System recenzji stał się fundamentem rzetelności i wiarygodności nauki, ale w ostatnich dwóch dekadach uległ znaczącym przemianom

Rozwój systemu ogłaszania wyników naukowych jest nierozerwalnie związany z rozwojem nauki. Wymiana informacji o wynikach badań odbywała się najpierw w postaci ustnych komunikatów i demonstracji, później w postaci traktatów naukowych i wreszcie krótkich artykułów wydawanych w czasopismach naukowych.  Pierwszym czasopismem naukowym, wydawanym nieprzerwanie od 1665 r. do dziś, jest brytyjskie Philosophical Transactions of the Royal Society. Czasopisma naukowe miały na celu dokumentowanie odkryć oraz stworzenie forum do dyskusji naukowej. Dobra, konstruktywna komunikacja między naukowcami, często prowadząca do ścierania się poglądów badaczy, jest podstawą postępu naukowego. Z czasem ukształtowały się zasady recenzji naukowej opartej na systemie peer-review, czyli krytycznej ocenie prac przez naukowców – ekspertów w danej dziedzinie. Ten system recenzji stał się fundamentem rzetelności i wiarygodności nauki. System publikacji naukowych uległ jednak w ostatnich dwóch dekadach uległ znaczącym przemianom. 

Historycznie publikacje naukowe były ściśle ograniczone przez fizyczne medium – druk. Każde czasopismo miało ograniczoną liczbę stron, a proces redakcyjny polegał na selekcji najważniejszych i najbardziej wartościowych tekstów naukowych. Redakcje musiały wybierać tylko najistotniejsze prace, gdyż każda dodatkowa strona generowała realne wydatki. Proces ten, choć restrykcyjny, sprzyjał publikowaniu wyników badań o najwyższej jakości. Upowszechnienie internetu radykalnie zmieniło tę sytuację. 

W epoce cyfrowej publikowanie nie wymaga już nakładów związanych z drukiem i dystrybucją papierowych egzemplarzy. Artykuł w postaci elektronicznej to jedynie zbiór bitów i bajtów, który można dowolnie powielić i rozpowszechniać przy znikomych kosztach. 

Pojawił się model otwartego dostępu (ang. Open Access), który umożliwia bezpłatny dostęp do wiedzy dla badaczy z całego świata. Taki model publikacyjny miał na celu demokratyzację nauki poprzez zapewnienie dostępu do najnowszych wyników badań również naukowcom z krajów, które nie mogły udźwignąć kosztów subskrypcji czasopism naukowych. Model ten wymagał od autorów pokrywania kosztów opłat publikacyjnych, które miały zapewnić trwałą dostępność artykułów w wirtualnych bazach czasopism. Jako najbardziej radykalny model otwartego dostępu do publikacji pojawiły się repozytoria i archiwa cyfrowe, w których możliwe jest umieszczanie preprintów, czyli wstępnych wersji artykułów, często jeszcze przed formalną recenzją. Takie rozwiązania, jak np. arXiv w fizyce czy bioRxiv w naukach biologicznych, pozwalają społeczności naukowej szybko zapoznawać się z najnowszymi wynikami badań, a także komentować i oceniać je publicznie. Idea ta sprzyja otwartości nauki, wyrównywaniu dostępu do wiedzy i współpracy naukowej. Niektórzy autorzy wręcz porzucają możliwość poddania swoich prac jakiejkolwiek ocenie przed ich opublikowaniem. Taki mechanizm publikacyjny wprowadza do zasobu wiedzy elementy niezweryfikowane przez środowisko naukowe. 

Wiedza rozwija się poprzez budowanie na poprzednich osiągnięciach. Rewolucja informatyczna, która prowadzi do upowszechnienia wiedzy o tych wcześniejszych osiągnięciach, umożliwia poszerzenie frontu badań naukowych. Często niewielkie cegiełki, wbudowywane w gmach wiedzy, pozwalają na dobudowanie kolejnych, większych elementów. Jeśli te kolejne warstwy mają niepewną strukturę, są zbudowane z niskiej jakości materiałów, to te nabudowane na nich wyższe piętra gmachu nie mogą liczyć na stabilność. Czy wszystkie cegiełki ułożone w tym gmachu w przeszłości są najwyższej jakości? Oczywiście nie. 

