Zdjęcie: Sylwia Piwowar

W Muzeum Ziemi PAN już wkrótce pojawią się plejstoceńskie olbrzymy,  które żyły na terenie dzisiejszej Warszawy. Gwiazdą będzie warszawski słoń leśny, którego kości odkryto w 1962 r. przy ulicy Leszno. Towarzyszyć mu będą nosorożec leśny, tur, jeleń olbrzymi i lew jaskiniowy

W dwóch największych salach Muzeum Ziemi PAN powstaje jedna z najbardziej ambitnych wystaw paleontologicznych ostatnich lat. Ma być pierwszą tak szczegółową próbą odtworzenia mazowieckiego środowiska sprzed ponad 100 tys. lat. – Zmieniamy muzeum w miejsce, które będzie jednym z ważniejszych w stolicy. Warszawski słoń leśny będzie konkurencją dla syrenki –  mówi Academia prof. Błażej Błażejowski, dyrektor Muzeum Ziemi PAN, paleobiolog z Instytutu Paleobiologii PAN.

Otwarcie ekspozycji zaplanowano na początek 2026 r. Szkielety przygotowuje paleoartystka Marta Szubert we współpracy z zespołem muzeum i konsultantami naukowymi z Wrocławia i Poznania. 

Słoń z ulicy Leszno

Wystawa ma połączyć oryginalne skamieniałości, rekonstrukcje szkieletów, modele środowiskowe i elementy multimedialne. Jej celem jest nie tylko prezentacja dawnych zwierząt, ale także przywrócenie Warszawie jej prehistorycznego krajobrazu.

Zdjęcie: Sylwia Piwowar

Warszawski słoń leśny to wyjątkowy okaz. W 1962 r. przechodzący ulicą Leszno nauczyciel zauważył w wykopie ząb. Zawiózł go do Muzeum Archeologicznego, skąd trafił do Muzeum Ziemi. Młody paleontolog, dr Gwidon Jakubowski, zorganizował ponowne prace i wydobył masywne kości. – Na miejscu mówili, że to koń, bo co może być większego, niż koń? A to były ogromne kości słonia – wspomina dyrektor. Znalezisko na cześć odkrywcy ochrzczono „Gwidonem”.

Z czasem okazało się, że to jeden z największych słoni leśnych, jakie znamy z północnej Europy. Były to zwierzęta ciepłolubne, które w sprzyjającym klimacie interglacjału eemskiego osiągały w kłębie nawet 4,2 metra i masę do 15 ton. Dla porównania największe samce słonia afrykańskiego mają do 3,4 metra i ważą około 7 ton. – Warszawski okaz miał ponad cztery metry w kłębie i prawie 3-metrowe ciosy – mówi dyrektor. 

Na wystawie to właśnie on przywita zwiedzających. Został ustawiony w zabytkowej sali, której konstrukcja architektoniczna wymusiła całkiem nową koncepcję ustawienia eksponatów. W salach znajdują się bowiem oryginalne elementy wystroju autorstwa Stanisława Zamecznika (1909–1971), jednego z najciekawszych warszawskich architektów XX wieku.

Warszawa epoki nosorożców

Interglacjał eemski był najcieplejszym okresem ostatnich 800 tys. lat. Temperatura była o 1,5-2 st. Celsjusza wyższa niż obecnie, tereny dzisiejszej Polski porastały gęste lasy liściaste. Po ich runie stąpały nie tylko słonie, ale także nosorożce leśne i jelenie olbrzymie, a w spokojnych wodach jezior pływały hipopotamy.

