Zdjęcie lotnicze neolitycznego rondela w Drzemlikowicach koło Oławy. Widoczne na polu koncentryczne ślady roślinności odsłaniają przebieg dawnych rowów i konstrukcji ziemnych ukrytych pod powierzchnią gruntu. Źródło: Piotr Wroniecki / Wikimedia Commons.
Jakie bóstwa czcili ludzie żyjący na ziemiach dzisiejszej Polski tysiące lat przed pojawieniem się pierwszych kronik? Archeologia nie daje prostych odpowiedzi, ale pozostawia ślady: monumentalne rondele, megalityczne grobowce, symbole wyryte na ścianach kopalń i egzotyczne przedmioty trafiające tu z odległych kultur. O tych zagadkach opowiada Szymon Zdziebłowski, autor książki „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”
Academia: Większość z nas kojarzy Swaroga albo Świętowita. Gdzie podziali się polscy bogowie?
Szymon Zdziebłowski: W powszechnej świadomości dawni bogowie to po prostu bogowie słowiańscy. Tak jakby Słowianie byli obecni na ziemiach dzisiejszej Polski od zawsze, co przecież nie jest prawdą. Nasze ziemie zamieszkiwały wcześniej różne ludy i każda z tych społeczności miała własne wierzenia. Właśnie o tym jest moja książka. Kończę ją tematyką słowiańską, ale jej zasadnicza część dotyczy tego, w co wierzyli ludzie przed pojawieniem się Słowian w VI w. naszej ery.
Co możemy o tych wierzeniach powiedzieć? Nie ma przecież praktycznie żadnych źródeł pisanych.
Archeologia opiera się na interpretacjach. Przed niemal każdym stwierdzeniem dotyczącym pradziejów należałoby dodać słowo „prawdopodobnie”. Są jednak artefakty i stanowiska archeologiczne sugerujące, że działo się tam coś więcej niż zwykłe codzienne życie.
Myślę, że można próbować rekonstruować dawne rytuały. A jeśli możemy rekonstruować rytuały, to możemy też próbować odtwarzać dawne wierzenia.
Na przykład?
Bardzo ciekawym przykładem są rondele, czyli gigantyczne konstrukcje sprzed około siedmiu tysięcy lat. Niewiele po nich zostało, bo były wykonane głównie z drewna, ale znamy ich zarys. Miały po kilkadziesiąt metrów średnicy, czasem nawet około stu metrów. Część badaczy uważa, że mogły pełnić funkcję świątyń. Jeśli tak, byłyby starsze od Stonehenge nawet o kilka tysięcy lat.

W książce nie forsuję jednej interpretacji. Staram się pokazywać różne stanowiska i pozwolić czytelnikowi samemu ocenić, która hipoteza wydaje mu się najbardziej przekonująca.
W swojej książce sięgasz jednak znacznie dalej niż neolit.
Tak, wracam aż do neandertalczyków. Opisuję między innymi jeden z najstarszych zdobionych artefaktów. To niewielka kościana płytka z równoległymi nacięciami, mająca ponad sto tysięcy lat.
I znów pojawia się pytanie: co właściwie oznaczają te ślady? Być może był to jakiś system notacji, może sposób liczenia upolowanych zwierząt, ale możliwe też, że mamy do czynienia ze śladami symbolicznego myślenia.
Trzeba pamiętać, że w pradziejach granica między sacrum a profanum prawdopodobnie wyglądała inaczej niż dziś. Budowla mogła jednocześnie pełnić funkcję miejsca rytuałów oraz miejsca zebrań czy podejmowania decyzji.
W grobach wikingów znajdowane są figurki Buddy. Czy do ludzi żyjących na ziemiach dzisiejszej Polski docierały wierzenia z odległych części świata?
