Awatary zmarłych i nowe obietnice nieśmiertelności
Adobe Firefly
W kilku kliknięciach można zamówić usługę, która jeszcze dekadę temu brzmiała jak science fiction: cyfrowy awatar zmarłej osoby, z którym da się rozmawiać, a czasem nawet utrzymywać relację przez miesiące. Równolegle rozwija się branża obiecująca krioprezerwację ciał lub mózgów w nadziei na przyszłe „wskrzeszenie”. W sferę śmierci, żałoby i pamięci wchodzą sztuczna inteligencja, big data i firmy z Doliny Krzemowej
O tym właśnie opowiada dr Katarzyna Nowaczyk-Basińska, badaczka związana z Leverhulme Centre for the Future of Intelligence na University of Cambridge. W swoich projektach analizuje, jak technologie zmieniają nasze doświadczenie straty i pośmiertnej obecności oraz jak różne kultury interpretują obietnice „życia po życiu” w wersji cyfrowej. Jej praca łączy studia kulturowe, tanatologię i etykę AI. Jednym z kluczowych wątków jest to, że spór o cyfrową nieśmiertelność nie dotyczy wyłącznie przyszłości. Dotyczy także tego, kto już dziś kontroluje dane po zmarłych i jakie koszty ponosimy, gdy pamięć zamieniamy w usługę.
Academia: Na polskim rynku właśnie ukazała się pani monografia „Nieśmiertelność. Technokulturowe strategie współczesności”. O czym jest?
Katarzyna Nowaczyk-Basińska: To książka o zjawisku, które nazywam zwrotem ku nieśmiertelności. Punktem wyjścia jest cyfrowa nieśmiertelność, czyli projekty obiecujące różne formy trwania po śmierci dzięki technologiom cyfrowym. Interesuje mnie jednak nieśmiertelność szerzej, jako idea techno-kulturowa.
W książce opisuję i analizuję pierwsze platformy oferujące tworzenie cyfrowych reprezentacji zmarłych takie jak Eterni.me czy Lifenaut. Były to pionierskie przedsięwzięcia, które zapoczątkowały rynek cyfrowego życia po śmierci. Przyglądam się ich obietnicom, modelom biznesowym i językowi, którym się posługują. Sprawdzam też, jak wpisują się w szersze narracje o technologii jako narzędziu przekraczania ludzkich ograniczeń. Z drugiej strony analizuję krionikę – technologię, która oferuje „nieśmiertelność” ciała poprzez jego zamrożenie po śmierci i oczekiwanie na moment, gdy medycyna będzie w stanie przywrócić je do życia. W obu przypadkach mamy do czynienia z obietnicą odroczenia ostateczności. W książce pokazuję, że XXI w. nie tyle wynalazł pragnienie nieśmiertelności, ile nadał mu nową, technologiczną intensywność.
Z tej diagnozy wyciągam wniosek, że potrzebujemy nowych narzędzi analitycznych i konceptualnych, by mierzyć się z pośmiertną obecnością i aktywnością po śmierci. Proponuję więc powołanie studiów nad (nie)śmiertelnością jako autonomicznej, transdyscyplinarnej dziedziny łączącej etykę, studia kulturowe, nauki społeczne, prawo, medycynę i badania nad sztuczną inteligencją. Obecne ramy pojęciowe są zbyt wąskie, by pomieścić zupełnie nowe dylematy, z jakimi się dziś mierzymy, np. pośmiertna prywatność czy prawo do bycia zapomnianym
Co właściwie rozumie pani przez nieśmiertelność?
