Pojedyncza cząstka wirusa Ebola sfotografowana za pomocą skaningowego mikroskopu elektronowego. Charakterystyczny nitkowaty kształt wirusa został sztucznie pokolorowany na czerwono. Fot. NIAID.

Gdy myślimy o Eboli, zwykle wyobrażamy sobie sceny rodem z hollywoodzkich thrillerów: ludzi w kombinezonach ochronnych, kordony bezpieczeństwa i walkę z czasem. Coraz więcej badań pokazuje jednak, że historia epidemii tej choroby zaczyna się znacznie wcześniej

Przez wiele lat po odkryciu wirusa Ebola w 1976 r. epidemie wywoływane przez ten patogen były stosunkowo niewielkie. Obejmowały pojedyncze miejscowości i zwykle zakażały najwyżej kilkaset osób. Sytuacja zaczęła się zmieniać w ostatnich dekadach. Epidemia w Afryce Zachodniej w latach 2014–2016 doprowadziła do ponad 28 tys. zakażeń. Obecne ognisko wywołane przez odmianę Bundibugyo rozprzestrzeniło się już z Demokratycznej Republiki Konga do Ugandy.

Najczęściej tłumaczy się to wzrostem liczby ludności, większą mobilnością i łatwiejszym przemieszczaniem się ludzi. Czynniki te nie wyjaśniają jednak wszystkiego. Coraz więcej badaczy zwraca uwagę na moment, w którym wirus po raz pierwszy przechodzi ze zwierzęcia na człowieka.

Wirusy z grupy Ebola najprawdopodobniej krążą w populacjach nietoperzy. Zwierzęta te mogą przenosić patogeny, nie wykazując objawów choroby. Dopóki ich siedliska pozostają względnie nienaruszone, kontakt ludzi z wirusem jest ograniczony. Problem pojawia się wtedy, gdy las zostaje pocięty drogami, polami uprawnymi i kopalniami.

Kiedy las znika, rośnie ryzyko kontaktu

Nietoperze nie znikają wraz z wyciętym lasem. Przenoszą się do pozostałych, rozdrobnionych fragmentów siedlisk i częściej pojawiają się w pobliżu osad, sadów oraz pól uprawnych. W takich warunkach wzrasta prawdopodobieństwo kontaktu ludzi z ich śliną, odchodami lub innymi zwierzętami, które wcześniej mogły zostać zakażone.

Mieszkańcy regionów leśnych, od pokoleń żyjący w sąsiedztwie nietoperzy, mogą nabywać częściową odporność na niektóre wirusy. Kiedy jednak do lasu napływają nowi ludzie, którzy wcześniej nie mieli kontaktu z tym środowiskiem, ryzyko pojawienia się większych ognisk choroby rośnie.

Badacze z amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) przeanalizowali 24 przypadki pojawienia się Eboli między 2001 a 2022 r. Korzystając z danych satelitarnych oraz metod uczenia maszynowego, sprawdzili, jakie cechy wspólne miały miejsca, w których dochodziło do pierwszych zakażeń ludzi. Wśród najważniejszych czynników znalazły się utrata lasów, rozdrobnienie obszarów leśnych oraz gęstość zaludnienia.

Model opracowany przez naukowców nie przewiduje dokładnie, kiedy wybuchnie kolejna epidemia. Potrafi jednak wskazać obszary, w których ryzyko jest wyższe. Co istotne, jedno z ognisk Eboli z 2022 r. pojawiło się w miejscu, które wcześniej znalazło się wśród obszarów ocenionych przez model jako najbardziej zagrożone.

„Główną wartością nie jest wskazanie dokładnie, kiedy i gdzie wybuchnie epidemia. To niemożliwe. Wartością jest identyfikacja regionów, w których można wcześniej zwiększyć czujność i rozpocząć przygotowania” – mówił Carson Telford z CDC w wywiadzie dla portalu Mongabay.

Kopalnie coraz głębiej w lesie 

Problem wiąże się bezpośrednio z rosnącym apetytem świata na elektronikę. Demokratyczna Republika Konga dysponuje ogromnymi zasobami minerałów wykorzystywanych w nowoczesnych technologiach. Występują tam duże złoża kobaltu, miedzi, złota, koltanu, cyny i tantalu. Surowce te trafiają później do akumulatorów, komputerów, smartfonów i innych urządzeń elektronicznych.

Znaczna część wydobycia odbywa się w niewielkich, często słabo kontrolowanych kopalniach. W sektorze tym pracuje około dwóch milionów mieszkańców kraju. Dla wielu rodzin jest to jedno z nielicznych dostępnych źródeł utrzymania.

W przeciwieństwie do rolników, którzy zwykle stopniowo zagospodarowują tereny przy skraju lasu, poszukiwacze minerałów często docierają głęboko w jego wnętrze. Powstają tam prowizoryczne osady, drogi i miejsca wydobycia. Do takich regionów napływają ludzie z różnych części kraju, często bez wcześniejszego kontaktu z lokalnym środowiskiem.

W odległych obozach dostęp do opieki zdrowotnej jest ograniczony. Warunki sanitarne bywają bardzo złe, a część mieszkańców utrzymuje się między innymi z polowań na dzikie zwierzęta. Wszystko to zwiększa ryzyko, że pojedyncze zakażenie przekształci się w większe ognisko choroby.

Nie oznacza to, że każda wycinka lasu prowadzi do epidemii. Pokazuje jednak, że zmiany zachodzące w środowisku mogą wpływać na częstotliwość kontaktów między ludźmi a zwierzętami przenoszącymi patogeny. To właśnie na styku tych dwóch światów najczęściej rodzą się nowe zagrożenia epidemiczne.

Źródło: 

Telford C.T. i inni, Predictive Model for Estimating Annual Ebolavirus Spillover Potential, Emerging Infectious Diseases, DOI: 10.3201/eid3104.241193. Dostęp: https://wwwnc.cdc.gov/eid/article/31/4/24-1193_article#

Przejdź do treści