zostanie zapamiętany jako przykład rzetelnego użycia nowych narzędzi w badaniach historycznych, czy raczej jako ostrzeżenie przed zbyt łatwymi opowieściami o genetycznym planie tyrana, zależy już nie tylko od naukowców i filmowców, ale także od tego, jak my go ocenimy.
Polecane:
-
Artykuł
Dlaczego nie tyjemy tak samo? Genetyka odpowiada Przejdź do publikacji: Dlaczego nie tyjemy tak samo? Genetyka odpowiada
-
Artykuł
Miłość nie zna granic (gatunków). Niepozorne rewolucje w dziupli Przejdź do publikacji: Miłość nie zna granic (gatunków). Niepozorne rewolucje w dziupli
-
Wywiad
Pamięć, która nie przemija. Co dziedziczymy po Powstaniu Warszawskim Przejdź do publikacji: Pamięć, która nie przemija. Co dziedziczymy po Powstaniu Warszawskim
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: „Nasi chłopcy” i ich niewygodna historia. Wywiad z prof. Kąkolewskim
„Nasi chłopcy” i ich niewygodna historia. Wywiad z prof. Kąkolewskim Przejdź do publikacji: „Nasi chłopcy” i ich niewygodna historia. Wywiad z prof. Kąkolewskim
Przejdź do publikacji: Co mówią geny o płci. Badania prof. Marka Świtońskiego
Co mówią geny o płci. Badania prof. Marka Świtońskiego Przejdź do publikacji: Co mówią geny o płci. Badania prof. Marka Świtońskiego
Przejdź do publikacji: Nie tylko kobiety żyją dłużej. Dlaczego niektóre samice wygrywają w wyścigu o długowieczność