Nauka jest dążeniem do prawdy a nie samą prawdą – naukowcy popełniali w przeszłości, popełniają i będą popełniać błędy. 

Często błędy wynikają z ograniczeń metodycznych, a ujawnienie tych błędów możliwe jest dopiero kiedy pojawią się odpowiednie nowe metody i narzędzia. Recenzowanie prac naukowych jest zaś jądrem systemu nauki – zwiększa prawdopodobieństwo, że niskiej jakości cegły nie staną się fundamentem dla kolejnych warstw cegieł. 

Środowisko naukowe ma wciąż duże zaufanie do wyników publikowanych przez innych naukowców. Dlatego pojawianie się prac nierecenzowanych – niepoddanych analizie rzetelności metodyki i wyników oraz prawidłowości sposobu wnioskowania – może źle wpływać na kolejne projekty naukowe. Nowe hipotezy stawiane przez naukowców są bowiem oparte na wynikach wcześniejszych badań zawartych w literaturze przedmiotu. Publikowanie prac bez recenzji może prowadzić do sytuacji, w której różne instytucje inwestują znaczne środki w projekty o charakterze wdrożeniowym bazujące na niezweryfikowanych danych. Jeśli opublikowany materiał już na wstępnym etapie jest słaby merytorycznie, to jego obecność w obrocie naukowym może skutkować rozprzestrzenianiem się podglądów nieopartych na wiedzy i faktach, co z pewnością przyniesie opłakane konsekwencje dla społeczeństwa.

Na tle tych dylematów związanych z publikowaniem materiałów naukowych bez weryfikacji w procesie recenzji pojawiły się wydawnictwa i czasopisma zwane drapieżnymi, lub stosującymi tzw. drapieżne praktyki. Z jednej strony wymagają one od autorów wysokich opłat za przeprowadzenie procesu wydawniczego (kilka tysięcy dolarów, które mają pokrywać koszty procesu redakcyjnego, utrzymania wersji elektronicznych na serwerach wydawcy itp. Z drugiej strony wydawnictwa te publikują ogromne liczby artykułów, których proces selekcji i oceny jakości budzą poważne wątpliwości. Celem ich działalności staje się nie tyle jakość publikowanych artykułów, co ich liczba – im więcej publikacji, tym większe zyski z opłat pobieranych od autorów. W efekcie są one odpowiedzialne za zalew tekstów, w których trudno odróżnić te raportujące wyniki wartościowych badań od materiałów pozbawionych podstaw metodologicznych, czy wręcz fałszywych, sfabrykowanych. Dla kontrastu, przeważająca część tytułów wydawanych przez uniwersytety, placówki naukowe czy towarzystwa naukowe jest wydawana na zasadzie non-profit. 

Czasopisma wydawane przez drapieżnych wydawców uzyskały poważną pozycję na rynku naukowym osiągając znaczące wartości parametrów bibliometrycznych. Okazuje się, że artykuły niedostatecznie zweryfikowane mogą uzyskiwać istotne liczby cytowań, a czasopisma w których są publikowane – niemały współczynnik wpływu (impact factor). To może wskazywać, że cytowania właśnie przestały być ważnym wyznacznikiem użyteczności opublikowanych materiałów naukowych dla całego środowiska naukowego. Dlaczego działalność tych wydawnictw tak dynamicznie się rozwija i uzyskują one poważne wyniki finansowe? 

