Kulturoznawstwo

Spekulatywny potencjał ekohorrorów, ekofantasy, climate fiction i solarpunku.

Podczas seminarium w 2019 roku z młodzieżą studiującą w Instytucie Filmu, Mediów i Sztuk Audiowizualnych jedna ze studentek wyznała, że pojawiają się niepokojące doniesienia dotyczące zmian klimatycznych i związanych z tym konsekwencji społecznych. Doniesienia są na tyle niepokojące, że sprawiają, że ona i jej krąg rówieśniczy obawiają się zakładać rodziny. Z rozmowy wynikało, że największy niepokój dotyczy niemożności zapewnienia przyszłemu pokoleniu zdrowego, bezpiecznego życia. Podobne obawy wyrażała młodzież zgromadzona przed Pałacem Kultury w Warszawie podczas Kongresu Kobiet, którego edycja w 2019 roku odbywała się pod hasłem „Równość, ekologia, demokracja”. Młodzi mężczyźni i kobiety podnosili kwestie „pustej przyszłości”, życia naznaczonego strachem o dostęp do wody, czystego powietrza, pożywienia. Kwestię macierzyństwa – czy szerzej: rodzicielstwa – w dobie antropocentrycznej futurologii ponownie ujrzałam w internetowej grupie „Dziewuchy Dziewuchom”, gdzie jedna z osób wyznała, że ze względu na tragiczne prognozy ekoprzyszłości zastanawia się, czy zdecydować się na dziecko. Prosiła o porady inne kobiety. Oczywiście zostały one udzielone, odpowiedzi były rozmaite, od takich, które podkreślały, że rodzicielstwo to wspaniałe i ważne doświadczenie niezależnie od czasów, przez umiarkowany sceptycyzm, do wyraźnie podzielających obawy autorki wpisu. Przeważały dwie z ostatnich wymienionych opcji. To z kolei dobrze nakreśla stan nazywany przez kulturoznawcę i medioznawcę Timotheusa Vermeulena mianem ekopatii (ecopathy).

DANNYOLIVA/SHUTTERSTOCK.COM

Według tego badacza doświadczenie antropocenu jest dominantą kultury współczesnej: ważną strukturą uczuć, sentymentów, nastrojów. Antropocen nie tyle gnieździ się w umysłach, ile raczej w ciałach i emocjach. Jest jak uwalniające się włókno azbestowe, które dostaje się do organizmu i sieje w nim spustoszenie, a skutki jego szkodliwego działania nie muszą być natychmiastowe, lecz mogą ujawnić się po kilkudziesięciu latach. Tak zdiagnozowana ekopatia jawi się wręcz jako kulturowy warunek funkcjonowania w epoce naznaczonej zmianami klimatycznymi, zanikiem bioróżnorodności, olbrzymim zanieczyszczeniem planety. Można to ująć bardziej obrazowo, jako pływanie w morzu śmieci i toksycznych odpadów, w którym mijamy wycieńczone ciała morskiej flory i fauny, coraz rzadziej natrafiamy na rafy koralowe, za to nieustannie mijamy plastikowe butelki i torby jednorazowego użytku, a do tego boimy się, czy za chwilę nie porwie nas fala tsunami lub nurt nie wyrzuci nas na pustynną wyspę pozbawioną słodkiej wody, roślinności i zwierząt.

Okładka monografii Ekofantastyka. Ujęcie sympojetyczne Autorka: Grażyna Gajewska. Projekt okładki: Kinga Szurpit. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Szlaki czy nurty kultury współczesnej, w której wyraźnie ujawnia się wspomniana ekopatia, to m.in. literacka i filmowa fantastyka. Nie ulega wątpliwości, że w tym gatunku, w jego różnych odmianach (fantasy, science fiction, weird fiction, horror) kwestie ekologiczno-klimatyczne od dawna stanowią ważny temat. Świadczy o tym rosnąca liczba beletrystyki, filmów, seriali poruszających temat konsekwencji, jakie niesie za sobą dewastacja środowiska dla ludzkich i nieludzkich bohaterów. Razem z tym nurtem w literaturze i filmie pojawiły się stosunkowo nowe podgatunki fantastyki, takie jak: ekohorror, ekofantasy, climate fiction. Podążając za Vermeulenem, można zaryzykować tezę, że w realizacjach tych odciskają się ślady ekopatii – doświadczanego i odczuwanego kryzysu, strachu przed tym, co nadchodzi, dyskomfortu pochodzącego z życia na zaśmieconej, dewastowanej planecie, która z roku na rok wydaje się coraz mniej żywa, a także obaw będących reakcją na nieznośną rzeczywistość, której w różnym stopniu jesteśmy sprawcami.

