Czytasz artykuł w trybie offline
Każdy gatunek obcy może być tykającą bombą
Aleksandretta obrożna (*Psittacula krameri*).** Gatunek papugi pochodzący z Afryki i Azji, który w wielu krajach Europy utworzył dzikie populacje; w Polsce jest obserwowany coraz częściej. Fot. Tomasz Wilk, za Gov.pl.
Nie każdy gatunek obcy jest inwazyjny, ale każdy może z czasem stać się problemem. Dr. hab. Wojciech Solarz z Instytutu Ochrony Przyrody PAN wyjaśnia, dlaczego do polskiej przyrody trafiają pumy, papugi i żółwie, kiedy egzotyczny przybysz zaczyna zagrażać rodzimym ekosystemom i dlaczego nawet pojedyncza obserwacja może mieć znaczenie
Academia: Czym różnią się gatunki obce od inwazyjnych?
Dr hab. Wojciech Solarz: Nie przepadam za określeniem „gatunki inwazyjne”, bo nie jest umocowane w polskim ani w unijnym prawie. Funkcjonują dwa pojęcia: „gatunek obcy” oraz „inwazyjny gatunek obcy”. Gatunek obcy to taki, który został przez człowieka – świadomie lub nieświadomie – przeniesiony poza obszar naturalnego występowania. Warto pamiętać, że wiele gatunków obcych stanowi podstawę naszej gospodarki. Są nimi na przykład ziemniaki i kukurydza.
Jedynie niewielka część gatunków obcych staje się inwazyjnymi gatunkami obcymi. To one zagrażające rodzimej różnorodności biologicznej – poszczególnym gatunkom, siedliskom albo całym ekosystemom. Często powodują szkody gospodarcze, a czasem stanowią zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia człowieka. Polska ustawa o gatunkach obcych koncentruje się przede wszystkim na ich negatywnym wpływie na przyrodę i to właśnie wobec tej grupy podejmuje się działania przewidziane w przepisach.
Czy są gatunki obce, które zadomowiły się u nas i nie stanowią zagrożenia?
Z jednej strony, kiedy mówimy o inwazyjnych gatunkach obcych, pierwszą reakcją jest zwykle przekonanie, że należy je usunąć. Tymczasem niektóre z nich tak silnie wbudowały się już w funkcjonowanie ekosystemów, że ich całkowite wyeliminowanie mogłoby przynieść niepożądane skutki. Weźmy robinię. W niektórych miejscach, na przykład w dolinach rzecznych, jej usunięcie mogłoby przyspieszyć erozję gleby. Lokalnie końcowy rezultat mógłby więc okazać się mniej korzystny niż pozostawienie tych drzew.
Dlatego programy zwalczania gatunków obcych – czy, jak mówi ustawa, działania zaradcze – trzeba planować bardzo ostrożnie i zawsze brać pod uwagę możliwe skutki uboczne. Zdarza się, że gatunek obcy przejmuje funkcję gatunku rodzimego, który wyginął właśnie z jego powodu. Wtedy – paradoksalnie – nie możemy już usunąć go bez zastanowienia, ponieważ zaczął pełnić określoną rolę w ekosystemie.

Z drugiej strony trzeba pamiętać, że gatunek, który przez lata wydawał się niegroźny, może nagle znaleźć warunki sprzyjające gwałtownemu rozwojowi. Na przykład wskutek zmian klimatu. Dlatego bardzo ostrożnie podchodzę do stwierdzenia, że jakiś gatunek obcy jest całkowicie nieszkodliwy. W pewnym sensie każdy z nich może być tykającą bombą. Być może nigdy nie wybuchnie, ale może też zareagować w momencie, którego zupełnie się nie spodziewamy.
W bazie „Gatunki obce w Polsce” znajduje się ponad dwa tysiące gatunków. Jak szybko ta lista rośnie?
Z reguły o kolejnym obcym gatunku dowiadujemy się dosłownie co kilka – kilkanaście dni. Z perspektywy ochrony przyrody jest to zdecydowanie zbyt szybkie tempo. Bo najlepiej byłoby, gdyby tych gatunków w ogóle nie przybywało. W tej chwili na dopisanie do bazy czeka 25 kolejnych gatunków. Nie oznacza to, że wszystkie dopiero niedawno pojawiły się w Polsce. Czasami po prostu dopiero teraz dowiaduję się o ich wcześniejszym wprowadzeniu. odczas przeglądania literatury zdarza mi się trafiać na informację, że jakiś gatunek odnotowano w Polsce już dawno temu, na przykład w połowie XIX wieku. Wtedy uzupełniam bazę. Jednym z gatunków, które zamierzam teraz dopisać, jest puma.
Ta słynna puma, o której było ostatnio głośno?
Już wcześniej otrzymywałem informacje o rzekomych obserwacjach pum, ale nigdy nie zostały one w pełni potwierdzone. Tym razem sytuacja była inna: zwierzę odłowiono i przewieziono do zoo w Poznaniu.
