Środowisko naukowe od lat prosi o więcej środków na badania. Problem w tym, że prośby nie działają, a politycy zdają się już nawet nie udawać, że słuchają
Zgodnie z opublikowanym przez holenderski Rathenau Instituut raportem What motivates research? etatowi naukowcy po zakończeniu stażu podoktorskiego spędzają mniej niż 20 proc. czasu pracy na działaniach związanych z własną aktywnością badawczą, więcej poświęcając m.in. obowiązkom organizacyjnym. „Jeśli kochasz zajmować się badaniami, świat akademicki może nie być dobrym miejscem dla ciebie” – konkludował dziennikarz portalu „Times Higher Education”, omawiający wyniki raportu.
A na czym spędzają czas polscy naukowcy? Do mnie pytanie to wróciło, gdy w ostatnim tygodniu marca razem z prof. Agatą Starostą pojawiliśmy się w Sejmie, tym razem na posiedzeniu sejmowej Komisji do Spraw Petycji, która miała zająć się petycją dotyczącą finansowania nauki, w tym zwłaszcza Narodowego Centrum Nauki. Niestety, tym razem – poza nieodpartym poczuciem déjà vu – wynieśliśmy z Sejmu przekonanie, że czasy grzecznych petycji środowiska naukowego właśnie dobiegły końca.
Przypomnijmy: w ramach akcji, która za symbol przyjęła Marię Skłodowską-Curie zaglądającą do pustej skarbonki, zgromadziliśmy ponad 6,6 tys. podpisów osób zaniepokojonych stanem finansowania nauki w Polsce. Prośbę o zwiększenie nakładów skierowaliśmy m.in. do Prezydenta, Premiera oraz Marszałków Sejmu i Senatu. Pisemną kopię petycji wręczyliśmy podczas gali Nagrody NCN Ministrowi Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Marcinowi Kulaskowi, który deklarował, że „gdyby nie był ministrem, sam by ją podpisał”, oraz Marszałkowi Sejmu Włodzimierzowi Czarzastemu, którego koalicyjny klub Nowej Lewicy odpowiada za obsadzenie resortu nauki.
Choć w odpowiedzi z 29 stycznia 2026 r. sekretarz stanu w MNiSW Karolina Zioło-Pużuk pisała, że „postulat dotyczący zwiększenia finansowania nauki, w tym budżetu Narodowego Centrum Nauki, jest w pełni popierany przez MNiSW”, NCN nie otrzymało dodatkowych, postulowanych środków na badania w bieżącej ustawie budżetowej. Jednocześnie niewielkie zwiększenie środków na funkcjonowanie agencji nie nadąża za rosnącą liczbą wniosków i potrzebami z nimi związanymi.
Dokąd zmierzamy? Więcej osób składających projekty, mniej środków na ich sfinansowanie, więcej skarg na funkcjonowanie agencji. Z tym większym zdziwieniem słuchaliśmy posła sprawozdawcy, który stwierdził, że „problem jest znany w ministerstwie”, w związku z czym zarekomendował zakończenie prac nad petycją. Szczęśliwie głosy nasze oraz dyrektora NCN, prof. Krzysztofa Jóźwiaka – wskazujące, że budżet głównej agencji finansującej w Polsce badania podstawowe jest kluczową kwestią dla całego sektora nauki – zostały wzmocnione przez część posłów koalicji rządzącej oraz obecnego na sali Adriana Zandberga. W efekcie usłyszeliśmy, że choć Komisja nie jest właściwym adresatem tego typu postulatów, petycja wraz z rekomendacją zostanie przekazana do sejmowych Komisji Edukacji i Nauki oraz Finansów Publicznych.
Czyli sukces? Raczej dzień świstaka. Oczywiście dobrze, że udało się zmienić pierwotną rekomendację, a jeszcze lepiej byłoby, gdyby temat (nie)dofinansowania NCN pojawił się na wspólnym posiedzeniu dwóch kluczowych komisji. Problem w tym, że Komisji Finansów Publicznych o roli NCN opowiadaliśmy już – w tym samym składzie – przy okazji poprzedniej ustawy budżetowej, ponad półtora roku temu, 20 listopada 2024 r. Komisja Edukacji i Nauki? Tam również byliśmy, a nerwową wymianę zdań między przewodniczącą komisji a prof. Starostą uwieczniła partia Razem.
Niestety przestrzeń, którą powinna wypełniać praca naukowa, zajmuje dziś proszenie, nagłaśnianie i petycjonowanie. Piszemy, występujemy na komisjach, spotykamy się z decydentami, postulujemy zwiększenie finansowania nauki do 3 proc. PKB. W odpowiedzi słyszymy zapewnienia, że nauka jest w historycznie najlepszej sytuacji w III RP i że po chudych latach poprzednich rządów otrzymała bezprecedensowy zastrzyk środków.