Jednym z wątków, które tropię, są wpływy wierzeń staroegipskich. Zajmowałem się wcześniej archeologią Egiptu, więc ten temat jest mi szczególnie bliski. W grobach sprzed około dwóch tysięcy lat odkrywane są przedmioty pochodzące z Egiptu albo egiptyzujące. To między innymi skarabeusze dobrze znane z muzeów czy turystycznych pamiątek.
Pojawia się oczywiście pytanie, co one właściwie oznaczały. Same znaleziska pokazują jednak, że ziemie dzisiejszej Polski nie były odizolowane od dalekich wpływów kulturowych.
Piszesz o piramidach kujawskich czy domniemanym kopcu pod katedrą w Gnieźnie. Co w tych historiach jest faktem, a co romantyczną legendą?
Dużo miejsca poświęcam właśnie domniemanemu kurhanowi w Gnieźnie. To temat stojący na granicy pogaństwa i chrześcijaństwa, związany z mitami o początkach państwa polskiego.
W ostatnich latach pojawiły się wyniki badań archeologicznych sugerujące, że pod wzgórzem mogła istnieć duża konstrukcja kamienna starsza od państwa Mieszka. Być może była związana ze sferą religijną. Piszę też o Ślęży i idei świętych gór, czyli miejsc szczególnie ważnych dla dawnych społeczności.
A kujawskie „piramidy”?
To historia sięgająca neolitu. Tak zwane grobowce kujawskie kilka tysięcy lat temu nie były jednak wyłącznie grobami. Wszystko wskazuje na to, że pełniły funkcję centrów ceremonialnych. Przed nimi znajdowały się duże place, na których prawdopodobnie odbywały się rytuały i uczty związane z kultem przodków. Archeolodzy znajdują tam ślady ognisk oraz różne przedmioty mogące świadczyć o ceremonialnych spotkaniach.
Dziś wyobrażamy sobie te megality jako spokojne konstrukcje ukryte w lesie. Tymczasem były to miejsca pełne ludzi i aktywności.
Wyobrażamy sobie ziemie dzisiejszej Polski przed czasami Piastów jako niemal bezludne. Tymczasem z archeologii wyłania się zupełnie inny obraz.
Przed pojawieniem się Słowian trwał okres wielkich migracji ludów. Przez obecne ziemie Polski przemieszczały się różne społeczności, w tym germańskie, a wraz z nimi ich wierzenia i rytuały.
Trudno odpowiedzieć, ile różnych religii funkcjonowało na tych terenach. Na pewno było ich wiele. W różnych epokach powracają też pewne motywy. W paleolicie często pojawiają się kobiece figurki interpretowane czasem jako wyobrażenia Bogini Matki. W neolicie pojawia się z kolei symbolika byków czy motywy związane z płodnością – ponownie przedstawienia kobiet. To niezwykle złożony temat i bardzo łatwo o nadinterpretacje.
O mitologii greckiej, rzymskiej czy nordyckiej wiemy znacznie więcej niż o wierzeniach dawnych mieszkańców Europy Środkowej.
Słowianie nie pozostawili własnych zapisów dotyczących swojej religii albo po prostu się one nie zachowały. Mamy jedynie krótkie wzmianki pochodzące od obcych kronikarzy. Dlatego bardzo trudno stworzyć wiarygodny panteon słowiańskich bogów. Wiele późniejszych wyobrażeń jest bardziej rekonstrukcją niż pewną wiedzą historyczną.
Jeśli cofniemy się jeszcze dalej, do paleolitu, problemem jest również geografia. Lodowiec przez długi czas sprawiał, że północne tereny dzisiejszej Polski były mało atrakcyjne dla ludzi. To także wpływa na liczbę zachowanych śladów archeologicznych.
Dlaczego ten temat jest dla ciebie tak fascynujący?
Archeologia nie jest dla mnie tylko nauką o tym, jakie garnki produkowano i kiedy. Mam poczucie, że praca archeologa nie powinna kończyć się na opisie artefaktów. Powinna być próbą zrozumienia dawnych społeczności, również ich wierzeń.