Często słyszę pytanie, po co zajmować się takimi pojedynczymi sensacyjnymi przypadkami. Ja sam długo zastanawiałem się nad tym na jakim właściwie etapie powinniśmy zacząć się przejmować obecnością obcego gatunku? Od razu gdy pojawi się jeden osobnik? Dziesięć? A może dopiero kiedy gatunek zacznie się u nas rozmnażać? Doszedłem do wniosku, że jedyną sensowną granicą jest nawet pojedyncze wiarygodne stwierdzenie obecności gatunku w środowisku. Jeżeli mamy pewność, że taki osobnik przebywał w poza kontrolą człowieka, zawsze warto to odnotować.
Oczywiście takie przypadki trzeba odpowiednio klasyfikować jako ucieczki z hodowli lub celowe porzucenia przez nieodpowiedzialnych właścicieli. I z reguły to jest dla takich gatunków “koniec kariery” w bazie danych. Ewentualnie co jakiś czas dodaję obserwacje kolejnych osobników. . Nigdy jednak nie możemy wykluczyć, że takie historie będą miały nieoczekiwany ciąg dalszy. Nawet pojedyncza puma, kangur czy papuga może na przykład być nosicielem nieznanego dotąd w Polsce pasożyta, który wraz z odchodami przedostał się do środowiska. To scenariusz mało prawdopodobny, ale czasem właśnie od pozornie nieistotnych zdarzeń zaczynają się większe problemy.
Przykładem jest północnoamerykańska wiewiórka szara. Od lat otrzymuję zgłoszenia o jej obserwacjach w Polsce. Za każdym razem traktuję je poważnie, ale dotąd na szczęście obecności tego gatunku nie udało się potwierdzić – zawsze okazywało się, że obserwacja dotyczyła ciemno umaszczonych rodzimych wiewiórek rudych. Gdyby jednak wiewiórka szara rzeczywiście została stwierdzona, natychmiast trafiłaby do bazy, nawet gdyby została szybko odłowiona. Największym zagrożeniem nie jest nawet to, że konkuruje z naszą wiewiórką rudą. Problem polega na tym, że przenosi wirusa ospy, na którego sama jest odporna, a który dla rodzimych wiewiórek jest śmiertelny, co dobrze zbadano na Wyspach Brytyjskich. Dochodzi tu do do tzw. spillover, czyli przeskoku pasożyta z egzotycznego gospodarza na gatunki rodzime. Potencjalnie wystarcza jeden zarażony osobnik, aby uruchomić proces przypominający rozwój epidemii. Dlatego jeśli nie odnotujemy obecności takiego osobnika, możemy nigdy nie znaleźć odpowiedzi na pytanie o jej przyczynę.
Jak dużym problemem są gatunki pochodzące z handlu egzotycznymi zwierzętami i roślinami?
Pula gatunków obcych, które są obecne w handlu, ciągle się zwiększa, a wzrost ich popularności w uprawach i hodowlach skutkuje coraz częstszymi przypadkami ucieczek i celowych wsiedleń, które, co warto podkreślić, niemal zawsze są nielegalne. Na szczęście klimat nadal ogranicza wiele egzotycznych gatunków, zwłaszcza roślin i zwierząt zmiennocieplnych i część z nich nie jest w stanie przetrwać zimy, a tym bardziej się u nas rozmnażać. Jednak jest się czym niepokoić.
Po pierwsze, jak już powiedziałem, nawet pojedyncze osobniki mogą być nosicielami obcych gatunków pasożytów i patogenów, potencjalnie groźnych dla gatunków rodzimych.

Po drugie, są wśród egzotycznych gatunków takie, które radzą sobie u nas coraz lepiej. Na przykład papugi, które chętnie, korzystają z dokarmiania w miastech. W Polsce potwierdzono już lęgi aleksandretty obrożnej. Nie oznacza to jeszcze trwałej inwazji, ale pokazuje, że takie z pozoru nieprawdopodobne scenariusze są możliwe. Podobnie dzieje się z niektórymi rybami akwariowymi, jaszczurkami czy bezkręgowcami, które uciekają z hodowli albo są celowo wsiedlane do środowiska.
Po trzecie, mamy w Polsce miejsca zapewniające niemal tropikalne warunki. Mam na myśli zbiorniki i rzeki z wodą podgrzewaną zrzutami z elektrowni, m.in. Jeziora Konińskie, Dolną Odrę, Kanał Żerański czy Zbiornik Rybnicki. Od lat badamy te środowiska. Żyją w nich dziesiątki całkowicie egzotycznych gatunków roślin i zwierząt . Niektóre nie występują nigdzie indziej w Polsce, inne po kilku, kilkunastu, a czasem nawet kilkudziesięciu latach zaczęły pojawiać się również w wodach o normalnej temperaturze. Można więc przypuszczać, że podgrzewane zbiorniki stały się dla nich swoistymi przyczółkami do dalszej inwazji. Gatunki mogły się tam przystosować do nowych warunków, a następnie rozpocząć ekspansję. Przykładem jest szczeżuja chińska. Nie można wykluczyć, że właśnie w takich warunkach rozpoczęła proces adaptacji do “normalnych” wód.
