Cyfrowy detoks to za mało. Psycholożka PAN o przeciążeniu, którego nie da się „wyłączyć”
Katarzyna Drożdżal
Zmęczenie technologią coraz częściej skłania nas do radykalnych gestów: wyłączania aplikacji, odkładania smartfona, „detoksów cyfrowych”. Problem nie sprowadza się jednak do liczby godzin przed ekranem. O tym, czym naprawdę jest przeciążenie cyfrowe, jakie mechanizmy stoją za nim po stronie naszego układu nerwowego i dlaczego abstynencja rzadko bywa rozwiązaniem, mówi Katarzyna Drożdżal, doktorantka Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk, zajmująca się procesami samoregulacji użytkowników w środowisku cyfrowym
Academia: Cyfrowy detoks zrobił się modny. Rzeczywiście jest taka potrzeba?
Katarzyna Drożdżal: Żyjemy w świecie, który określam jako świat cyfrowej złożoności i to pojęcie jest tu kluczowe. Kiedy mówimy o detoksie czy higienie cyfrowej, często upraszczamy problem i sprowadzamy go do pojedynczych zachowań: „za dużo siedzisz w telefonie”, „odłóż smartfon”, „zrób sobie przerwę”. Tymczasem rzeczywistość, w której funkcjonujemy, jest znacznie bardziej skomplikowana.
Technologie cyfrowe nie są już dodatkiem do naszego życia, lecz jego integralnym środowiskiem – obejmującym pracę, relacje społeczne, dostęp do informacji, a często także regulację codziennych aktywności. Dlatego zawsze pytam: czym właściwie jest cyfrowy detoks wobec wymogów współczesnego świata? W moim ujęciu to jedna z prób adaptacji do środowiska, które sami stworzyliśmy – nasyconego usługami, platformami i urządzeniami, z którymi pozostajemy w stałej interakcji.
Istotne jest też tempo zmian. Rewolucję cyfrową lubimy porównywać do rewolucji przemysłowej, ale ta druga trwała około 150 lat. Tymczasem zmiany, których doświadczamy dziś, rozgrywają się w ciągu kilku dekad – często szybciej, niż jesteśmy w stanie je zrozumieć i oswoić. To rodzi pytanie o to, na ile nasz organizm i nasza psychika są przygotowane do funkcjonowania w tak dynamicznym i bodźcowym środowisku.
Coraz częściej mówi się o środowisku cyfrowym jako „toksycznym”. To nie jest nadużycie?
Użyłabym raczej określenia „potencjalnie toksycznym”. Kiedy przyglądamy się mechanizmom przeciążenia cyfrowego, widzimy, że nie chodzi o abstrakcyjne zagrożenie, lecz o realne, narastające obciążenia – zarówno psychiczne, jak i fizjologiczne. Co więcej, wiele danych wskazuje, że z roku na rok skala tych obciążeń rośnie.
Jako badaczka, ale też osoba pracująca na co dzień z użytkownikami technologii, widzę, jak ogromną część życia zajmują dziś interakcje cyfrowe. Dotyczy to nie tylko czasu wolnego, lecz także pracy, komunikacji czy organizowania codzienności. W tym kontekście nie dziwi mnie, że pojawia się potrzeba radykalnych reakcji – takich jak całkowite odcięcie się od technologii czy czasowa abstynencja.
Czyli cyfrowy detoks jest raczej objawem problemu niż jego rozwiązaniem?
W wielu przypadkach tak. Już sam język, którym się posługujemy – mówienie o „detoksie” czy „abstynencji” – jest znaczący i nawiązuje do modeli znanych z obszaru uzależnień. Warto zauważyć, że w literaturze naukowej funkcjonuje już kilkanaście pojęć opisujących różne formy uzależnień behawioralnych związanych z technologiami cyfrowymi. To pokazuje skalę oddolnej reakcji na przeciążenie.
Współczesny mieszkaniec dużego miasta jest wystawiony na ogromną liczbę interakcji cyfrowych – nie tylko w czasie wolnym, lecz także w pracy. Komputer, komunikatory, systemy informacyjne, platformy współpracy – wszystko to się kumuluje. W efekcie mamy do czynienia z nadmierną ekspozycją, która często nie jest uświadamiana, a może prowadzić do długofalowych konsekwencji dla zdrowia psychicznego.
Czym w takim razie jest przeciążenie cyfrowe? Czy dotyczy wszystkich w równym stopniu?
To zjawisko wielopoziomowe i nie dotyczy wszystkich jednakowo. Najczęściej mówi się o wpływie technologii na uwagę i funkcjonowanie poznawcze, ale to tylko fragment szerszego obrazu. Warto spojrzeć na przeciążenie cyfrowe z perspektywy całego układu nerwowego.