To jedna z najtrudniejszych rzeczy do odtworzenia, ale też jedna z najbardziej fascynujących. Dziś żyjemy w świecie zdominowanym przez religie stosunkowo młode, związane już z epoką pisma. Tymczasem człowiek istnieje od setek tysięcy lat i przez cały ten czas musiał próbować tłumaczyć sobie świat. Pytania o to, kiedy pojawili się bogowie, rytuały czy wyobrażenia życia po śmierci, są niezwykle ciekawe.
Dodatkowo ostatnia popularnonaukowa książka o wierzeniach pradziejowych na ziemiach polskich ukazała się jeszcze w latach 70. Od tamtego czasu pojawiło się mnóstwo nowych danych archeologicznych. To trudny temat i wielu archeologów podchodzi do niego ostrożnie, bo łatwo wejść na bardzo niepewny grunt interpretacji. Być może właśnie dlatego czasem łatwiej jest próbować takich rekonstrukcji komuś trochę spoza ścisłego środowiska akademickiego.
Poniżej publikujemy fragment książki „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”, która ukaże się nakładem wydawnictwa Rebis. 2 czerwca

Górnik kojarzy się nam coraz bardziej z zawodem przeszłości. W naszym kraju na masową skalę wydobywano węgiel kamienny. Jego pozyskiwanie było pracą potrzebną, ale raczej nieuznawaną przez większość ludzi za wysublimowaną. Niesłusznie. Górnicy kujący tunele tysiące lat temu byli zdani tylko na swoją wiedzę, doświadczenie i intuicję. A poza tym zapuszczali się do innych światów, bo za takie uważano podziemia.
Być może więc pradziejowi górnicy mieli specjalny status. Czyżby uważano ich za osoby wtajemniczone i godne zapuszczania się do podziemi? Tam, gdzie nigdy nie stanęła ludzka noga? Do świata bogów?
„Krzemień dość powszechnie stosowano w magii. Uderzane o siebie kamienie sypią iskrami. Iskra to przejaw ognia, a więc – jak mniemano – ogień życia zawiera się w kamieniu”73 – opisuje dr Bąbel. Przez sporą część pradziejów narzędzia zrobione z tego surowca trafiały do grobów. Również z krzemienia wykonano kilkanaście tysięcy lat temu jedne z najstarszych na naszych ziemiach wizerunki Wenus – pisałem o nich w jednym z wcześniejszych rozdziałów.
Archeolog prof. Stefan Krukowski, jeden z pierwszych badaczy Krzemionek, stwierdził, że niektóre komory pełniły funkcję świątyń. Do tych wysokich przestrzeni prowadziły wąskie tunele. Na bocznej ścianie jednego z wyrobisk znajdowała się T-kształtna płaskorzeźba. Tam też odkryto fragmenty naczyń ceramicznych – takie znalezisko w Krzemionkach jest wyjątkowe. Niestety te korytarze nie przetrwały do naszych czasów. W XX wieku zostały zniszczone w wyniku działalności wydobywczej.
Dr Bąbel poszedł w swoich interpretacjach o krok dalej. Uznał, że komory były świątyniami górników, w których odbywały się obrzędy inicjacyjne. Podczas nich młodym adeptom ujawniano tajemnice zawodu. A wszystko to mogło się dziać z użyciem środków halucynogennych, bo ich praca miała się ściśle przenikać z religią i magią. To za sprawą wydobywanego krzemienia. Być może te sakralne przestrzenie powstawały w wyrobiskach, czyli tam, gdzie wyeksploatowano już surowiec, podobnie jak stało się to tysiące lat później w Wieliczce.