W tradycyjnym systemie autor oczekiwał przede wszystkim rzetelnej recenzji, nawet jeśli proces ten trwał miesiącami. Dziś, w epoce presji na szybkie uzyskiwanie efektów i nieustanne rozliczanie naukowców z liczby publikacji, pojawia się zupełnie inna logika. Autorzy są często gotowi płacić wysokie opłaty wydawnicze w zamian za gwarancję szybkiej akceptacji i publikacji artykułu. Z perspektywy badacza, który ubiega się o granty, awans czy punkty dla swojej instytucji w systemach oceny dorobku naukowego, czas od złożenia pracy do jej opublikowania bywa kluczowy. Drapieżne czasopisma doskonale wpisują się w tę potrzebę. Kuszą autorów obietnicą błyskawicznej recenzji i – paradoksalnie – dla wielu ta obietnica staje się bardzo atrakcyjną. Zamiast czekać pół roku lub dłużej bez gwarancji ostatecznego sukcesu, autor ma gotową publikację w kilka tygodni. 

Można zaryzykować stwierdzenie, że drapieżne praktyki są odpowiedzią rynku wydawniczego na zapotrzebowanie społeczności naukowej, a przynajmniej jej sporej części.

Czasopisma o wysokim prestiżu zwykle chwalą się niskim wskaźnikiem akceptacji — im niższy, tym większy prestiż. Zdarza się jednak, że czasopisma stosujące drapieżne praktyki również deklarują dużą selektywność. Jak to możliwe, skoro w ich finansowym interesie leży przyjęcie jak największej liczby publikacji? Odpowiedź jest prosta: często manipulują statystykami, nakłaniając autorów do ponownego — dwu- lub trzykrotnego — przesyłania tego samego artykułu. Poprawiona wersja jest rejestrowana od zera, a poprzednia traktowana jako odrzucona – współczynnik akceptacji spada, choć w rzeczywistości pozostaje wysoki. Zyskują na tym obie strony: autorzy łatwo publikują, a wydawca zwiększa dochody, bo naukowcy chętniej wysyłają teksty. 

Proceder ma jednak drugie, groźne dla samych autorów oblicze: data pierwszego zgłoszenia znika. Jeśli ktoś gdziekolwiek w świecie zdąży w międzyczasie zgłosić doniesienie o identycznym odkryciu, to on zostaje uznany jako pierwszy. Dobrą ilustracją znaczenia pierwszeństwa niech będzie historia adrenaliny, pierwszego hormonu odkrytego przez człowieka. W 1895 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim adrenalinę odkryli profesor Napoleon Cybulski oraz jego asystent Władysław Szymonowicz, a publiczne ogłoszenie tego faktu miało miejsce na posiedzeniu Akademii Umiejętności w Krakowie 4 lutego 1895 r. George Oliver i Edward A Schäfer opublikowali 18 lipca tego samego roku w londyńskim Journal of Physiology artykuł pt. „The Physiological Effects of Extracts of the Suprarenal Capsules” i mimo że prace w Londynie i Krakowie przebiegały niemal równolegle i niezależnie od siebie, to te kilka miesięcy różnicy spowodowały, że palmę pierwszeństwa przyznano badaczom z Krakowa. Bo jako pierwsi ogłosili wyniki badań. W obecnych czasach daty zgłoszenia tego samego odkrycia mogą różnić się o pojedyncze dni. 

W czasopiśmie drapieżnym informacja o dacie pierwszego zgłoszenia może zniknąć w systemie wielokrotnych zgłoszeń tego samego artykułu i pierwszeństwo może zostać przypisane badaczom, którzy odkrycia dokonali później.

Jak rozpoznać czasopismo, które stosuje drapieżne praktyki publikacyjne? Nie jest łatwo, gdyż zwykle czasopisma takie sprytnie udają rzetelne periodyki naukowe. Manipulując statystykami stwarzają pozory selektywności. Zwykle jednak publikują teksty szybko – to samo w sobie nie musi wskazywać na nierzetelność procesu recenzji. Jednak należy zapytać, czy krótki czas na proces recenzji pozwala na dogłębną ocenę zasadności hipotez, adekwatności zastosowanej metodyki, jakości wyników badań czy oryginalności kierunku badawczego? 

