Ekspert od wszystkiego? O granicach autorytetu naukowca
Adobe Firefly
Naukowcy coraz częściej zabierają głos w debacie publicznej. To naturalne, ale rodzi pytania o granice kompetencji, odpowiedzialność i wpływ takich wypowiedzi na społeczne zaufanie do nauki. Prof. Andrzej Górski, przewodniczący Komisji do Spraw Etyki w Nauce przy PAN, mówi wprost: problem istnieje, ale nie jest łatwy do uchwycenia ani prosty do rozstrzygnięcia
Academia: Jak często zdarza się, że naukowcy wypowiadają się o sprawach, o których nie powinni?
Prof. Andrzej Górski: To bardzo trudne pytanie. Nie dysponujemy formalnymi statystykami. Przed naszą rozmową próbowałem przypomnieć sobie, ile takich spraw trafiło do naszej komisji, bo tylko o takich możemy mówić w sposób udokumentowany. Nie przychodzi mi do głowy żaden konkretny przypadek. Czym innym są jednak formalne zgłoszenia, a czym innym to, co obserwujemy w przestrzeni publicznej. W mediach zdarzają się wypowiedzi osób z tytułami naukowymi, które wykraczają poza ich kompetencje. Nie prowadzę systematycznego monitoringu, ale powiedziałbym, że zdarza się to umiarkowanie często. To nie są przypadki nagminne, ale też nie wyjątkowe.
Jakie ryzyko się z tym wiąże? Wypowiedź naukowca ma inną wagę niż wypowiedź polityka czy biznesmena.
Przede wszystkim podważa to społeczną rolę nauki i jej wiarygodność jako źródła wiedzy. Wypowiedzi naukowców mają szczególną wagę. Jeśli są nierzetelne albo wykraczają poza kompetencje, mogą wprowadzać w błąd nie tylko opinię publiczną, ale też decydentów, którzy finansują badania i podejmują decyzje o wymiarze społecznym.
To ma realne konsekwencje. Zdarzało się, że na podstawie słabo uzasadnionych założeń próbowano uzasadniać konkretne decyzje finansowe. Przykładem może być sprawa sprzed lat, znana jako „rogi jelenia”. Opierała się na założeniu, że skoro jeleniom odrastają poroża, to można stworzyć preparat wspomagający odrastanie narządów u ludzi. Tego rodzaju wnioskowanie nie ma rzetelnych podstaw naukowych, a mimo to pojawiały się próby finansowania takich koncepcji. To pokazuje, jak łatwo nieuzasadnione idee mogą przenikać do systemu decyzji.
Gdzie w takim razie przebiega granica? Naukowiec jest też obywatelem i ma prawo do swobody wypowiedzi.
To właśnie czyni ten problem tak trudnym. W kodeksie etyki pracownika naukowego nie ma jednoznacznego zapisu, który uznawałby wypowiadanie się poza własnym obszarem kompetencji za rażące naruszenie w przeciwieństwie do plagiatu czy fałszowania wyników badań.
Z jednej strony kodeks podkreśla, że uczony powinien reagować na nieprawidłowości i mieć odwagę je wskazywać. Z drugiej przypomina, że jako obywatel ma prawo, a nawet obowiązek zabierania głosu w sprawach publicznych.
Granica nie przebiega więc między „wolno” a „nie wolno”, lecz między odpowiedzialnym a nieodpowiedzialnym korzystaniem z autorytetu naukowego. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś przedstawia swoje opinie jako stanowisko nauki, choć wykraczają one poza jego kompetencje.
Dochodzi do tego kwestia wolności słowa gwarantowanej konstytucyjnie i obecnej w dokumentach międzynarodowych. Można ją ograniczyć tylko w ściśle określonych przypadkach, takich jak naruszenie praw innych osób czy nawoływanie do łamania prawa. W praktyce wiele sytuacji pozostaje więc w szarej strefie.
Czy w praktyce komisja zajmuje się tego typu sprawami?
