Prof. Stanny o rolniczkach między rolą gospodyni domowej a agrowomen
Sora
Wieś nie jest już synonimem rolnictwa, a rolnik nie zawsze jest mężczyzną. O tym, kim są współczesne rolniczki, jak trafiają do zawodu i dlaczego ich liczba może w przyszłości maleć, mówi prof. Monika Stanny, dyrektorka Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk
Academia: Skąd wzięło się pani zainteresowanie rolniczkami?
Prof. Monika Stanny: Pojawiło się na styku dwóch zjawisk. Z jednej strony obserwujemy już kilka lat renesans zainteresowania historią ludową Polski, zwłaszcza historią kobiet wiejskich. Dużą popularność zdobyły książki takie jak Chłopki. Opowieść o naszych babkach czy Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki kobiet wiejskich. W istocie są to także opowieści o rolniczkach – kobietach pracujących w gospodarstwach, choć rzadko tak nazywanych. Co ciekawe, część materiałów źródłowych wykorzystywanych w tych publikacjach powstawała w badaniach prowadzonych przez badaczki IRWiR PAN. Z drugiej strony, jako demografka badająca przemiany wsi wiem, jak bardzo zmieniło się rolnictwo. Depopulacja i dezagraryzacja sprawiają, że rolniczki stają się coraz mniej liczną grupą zawodową. Pojawiło się więc pytanie: ile jest dziś rolniczek w Polsce, kim są i jak wygląda ich rola we współczesnym rolnictwie. I razem z socjolożkami z Instytutu postanowiłyśmy zgłębić temat, by skierować zainteresowanie z opowieści o przeszłości ku wiedzy o współczesności i przyszłości. Stąd też nasza książka „Aktywne na wielu polach. Współczesne polskie rolniczki”.
Kiedy mieszczuch myśli o wsi, zwykle widzi rolnika-mężczyznę. Ten obraz jest jeszcze prawdziwy?
Zacznijmy od tego, że wiele osób zakłada, że wieś to rolnictwo. To błąd. Tylko około co piętnaste gospodarstwo domowe na wsi utrzymuje się przede wszystkim z rolnictwa, czyli ponad połowę dochodu czerpie z tej działalności. Proces zmniejszania się liczby osób żyjących z rolnictwa trwa od dawna i jest naturalnym elementem rozwoju gospodarczego – wynika ze wzrostu wydajności pracy w rolnictwie i rozwoju innych zajęć. W efekcie dzisiejsza polska wieś jest bardzo zróżnicowana: większość jej mieszkańców pracuje poza rolnictwem, często w usługach lub dojeżdża do pracy w miastach. Z tego powodu rolniczek jest stosunkowo niewiele – szacujemy, że najwyżej około 7% mieszkanek wsi utrzymuje się zawodowo z rolnictwa.
Kobieta na wsi nie musi mieć nic wspólnego z rolnictwem.
Może być menedżerką, właścicielką firmy, nauczycielką czy pracowniczką usług. Wieś jest dziś bardzo różnorodna zawodowo.Natomiast jeśli zawęzimy rozmowę tylko do tych kobiet, które rzeczywiście są związane z rolnictwem, to trzeba powiedzieć jasno: rolnictwo nadal jest sektorem bardzo zgenderowanym, czyli takim, w którym jedna płeć dominuje liczebnie i ma większą władzę decyzyjną. Pomimo, że stanowią one 47% ubezpieczonych w KRUS, to zaledwie 33% z nich jest kierowniczkami gospodarstw rolnych. A wraz z wielkością gospodarstwa ich udział maleje.
Z perspektywy demograficznej ważne jest też to, że na wsi dłużej utrzymuje się przewaga liczby mężczyzn. Wynika to z faktu, że młode kobiety częściej wyjeżdżają ze wsi – do miast, na studia i do pracy. To kontekst „żony dla rolnika”. Ta selektywność migracji ze wsi to jeden z powodów, dla których rolnictwo pozostaje zawodem bardziej męskim. Jednocześnie pokazuje to, że sektor rolny nie zawsze jest dla kobiet równie atrakcyjną ścieżką zawodową, a polityki publiczne powinny uważniej uwzględniać ich obecność i potrzeby – tym bardziej że już dziś około jednej trzeciej beneficjentów Wspólnej Polityki Rolnej stanowią kobiety.
Kim są te kobiety, które zostają w rolnictwie? Jakie są współczesne polskie rolniczki?
Dawniej kobiety na wsi funkcjonowały w dwóch głównych rolach: prowadziły gospodarstwo domowe i pomagały przy produkcji rolnej. Dziś bardzo często ich aktywność wykracza poza te role. Jednocześnie prowadzą dom, zajmują się produkcją i jeszcze prowadzą biznes związany z gospodarstwem, a dodatkowo udzielają się społecznie. Z naszych badań wynika, że są dumne z tego, co robią. 72 proc. z nich deklaruje, że widzi swoją przyszłość w rolnictwie.
Jak trafiają do rolnictwa?
Połowa kobiet wchodzi do rolnictwa poprzez dziedziczenie gospodarstwa po rodzicach, a pozostałe przez małżeństwo. I to wpływa na sposób, w jaki same siebie postrzegają. Kobiety, które przejmują gospodarstwo po rodzicach, znacznie częściej mówią: „samodzielnie prowadzę gospodarstwo”. W tej grupie 44 proc. tak się określa, a 40 proc. mówi, że jest dwuzawodowa, czyli prowadzi gospodarstwo, ale jednocześnie pracuje poza nim. Z kolei połowa tych kobiet, które „wżeniają się” w gospodarstwo określa się, jako „gospodyni domowa”. To pokazuje, że dziedziczenie częściej wiąże się z większą autonomią i widzialnością ich pracy.
Kto naprawdę podejmuje decyzje w gospodarstwie?
Charakterystyczne jest to, że podczas badań w terenie, kiedy prosimy o rozmowę z osobą, która kieruje gospodarstwem, zwykle przychodzi mężczyzna. Opowiada o produkcji, zasiewach czy inwestycjach. Natomiast kiedy zaczynamy rozmawiać o dokumentach, dopłatach i administracji, bardzo często okazuje się, że tym zajmuje się kobieta. 66 proc. z nich mówi, że decyzje administracyjne należą przede wszystkim do nich, a 24 proc. mówi o współdecydowaniu. Zdarza się też, że kiedy pytamy mężczyzn, kto kieruje gospodarstwem, słyszymy odpowiedź: to żona podejmuje decyzje. W przypadku inwestycji 70 proc. kobiet deklaruje, że decyzje podejmują wspólnie z partnerem, a około 20 proc. mówi, że decyduje samodzielnie.
Jak wygląda codzienność pracy rolniczek?
Zidentyfikowałam trzy modele pracy. Największą grupę stanowią kobiety dwuzawodowe. 36 proc. rolniczek łączy pracę w gospodarstwie z pracą poza nim. Około połowa z nich mówi, że musi pracować poza gospodarstwem, ponieważ dochody z rolnictwa nie wystarczają. Jedna czwarta deklaruje, że pracuje poza rolnictwem, bo chce rozwijać się w zawodzie, w którym zdobyła wykształcenie. Kolejna grupa to 31 proc. rolniczek pracujących wyłącznie w gospodarstwie. Ostatnie 28 proc. kobiet zajmuje się głównie domem i pomaga przy pracy rolnej.
A jak same rolniczki widzą swoją pozycję?
To jest dość złożone. 60 proc. z nich czuje się traktowanych na równi z partnerem, ale to oznacza, że 40 proc. takiego poczucia nie ma. Co jednak ciekawe, kobiety najczęściej wskazują na nierówności w relacjach z instytucjami, w tym także unijnymi. Wiele programów wsparcia jest uzależnionych od wielkości gospodarstwa, a kobiety często prowadzą mniejsze gospodarstwa, które nie kwalifikują się do takich programów. Jak uważają, oferty są szyte pod mężczyzn, nasze potrzeby są nie zauważane.
Czy młode kobiety przejmują dziś gospodarstwa rolne?
Na 10 rolniczek powyżej 55. roku życia przypada tylko około 2,4 młodej rolniczki do 34 roku życia. To oznacza, że zastępowalność pokoleń jest bardzo niska. W Unii Europejskiej jeszcze niższa – wynosi analogicznie 1,5. W dłuższej perspektywie może to oznaczać dalsze kurczenie się rolnictwa rodzinnego i przechodzenie w stronę rolnictwa bardziej przemysłowego. A to rodzi pytanie o odporność systemów żywnościowych – szczególnie w czasach rosnącej niepewności geopolitycznej i klimatycznej, gdy bezpieczeństwo żywnościowe ponownie staje się strategicznym wyzwaniem.
Polecane:
-
Artykuł
Nie panikuj. Instrukcja obsługi końca świata Przejdź do publikacji: Nie panikuj. Instrukcja obsługi końca świata
-
Multiwersum. Czy istnieje więcej niż jeden Wszechświat? Przejdź do publikacji: Multiwersum. Czy istnieje więcej niż jeden Wszechświat?
-
Artykuł
Dlaczego kosmos milczy? Nowa hipoteza wyjaśnia paradoks Fermiego Przejdź do publikacji: Dlaczego kosmos milczy? Nowa hipoteza wyjaśnia paradoks Fermiego
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Bezimienne równanie. Uczony, którego nie wolno było cytować
Bezimienne równanie. Uczony, którego nie wolno było cytować Przejdź do publikacji: Bezimienne równanie. Uczony, którego nie wolno było cytować
Przejdź do publikacji: Czy tramwaj może być szybszy niż metro? To zależy od miasta, nie od pojazdu