Tyle że gdy przyjrzeć się szczegółom, „zastrzyk” ten okazuje się w dużej mierze wyrównaniem inflacji, wymuszonym korektami płac, aby wynagrodzenia asystentów nadążały za rosnącą płacą minimalną. Albo – jak usłyszeliśmy nieoficjalnie – „skąd mamy zabrać, ze zdrowia czy z obronności?”. Tymczasem dane GUS pokazują 1,41 proc. PKB i realny spadek nakładów na badania i rozwój w 2024 r., co tylko pogłębia problem. W odpowiedzi pojawiają się komentarze ministra Marcina Kulaska, że „szkoda byłoby naukę uprawiać po rosyjsku”.
Jak to wygląda w praktyce? Mimo podwyżek osoba z doktoratem zatrudniona na stanowisku technicznym lub asystenckim nadal zarabia płacę minimalną albo niewiele (19 złotych!) ponad nią. Adiunkt? Minimalne wynagrodzenie zasadnicze to 7044 zł brutto, czyli około 73 proc. przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw według danych GUS za marzec 2026 r.
Podobnie doktoranci: przez pierwsze dwa lata szkoły doktorskiej otrzymują 70 proc. płacy minimalnej, czyli 3570,5 zł brutto. Trudno za to utrzymać się w dużym ośrodku akademickim. Tymczasem o konieczności zwiększenia finansowania budżetu badań w NCN pisze już nie tylko środowisko naukowe, lecz także Bank Światowy w raporcie Innovation Rising.
Zamiast działań w duchu „wszystkie ręce na pokład” dostajemy spory o język publikacji i deklaracje, że system działa dobrze. Jak wynika z wypowiedzi rzecznika rządu, celem ewaluacji nie jest już wspieranie jakości badań, lecz takie rozdzielenie środków, by „nikt nie został ukarany”.
Czy biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia, kolejna wizyta na komisji sejmowej, gdzie jeszcze raz powiemy, ile na rękę dostaje doktorant, jak ważny jest NCN w polskim krajobrazie naukowym albo jak wygląda działanie w warunkach niedoboru, ma szansę wpłynąć na działanie polityków? Ponad półtora roku temu w rozmowie w Gazecie Wyborczej ironizowałem, że naukowcy mogą co najwyżej palić manuskrypty przed Sejmem albo blokować rowerami Veturillo centrum Warszawy.
Stabilne ignorowanie spraw nauki, malowanie trawy na zielono przez MNiSW i brak jakiejkolwiek wizji zmiany obecnej sytuacji sprawiły, że dziś protest naukowców nie tylko nie wydaje się pomysłem absurdalnym, ale wręcz jedynym, co może skłonić polityków do działania u progu roku wyborczego. Na tym etapie to nie wiedzy brakuje naszym decydentom. Parafrazując Lindquista: „brak im odwagi, by zrozumieć, co wiedzą, i wyciągnąć z tego wnioski”. Czy naukowcy dojrzeli do protestu czy też dalej będziemy wierzyć, że do takiej odwagi polityków skłoni kolejna petycja online?
Polecane:
-
Badania bez szybkiego zwrotu. Czego Polska uczy się szybciej niż NASA Przejdź do publikacji: Badania bez szybkiego zwrotu. Czego Polska uczy się szybciej niż NASA
-
Chemia, zdrowie, środowisko. Nowa jednostka badawcza PAN Przejdź do publikacji: Chemia, zdrowie, środowisko. Nowa jednostka badawcza PAN
-
Artykuł
Cła jako narzędzie polityki handlowej: broń polityczna czy jednak krótkowzroczna pułapka? Przejdź do publikacji: Cła jako narzędzie polityki handlowej: broń polityczna czy jednak krótkowzroczna pułapka?
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Granty ERC. Jak pozyskiwać je skuteczniej?
Granty ERC. Jak pozyskiwać je skuteczniej? Przejdź do publikacji: Granty ERC. Jak pozyskiwać je skuteczniej?
Przejdź do publikacji: Prof. Olko: Punkty nie zastąpią strategii naukowej państwa
Prof. Olko: Punkty nie zastąpią strategii naukowej państwa Przejdź do publikacji: Prof. Olko: Punkty nie zastąpią strategii naukowej państwa
Przejdź do publikacji: Priorytety, wyzwania i innowacje: prof. Jerzy Małachowski w rozmowie o przyszłości NCBR