W najbardziej klasycznym sensie oznaczałaby brak śmierci, kresu biologicznego. Tymczasem współczesne projekty technologiczne działają w logice paradoksu: trzeba umrzeć, żeby zostać „unieśmiertelnionym”. W przypadku krioniki ciało musi zostać uznane za martwe, aby można było poddać je procedurze. W przypadku cyfrowej nieśmiertelności śmierć uruchamia awatara. To pokazuje, że samo pojęcie nieśmiertelności się zmienia. Nie chodzi już o nieskończone biologiczne trwanie, lecz o podtrzymanie obecności, pamięci i relacji. W książce mówię o topologii nieśmiertelności – o tym, jak znaczenie tego słowa przesuwa się między wymiarem kulturowym, biologicznym i technologicznym. Dzisiejsza nieśmiertelność to raczej projekt zarządzania pamięcią i obecnością niż realne zniesienie śmierci.
Zawsze, gdy pojawiała się nowa technologia, pojawiała się też nadzieja, że pomoże nam pokonać śmierć. Teraz jest podobnie?
Tak, z całą pewnościąto marzenie nie zaczęło się wraz z AI. Już w Eposie o Gilgameszu pojawia się pytanie o to, jak uniknąć śmierci. Później mieliśmy alchemię, eliksiry życia, religijne obietnice zbawienia czy XIX-w. fascynacje elektrycznością i medycyną. ProfesorStephen Cave, z którym współpracuje w Cambridge, w książce Immortliaty. The Quest to Live Forever and How it Drives Civilization,pokazuje, że pragnienie nieśmiertelności napędzało przez wieki rozwój cywilizacji. Budowaliśmy monumentalne budowle, tworzyliśmy sztukę, pisaliśmy książki, zakładaliśmy rodziny – wszystko po to, by przekroczyć własną skończoność. XXI w. nie wymyśla nowego pragnienia. Dostarcza jedynie nowych narzędzi.. Sztuczna inteligencja i duże modele językowe sprawiają, że te projekty stają się bardziej dostępne, operujemy też w innej skali. Nieśmiertelność zaczyna się dzięki technologii “demokratyzować” i każdy – przynajmniej w założeniu – może mieć do niej dostęp, tworząc swojego pośmiertnego awatara. Modele językowe potrafią dziś symulować styl myślenia człowieka. Czy to znaczy, że w pewnym sensie już jesteśmy nieśmiertelni?
Dla niektórych taka odpowiedź może być kusząca. Jeśli ktoś może rozmawiać z cyfrową reprezentacją bliskiej osoby, która odpowiada w charakterystycznym stylu, przywołuje wspomnienia i reaguje emocjonalnie, doświadczenie bywa bardzo silne. Trzeba jednak pamiętać o dwóch kierunkach tego zjawiska. Z jednej strony ktoś jeszcze za życia może chcieć stworzyć swoją cyfrową wersję. Z drugiej – to bliscy mogą zdecydować o powstaniu takiego awatara po śmierci danej osoby. Wtedy kontrola nad narracją się przesuwa.To już nie ja zarządzam swoją obecnością, lecz inni. Rodzi to także ważne pytanie etyczne – kto powinien móc decydować o wykorzystaniu danych osoby po śmierci?
Pojawia się też pytanie o koszty. Nie tylko psychologiczne – czy taka technologia pomaga w żałobie, czy ją utrudnia – lecz także społeczne i ekologiczne. Cyfrowa nieśmiertelność wydaje się niematerialna, ale wymaga serwerów, energii i infrastruktury. W skali jednostkowej tego nie widać. W skali milionów „przechowywanych” osób może to oznaczać znaczące zużycie zasobów. Musimy więc zapytać, czy bardziej zależy nam na utrwalaniu przeszłości, czy na odpowiedzialności wobec przyszłości.
Ten sam człowiek może się zachowywać różnie w różnych sytuacjach. Technologia jest w stanie to naśladować?
Nie istnieje jedna, esencjonalna wersja nas samych. Zachowujemy się inaczej w pracy, inaczej w relacjach intymnych, inaczej w przestrzeni publicznej. Jeden z uczetników badań które prowadzę w ramach grantu “Wyobrażenia niesmiertelności w dobie sztucznej inteligencji”, powiedział pół żartem: wyobraźcie sobie babcię na Tinderze i babcię na Facebooku. To dobrze pokazuje, jak wiele mamy wersji siebie.