Na to, że w neolitycznych kopalniach krzemienia mogło się sporo dziać po zaprzestaniu wydobycia, wskazują również dowody z zagranicy. Na przykład w Cissbury w Wielkiej Brytanii po wyjątkowo częstym przechodzeniu przez ciasne tunele ich powierzchnia jest niemal wypolerowana. Wewnątrz znaleziono depozyty w postaci brył krzemiennych, a także wykutą w kredzie platformę i położony obok piec. Czyżby i tam odbywano jakieś górnicze rytuały? Również w tej kopalni znaleziono kilka szkieletów ludzkich, dwie osoby zapewne zginęły podczas pracy górniczej, ale jeden zmarły nie nosił śladów gwałtownej śmierci.
Wiemy, że średniowieczni górnicy byli ludźmi wolnymi, a w szesnastowiecznej Polsce uzyskali nawet przywileje. Zrzeszali się we wspólnoty. Takie górnicze bractwa można wręcz określić mianem grupy o charakterze inicjacyjnym, podobnie jak w przypadku wolnomularzy.
Wystarczy spojrzeć na współczesnych górników i ich insygnia hierarchii, symbole, a także… rytuały. Ciekawe jest pochodzenie godła górniczego, którym są młot i krótki kilofek. Ich pierwowzorami były klin i pobijak. Narzędzia w godle są ze sobą skrzyżowane. Według górników miało to zabezpieczać wyrobisko przed ingerencją złych duchów.
Zarówno wolnomularze, jak i górnicy byli i są grupami mocno zhierarchizowanymi. Aby trafić w szeregi górników należało niegdyś przejść rytuał wtajemniczenia zwany skokiem przez skórę. Był to fartuch używany przy pracy w kopalni. W czasie ceremonii adept musiał przeskoczyć tę „skórę”, a potem mu ją nakładano. Być może korzeni podobnych wspólnot należy doszukiwać się już w pradziejach.
Tajny język podziemi
Wróćmy do Krzemionek i tego, co działo się tam kilka tysięcy lat temu. Na jasnych wapiennych ścianach podziemnych korytarzy nawet niewprawne oko dostrzeże od czasu do czasu czarne, z reguły podłużne ślady wykonane za pomocą węgla drzewnego. Najczęściej są to po prostu pozostałości po dotknięciu ściany skalnej żagwiami, które rozświetlały ciemności kopalni. Dzięki otarciu ich zwęglonej końcówki o skały lepiej się paliły. Takich „objaśnisk”, jak nazywają je archeolodzy, są setki w Krzemionkach.
Na wapiennych ścianach kopalni są też inne ślady. Wykonano je w bardziej złożony sposób, dlatego nie można wyjaśnić ich powstania otarciem pochodni. Jak wyglądają? Są naprawdę urozmaicone.
Jedna z najbardziej złożonych kompozycji składa się z wielu krzyżujących się prostych kresek, które układają się w skomplikowany wzór, inne to krzyże albo zgrupowania kresek ułożonych w różnorodny sposób. Niektóre wyglądają jak współczesne symbole strzałek, jeden wygląda jak półksiężyc, inny ma postać niedomkniętego dysku z kropką w środku. Te wzory oczywiście najlepiej zobaczyć, by wyrobić sobie na ich temat własne zdanie i je zinterpretować.
Według wieloletniego pracownika Krzemionek i archeologa dr. Jerzego T. Bąbla część znaków sugeruje istnienie jakiegoś „kodu informacyjnego”. Wszystkie te elementy zdaniem tego badacza układają się w etapy wykonywania czynności magicznych w tym miejscu kilka tysięcy lat temu. Dr Bąbel przedstawił sekwencję ich wykonania.
