Setki milionów euro rocznie, tysiące wyjazdów i tysiące karier rozpoczynanych za granicą. Program Marii Skłodowskiej-Curie od 30 lat finansuje mobilność naukowców w Europie. Czy rzeczywiście wyrównuje szanse? O tym, co działa, a co nie, mówi dr Tomasz Poprawka, dyrektor Biura Promocji Nauki PolSCA PAN w Brukseli

Academia: Zacznijmy od podstaw. Za co właściwie Unia płaci w tym programie?

dr Tomasz Poprawka: Badacz albo badaczka zmienia kraj, instytucję i środowisko, w którym realizuje projekt, doktorat lub staż podoktorski. Ten element mobilności jest kluczowy – od niego wszystko się zaczyna.

To jednak nie jest wyjazd turystyczny ani tylko „naukowy” w wąskim sensie. Chodzi o wejście w nowe środowisko, nauczenie się, jak pracują inni, i zbudowanie relacji, które zostają na lata. Dla wielu młodych badaczy to pierwszy moment realnego wejścia w międzynarodowy obieg nauki.

Czyli inwestycja w ludzi, nie w projekty?

W jedno i drugie, ale punkt ciężkości jest po stronie ludzi. Program jest częścią szerszego systemu finansowania badań w UE, opartego na zasadzie doskonałości naukowej, więc projekty muszą być bardzo dobre. Jednocześnie inwestuje się w tych, którzy je realizują – zwłaszcza na wczesnym etapie kariery.

Wyjedź, zobacz świat, wróć mądrzejszy. Tylko czy oni wracają?

Kiedyś mówiliśmy o odpływie talentów i to zjawisko nadal istnieje. Dziś częściej mówi się o krążeniu talentów: ludzie wyjeżdżają, zdobywają doświadczenie, a potem wracają albo utrzymują silne relacje z krajem. Z punktu widzenia systemu nauki to nie musi być problem. Kluczowe jest coś innego: czy jest do czego wracać. Czy instytucje w Polsce są w stanie zaoferować warunki porównywalne z tymi za granicą.

Są w stanie?

Czasami tak, czasami nie. Decyzja o powrocie wiąże się z ryzykiem – nie zawsze wiadomo, jakie będą warunki finansowania i możliwości rozwoju czy budowania własnej autonomii w nadal bardzo hierarchicznym środowisku.

Powstało wiele programów przyciągających badaczy z zagranicy jak i zachęcających do powrotów. Myślę, że takie systemowe podejście na poziomie ogólnokrajowym zapoczątkowało FNP z programem Homing i First TEAM, wzmocnił je NCN programem Polonez, a dziś z sukcesem kontynuuje je NAWA. . 

W mojej ocenie to jednak wciąż za mało i cieszę się, kiedy instytucje naukowe podejmują trud przyciągania talentów samodzielnie. Akademia ma tutaj swoje doświadczenie, np. z Programem PASIFIC czy też strategiczne działania podejmowane w instytutach takich jak IChF, IMol czy Nencki – de facto w dużej mierze finansowane z programu MSCA!

Czy to wystarczy?

Musimy mieć odwagę zadawać niewygodne pytania: czy naukowcy będą chcieli przyjeżdżać do kraju, gdzie mamy świetną infrastrukturę, dostęp do talentów, etc. – ale gdzie finansowanie nauki na poziomie kraju jest w stagnacji. Gdzie ten naukowiec nie ma pewności co jego lub ją czeka gdy skończy się grant integracyjnym, czy będzie miał budżet na badania i czy będzie mógł zatrudnić doktorantów i postdoców. Stabilność to zdrowa podstawa budowania doskonałości naukowej. 20-stą gospodarkę świata powinno być stać na takie inwestycje!

Czy Polska nadal jest w „drugiej lidze”?

Nie chciałbym tak tego ujmować – to jest szkodliwa dialektyka i nieco zawęża nam pole widzenia. Formalnie jesteśmy w grupie krajów wideningowych, czyli o słabszych wynikach w systemie badań i innowacji. Natomiast możemy wskazywać jednocześnie bardzo dobre miejsca na mapie polskiej przestrzeni naukowej, doczekaliśmy się konkurencyjnych zespołów, co najmniej w skali Europy. Ostatnio w raporcie przygotowanym w ERC czytamy o takich “wyspach szczęśliwości”. Fakt pozostaje jednak taki, że z programu ramowego “wyciągamy” nadal za mało. Widzimy dobry trend w porównaniu z Horyzontem 2020, ale przed nami wszystkimi spore wyzwania. Diagnoza tego stanu rzeczy jest złożona. 

W naszym interesie nadal jest utrzymanie polityki widenigowej?