Dlatego pojawia się pomysł, by zamiast jednego awatara tworzyć wiele profili dostosowanych do różnych relacji. To jednak rodzi kolejne pytania: które elementy biografii są publiczne, które prywatne, kto decyduje o ich udostępnieniu i na jakich zasadach. Te dylematy przestają być abstrakcyjne. Firmy rozwijające takie technologie muszą podejmować konkretne decyzje projektowe, a my potrzebujemy ram etycznych, które im w tym pomogą.
Czy możemy za życia kontrolować, jak będziemy reprezentowani po śmierci?
Do pewnego stopnia tak. Możemy kuratorować swoje dane, wybierać treści, ustalać zasady dostępu. Trzeba jednak pamiętać, że cyfrowa nieśmiertelność działa trochę jak czarna skrzynka. Wprowadzamy dane, a model generuje odpowiedzi, których nie jesteśmy w stanie w pełni przewidzieć.
Duże modele językowe potrafią halucynować – tworzyć treści przekonujące, ale niekoniecznie zgodne z faktami. W kontekście zmarłej osoby oznacza to ryzyko przypisywania jej słów czy poglądów, których nigdy nie wyraziła. To może zmieniać pamięć o człowieku i wpływać na proces żałoby.
W filmie dokumentalnym „Eternal You” pokazano historię kobiety, która po śmierci narzeczonego stworzyła jego cyfrową wersję. Początkowo rozmowy przynosiły jej ukojenie. Z czasem zaczęły generować nowe lęki i cierpienie. To pokazuje, że technologie cyfrowego unieśmiertelnia w dużej mierze oddziałują także na żyjących i mogą dodatkowo komplikować doświadczenie straty.
Skoro znamy zagrożenia, dlaczego ten rynek rośnie?
Bo śmierć jest doświadczeniem, z którym trudno nam się pogodzić. Szukamy narzędzi, które pozwolą oswoić lęk i przedłużyć relację. Wraz z rozwojem dużych modeli językowych branża cyfrowego życia po śmierci bardzo przyspieszyła. Powstają nowe firmy, aplikacje i obietnice.
W moich badaniach prowadzonych w Polsce, Indiach i Chinach nie widziałam jednak bezwarunkowego entuzjazmu. Częściej pojawiały się pytania o regulacje, odpowiedzialność i o to, czy sfera śmierci powinna być pozostawiona wyłącznie logice rynku. Wskazywano też potrzebę włączenia do dyskuji przestawicieli opieki paliatywnej czy branży pogrzebowej, ale też akademików, artystów, osby duchowne, czy wreszcie instytucji publicznych jak muzea h i czy organizacji społecznych związanych z tematem śmierci.
Jedna z osób w Indiach powiedziała mi: może umieranie to umiejętność, którą powinniśmy ćwiczyć. Może sztuczna inteligencja powinna pomagać nam konfrontować się ze skończonością, a nie odciągać nas od niej. To pytanie pozostaje otwarte – i w dużej mierze zdecyduje o przyszłości cyfrowej nieśmiertelności.
Poniżej publikujemy fragment książki „Nieśmiertelność. Technokulturowe strategie współczesności” (Universitas, seria Horyzonty Nowoczesności).

1. Pamięć. Nieśmiertelność jako performans kulturowo-technologiczny
ETERNI.ME I DADBOT
W styczniu 2014 roku w mediach światowych pojawiła się informacja o rewolucyjnej usłudze nazwanej „cyfrową nieśmiertelnością”. Amerykański projekt Eterni.me zakładał stworzenie wirtualnego awatara, który będzie naśladować wygląd, zachowanie i osobowość potencjalnego klienta portalu, co pozwoli zagwarantować mu technologicznie istnienie po śmierci¹. „Jesteśmy zespołem utalentowanych inżynierów i dizajnerów, którzy spotkali się w ramach Programu MIT, by poszukać rozwiązania trudnego problemu ludzkości”² – tak o zespole pisał Marius Ursache, z wykształcenia lekarz, a zarazem główny pomysłodawca przedsięwzięcia.
