Protest naukowców pod Sejmem „Państwo nie może płacić 19 zł ponad minimalną”
Ponad 15 tysięcy podpisów pod petycją, poparcie KRASP, RGNSW, ZNP i organizacji studenckich oraz protest zapowiedziany na 27 maja przed Sejmem. Organizatorzy akcji „3% dla nauki, 100% dla Polski” przekonują, że problem nie dotyczy już tylko grantów czy międzynarodowego prestiżu badań. Stawką jest to, czy młodzi ludzie będą jeszcze chcieli w Polsce studiować, robić doktoraty i pracować na uczelniach
O tym, dlaczego naukowcy zdecydowali się wyjść na ulicę, rozmawiamy z dr hab. Agatą Starostą z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN, prof. Michałem Tomzą z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego oraz dr. hab. Łukaszem Okruszkiem z Instytutu Psychologii PAN.
Academia: Co musiało się wydarzyć, żeby naukowcy zaczęli organizować protest pod Sejmem?
Agata Starosta: Bezsilność i złość. To nie jest pierwszy apel, tylko kolejny. Żaden z poprzednich nie przyniósł oczekiwanych efektów, a właściwie żadnych efektów. Doszliśmy do wniosku, że stare metody się wyczerpały i trzeba głośno powiedzieć, co myślimy.
Michał Tomza: To zniecierpliwienie. Ta akcja ma pokazać też siłę środowiska naukowego i liczymy, że środowisko pokaże ją wobec bierności rządzących.
Łukasz Okruszek: Ale to nie są wyłącznie negatywne emocje. Mieliśmy poczucie, że jeśli zrobimy coś konkretnego, ludzie za tym pójdą. I poszli. Mamy poparcie dla postulatów ze strony ZNP, KRASP, Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, laureatów ERC, organizacji branżowych, wydziałów i instytutów. Tych deklaracji jest już tyle, że nie nadążamy publikować ich na stronie. Oczywiście nie działamy też tylko w trójkę tylko przy wsparciu większej grupy naukowców, którym na sercu leży los polskiej nauki.
Wasza petycja zaczyna się od pieniędzy. Ale kiedy czyta się wasze postulaty, wygląda to raczej na pytanie o to, czy w Polsce da się jeszcze normalnie uprawiać naukę.
Agata Starosta: Pensje są absurdalnie niskie, zwłaszcza dla młodych osób. Ta akcja dotyczy przede wszystkim studentów, doktorantów i młodych doktorów. Tych ludzi za chwilę może po prostu nie być w nauce. A ci, którzy zostali, często próbują już tylko przetrwać, bo to nie są godne warunki pracy. I dzieje się to wszystko w czasie kryzysu demograficznego. Młodych ludzi jest mniej, a my dodatkowo robimy wszystko, żeby ci najbardziej ambitni i najbardziej zdeterminowani nie chcieli zostawać na uczelniach.
Łukasz Okruszek: My naprawdę prosimy o bardzo podstawowe rzeczy. Zastanawialiśmy się, o co właściwie realnie postulujemy, i wyszło nam, że chodzi o to, by młodzi ludzie w nauce nie zarabiali poniżej płacy minimalnej. To absurdalnie nisko zawieszony postulat.
Jednocześnie słyszymy czasem: nie rozmawiajmy o pieniądzach, rozmawiajmy o transferze badań do biznesu. Tylko że naukowcy muszą mieć za co żyć i prowadzić badania. Inne grupy zawodowe nie mają problemu z mówieniem o godnych warunkach pracy. A kiedy robią to naukowcy, nagle pojawia się narracja, że „naukowcom nie wypada protestować”. Ale każdy musi mieć z czego żyć. Sam fakt, że trzeba to powiedzieć, jest absurdalny.
Michał Tomza: Właśnie dlatego te postulaty są tak uderzające. Bo my naprawdę nie prosimy o luksusy. Jednocześnie bardzo wierzymy, że polska nauka ma ogromny potencjał, który można wykorzystać. Tylko nie będzie ambitnej nauki bez minimalnych warunków do życia. Nie będzie wielkich projektów badawczych ani ambitnych planów, jeśli doktorant zastanawia się, z czego zapłaci czynsz.