Zdjęcie: Sylwia Piwowar

W osadach jeziornych zachowywały się kości, które stały się podstawą rekonstrukcji. To wyjątek; większość prehistorycznych zwierząt znika bez śladu.  – W stanie kopalnym zachowuje się może jeden procent dawnych organizmów, a trafienie na skamieniałość jest jak wygrana na loterii – podkreśla prof. Jarosław Stolarski., dyrektor Instytutu Paleobiologii PAN

Wraz z nadejściem ochłodzenia pejzaż Mazowsza zmienił się nie do poznania. Pojawiła się stepotundra – otwarta przestrzeń, po której wędrowały mamuty, nosorożce włochate, piżmowoły, renifery i prażubry. Lwy jaskiniowe Panthera spelaea, większe i masywniejsze od współczesnych lwów afrykańskich, polowały na duże roślinożerne ssaki. Niedźwiedzie jaskiniowe, mimo swojej postury, żywiły się głównie roślinami. Tur przetrwał niemal do czasów nowożytnych – ostatnia samica padła w 1627 r. w Puszczy Jaktorowskiej.

Nauka jako układanka

Większość szczątków zachowuje się fragmentarycznie. Czasem to tylko pojedyncze kości, a niekiedy zaledwie odciski w mule.  – Nawet jeśli znajdziemy kości, często są pogryzione przez drapieżniki lub uszkodzone przez bakterie. Środowisko zwykle działa jak gigantyczny mechanizm niszczący – tłumaczy prof. Stolarski.

Zdjęcie: Sylwia Piwowar

Do rekonstrukcji nosorożca leśnego wykorzystano czaszkę przechowywaną w Warszawie i kości pozaczaszkowe znajdujące się we Wrocławiu.  – Podobnie z turem: czaszka jest u nas, reszta w Szwecji. Trzeba było to przeskalować i dopasować, by nie powstał anatomiczny dziwoląg – wyjaśnia profesor. 

To dopasowywanie to jeden z najtrudniejszych etapów pracy. Wymaga nie tylko wiedzy o anatomii, lecz także wyczucia proporcji i zrozumienia naturalnej zmienności w obrębie gatunku.  – Każdy osobnik jest trochę inny. Trzeba to wszystko przeliczać i dopasowywać, inaczej głowa będzie za duża, a tułów za mały – tłumaczy dyrektor Instytutu Paleobiologii. 

Historia paleontologii pełna jest błędnych rekonstrukcji, wynikających z braku danych lub nadinterpretacji. Doskonałym przykładem może być dinozaur Protoceratops, którego długo przedstawiano jako ciężkiego, powolnego gada. Dopiero analiza biomechaniki szkieletu, między innymi w oparciu o  przyczepy mięśni, pokazała, że był zwinny i szybki. Taką nowoczesną rekonstrukcję protoceratopsa można zobaczyć w Muzeum Ewolucji Instytutu Paleobiologii PAN w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.  Niektóre dawne rekonstrukcje z dzisiejszej perspektywy wyglądają niemal groteskowo. Obecne standardy opierają się m.in. na tomografii komputerowej, skanach 3D, modelowaniu biomechanicznym, precyzyjnych rekonstrukcjach umięśnienia i analizach porównawczych z dzisiejszymi organizmami, a w przypadku wystawy warszawskiej – także na stałych konsultacjach z zespołem naukowym.

Rok kości: praca Marty Szubert

Rekonstrukcje, które wkrótce zobaczymy w Warszawie, powstają w garażu paleoartystki Marty Szubert – miejscu, które w ostatnich miesiącach zmieniło się w pracownię pełną odlewów, oryginalnych skamieniałości i ich kopii, profilowanych stalowych rdzeni, które będą osnową dla osadzanych na nich poszczególnych elementów szkieletów. – Ten rok był dla mnie rokiem kości. Pracowałam właściwie wyłącznie nad nimi. Moje życie składało się z garażu, kości i spacerów z psami – żartuje Szubert.