Gromadzenie danych to pierwsze zadanie, jakie stoi przed twórcami portalu. Awatar ma bowiem powstać dzięki wcześniejszemu śledzeniu i przetwarzaniu informacji pozostawionych przez użytkownika na portalach społecznościowych, forach internetowych, czatach itp. Kolejne etapy procesu to „nadawanie sensu” (making sense) zebranym informacjom i używanie ich po to, by „naśladować” (to emulate) użytkownika. Serwis ma analizować dane zarówno tekstowe, jak i wizualne, wybierając te najbardziej pomocne w stworzeniu wiarygodnego wirtualnego odpowiednika osoby zmarłej.
Ursache przyznaje, że z punktu widzenia technologii nadal chodzi o działania na dość prymitywnym poziomie. Jednak dzięki regularnym interakcjom z awatarem możliwe stanie się jego udoskonalanie w perspektywie kolejnych trzydziestu–czterdziestu lat, jeszcze za życia klienta portalu. Ursache zapewnia, że oczekiwany rezultat końcowy Eterni.me sprowadza się do tego, by ludzie dowiedzieli się więcej o swoich przodkach, a działanie portalu porównuje do internetowych wyszukiwarek, „których funkcja jest oczywista – zostały stworzone po to, by pomagać ludziom”³.
Animowany awatar ma rozwijać się jako system oparty na działaniu sztucznej inteligencji. Będzie zdolny do wchodzenia w interakcje, nawiązując rozmowę lub udzielając rady (sic!) rodzinie i przyjaciołom po biologicznej śmierci pierwowzoru⁴. Twórcy nazywają to rozmową przez Skype’a z przeszłością. Ursache zaznacza:
Naszym śmiałym celem jest stworzenie biblioteki złożonej z ludzkich pokoleń, żeby zachować o nich wiedzę na wieczność. To wielkie marzenie, ale myślę, że za pięćdziesiąt czy sto lat stanie się ono czymś absolutnie normalnym⁵.
Warto przypomnieć, że pionierskie przedsięwzięcie badawcze dotyczące gromadzenia danych cyfrowych z intencją cyfrowego przywrócenia do życia w przyszłości pochodzi z lat 90. i nosi nazwę MyLifeBits⁶. Jego pomysłodawcą był Gordon Bell, jeden z pionierów w dziedzinie komputeryzacji oraz kierownik Microsoft-Research w Redmond. Bell, Jim Gemmell i Roger Lueder stworzyli software odpowiedzialny za zbieranie informacji tekstowych, audialnych i wizualnych, które miały złożyć się na wielkie archiwum jego własnego życia. Kiedy Bell korzystał z komputera, urządzenia rejestrowały odwiedzane przez niego strony internetowe, otwierane pliki, wysyłane i odbierane wiadomości elektroniczne. Kontrolowały również to, które okno w danym momencie wyświetlało się na ekranie, a także nadzorowały aktywność myszki i klawiatury. Sprzęt MyLifeBits nagrywał też rozmowy telefoniczne, piosenki, których Bell słuchał czy programy, które oglądał w telewizji. Bell uważał, że MyLifeBits pozwoli „opowiedzieć historię swojego życia tym, którzy przyjdą po nas”, a jego program aspirował do rangi narzędzia służącego „kolekcjonowaniu” życia⁷. W 2009 roku Bell i Gemmell opublikowali książkę Total Recall: How the E-Memory Revolution Will Change Everything⁸, w której opisują swój innowacyjny projekt, przekonując, że cyfrowe technologie dostarczają znacznie doskonalszych narzędzi do rejestracji danych niż analogowe. Bell, wielki entuzjasta tworzenia totalnego archiwum własnego życia, przewidywał, że w niedalekiej przyszłości pojawi się „cyfrowa nieśmiertelność”, a przy tym zachwalał jej potencjalne korzyści; brzmią one zadziwiająco zbieżnie z tymi, które wskazuje Ursache:
E-wspomnienia pozwolą Ci komunikować się z przyszłością, a Twoja digitalna wersja będzie mogła wchodzić w interakcję z Twoimi potomkami. Wyobrażasz sobie, że za 100 lat ktoś zada Ci pytanie, a Ty będziesz mógł na nie odpowiedzieć? […] Pewnego dnia Ci, którzy zbierają dane o sobie, będą w stanie stworzyć awatara, który wykona niezwykłą pracę podszywania się pod nich samych⁹.