Przyczyną ich powstania miało być boskie wsparcie w czasie eksploatacji trudniejszej części kopalni, która „okazała się być zwarta i bardzo ciężka do urabiania”74. Pradziejowy górnik zaczął od przywołania boskich sił w postaci rysunku ludzkich stópek. Potem rozpoczął pracę wokół nich. Niestety niczego nie zdziałał – być może natknął się na krzemień. Zdecydował się na narysowanie symbolu bóstwa, do którego wznoszone są modły, byka – na ścianie skalnej niedaleko stópek wykonał schematyczny wizerunek jego głowy z rogami. Nie poprawiło to wyników jego pracy, więc górnik sięgnął po ciężką artylerię. Przed sobą na ścianie zrobił kolejny wizerunek boga pod postacią byka – widzimy schematycznie narysowane rogi, a obok nich zygzak interpretowany jako atrybut byczego boga. Nawet z taką pomocą górnik nic nie był w stanie wskórać. Dlatego opuścił tę część kopalni, by poszukiwać złoża gdzieś indziej.
„Symbole te są dość powszechne w czasach młodszej epoki kamienia na terenie Europy i Anatolii. Odnoszą się przede wszystkim do bóstw niebiańskich, do boga burzy i piorunów oraz do Wielkiej Matki. To do nich odwoływano się w trakcie modłów i właśnie ich błagano o pomoc i protekcję w trakcie ciężkiej, niebezpiecznej pracy”75 – przekonuje dr Bąbel.
Znaki na skałach można zinterpretować inaczej. Nie brakuje innych możliwości. Architekt, historyk, archeolog i konserwator zabytków Tadeusz Żurowski (1908–1985), który uczestniczył w pracach w Krzemionkach, w swojej książce przedstawił trochę inne pomysły na odcyfrowanie zagadkowych znaków. Zgodził się jednak z tym, że symbole miały wspierać górników, którzy wierzyli w duchy opiekuńcze.
„Jeśli zauważono, że stropy w chodniku nie są zbyt pewne, kreślono na filarach różne znaki, które zapewne miały wyrażać różnego stopnia siły nadprzyrodzone”76 – napisał Żurowski. Zasugerował też coś innego: to stopy bóstwa opiekuńczego, podtrzymujące kruche filary.
Z kolei trzy lub cztery poziome kreski mają oznaczać zagrożenie związane z wodą – podczas ulewy chodniki mogły stanowić śmiertelne zagrożenie dla ludzi. Inny symbol przywodzi na myśl łódkę. Żurowski zastanawia się, czy ten znak magiczny nie symbolizował pojazdu, którym duch opiekuńczy miał spłynąć w odpowiedniej chwili na pomoc górnikowi w potrzebie.
Podobną funkcję pełnić miały wizerunki strzał, chociaż na pierwszy rzut oka przypominają strzałki kierunkowe stosowane w naszych czasach. Wśród niektórych dawnych ludów zatknięcie fizycznej strzały w pobliżu dziecka miało je chronić od niebezpieczeństw, gdy matka nie znajdowała się w pobliżu. Czy taką zabezpieczającą rolę miały pełnić też rysunki strzał na chodnikach kopalni? W tym przypadku miały chronić dorosłych mężczyzn w czasie niebezpiecznej pracy.
Symbole powstawały w miejscach, gdzie ściany nie były gładkie. Jeden wzór przechodził przez załamania, zagłębienia czy wypukłości. W niektórych przypadkach twórcy symboli starali się wpasować swoje dzieło w nierówności i w ten sposób powstawały trójwymiarowe symbole. Ta cecha jest akurat zbieżna z malowidłami paleolitycznymi z Europy Zachodniej.
W kilku przypadkach badacze dopatrują się wizerunków ludzi lub bogów. Tak jest z najbardziej znanym symbolem, który stał się logotypem Muzeum Archeologicznego i Rezerwatu „Krzemionki”. To kilka przecinających się kresek przechodzących przez główną oś przedstawienia. Rysunek przywodzi na myśl schematycznie wykonaną postać ludzką z szeroko rozłożonymi rękoma. Na tym konsensus interpretatorów się kończy. Dolna część wzbudza dyskusje – jedni mówią, że to scena porodu, inni, że osoba ta się modli i w taki sposób ma ułożone nogi. Tak więc jest to albo rodząca (czy siedząca na tronie) Bogini Matka, albo osoba modląca się. Czy to wyczerpuje możliwości interpretacji? Z pewnością nie. Dotarłem do sugestii, że jest to górnik dzierżący narzędzia pracy.