Blok na osiedlu w Mediolanie, gdzie balkony zostały obsadzone drzewami i krzewami. CHRIS BARBALIS CBARBALIS, CC0, VIA WIKIMEDIA COMMONS

Literacko i filmowo

Wiele utworów literackich i filmowych z szeroko rozumianej fantastyki wpisuje się w tak rozumianą ekopatię:

  • to strach przed eksperymentami inżynierii społecznej i biologicznej (np. powieść Wyspa doktora Moreau Herberta G. Wellsa, opowiadanie Mucha George’a Lagelaana czy powieść epistolarna Frankenstein Mary Shelley, a zwłaszcza ich późniejsze ekranizacje, a także wieloznaczna powieść Zrodzony Jeffa VanderMeera),
  • ambiwalencje związane z biologią syntetyczną (filmowa seria Park Jurajski),
  • odczuwalne „osaczenie” śmieciami (film animowany WALL-E Andrew Stantona),
  • poczucie  niesprawiedliwości  środowiskowej i wiążący się z tym strach przed utratą zdrowia, domu, środków utrzymania, życia (jak w filmowym dramacie z elementami realizmu magicznego Bestie z południowych krain Benha Zeitlina),
  • to również trwoga spowodowana izolacją, rozpadem więzi społecznych, będącą następstwem pandemii, która budzi stare demony oraz powołuje nowe potwory (jak w filmowych horrorach Host Roba Savage’a czy Dwunastodniowa opowieść o potworze, który umarł w dniu ósmym Shunji Iwai).

Utwory te stanowią swoiste świadectwo społecznej wyobraźni i emocjonalności w dobie antropocenu. Jeśli dodamy do tego obrazy sprzed kilkudziesięciu lat wywołujące strach przed wybuchem III wojny światowej z użyciem broni atomowej (w polskiej telewizji lat 70. XX wieku tym „straszakiem” był m.in. amerykański serial Planeta małp), potem strach przed gwałtowną katastrofą ekologiczną wywołaną błędem ludzi (jak w 1986 roku w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej) oraz obecne wyobrażenia o przyszłości pełnej (nie)przewidywalnych horrorów z zombi w roli głównej powstałych w wyniku zakażenia groźnym wirusem (pandemia koronawirusa wzmogła te wyobrażenia), to wyłoni się obraz hodowanej na różnych podłożach i przez kilka pokoleń naturokulturowej ekopatii.

Błędem byłoby jednak sprowadzanie ekohorrorów i dystopijnej fantastyki naukowej wyłącznie do roli tzw. straszaka. Ich ważną funkcją jest bowiem manifestowanie tego, co ukryte. Jeśli ekohorrory pokazujące konsumowanie ludzi przez zwierzęta, polowanie zwierząt na przedstawicieli Homo sapiens są wykorzystywane w celach rozrywkowych (jak w utworach Les animaux anonymes Baptiste’a Rouveure’a i The Farm Hansa Stjernswärda), to wzbudzają dyskomfort widzów. Właśnie dlatego, że odwrócenie ról odsłania to, co dla większości z nas jest ukryte: warunki przemysłowej hodowli i uboju zwierząt, przymusową inseminację, metody pozyskiwania mleka itd. Nie chcemy oglądać, wiedzieć ani odczuwać tego, co zwierzęta, a jednocześnie – na poziomie konsumpcyjnym – korzystamy z przemocy wobec nich. W gruncie rzeczy wspomniane ekohorrory pełnią więc funkcję edukacji ekologicznej i etycznej. Narracja o zmodyfikowanych biotechnologicznie, cierpiących stworzeniach z powieści Zrodzony Jeffa VanderMeera skłania do stawiania pytań o kwestie międzygatunkowej sprawiedliwości oraz prawnych i społecznych narzędzi umożliwiających kontrolę medycznych eksperymentów. Film Gaia Jaco Bouwera odsłania zagrożenie związane z mutacją grzybów atakujących ludzi, przemieniających ich w zwierzęcoroślinne zombi, po to, by zwrócić uwagę na nieantropocentryczne formy ujmowania życia i śmierci oraz wskazać znaczenie pozaludzkich bytów w procesach podtrzymywania, przekształcania życia na planecie.