Obok Eterni.me w tym rozdziale przyjrzę się także projektowi Jamesa Vlahosa: w 2017 roku stworzył on chatbota o nazwie Dadbot, imitującego zmarłego ojca¹⁰. Vlahos, z pochodzenia Grek, jest dziennikarzem, ale interesuje się także funkcjonowaniem chatbotów opartych na komunikacji w języku naturalnym. W obszer- mnym artykule-reportażu opublikowanym w prestiżowym magazy- nie „Wired” opisuje on historię choroby swego ojca Johna Jamesa Vlahosa, a zarazem niepozbawioną wątpliwości moralnych pracę nad botem, gromadzącym informacje o ojcu, przetwarzającym je i wykorzystującym w rozmowie z żyjącym użytkownikiem¹¹. Ojciec Jamesa zgodził się na ten eksperyment, kiedy syn go zapewnił, że chodzi o podzielenie się historią jego życia w taki sposób, żeby bot w pewnym sensie zachował jakąś część jego osobowości. Vlahos rozpoczął swoje przedsięwzięcie od nagrania wywiadów z ojcem. W sumie nagrał 91 970 słów, co przełożyło się na 203 strony maszynopisu. Z tego materiału wyjściowego powstał Dadbot, „czatbot, który nie jest dziecięcą zabawką, ale naśladuje bardzo realnego mężczyznę, który jest moim ojcem” – wspomina Vlahos-syn. Pomiędzy Eterni.me i Dadbotem istnieje wiele podobieństw, gdyż obie technologie zajmują się zbieraniem informacji i służą do zachowania pamięci o zmarłych w formie interaktywnego, immersyjnego archiwum; jedna w postaci awatara, druga – bota¹². Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że Eterni.me to wizja Mariusa Ursachego, która pozotała tylko produktem w fazie testowej i nigdy się całkowicie nie zmaterializowała, a Dadbot to istniejący i działający bot, używany przez rodzinę i najbliższych Vlahosa-syna. Można zatem testować pierwsze rezultaty jego działania.
W niniejszym rozdziale zaproponuję zestaw narzędzi badawczych o performatycznym rodowodzie. Pozostając w dialogu z Jonem McKenziem, performans postrzegam jako „projekt o charakterze metateoretycznym, który staje się narzędziem analitycznym do prowadzenia interdyscyplinarnych badań na wielu polach i w rozmaitych kontekstach”¹³. W książce Performuj albo… Od dyscypliny do performansu McKenzie wyodrębnia kategorie performansu technologicznego i performansu kulturowego, szczególnie przydatne w kontekście omawianych przeze mnie projektów nieśmiertelności. Technologia nie tylko stawia czoła śmierci, testując samą siebie i własną wydajność, ale jednocześnie wystawia na próbę kulturę, a ta na poziomie wartości, norm i praktyk próbuje zinternalizować technologiczne nowinki. Eterni.me i Dadbot dowodzą, że performans re-animacji to w dużej mierze praca na pamięci – ludzkiej i nie-ludzkiej. Dlatego właśnie w końcowej części tego rozdziału odwołam się do metody „praktycznego teoretyzowania” Mieke Bal, objaśniając kwestię pamięci w odwołaniu do performansu i performatywności¹⁴. Zasadnicze pytanie, jakie sobie tu stawiam, brzmi następująco: jak zbieranie danych i tworzenie gigantycznych cyfrowych archiwów pamięci przekłada się na doświadczenie cyfrowej (algorytmicznej) nieśmiertelności?