Mamy zatem pewien zestaw symboli, który powinien dać nam do myślenia. Pochodzą najprawdopodobniej z pierwszej fazy istnienia kopalni, czyli IV tysiąclecia p.n.e. A to w tym czasie powstawały opisywane przeze mnie wcześniej wielkie grobowce kujawskie. Zatem wizja bogów musiała być wspólna. Badacze mówią o jakimś rodzaju kultu przodków. A co z Boginią Matką, która być może pojawia się w Krzemionkach? Wśród pierwszych rolników, jak pamiętamy z wcześniejszych rozdziałów, znane są przedstawienia kobiet, chociaż na terenie Polski nie ma ich szczególnie dużo. Zdecydowanie więcej było ich na południu Europy i w Anatolii, skąd do nas dotarło rolnictwo.
Świadectwem jakichś magicznych rytuałów mogą być też ślady po paleniskach. Archeolodzy odkryli je zarówno na powierzchni, jak i pod ziemią na dnie szybów lub niedaleko nich. Z reguły ogień palono z powodów prozaicznych. Górnicy chcieli się ogrzać, bo stała temperatura w tunelach wynosi 6–9 stopni Celsjusza niezależnie od pory roku. Poza tym ogniska palone na dnie szybów miały wymuszać cyrkulację powietrza, oświetlać przestrzeń i być miejscem do odpalania świeżych żagwi, czyli pradziejowych „latarek”. Archeolodzy wskazują jednak jeszcze inną możliwość. Być może zadaniem ognisk było też symboliczne oczyszczenie przestrzeni.
Oprócz narzędzi pradziejowych górników archeolodzy napotykają też inne, bardziej zagadkowe przedmioty. Wśród nich są na przykład zęby koni czy część szczęki dzika. Podobnie jak kość długa, mogły trafić do tuneli w związku z jakimiś obrzędami górników.
Wśród ciekawych domysłów dotyczących górników pojawiła się koncepcja, że zmarli mieli trafiać do jednego z szybów. Jednak do tej pory badacze nie znaleźli śladów po takich praktykach – w Krzemionkach nie odkryto ani jednego pradziejowego szkieletu, tylko pojedynczą kość długą. Zatem albo faktycznie główna osada znajdowała się co najmniej kilka kilometrów dalej, wraz z przylegającym do niej cmentarzyskiem, albo groby górników są świetnie zakamuflowane. Ta druga możliwość jest mało prawdopodobna.
Polecane:
-
Mistrzowie PAN. Prof. Myśliwiec i grobowiec, którego nie miało być Przejdź do publikacji: Mistrzowie PAN. Prof. Myśliwiec i grobowiec, którego nie miało być
-
Artykuł
Muzeum Ziemi PAN zaprasza na lekcje muzealne Przejdź do publikacji: Muzeum Ziemi PAN zaprasza na lekcje muzealne
-
Artykuł
Strażnicy nocy, czyli nietoperze w kulturze i naturze. Fakty zamiast mitów Przejdź do publikacji: Strażnicy nocy, czyli nietoperze w kulturze i naturze. Fakty zamiast mitów
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Archeologia codzienności: chleb z rzymskiego obozu
Archeologia codzienności: chleb z rzymskiego obozu Przejdź do publikacji: Archeologia codzienności: chleb z rzymskiego obozu
Przejdź do publikacji: DNA, izotopy i Piastowie. Średniowiecze w nowym świetle
DNA, izotopy i Piastowie. Średniowiecze w nowym świetle Przejdź do publikacji: DNA, izotopy i Piastowie. Średniowiecze w nowym świetle
Przejdź do publikacji: Zamiast kości i odcisków. DNA oprócz skamieniałości w badaniach przeszłości