IURII/SHUTTERSTOCK.COM

Różne formy życia

Jak wynika z powyższego, współczesna ekofantastyka odsłania ekopatię, która próbuje przeformułować troskę o ludzkie i nie-ludzkie byty w kainos – coś nowego, ożywczego, coś, co ma się zacząć w myśleniu o relacjach z pozaludzkimi formami życia i Ziemią-planetą, ziemią-glebą (khthôn). Z połączenia sensu tych słów posthumanistka Donna J. Haraway ukuła termin „chthulucen”, mający kojarzyć się z międzygatunkową wymianą oraz troską, w przeciwieństwie do terminu „antropocen” o wyraźnych konotacjach katastroficznych.

Próby takiego przesunięcia akcentów z antropocenu na chthulucen zarysowują się w utworach poszerzających znaczenie pokrewieństwa (kinship) i rodzinnej troski na nieludzkie podmioty, np. gatunki towarzyszące czy sąsiadujące, jak psy i koty. Taką narrację o pokrewieństwie i międzygatunkowej trosce znajdziemy w zbiorze utworów fantastycznych Opowieści z głębi miasta Shauna Tana czy filmie Okja Joon-ho Bong. W ideę międzygatunkowej wymiany włączono także rośliny, grzyby, chociaż ich radykalna obcość względem sposobu funkcjonowania ludzi dostarcza wielu kłopotów natury epistemologicznej, ontologicznej i aksjologicznej. O tych dylematach traktuje m.in. trylogia Southern Reach VanderMeera (oraz film Anihilacja Alexa Garlanda inspirowany pierwszą częścią serii), w której ujawnia się tyleż fascynacja roślinnymi i grzybnymi organizmami, co ich niepojętość, a nawet intelektualno-zmysłowa niedostępność dla ludzi. Mimo ich radykalnej obcości stanowią podstawowy warunek rozwijania i utrzymania życia na Ziemi – przekonują bohaterowie filmu Habitat Rene Daaldera. To nie trwanie człowieka, lecz roślin, w tym tych niższego rzędu, takich jak algi, jest niezbędne do podtrzymywania życia na planecie.

Nie chodzi jednak o to, by z obrazów życia i śmierci wyeliminować człowieka, lecz by umieścić go pośród wielu aktantów- sieci i dynamicznych relacji zachodzących między wszystkimi aktorami. Chthulucen na różne sposoby splata życie i losy ludzkich oraz nie-ludzkich organizmów, jak w szkatułkowym eposie Listowieść Richarda Powersa o mężczyznach i kobietach rozumiejących drzewa, funkcjonujących pośród nich i z nimi wespół, a jednocześnie żyjących w odmienny sposób.