PERFORMANS KULTUROWO-TECHNOLOGICZNY
Eterni.me, podobnie jak Dadbot, traktuję jako performans technologiczny, w którym technologia nie jest tematem, ale stanowi narzędzie umożliwiające wymianę znaczeń w obrębie nowo zaprojektowanej sytuacji komunikacyjnej. W tym kontekście „performatywność” rozumiem jako sprawczość techniczną w konkretnym zastosowaniu i kontekście. Performans Eterni.me i Dadbota można więc interpretować jako wytwarzanie sytuacji komunikacyjnej; dochodzi tu do wymiany znaczeń między partnerami – wirtualnym awatarem/botem i realnym rozmówcą. Jego sprawczość określamy przez możliwość, a docelowo – efektywność komunikacji. Sednem technologicznego performansu Eterni.me oraz Dadbota jest zatem komunikacja, jej ciągłość i skuteczność. Jacek Wachowski w książce Performans stwierdza za McKenziem, że performans w stosunku do nowych technologii należy postrzegać głównie jako test jakości. Samo wykonanie stanowi sprawdzian wydajności nowej technologii, a zarazem dowodzi możliwości przełożenia teoretycznego konceptu na skutki możliwe do zweryfikowania za pomocą poznania zmysłowego¹⁵. Jednak tym, co najmocniej określiło pozycję performansów technologicznych, jak zauważa Wachowski, była:
potrzeba nieustannego przekraczania norm, wypracowywanych wcześniej standardów, przekonanie, że można je przekroczyć, zmienić, udoskonalić. Pragnienie osiągnięcia jak nawyższej jakości i wydajności prowadziło do systematycznego przesuwania granic ludzkich możliwości. […] Kwestią czasu pozostaje realizacja projektów, o których z taką łatwością opowiadają filmy science fiction. Jesteśmy dzisiaj znacznie bliżej zaakceptowania myśli, że wszystko jest możliwe, niż byli nasi antenaci¹⁶.
Właśnie z taką realizacją technologicznej nieśmiertelności, niegdyś możliwą tylko do pomyślenia, mamy dziś do czynienia w przypadku Eterni.me czy Dadbota. Nie dało się przecież wcześniej obcować z wirtualnie upostaciowionym, ineligentnym, interaktywnym materiałem archiwalnym, po śmierci właściciela owego archiwum. Technologia umożliwia zatem „wcielenie” osoby śmiertelnej w osobę wirtualną (analogicznie do źródłowego znaczenia słowa avatār, które w hinduizmie oznacza wcielenie bóstwa w postać śmiertelną), ale też testuje tę sytuację od strony techniczno-wykonawczej i kulturowej. By uzyskać zamierzony efekt spotkania żywych ze zmarłymi, projekty Eterni.me i Dadbot starają się przełożyć długie linijki kodu na doświadczenie obecności zmarłego, konfrontując tym samym wysiłek inżynierów i dizajnerów z poznaniem, percepcją i recepcją żywych odbiorców. Tego typu eksperymenty dzieją się także coraz częściej na gruncie filmowym. Po raz pierwszy w 1994 roku zdecydowano, by w filmie Kruk – po tragicznej śmierci aktora Brandona Lee – brakujące ujęcia uzupełnić przy pomocy komputerowo wygenerowanego obrazu, co wzbudziło liczne kontrowersje prawne i etyczne¹⁷. W ostatnim czasie wystarczy tylko przypomnieć pośmiertną rolę Petera Cuhinga w kolejnej części sagi Star Wars (Łotr 1), wirtualnie wykreowany wizerunek aktorki Sean Young w filmie Blade Runner 2049 czy wskrzeszenie słynnego „buntownika z wyboru” – Jamesa Deana – w filmie Finding Jack. Podobnie jak w przypadku Eterni.me i Dadbota istotną kwestią pozostaje tu dostęp do rozległego archiwum danych o osobie mającej dostąpić technologicznego unieśmiertelnienia.