Zdjęcie: Sylwia Piwowar

Proces rekonstrukcji zaczyna się jednak w muzealnym magazynie. – Mogę podejść do półek i wybrać potrzebne elementy. Możliwość wypożyczenia tych cennych okazów daje mi unikalny wgląd w ich  morfologię. Są fantastyczne, piękne, w jakimś sensie doskonałe. Każdy  kształt i fakturę trzeba odwzorować jak najwierniej – opowiada artystka. Dużym wyzwaniem okazały się kręgi szyjne słonia, które – jak twierdzi Marta Szubert – modelowała „jak koraliki nawlekane na stalowy profil”. –  Jeden kręg wyłamywał się z szeregu i anatomicznej logiki i długo zastanawialiśmy się, czy to kość dotknięta jakąś  patologią  za życia tego osobnika czy pośmiertne uszkodzenie mechaniczne – mówi artystka.

Rekonstrukcje budowane są z żywic, barwione pigmentami i patynowane tak, by wyglądały jak kości, które rzeczywiście spędziły tysiące lat w ziemi. – Chcemy, by szkielety wyglądały jak skamieniałości, nie jak współczesne preparaty. To wymaga barwienia, patyny, odkształceń i drobnych intencjonalnych niedoskonałości – tłumaczy.

Anatomia, która zaskakuje

Szubert mówi, że praca nad słoniem leśnym uświadomiła jej, jak wyjątkowe to były zwierzęta. – Anatomia kolana słonia jest najbardziej  zbliżona do naszej ludzkiej.  My i słonie, w odróżnieniu od innych gatunków, potrafimy je  wyprostować  do 180 stopni. U innych ssaków ten kąt jest mniejszy – mówi. Wszystko służy celowi,  by utrzymać na  kośćcu tak olbrzymi ciężar.  Równie niezwykła jest  stopa.  – Słoń jest pół stopochodny, chodzi, śpi, żeruje przez całe życie jak kobieta na obcasach. Ma pod kośćmi śródstopia poduszkę tłuszczową, na której spoczywa ciężar ciała. Kości palców są jak zawieszone w tkankach miękkich. W rekonstruowanym szkielecie dobrze widać te niezbyt duże kości palców i ich dziwny kąt nachylenia. A jednak to  genialna konstrukcja, która pozwala amortyzować kilkanaście dźwiganych  ton – wyjaśnia.

Zdjęcie: Sylwia Piwowar

Wiele problemów zdrowotnych współczesnych  słoni utrzymywanych w niewoli wynika z tego, że brak ruchu, możliwości migracji po kilkadziesiąt kilometrów dziennie, niesprzyjający klimat, dieta naraża je już w młodym wieku na artretyzm, zwyrodnienia i szereg innych chorób. Życie słonia w zoo jest trudne, bolesne i najczęściej krótkie. Szacunki nie pozostawiają złudzeń –  w niewoli żyje średnio  ⅓ mediany swojego życia. A gdy upadnie bo zerwie np. więzadło krzyżowe w kolanie, to wyrok – mówi. 

Te obserwacje sprawiają, że praca artystki nie ogranicza się do kopiowania kości – jest próbą zrozumienia zwierzęcia jako całości: jego anatomii, sposobu życia i fizycznych ograniczeń.

Muzeum jako laboratorium narracji

Równolegle z trwają prace kuratorskie: wybór eksponatów, projektowanie gablot, zabezpieczenia, konstrukcji i ścieżki edukacyjnej. Modernizacja sal wymagała wzmocnienia podłóg pod potrzeby ciężkich szkieletów oraz dostosowania zabytkowej przestrzeni. – Wystawę traktujemy jak symbol odnowy muzeum i ważny krok w popularyzacji nauki w stolicy – mówi prof. Błażejowski.

Prof. Stolarski podkreśla natomiast, że wystawa ma pokazać nie tylko zwierzęta, ale także procesy: – Warto zobaczyć, jak zmieniała się flora, fauna i klimat w tym samym miejscu. To robi ogromne wrażenie. 

W przyszłości muzeum rozważa dodanie elementów wirtualnej rzeczywistości, pozwalających wejść w świat plejstoceńskiej Warszawy lub zanurzyć się w dawnej rzece. – Jurassic Park to już przeszłość. Technologie pozwalają doświadczyć świata, którego od dawna już nie ma – mówi prof. