Świat oparty na zasadach i prawie międzynarodowym coraz wyraźniej ustępuje rzeczywistości, w której decydują przede wszystkim siła militarna, gospodarcza i technologiczna.  Prof. Tomasz Aleksandrowicz w książce Zimna wojna 2.0. Nowy ład międzynarodowy a bezpieczeństwo wewnętrzne państwa pisze o nowym globalnym porządku, rosnącej roli sztucznej inteligencji i przyszłości państw

Academia: Zacznijmy od pytania, które właściwie unosi się nad całą pana książką. Kiedy skończył się świat, który znaliśmy?

Prof. Tomasz Aleksandrowicz: Świat się nie skończył, on nadal trwa. Bardzo rzadko jednak zmiana epok odbywa się zgodnie z kalendarzem. Wielu historyków uważa na przykład, że XIX w. skończył się dopiero w 1914 r. wraz z wybuchem pierwszej wojny światowej. Z XX w. też mamy problem. Jedni twierdzą, że zakończył się w 1990 r., inni wskazują 2001 r.

Podobnie jest z ładem liberalno-demokratycznym. On nie zniknął jednego dnia. Moim zdaniem zaczął się kończyć wtedy, kiedy państwa przestały jedynie naruszać jego normy, a zaczęły je otwarcie kwestionować. Po drugiej wojnie światowej powstał system oparty na Karcie Narodów Zjednoczonych i określonym zestawie zasad. Oczywiście te zasady były łamane, ale każde naruszenie wymagało jakiegoś usprawiedliwienia. Dzisiaj coraz częściej mamy sytuację, w której państwa zachowują się tak, jakby te normy w ogóle nie istniały.

Kogo ma pan na myśli?

Najłatwiej wskazać Rosję, bo to najbardziej widoczny przykład, ale nie chodzi tylko o nią. Widzimy to również w działaniach Stanów Zjednoczonych, Izraela i wielu innych państw. Dlatego stawiam dość twardą tezę, że liberalno-demokratyczny porządek już się skończył, a my znajdujemy się w trakcie tworzenia nowego ładu międzynarodowego.

Dopiero się kształtuje, ale już dziś  widać, że będzie bardziej oparty na sile niż na prawie. Wraca logika realizmu ofensywnego, czyli przekonanie, że siła stoi przed prawem. Państwa mają własne interesy i skutecznie realizują je przede wszystkim wtedy, gdy dysponują odpowiednią siłą militarną, gospodarczą albo technologiczną.

Jaką rolę w takim świecie odgrywają korporacje technologiczne?

Jeszcze nigdy w historii stosunków międzynarodowych nie mieliśmy sytuacji, w której tak istotne kwestie bezpieczeństwa zależałyby od pojedynczych osób kierujących prywatnymi korporacjami. Wyobraźmy sobie, że Elon Musk wyłącza Ukrainie Starlinki. Taka groźba już się pojawiła i pokazuje skalę zależności od prywatnych technologii.

Chodzi również o sztuczną inteligencję i autonomiczne systemy. Stoimy przed czymś więcej niż kolejną rewolucją technologiczną. Człowiek zaczyna być eliminowany już nie tylko z samego pola walki, ale również z procesu podejmowania decyzji. Weźmy choćby system Lavender używany przez Izrael w Strefie Gazy. Operator ma tam około 20 sekund na identyfikację celu wskazanego przez AI. To jest fikcja. Człowiek nie jest w stanie realnie zweryfikować celu w tak krótkim czasie. W praktyce system podejmuje decyzję, a człowiek jedynie formalnie ją zatwierdza.

I to jest dopiero początek. Po rewolucji parowej, elektrycznej i informacyjnej wchodzimy w epokę sztucznej inteligencji. Następnym krokiem będzie autonomia systemów. Coraz częściej słyszymy, że AI będzie można ograniczać regulacjami, ale jestem wobec tego sceptyczny. Oczywiście można nakładać ograniczenia, tylko że system pozbawiony ograniczeń działa po prostu skuteczniej.

Czyli państwa same będą miały pokusę, żeby te ograniczenia omijać?

Oczywiście. Zwłaszcza jeśli uznają, że przeciwnik tego nie robi. W takich sytuacjach logika rywalizacji jest bardzo brutalna. Jeśli jedna strona uzna, że ograniczenia zmniejszają skuteczność systemu, będzie próbowała je obejść.

Co to oznacza dla zwykłego obywatela?

Zacznijmy od tego, że moim zdaniem prywatność już dziś stoi na półce z napisem „historia”. A będzie tylko gorzej. Gdy pojawią się bardziej zaawansowane systemy sztucznej inteligencji i zostaną połączone z komputerami kwantowymi, prywatność praktycznie przestanie istnieć.

Najciekawsze jest jednak to, że nie da się po prostu wyłączyć z tego systemu. Nieużywanie nowych technologii oznacza wykluczenie. Dzisiaj mówimy jeszcze głównie o wykluczeniu cyfrowym starszego pokolenia, ale te procesy przyspieszają tak szybko, że za kilka lat problem będzie dotyczył znacznie większej grupy ludzi.

Momentami mam poczucie, że przestaję za tym wszystkim nadążać, mimo że przez całe życie funkcjonowałem w świecie nowych technologii. A przecież tempo zmian dopiero rośnie. Komputery kwantowe będą prawdopodobnie przełomem większym, niż dziś jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Problem polega na tym, że widzimy jedynie niewielki fragment tego procesu. Rozmawiamy o tym, co trafia do sfery publicznej, ale nie mamy pojęcia, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami laboratoriów.

Tam są gigantyczne pieniądze i gigantyczne interesy. Kiedy oddawałem książkę do druku pod koniec ubiegłego roku, już podczas czytania ostatniej korekty miałem poczucie, że część dotycząca sztucznej inteligencji zaczyna się dezaktualizować. Dzisiaj nowe rozwiązania pojawiają się praktycznie co kilka miesięcy.

Gdzie w tym wszystkim znajduje się Europa?

Europa znalazła się pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami i jest w tym układzie najsłabszym graczem. Z jednej strony mamy coraz mniej przewidywalną politykę amerykańską, z drugiej Chiny prowadzą bardzo skuteczną politykę gospodarczą i technologiczną.

Przez lata obowiązywało przekonanie, że rozwój gospodarczy automatycznie prowadzi do demokracji. Tymczasem przykład Chin pokazuje, że to nieprawda. Państwo autorytarne również może rozwijać technologie, gospodarkę i zwiększać swoją globalną siłę, czasami skuteczniej niż demokracje.

W krajach demokratycznych budowa dużej inwestycji oznacza lata konsultacji, sporów politycznych, analiz środowiskowych i procedur. W Chinach biuro polityczne podejmuje decyzję, a następnego dnia wyjeżdżają buldożery. To działa szybciej.

Nie mówię tego jako zwolennik takiego systemu, tylko opisuję rzeczywistości. Europa ma dziś ogromny problem z biurokracją i przeregulowaniem. Widać to choćby w polityce klimatycznej. Jestem zwolennikiem ograniczania emisji CO₂, ale trzeba jednocześnie pamiętać, że Europa odpowiada za stosunkowo niewielką część światowych emisji. Nawet jeśli całkowicie ograniczymy własne emisje, świat nadal będzie się ogrzewał, jeśli reszta świata nie zrobi tego samego.

A Polska?

Musimy przestać zakładać, że bezpieczeństwo jest dane raz na zawsze. Przez dziesięciolecia Europa funkcjonowała pod amerykańskim parasolem bezpieczeństwa. Dzisiaj coraz wyraźniej widać, że ten parasol robi się dziurawy. Zresztą to nie jest nowy problem. Charles de Gaulle już wiele lat temu pytał, czy Stany Zjednoczone rzeczywiście poświęciłyby własne miasta dla obrony Paryża. Stawiam podobne pytanie: czy ktoś w Europie będzie chciał umierać za przesmyk suwalski? To nie jest prowokacja. To jest pytanie strategiczne.

Gen. Stanisław Koziej mówi o konieczności europeizacji NATO, czyli budowania silniejszych powiązań między europejskimi członkami sojuszu. Ja dodałbym do tego jeszcze potrzebę rozwijania porozumień dwustronnych, choćby z Kanadą, oraz wypracowania bardziej realistycznej polityki wobec Chin, bo działają one inaczej niż Rosja. Tam głównym narzędziem nie jest wojsko, przynajmniej na razie. To są inwestycje, kredyty, technologie i budowanie wpływów gospodarczych. Dlatego potrzebujemy strategii, analiz alternatywnych scenariuszy i myślenia długofalowego. Nie da się prowadzić polityki wyłącznie z dnia na dzień.

Poniżej przedrukowujemy fragment książki „Zimna wojna 2.0. Nowy ład międzynarodowy a bezpieczeństwo wewnętrzne państwa”, wydawnictwo Difin, 2026.

Słabość Zachodu

Zachód reagował na posunięcia Rosji nie tylko z opóźnieniem, ale i z widocznymi obawami; stąd słabość tych reakcji. Wydaje się, że jasno formułowane przez Putina cele były lekceważone i nie dawano im wiary, sądząc, że są to jedynie elementy propagandy zagranicznej mające na celu podniesienie znaczenia Rosji na arenie międzynarodowej.

Jednak – zdaniem autora niniejszych słów – przyczyny leżały gdzie indziej i było ich co najmniej kilka. Przede wszystkim Zachód przez długi czas żywił złudzenia, że wciągając Rosję w międzynarodowy system wymiany handlowej i finansowej zdała skłonić Kreml do zachowania demokratycznych standardów. Po drugie – w wyniku długofalowej polityki Europa Zachodnia uzależniła się od rosyjskich dostaw gazu i ropy naftowej. Po trzecie – dla zachodniego biznesu Rosja stanowiła ogromny rynek zbytu pozwalający na prowadzenie bardzo opłacalnych interesów. Pojawiła się także koncepcja, iż nie wolno jednoznacznie potępiać Rosji, bowiem to spowoduje zacieśnienie jej związków z Chinami. Wreszcie – na Zachodzie dominował strach przed potęgą militarną Kremla, a zwłaszcza jej potencjałem jądrowym – wojna nie miała miejsca w myśleniu Zachodu o Rosji. Te założenia – jak widać po tym, jak rozwinęła się sytuacja – okazały się błędne. Kreml wykorzystał je w dwójnasób. Po pierwsze, jego polityka ukierunkowana była na doprowadzenie do jak największych podziałów w łonie Zachodu. Konsekwencje tej polityki widać już choćby po długotrwałym procesie uzgadniania sankcji nakładanych na Rosję,
oporze Węgier, a przede wszystkim Niemiec, ograniczeniach w dostawach broni dla walczącej Ukrainy (tak, aby jej wojska nie mogły atakować celów położonych na terytorium Federacji Rosyjskiej).

Po drugie, realne posunięcia polityczne i militarne Rosji wskazują, że Kreml nieustannie testował odporność Zachodu, sprawdzając, jak daleko może się posunąć. Dość powiedzieć, że ani obecność sił rosyjskich w Syrii, ani wojna gruzińska nie wywołały – poza oświadczeniami politycznymi – zdecydowanych reakcji, nawet – summa summarum – aneksja Krymu i ustanowienie tzw. republik Donieckiej i Ługańskiej przeszły niemalże bez echa; sankcje okazały się symboliczne, a i tak były omijane, szczególnie przez biznes. Rozpoczynając wojnę przeciwko Ukrainie w lutym 2022 r., Putin miał zatem pełne prawo sądzić, iż reakcje na agresję będą podobne: polityczne, werbalne potępienie, symboliczne sankcje ekonomiczne i w dłuższej perspektywie – powrót do business as usual. Stało się jednak inaczej.

Nie bez znaczenia dla oceny sytuacji jest także słabnąca pozycja Zachodu na arenie międzynarodowej. Początek XXI wieku przyniósł koniec porządku międzynarodowego ukształtowanego po zakończeniu II wojny światowej w 1945 r. Nowa epoka znajdująca się in statu nascendi cechuje się nieprzewidywalnością i szybkością zachodzących zmian. Wyraźną tendencją wydaje się jednak postępująca słabość Zachodu i wzrost międzynarodowej pozycji Chin, nolens volens zaczynających występować w roli już nie tylko światowego mocarstwa, ale wręcz rywala zagrażającego hegemonicznej dotychczas pozycji Stanów Zjednoczonych. Widać też coraz wyraźniej słabość instytucji i organizacji międzynarodowych. Trudna do przewidzenia staje się rola Rosji dążącej do odzyskania swojego imperialnego statusu, rozrywanej sprzecznościami Unii Europejskiej i NATO, które podlega tym samym tendencjom. Podstawowym wnioskiem, który można sformułować na podstawie tej analizy, jest stwierdzenie, iż zmiana epoki dotyczy nie tylko układu sił na arenie międzynarodowej, lecz także zasad i reguł, na których opierał się kształt systemu międzynarodowego; oznacza to koniec pewników, względnej stabilności i względnej przewidywalności kierunków rozwoju. Jak zauważa Niall Ferguson, „współcześnie jeszcze nigdy nie dotknęła nas tak wielka niepewność co do przyszłości, a zarazem nie dała o sobie znać tak wielka ignorancja odnośnie do przeszłości jak teraz”.

Analogie historyczne nasuwają się same: polityka Zachodu wobec Rosji po 2007 r., a więc po wspomnianym już wystąpieniu Putina na konferencji monachijskiej, przypomina politykę appeasement przed II wojną światową. Dość przypomnieć słowa Winstona Churchilla po konferencji w Monachium: „Naszą rząd miał do wyboru hańbę lub wojnę. Wybrał hańbę, a wojnę będzie miał i tak (…) Sądzę, że to dopiero początek. To jest jedynie pierwszy smak goryczy, którą będziemy odczuwać rok po roku, chyba, że doznamy nadzwyczajnego moralnego ozdrowienia i wigoru bojowego, w wyniku czego znowu wstaniemy i opowiemy się po stronie wolności (…). Krytykując pod koniec 1939 r. państwa neutralne, które za wszelką cenę nie chciały się angażować w rozpoczynającą się wojnę, mówił: „Każde z nich ma nadzieję, że jeśli krokodyl nażre się do syta, to przynajmniej zje je na ostatku”.

Otwarte pozostaje pytanie, czy liderzy Zachodu właściwie odczytywali intencje Władimira Putina. Nawet uwzględniając problem pewności wstecznej, można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, iż – z uwagi na przyczyny wskazane powyżej – nie chcieli oni przyjąć tego do wiadomości i uznawali wypowiedzi Putina wyłącznie za puste propagandowe gesty. Można zaryzykować tezę, iż liderzy Zachodu nie chcieli przyjąć do wiadomości doniesień swoich wywiadów i bardziej ufali własnej intuicji politycznej, wpadając w pułapkę wishful thinking.

Fragment pochodzi z książki Tomasza R. Aleksandrowicza pt. Zimna wojna 2.0. Nowy ład międzynarodowy a bezpieczeństwo wewnętrzne państwa, Difin 2026.

„toimy przed czymś więcej niż kolejną rewolucją technologiczną. Człowiek zaczyna być eliminowany już nie tylko z samego pola walki, ale również z procesu podejmowania decyzji.”

Przejdź do treści