Performans technologiczny łączy się także silnie z performansem kulturowym, na który McKenzie proponuje spojrzeć z perspektywy społecznej skuteczności, podkreślając tym samym jego transformacyjny charakter. Określa on performans kulturowy jako „pewną operację na normach społecznych: jako zespół działań zdolnych podtrzymywać społeczne uzgodnienia, albo też alternatywnie, zmieniać ludzi i społeczeństwa”¹⁸. Performans re-animacji miałby zatem służyć, obok szansy wypróbowania najnowszych rozwiązań technologicznych, także do ustanawiania nowych znaczeń i wartości. Eterni.me i Dadbot wyrastają bowiem z potrzeby nieustannego przekraczania norm oraz śmiałego przekonania, że można je zmienić i udoskonalić. Omawiane projekty zakładają więc wytworzenie jakby liminalnej przestrzeni, w której zaciera się granica pomiędzy „dziś” a „wczoraj”. Nieunikniony i niepodważalny biologicznie fakt śmierci nie musi oznaczać utraty kontaktu. Komunikacja jest tu rzeczą najbardziej podstawową i gwarantowaną, choć miejsce jednego z interlokutorów zajmuje upostaciowiona technologia.
Nie ma dylematu pomiędzy „utratą” i „przechowaniem”, ponieważ w tej – nowo zaprojektowanej kulturowo, technologicznie i społecznie – sytuacji ich miejsce zastępuje „trwanie”. I tylko w niewielkim stopniu chodzi tu o życie w pamięci potomnych, które prawdopodobnie sprowadzi się do gestu uruchomienia profilu na Eterni.me lub przekazania swoich wspomnień do ich „technologicznej obróbki” (Dadbot). Zmarły zawdzięczać ma pamięć o swoim życiu już nie woli zbiorowości, ale przedśmiertnej decyzji o podpisaniu umowy z firmą Eterni.me na wyprodukowanie swojego profilu lub wygenerowanie dynamicznego archiwum wspomnień, które będzie się komunikować z rodziną.
Polecane:
-
Wideo
Świat okiem nauki #2: Czy powinniśmy być nieśmiertelni? Przejdź do publikacji: Świat okiem nauki #2: Czy powinniśmy być nieśmiertelni?
-
Od sztucznej inteligencji do gwiazd Przejdź do publikacji: Od sztucznej inteligencji do gwiazd
-
AI proponuje nowe terapie na raka Przejdź do publikacji: AI proponuje nowe terapie na raka
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Biologia długowieczności. Ile życia zapisane jest w genach
Biologia długowieczności. Ile życia zapisane jest w genach Przejdź do publikacji: Biologia długowieczności. Ile życia zapisane jest w genach
Przejdź do publikacji: Nie tylko kobiety żyją dłużej. Dlaczego niektóre samice wygrywają w wyścigu o długowieczność
Nie tylko kobiety żyją dłużej. Dlaczego niektóre samice wygrywają w wyścigu o długowieczność Przejdź do publikacji: Nie tylko kobiety żyją dłużej. Dlaczego niektóre samice wygrywają w wyścigu o długowieczność
Przejdź do publikacji: Badaczka, która na nowo zdefiniowała znaczenie bycia człowiekiem