Ilustracja tura z książki Rerum Moscoviticarum commentarii Siegmunda von Herbersteina, Bazylea 1556. Biblioteka Narodowa

Obrosły legendami łoś, żubr notorycznie mylony z turem, ale rzadko kojarzony ze swym amerykańskim krewnym – bizonem, bóbr, którego osobliwy ogon powodował, że uważano go za pół-rybę. Te właśnie zwierzęta – realne, zniekształcone i całkowicie wyobrażone – odegrały zaskakująco dużą rolę w tym, jak Zachód postrzegał Europę Wschodnią. Bada to prof. Grażyna Jurkowlaniec, nowo wybrana członkini korespondentka PAN

Uczona kieruje projektem Scholars, Animals, Images, Geographies and the Arts: De-exoticizing Eastern Europe in the Early Modern Period (SAIGA), pięcioletnim grantem ERC Advanced (2024-2029), który realizowany jest w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zespół analizuje przedstawienia zwierząt w europejskich drukach z XVI-XVIII wieku: tura, żubra, łosia, bobra oraz suhaka stepowego, którego łacińska nazwa saiga jest jednocześnie akronimem projektu. stepowej. Dla wielu autorów właśnie fauna była symbolem „dalekiego Wschodu” kontynentu, zatem jednym z kluczowych wątków projektu jest pojęcie egzotyki. W nowożytnej Europie „egzotyczne” nie oznaczało „pozaeuropejskie”, lecz „dalekie”, „nieznane”. Rzeczpospolita, Litwa czy tereny dzisiejszej Ukrainy mogły wydawać się równie obce jak Amazonia.

Ilustracja żubra z książki Rerum Moscoviticarum commentarii Siegmunda von Herbersteina, Bazylea 1556. Podpis mówi: „Dla Polaków jestem żubrem, dla Niemców bizonem; ignoranci nazywają mnie turem”. Źródło: Biblioteka Narodowa.

– W XVII w. niektóre gatunki południowoamerykańskie były opisane dokładniej niż fauna Europy Wschodniej – zwraca uwagę prof. Jurkowlaniec. Zachodni autorzy rzadko widzieli te zwierzęta na żywo, a ich wiedza opierała się na obiegu ilustracji i cytowanych w nieskończoność źródłach antycznych.

Największy wpływ miał tu Juliusz Cezar, który opisując Germanię wymienił gatunki rzekomo unikatowe dla Lasu Hercyńskiego, rozciągającego się po wschodnie rubieże Europy. Od jego relacji zaczyna się wielowiekowa tradycja egzotyzowania regionu, którą nowożytni kontynuowali z coraz większą pewnością siebie, choć niekoniecznie z większą wiedzą. – Opowieść Cezara o łosiu, który nie zgina przednich nóg, znalazła potwierdzenie w podobnej wzmiance Pliniusza o zwierzęciu zamieszkującym Skandynawię, a następnie była powtarzana przez wieki i na długo pozostała jednym z „faktów” o faunie Europy Wschodniej, czego świadectwem są ilustracje ukazujące czworonoga, którego główną cechą są wyraźnie sztywne przednie nogi – mówi uczona.

Jednak nie tylko brak bezpośredniej obserwacji prowadził do groteskowych rezultatów. W Paryżu, gdy zaczęto w XVII w. przeprowadzać pierwsze sekcje zwierząt, zbadano bobra. Był to jednak osobnik przywieziony z Kanady, która okazała się bardziej dostępnym źródłem niż Europa Wschodnia. Co więcej, o ile jego wnętrzności narysowano z wielką starannością, o tyle sylwetkę zwierzęcia skopiowano z wcześniejszych, bardzo schematycznych wzorów. W efekcie realizm w jednych obszarach szedł w parze z niezmienną warstwą fantazji w innych.

Szczególnie problematyczny okazał się tur – wymarły już na początku XVII w. – Nie można było go porównać z rzeczywistością, a jednocześnie był bardzo silnie obecny w piśmiennictwie. Stąd kolejne pomyłki, zwłaszcza mylenie go z żubrem – wyjaśnia prof. Jurkowlaniec. Z kolei żubra, niekiedy przedstawianego całkiem realistycznie, raczej nie kojarzono z bizonem amerykańskim, nazywanym „wołem z Florydy” i znanym z drzeworytów ukazujących osobliwego garbatego, rogatego czworonoga. – Za pierwszym razem naprawdę musiałam się zastanowić, co to za zwierzę – wspomina uczona. To nie tylko dowód na to, jak odległość i brak doświadczenia bezpośredniego utrwalały błędne wyobrażenia, ale także świadectwo generalnego przekonania, zakorzenionego w starożytności, że każda ziemia ma swoją, odrębną faunę. Zatem zwierzęta, nawet bardzo podobne wizualnie, ale zamieszkujące różne obszary, uważano za różne gatunki.

Tablica z Historiae naturalis de quadrupedibus Jana Jonstona (Frankfurt, ok. 1652), wykonana w warsztacie Matthäusa Meriana. Przedstawia fantastyczne i błędnie identyfikowane zwierzęta: jednorogie stworzenie opisane jako „łoś” (alces), prawdopodobnie renifera podpisanego jako Cervus mirabilis („niezwykły jeleń”) oraz łosia określonego jako „oryks, gatunek jelenia, inaczej Alco”.


Najwięcej naukowej satysfakcji przynoszą prof. Jurkowlaniec momenty, gdy drobny szczegół otwiera zupełnie nowy problem badawczy. Obecnie analizuje londyńskie wydanie dzieł Cezara z 1712 r. – Jest tam żubr przedstawiony jako tur – rzecz do pewnego stopnia typowa, ale o tyle wyjątkowa, że w tym przypadku, dzięki korespondencji, można wyśledzić konkretnego osobnika, który został sportretowany – żubra z menażerii Fryderyka I Pruskiego. Co więcej, sama edycja zawiera kilkadziesiąt ilustracji, wykonanych przez co najmniej kilku rytowników i czerpiących z rozmaitych wzorów: włoskich, francuskich i niderlandzkich. W ten sposób żubr przyprowadził mnie do rozleglejszego pola do badań nad przepływem obrazów w Europie.

Prof. Jurkowlaniec od lat bada kulturę druku, ikonografię i historię sztuki średniowiecza oraz nowożytności. Jest prodziekanem ds. finansów Wydziału Nauk o Kulturze i Sztuce UW oraz przewodniczącą Rady Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Przejdź do treści