Jako komisja nie przypominam sobie takich formalnych przypadków. Natomiast jako badacz spotykałem się z nimi w przestrzeni publicznej. Niedawno pojawiła się na przykład wypowiedź samodzielnego pracownika naukowego, który kwestionował dobrze udokumentowane mechanizmy powstawania miażdżycy i jednocześnie zachęcał do stosowania diety o potwierdzonym działaniu proaterogennym. Takie wypowiedzi są sprzeczne z aktualnym stanem wiedzy i mogą wprowadzać odbiorców w błąd.

Zaufanie do nauki jest niskie, a poziom wiedzy społeczeństwa ograniczony. Czy naukowcy nie powinni aktywniej prostować dezinformacji?
Komisja nie unika odpowiedzialności. W naszym kodeksie w kilku miejscach podkreślamy, że naukowiec nie powinien rozpowszechniać nierzetelnych informacji. W praktyce jednak nasze możliwości działania są ograniczone. Jeśli pojawi się formalne zgłoszenie, możemy zwrócić się do przełożonego danej osoby lub komisji dyscyplinarnej z prośbą o wyjaśnienia. Nie prowadzimy jednak postępowań quasi-sądowych, nie przesłuchujemy świadków. To, co zrobi przełożony, zależy od jego podejścia i determinacji, a z tym bywa różnie. Dodatkowo ograniczają nas zasady wolności słowa. W wielu przypadkach ewentualne działania należą raczej do sądu niż do komisji etyki.
Jakie dobre praktyki powinni przyjąć naukowcy wypowiadający się publicznie?
Najważniejsze jest rozróżnienie: czy ktoś mówi jako obywatel, czy jako naukowiec. Jako obywatel może wypowiadać się na dowolny temat. Jako naukowiec powinien trzymać się swojej specjalności.
Na poziomie instytucjonalnym można wprowadzać pewne mechanizmy kontroli. W niektórych instytucjach funkcjonuje zasada, że wypowiedzi publiczne są monitorowane przez kierownictwo. Nie chodzi o cenzurę, lecz o możliwość skonfrontowania opinii i ewentualnego skorygowania uproszczeń czy nadmiernego optymizmu.
W sprawach kontrowersyjnych warto rozważyć konsultację przed wystąpieniem publicznym. Taka praktyka mogłaby działać tonująco, a czasem nawet powstrzymać przed nieprzemyślaną wypowiedzią.
Warto też pamiętać, że obecność w mediach nie zawsze przynosi korzyści. Z mojego doświadczenia wynika, że niektórzy naukowcy, traktując wystąpienia publiczne jako formę promocji, nie zawsze wychodzili na tym dobrze.
Istotna jest również kwestia konfliktu interesów. Odbiorca ma prawo wiedzieć, czy osoba wypowiadająca się publicznie ma powiązania finansowe lub zawodowe z podmiotami, o których mówi, np. finansowe z producentem wyrobów, jakie omawia. Dlatego w najnowszej wersji kodeksu etyki wprowadziliśmy osobny rozdział poświęcony konfliktowi interesów. Uważam to za bardzo ważny krok.
Polecane:
-
Artykuł
„Gra o tron” mikroświata, czyli jak przejmują władzę mrówki-zdrajczynie Przejdź do publikacji: „Gra o tron” mikroświata, czyli jak przejmują władzę mrówki-zdrajczynie
-
Artykuł
AI pisze szybciej, taniej i bez przerw na kawę. Czy człowiek ma jeszcze coś do dodania? Przejdź do publikacji: AI pisze szybciej, taniej i bez przerw na kawę. Czy człowiek ma jeszcze coś do dodania?
-
Artykuł
Nie panikuj. Instrukcja obsługi końca świata Przejdź do publikacji: Nie panikuj. Instrukcja obsługi końca świata
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Granice eksperymentu. Etyka badań przedklinicznych
Granice eksperymentu. Etyka badań przedklinicznych Przejdź do publikacji: Granice eksperymentu. Etyka badań przedklinicznych
Przejdź do publikacji: Badania społeczne pod lupą etyki
Badania społeczne pod lupą etyki Przejdź do publikacji: Badania społeczne pod lupą etyki
Przejdź do publikacji: Biologia długowieczności. Ile życia zapisane jest w genach