Wielu z nas pewnie spotkało się w swojej pracy naukowej z błyskawicznie przysłaną pozytywną recenzją publikacji. Bywa, że recenzent zachwyci się pomysłem i w dzień,  dwa przygotuje rzetelną recenzję. Ale takie zdarzenia są jednak wyjątkiem od reguły – długotrwałego procesu analizy artykułu w procesie recenzji. Tymczasem czas wykonania recenzji w czasopismach drapieżnych niemal każdego tekstu jest  bardzo krótki.

Czasopisma te stosują przy tym agresywne metody pozyskiwania autorów – masowo wysyłają e-maile z zaproszeniami do publikacji lub dołączenia do zespołu redakcyjnego lub rady naukowej czasopisma. Zaproszenia takie nierzadko są kierowane do osób niezwiązanych z daną dziedziną wiedzy (np. inżynier otrzymuje zaproszenie przez czasopismo chirurgii szczękowej). Zdarza się, że czasopisma drapieżne wabią naukowców niezorientowanych w systemach wydawniczych podając fałszywe informacje o wskaźnikach i bazach, powołując się na nieistniejące „impact factory” lub rzekome indeksowanie w poważnych bazach takich jak Scopus czy Web of Science. Niestety, pieniądze płacone za publikacje przez „złowionych” w ten sposób autorów są prawdziwe.

Zazwyczaj czasopisma drapieżne żądają wysokich opłat za publikację, a autorzy są motywowani do publikowania w tych czasopismach systemem swoistych kart lojalnościowych. 

Naukowcy wykonujący dla czasopisma recenzje uzyskują zniżki w opłatach publikacyjnych dla własnych artykułów naukowych. Czy takie systemy nakłaniania autorów do korzystania z usług czasopisma nie odbijają się na jakości recenzji? Czy taki system motywacji nie powoduje, że naukowcy popadają w konflikt interesów, kuszeni przyjęciem manuskryptu do recenzji, mimo że odbiega tematyką od posiadanych przez recenzenta kompetencji? Możemy się o tym przekonać analizując żenujące treści recenzji udostępniane przez niektóre z tych czasopism. 

Innym sposobem pozyskiwania autorów i szybkiego publikowania dużej liczby prac jest system wydań specjalnych (ang. special issues). Aktywnie poszukiwani przez tych wydawców i zapraszani do funkcji redaktorów takich wydań naukowcy mogą znowu liczyć na zniżki w opłatach za ich własne artykuły. Publikowanie wielkiej liczby artykułów, wielkiej liczby wydań specjalnych – często znacznie przekraczającej liczbę regularnych numerów czasopisma i sięgającej wręcz karykaturalnych poziomów kilku tysięcy rocznie – budzi poważne wątpliwości. Dodatkowo, przekazywanie uprawnień do akceptowania prac dużej liczbie niezwiązanych z redakcją czasopisma redaktorów gościnnych i wreszcie uzyskiwanie przez czasopisma wysokich współczynników sukcesów, to oznaki niskiej jakości systemu recenzji. 

Warto odnotować, że drapieżne wydawnictwa bardzo często publikują artykuły z wieloautorską i mocno egzotyczną mozaiką krajów i instytucji. Artykuły takie sugerują silną współpracę międzynarodową, która może pozwalać na postęp naukowy dzięki mieszaniu pomysłów, punktów widzenia i metod badawczych. Niestety w takich wieloautorskich zespołach kontrola nad aspektami etycznymi badań, procesu powstawania artykułu i prawidłowości przypisywania autorstwa jest bardzo ograniczona. 

Wieloautorska struktura, choć mogłaby świadczyć o globalnej współpracy, bywa w rzeczywistości jednym z wyróżników funkcjonowania tzw. „papierni” lub „spółdzielni autorskich”. 

Statystyki wskazują również na nieproporcjonalnie wysoki odsetek prac przeglądowych publikowanych w czasopismach drapieżnych. Podczas gdy w całej  literaturze naukowej udział takich prac wynosi średnio około 8 proc., w czasopismach jednego z wydawnictw drapieżnych ten odsetek wynosi już 13 proc. Co więcej, aż 15 proc. publikacji autorów z Polski w tym wydawnictwie to właśnie prace przeglądowe.