W mojej opinii – jednoznacznie tak. Dzięki tym instrumentom naukowcy i jednostki naukowe w Polsce mogą korzystać z dedykowanych narzędzi w Horyzoncie Europa. Pomagają one zmniejszać lukę B+R – poprzez współpracę i wsparcie mobilności ułatwiają budowanie sieci kontaktów, co przekłada się na wejście w nowe, większe projekty. W tym celu mamy do dyspozycji budżet ok. 3 mld Euro na umacnianie jakości w sektorze akademickim – i to działa! 

Mamy dobre przykłady?

Pewnie! Polska jest wśród liderów konkursu Teaming for Excellence. De facto tymi liderami są instytuty PAN, a za kilka dni usłyszymy o kolejnych takich sukcesach! Aktywnie animujemy europejskie projekty partnerskie w konkursie Twinning – do jego ostatniej edycji wpłynęło ponad 1900 projektów z regionu! Przyciągamy liderów nauki w grantach ERA-Chairs i dzięki nim systemowo remodelujemy funkcjonowanie jednostek-beneficjentów. W ostatnim pilotażu EIC Pre-accelerator Polska wypadła naprawdę świetnie, inkasując blisko 10% wszystkich projektów. 

Te sukcesy te nie powinny przesłonić nam wszystkich wyzwań, które pozostają w mocy.. Różnice w doświadczeniu i zdolności konkurowania o granty są nadal widoczne. Dlatego musimy podejmować dodatkowy trud by lepiej akumulować środki z programu ramowego. Wykorzystywać do tego wszystkie dostępne narzędzia – i koniecznie wspierać administrację akademicką, która jest w tych projektach niezbędna! Ale i szukać nowych dróg, np. Transfer Funduszy o którym ostatnio w Polsce głośno i który koniecznie powinien objąć także granty indywidualne MSCA!

Wróćmy zatem do programu MSCA – gdzie jest najważniejszy jego element?

W sieciach. Program działa najlepiej, gdy nie kończy się na jednym wyjeździe – czy powrocie. Badacz buduje relacje, które później przekładają się na wspólne projekty, konsorcja i kolejne granty. Tego nie da się zbudować wyłącznie lokalnie.

Czyli relacje są ważniejsze niż sama nauka?

Nie oddzielałbym tego. Współczesna nauka w dużej mierze opiera się na relacjach – między instytucjami, krajami i sektorami. Program Marii Skłodowskiej-Curie jest jednym z narzędzi, które to umożliwiają, i dlatego ma znaczenie dla budowy Europejskiej Przestrzeni Badawczej.

W ubiegłym tygodniu miałem przyjemność uczestniczyć w corocznej konferencji alumnów programu MSCA, która akurat odbyła się w Brukseli. Setki jej uczestników pokazali, że tworzą wyjątkową wspólnotę i są bezcennym zasobem dla całej Europy, w tym i Polski!

Dlaczego zatem organizować kolejną debatę na ten temat?

Bo jesteśmy w krytycznym momencie podejmowania decyzji i każdy głos jest ważny. My w PolSCA chcemy zadbać, aby słyszalne były także głosy z naszego regionu. W tym abyśmy wspólnie z silnymi europejskimi partnerami podkreślali konieczność “wrażliwości wideningowej” budowanej w oparciu o doskonałość naukową. 

Obecny budżet UE kończy się w 2027 roku i zaczyna się dyskusja o kolejnym. Wraz z nią wraca pytanie o przyszłość programów badawczych, w tym Horyzontu Europa i jego relację z Funduszem Konkurencyjności. To moment, w którym można jeszcze wpłynąć na ich kształt, w tym zabezpieczyć rozwiązania, które są dla Europy jednoznacznie dobre. Takim przykładem jest program Marii Skłodowskiej-Curie – i naturalnie ERC –  ale też i nadal potrzebne instrumenty poszerzające uczestnictwo

I po to organizujecie majowe wydarzenie?

Tak. Chcemy zebrać doświadczenia uczestników programu i pokazać je decydentom. Zależy nam, by nie była to tylko rozmowa instytucjonalna, lecz by wybrzmiało to, co działa w praktyce, a co nie. A przede wszystkim co mogłoby działać jeszcze lepiej  i co z naszej partykularnej perspektywy mogłoby pomóc domykać lukę B+R. Drugi cel to przyciągnięcie ludzi do tej debaty – pokazanie, że warto być w Brukseli i budować sieci kontaktów, bo to tam często zaczynają się projekty. Bo ostatecznie nie chodzi tylko o jeden program. To dyskusja o tym, jak będzie wyglądała nauka w Europie w najbliższych latach.

Przejdź do treści