Nauka w Polsce będzie tylko dla bogatych z domu?
Łukasz Okruszek: To już się dzieje. Wielu studentów pracuje praktycznie cały czas, żeby się utrzymać. Przychodzą na zajęcia wykończeni, bo cały weekend spędzili w pracy. W Krakowie, gdzie wykładam, wielu z nich pracuje w turystyce albo gastronomii. Potem siedzą na zajęciach i ledwo są przytomni. Mówimy przecież o kraju, który formalnie chwali się publiczną edukacją i publicznym szkolnictwem wyższym.
Agata Starosta: Coraz trudniej mają też osoby spoza dużych miast. Samo utrzymanie się w Warszawie czy Krakowie kosztuje bardzo dużo, a przecież dla ludzi z mniejszych miejscowości próg wejścia jest jeszcze wyższy, bo tam zarobki są zwykle znacznie niższe.
Brakuje infrastruktury socjalnej, tanich akademików i stołówek. Kiedy pracowałam za granicą, stołówki były naturalną częścią kampusu. I nie chodziło wyłącznie o jedzenie. Tam odbywały się rozmowy naukowe, rodziły się projekty, ludzie po prostu ze sobą byli. U nas coraz częściej zamiast stołówki mamy „premium food hall”.
Łukasz Okruszek: Jeśli obiad na uczelni w Niemczech czy Francji można kupić za jedno albo dwa euro, a u nas ceny zaczynają się od kilkudziesięciu złotych, to znaczy, że coś z tym systemem jest nie tak.
Agata Starosta: Jajka z kawiorem za 50 złotych to dość egzotyczna propozycja jak na stołówkę studencką.
W ostatnich latach liczba doktorantów w Polsce spadła o połowę. To już sygnał alarmowy?
Agata Starosta: Częściowo wynika to ze zmian systemowych i reorganizacji szkół doktorskich, ale jednocześnie Polska i tak ma bardzo niewielu doktorantów na tle innych krajów europejskich. W wielu państwach osoby z doktoratem pracują później w administracji publicznej, samorządach czy instytucjach europejskich, pełniąc funkcje eksperckie i doradcze. U nas taka kultura praktycznie nie istnieje.
Michał Tomza: Widzimy wyraźny spadek zainteresowania karierą naukową. Coraz mniej osób chce wybierać tę ścieżkę w Polsce i częścią problemu są po prostu warunki. To szczególnie niebezpieczne, bo Polska nadal ma mniej naukowców na 100 tys. mieszkańców niż najbardziej rozwinięte państwa. Powinniśmy zwiększać liczbę ludzi w nauce, a nie ją zmniejszać. Oczywiście liczba musi iść w parze z jakością. Ale jakości również nie będzie bez minimalnych warunków do życia.
Władza bardzo dużo mówi dziś o AI, innowacyjności i gospodarce opartej na wiedzy. Wy jeszcze wierzycie w te deklaracje?
Łukasz Okruszek: Słyszymy to regularnie: rok przełomu, przyspieszenie, innowacyjna gospodarka. Trwa to kilka dni, a potem nauka znika z agendy. Kiedy czytam, że naukę powinien finansować biznes, odbieram to czasem jako sygnał, że państwo nie chce brać za nią odpowiedzialności. A przecież mówimy o publicznym sektorze nauki.
Państwo nie powinno płacić osobie z doktoratem 19 złotych powyżej płacy minimalnej. Nie chodzi o luksusy, tylko o to, by naukowcy byli w stanie w Polsce przeżyć. Żeby za pięć czy dziesięć lat w ogóle byli jeszcze jacyś naukowcy.
Michał Tomza: Potrzebny jest cały ekosystem. U podstaw są badania podstawowe, później aplikacyjne, potem wdrożenia i komercjalizacja. Bez tego fundamentu nic się nie wydarzy. I nie dotyczy to wyłącznie nauk ścisłych. Nauki społeczne czy humanistyczne też są potrzebne do tego, by nowe technologie dało się sensownie wdrażać i żeby społeczeństwo potrafiło z nich korzystać.