Świat przyszłości

Od pewnego czasu daje się zauważyć, że ekohorror i dystopijna science fiction karmiące się ekopatią rozumianą jako kulturowy warunek funkcjonowania w epoce naznaczonej zmianami klimatycznymi, zanikiem bioróżnorodności, olbrzymim zanieczyszczeniem planety, rosnącą niesprawiedliwością środowiskową natrafią na narracyjno-estetyczną przeciwwagę w formie solarpunku. Nazwa tego nurtu fantastyki czerpie zarówno z cyberpunku, jak i new weird oraz fantasy. Z tym pierwszym wiążą go główne założenia kontrkulturowe, antykapitalistyczne i dekolonizacyjne streszczające się w haśle „punk”, z drugim wiąże go zamiłowanie do fikcji spekulatywnej oraz używanie w opisie świata przedstawionego urządzeń technologicznych, z kolei z trzecim – fantastyczno-roślino-baśniowa estetyka oraz zapożyczenia mitologiczne. Solarpunk w założeniu odchodzi od dystopijnej wizji świata postapokaliptycznego i jego szaro-burej estetyki zadymionych metropolii (prezentowanego np. w cyberpunku) na rzecz takiej wizji przyszłości, której przyświeca idea zrównoważonego rozwoju, bioróżnorodności i współpracy przyrody z wysoko zaawansowaną technologią, by tworzyć dobre warunki do życia dla wszystkich, a więc ludzkich i nie-ludzkich bytów. Solarpunk można traktować jako próbę wyjścia poza przygnębiające wizje nieuchronnej zagłady świata, a w zamian skierowanie spekulatywnego myślenia ku budowaniu odpowiedzialnych postaw proekologicznych. Narracje te są głównie kierowane do młodych odbiorców (jak przeznaczony dla młodzieży film Kraina jutra Brada Birda) i mają uczyć indywidualnej oraz zbiorowej odpowiedzialności za losy przyszłego świata. W tym nurcie zdarzają się jednak także produkcje dla bardziej zróżnicowanych wiekowo widzów. Kładą one nacisk na współistnienie ożywionej i nieożywionej przyrody, koegzystencję oraz kooperację ludzko-nie-ludzkich wspólnot (jak w solarpunkowym filmie Remote Miki Rottenberg i Mahyada Tousi, przedstawiającym zróżnicowaną rasowo i zawodowo grupę kobiet, która tworzy wspierającą się wspólnotę, wykorzystując do tego przyrodę i technologię.

Grafika w konwencji solarpunkowej przedstawiająca symulację centrum Berlina z dużymi połaciami zieleni, czystą wodą, balonami i statkami powietrznymi. AERROSCAPE & LINO ZEDDIES, CC BY-SA 4.0, VIA WIKIMEDIA COMMONS

Problem z tymi realizacjami polega na tym, że powielają utarte szlaki myślenia o przyrodzie i kulturze, sposobach ich współistnienia. Przykładowo, wszechobecny w solarpunkowej estetyce obraz drzew i krzewów rosnących na balkonach i dachach metropolitarnych wieżowców wygląda ładnie i na pierwszy rzut oka ekologicznie, ale uczciwie rzecz biorąc, jest to kolejny sposób wprzęgnięcia flory w ideowo-estetyczną wizję kapitalistyczno-futurologicznej estetyki. Drzewa na balkonach i dachach wieżowców czy monokulturowe pola zbóż okalające solarpunkowe metropolie (jak we wspomnianym wyżej filmie Kraina jutra) nie tworzą nowej jakości naturokulturowej, lecz powielają schematy myślenia o podporządkowaniu przyrody potrzebom ludzi. Z tych powodów solarpunk można traktować jako nurt fantastyki pełny nadziei (notabene niezmiernie potrzebnej), ale jednocześnie niedojrzały, niewystarczająco krytyczny i wizjonerski, by tworzyć podstawy nowej naturokulturowej przyszłości.

Chcesz wiedzieć więcej?

Gajewska G., Ekofantastyka. Ujęcie sympojetyczne, Poznań 2023.

Marzec A., Antropocień. Filozofia i estetyka po końcu świata, Warszawa 2021.

Morton T., Mroczna ekologia. Ku logice przyszłego współistnienia, Warszawa 2023.

Grażyna Gajewska

prof. dr hab. Grażyna Gajewska

Instytut Filmu, Mediów i Sztuk Audiowizualnych Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Literaturoznawczyni i kulturoznawczyni, wykłada na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM, w Instytucie Filmu, Mediów i Sztuk Audiowizualnych. Bada obrazy przyszłości we współczesnej prozie i filmach z wielu nurtów fantastyki: new weird fiction, science fiction, horroru, fantasy. W badaniach korzysta z narzędzi wypracowanych przez teorie posthumanizmu, antropologii cyborgów, feminizmu i ekokrytyki.

Przejdź do treści