No i po czwarte – wraz z celowo importowanymi w celach handlowych egzotycznymi roślinami i zwierzętami przypadkowo zawlekana jest cała ”menażeria” obcych gatunków, począwszy od mikroorganizmów, poprzez nasiona roślin, wszelkie bezkręgowce, a nawet kręgowce – na przykład ikra ryb.
Pokazuje to, jak wiele jest dróg introdukcji gatunków obcych i jak trudno przewidzieć, które z nich w przyszłości okażą się problemem.W dużym stopniu nie wiemy, jaki gatunek zostanie sprowadzony, kiedy i gdzie się pojawi ani co wydarzy się później. To sprawia, że biologiczne inwazje są fascynującym, ale zarazem bardzo trudnym i ważnym tematem badawczym i ogromnym wyzwaniem dla ochrony przyrody
Jaką rolę odgrywają w tym wszystkim obserwacje obywateli?
Powiedziałbym, że najważniejszą. Bez nich nie da się skutecznie monitorować pojawiania się gatunków obcych. Społeczeństwo pełni dwie role. Po pierwsze pomaga wykrywać nowe gatunki, po drugie może zapobiegać ich dalszemu rozprzestrzenianiu.
Mówiłem wcześniej o pumie i o wiewiórce szarej – to są świetne przykłady na czujność społeczeństwa. Kolejnym przykładem jest komar tygrysi. Praktycznie co roku spływają do mnie informacje o jego obserwacjach w Polsce. Wszystkie takie zgłoszenia kieruję do ekspertów zajmujących się tymi owadami. Niekiedy do identyfikacji gatunku wystarczają zdjęcia, jednak najczęściej konieczne jest badanie pod mikroskopem, a czasem – badania genetyczne. Do tej pory żadne zgłoszenie nie potwierdziło obecności komara tygrysiego w Polsce, ale bardzo się cieszę, że ludzie reagują. To znaczy, że wiedzą o zagrożeniu i wiedzą, gdzie szukać pomocy.

Gdyby miał Pan wskazać gatunki obce, którym dziś powinniśmy przyglądać się szczególnie uważnie, które by to były?
To trudne pytanie, bo takich gatunków jest bardzo dużo. Może najpierw oddzieliłbym gatunki, które już dziś stanowią poważne zagrożenie, od tych, które mogą je wyrządzić w najbliższych latach. W tej drugiej grupie dobrym kandydatem jest północnoamerykański żółw ozdobny. Znajduje się na granicy trwałego zadomowienia się w Polsce. Już znajdowano jaja składane w środowisku naturalnym, ale jeszcze nie potwierdzono powstania stabilnej populacji. W krajach sąsiednich już do tego doszło. Biorąc pod uwagę coraz wyższe temperatury, przypuszczam, że do podobnej sytuacja może wkrótce dojść także u nas. Jeżeli ten gatunek zacznie się rozmnażać, to skala zagrożenia z jego strony radykalnie wzrośnie. Gatunkiem, który już dziś wyrządza bardzo duże szkody, jest na przykład wizon amerykański,. Badania pokazują jego katastrofalny wpływ na ptaki wodne i błotne.
Spośród obcych roślin szczególnie uważnie obserwowałbym sumaka octowca – kolejny gatunek z Północnej Ameryki. Jeszcze kilkanaście lat temu notowaliśmy tylko pojedyncze ucieczki z ogrodów. Dziś w wielu miejscach widzimy całe jego łany w półnaturalnych siedliskach. Są oczywiście gatunki, które już teraz stanowią bezpośrednie zagrożenie nie tylko dla przyrody, ale też ludzi. To przede wszystkim barszcz Sosnowskiego i barszcz Mantegazziego, pochodzące z Azji. W ich przypadku nie ma miejsca na dyskusję – takie stanowiska trzeba usuwać.
O rozmówcy
Dr hab. Wojciech Solarz, prof. Instytutu Ochrony Przyrody PAN – biolog i ekolog, kierownik Zespołu Badawczego Inwazje Biologiczne w Instytucie Ochrony Przyrody PAN w Krakowie. Specjalizuje się w biologii inwazji oraz problematyce obcych gatunków roślin i zwierząt. Od wielu lat współtworzy bazę „Gatunki obce w Polsce”, dokumentując pojawianie się tych gatunków i analizując ich wpływ na rodzimą przyrodę i na gospodarkę. Reprezentuje Polskę w Komitecie ds. Inwazyjnych Gatunków Obcych przy Komisji Europejskiej oraz uczestniczy w pracach Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) dotyczących gatunków obcych.
Z reguły o kolejnym obcym gatunku dowiadujemy się dosłownie co kilka – kilkanaście dni.
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: „Czołgający się pionier” sprzed 400 mln lat zmienia historię wyjścia kręgowców na ląd
„Czołgający się pionier” sprzed 400 mln lat zmienia historię wyjścia kręgowców na ląd Przejdź do publikacji: „Czołgający się pionier” sprzed 400 mln lat zmienia historię wyjścia kręgowców na ląd
Przejdź do publikacji: 1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego
1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego Przejdź do publikacji: 1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego
Przejdź do publikacji: 10 lat Porozumienia Paryskiego. Czy są efekty?