Agata Starosta: Zwłaszcza że biznes jest zainteresowany gotowym produktem. A zanim pojawi się gotowy produkt, są jeszcze lata badań, pomysłów, porażek i prób. Tego etapu biznes zwykle finansować nie chce. Poza tym polskie firmy same często działają w niestabilnym otoczeniu. Trudno oczekiwać, by brały na siebie cały ciężar finansowania nauki.
A kiedy słyszycie: „teraz są ważniejsze wydatki, trzeba kupować czołgi”?
Michał Tomza: Korea Południowa, od której kupujemy dziś uzbrojenie za dziesiątki miliardów złotych, przeznacza około 5 proc. PKB na badania i rozwój. To pokazuje, że bezpieczeństwo i inwestowanie w naukę nie wykluczają się.
Łukasz Okruszek: Wojna to nie tylko czołgi i rakiety. To również odporność społeczeństwa na dezinformację, kryzysy społeczne czy wpływ technologii. Możemy kupić sprzęt, a potem okaże się, że kompletnie zaniedbaliśmy badania nad tym, jak społeczeństwo reaguje na presję informacyjną albo jak budować odporność na manipulację. To także element bezpieczeństwa państwa.
Pod petycją podpisało się już ponad 10 tysięcy osób. Czym ma być protest 27 maja?
Agata Starosta: Chcemy pokazać, że środowisko, które zwykle jest rozproszone i zajęte własnymi sprawami, potrafi się zjednoczyć wokół podstawowych problemów.
Michał Tomza: To ma być także sygnał dla społeczeństwa, że naukowcy nie są jakąś oderwaną od rzeczywistości grupą. To normalni ludzie, którzy próbują tutaj żyć i pracować.
Łukasz Okruszek: Dostajemy mnóstwo wiadomości od osób z małych ośrodków, które piszą: dobrze, że ktoś w końcu powiedział to głośno. I chyba o to też chodzi w tej akcji. Żeby ludzie zobaczyli, że nie są sami ze swoim zmęczeniem i frustracją.
Gdzie będzie polska nauka za dziesięć lat, jeśli nic się nie zmieni?
Łukasz Okruszek: W Szwecji albo Finlandii.
Mieliście kiedyś moment, w którym serio myśleliście o rzuceniu tego wszystkiego? O wyjeździe albo przejściu do biznesu?
Agata Starosta: Spędziłam wiele lat za granicą, więc wyjazd zawsze jest jakąś opcją. Ale lubię Polskę. Lubię ludzi tutaj. Cieszy mnie, że możemy działać pod afiliacją tego kraju, a nie innego.
Michał Tomza: Większość osób zaangażowanych w tę akcję miała albo mogłaby mieć oferty z zagranicy. Świadomie wybieramy Polskę. Między innymi dlatego chcemy walczyć o warunki, w których da się tutaj normalnie pracować naukowo. To nie jest protest ludzi bez alternatyw.
Łukasz Okruszek: Każdy z nas mógłby robić to samo gdzie indziej albo poza nauką. Problem nie polega na braku możliwości. Problem polega na tym, że młodsi od nas za chwilę mogą już nie mieć takiego wyboru. Patrzymy na doktorantów i młodych badaczy, którzy pracują z nami, i coraz trudniej jest uczciwie powiedzieć komuś: „chodź do nauki, to jest dobra ścieżka życia”. Nie da się budować zespołów badawczych na haśle: „będziesz żył pasją”.
Państwo nie powinno płacić osobie z doktoratem 19 złotych powyżej płacy minimalnej. Nie chodzi o luksusy, tylko o to, by naukowcy byli w stanie w Polsce przeżyć. Żeby za pięć czy dziesięć lat w ogóle byli jeszcze jacyś naukowcy.
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Finansowanie nauki, NCN i inne reformy
Finansowanie nauki, NCN i inne reformy Przejdź do publikacji: Finansowanie nauki, NCN i inne reformy
Przejdź do publikacji: Granty ERC: Czy Polska jest atrakcyjna dla naukowców z zagranicy?
Granty ERC: Czy Polska jest atrakcyjna dla naukowców z zagranicy? Przejdź do publikacji: Granty ERC: Czy Polska jest atrakcyjna dla naukowców z zagranicy?
Przejdź do publikacji: Nauka dla przyszłości. Nowa strategia rozwoju polskiej nauki