Wreszcie drapieżne czasopismo możemy rozpoznać po tym, że pojawiają się w nim artykuły, w których jak na dłoni widoczny jest niski poziom naukowy – błędy metodyczne, nierzetelne analizy wyników badań, brak dyskusji wyników na tle literatury, wnioski niezwiązane z tymi wynikami, czasem nawet plagiaty. Takie niskiej jakości artykuły odwołują się często do wielu innych prac naukowych (czasem bez związku z tematyką artykułu), co podkopuje wartość systemu oceny jakości prac naukowych z wykorzystaniem liczby ich cytowań. 

Na koniec należy zauważyć, że drapieżne czasopisma wydawane w systemie open access są bardzo podatne na wykorzystywanie przez firmy handlujące pseudonaukowymi artykułami i ich cytowaniami zwane papierniami (ang. paper mills). Ale to temat na odrębny artykuł….

Wybór czasopisma odpowiedniego do publikacji wyników badań należy do każdego naukowca. Apelujmy do wszystkich i każdego z osobna – wybierajcie Państwo czasopisma, które przeprowadzą rzetelną analizę jakości Państwa dzieła. Wtedy stanie się ono elementem wielkiego gmachu wiedzy. A prawdopodobieństwo, że poprowadzi innych naukowców na manowce będzie zredukowane.

AL

Prof. Adam Liebert

Inżynier biomedyczny, profesor nauk technicznych i jeden z czołowych specjalistów w zakresie biocybernetyki, biopomiarów i optycznych metod diagnostyki medycznej. Absolwent Politechniki Warszawskiej, od początku kariery związany z Instytutem Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN, gdzie kieruje Pracownią Pomiarów Biofizycznych oraz Zakładem Obrazowania i Pomiarów Biofizycznych. Od 2015 roku profesor, od 2019 – członek korespondent PAN, a od 2020 – przewodniczący Komitetu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN. Laureat międzynarodowego wyróżnienia IAMBE, autor licznych prac dotyczących m.in. laserowo-dopplerowskich metod pomiarowych, spektroskopii w bliskiej podczerwieni i optycznych technik oceny przepływu krwi oraz funkcji mózgu.

RZ

Prof. Romuald Zabielski

Lekarz weterynarii, specjalista w zakresie fizjologii i żywienia zwierząt, profesor zwyczajny SGGW. Członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, w latach 2019 – 2022 wiceprezes Akademii. Wcześniej związany m.in. z Instytutem Fizjologii i Żywienia Zwierząt PAN. Autor ponad 200 publikacji naukowych, promotor licznych prac doktorskich, stypendysta i profesor wizytujący uczelni w Japonii, Francji, Szwecji i Australii. Jego badania dotyczą przede wszystkim fizjologii układu pokarmowego noworodków, neurohormonalnych mechanizmów trawienia oraz rozwoju przewodu pokarmowego u zwierząt gospodarskich; ma także na koncie kilkanaście patentów i innowacji paszowych. Poza nauką zajmuje się fotografią, jest autorem albumów i twórcą licznych wystaw.

MM

Prof. Michał Mrozowski

Profesor nauk technicznych, specjalizujący się w elektronice, telekomunikacji i teorii pola elektromagnetycznego. Członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk. Całą ścieżkę naukową związał z Politechniką Gdańską, gdzie uzyskał doktorat (1990), habilitację (1994) i tytuł profesora (2001). Jest wykładowcą oraz kierownikiem w Katedrze Inżynierii Mikrofalowej i Antenowej na WETI PG, a także członkiem Komitetu Elektroniki i Telekomunikacji PAN i Rady Naukowej IMP PAN. Laureat licznych wyróżnień, w tym Nagrody Naukowej Miasta Gdańska im. Jana Heweliusza (2002) oraz nagród ministrów i Prezesa Rady Ministrów.

Przejdź do treści