Coraz więcej neurobiologów i neuropsychologów podkreśla, że nasz mózg wyewoluował w warunkach znacznie mniejszej liczby bodźców. Tymczasem współczesne aplikacje i platformy projektowane są tak, by systematycznie uruchamiać mechanizmy automatycznej orientacji uwagi – te ewolucyjnie stare procesy odpowiadające za reagowanie na nowość, zmianę czy potencjalne zagrożenie.
Jednocześnie próbujemy sprawować kontrolę poznawczą: skupiać się, planować, filtrować informacje. To ciągłe napięcie między kontrolą a automatycznym przyciąganiem uwagi kosztuje energię i prowadzi do wyczerpania zasobów poznawczych.
Dochodzi do tego układ nagrody i dopamina. Media społecznościowe oferują nieprzewidywalne wzmocnienia – mechanizm dobrze znany z badań nad hazardem. Sprawia to, że niektórzy użytkownicy są bardziej podatni na utratę kontroli, zwłaszcza jeśli mają mniejsze zasoby samoregulacji. Dochodzą do tego zjawiska takie jak FOMO, zaburzenia snu, technostres – szczególnie silny w środowiskach pracy – oraz ogólne obniżenie dobrostanu psychicznego.
Czy w takim razie cyfrowy detoks faktycznie przynosi korzyści?
Badania pokazują, że tak. Są to jednak korzyści są ograniczone i zależą od kontekstu. Najbardziej konsekwentne wyniki dotyczą obniżenia intensywności objawów depresyjnych, zwłaszcza tych związanych z przeciążeniem. Widać też pewne efekty w redukcji stresu. Jeśli jednak chodzi o satysfakcję z życia czy długoterminową poprawę funkcjonowania, wyniki są niejednoznaczne.
Trzeba też pamiętać, że nie mamy jednej definicji cyfrowego detoksu ani jednego standardowego sposobu jego badania. Poza tym abstynencja w przypadku uzależnień behawioralnych jest trudna do utrzymania. Nie da się na stałe „wyłączyć” technologii w świecie, w którym są one integralnym elementem pracy i życia społecznego.
Skoro więc detoks nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę, to jakie strategie mają realne podstawy naukowe?
Najwięcej dowodów empirycznych mamy obecnie dla strategii wyznaczania granic cyfrowych (digital boundaries). Obejmują granice czasowe, przestrzenne i treściowe, na przykład strefy wolne od technologii, określone pory dnia bez ekranów czy świadome ograniczanie konkretnych typów interakcji.
Kluczowa jest też samoregulacja i zaspokajanie podstawowych potrzeb psychologicznych: autonomii, kompetencji i relacyjności, co dobrze opisuje teoria autodeterminacji. Gdy potrzeby te nie są zaspokojone w świecie offline, rośnie skłonność do kompensowania ich w środowisku cyfrowym.
Dlatego zamiast detoksu sensu stricte skuteczniejszą strategią jest regeneracja – odbudowywanie zasobów uwagi i energii psychicznej. Badania pokazują, że kontakt z naturą, przebywanie w zieleni i środowiskach o mniejszym natężeniu bodźców realnie temu sprzyjają. To jedna z najprostszych, a jednocześnie najlepiej udokumentowanych przeciwwag dla przeciążającego środowiska cyfrowego, w którym dziś funkcjonujemy.
—
Katarzyna Drożdżal – Psycholożka, badaczka i projektantka. Jej zainteresowania badawcze obejmują cyberpsychologię, psychologię osobowości oraz psychologię społeczną. Koncentruje się głównie na procesach samoregulacji użytkowników produktów cyfrowych. Obecnie jest doktorantką w Pracowni Psychologii Osobowości Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk, pod opieką prof. Małgorzaty Fajkowskiej. Zawodowo specjalizuje się w badaniach doświadczeń użytkowników oraz projektowaniu usług. Koordynowała liczne projekty związane z rozwojem produktów cyfrowych.
Polecane:
-
Artykuł
„Czołgający się pionier” sprzed 400 mln lat zmienia historię wyjścia kręgowców na ląd Przejdź do publikacji: „Czołgający się pionier” sprzed 400 mln lat zmienia historię wyjścia kręgowców na ląd
-
Biologia długowieczności. Ile życia zapisane jest w genach Przejdź do publikacji: Biologia długowieczności. Ile życia zapisane jest w genach
-
Multiwersum. Czy istnieje więcej niż jeden Wszechświat? Przejdź do publikacji: Multiwersum. Czy istnieje więcej niż jeden Wszechświat?
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: AI pisze szybciej, taniej i bez przerw na kawę. Czy człowiek ma jeszcze coś do dodania?
AI pisze szybciej, taniej i bez przerw na kawę. Czy człowiek ma jeszcze coś do dodania? Przejdź do publikacji: AI pisze szybciej, taniej i bez przerw na kawę. Czy człowiek ma jeszcze coś do dodania?
Przejdź do publikacji: Czy sztuczna inteligencja umie zadawać pytania lepiej niż ludzie? Ankiety, kłamstwa i nowe narzędzia badawcze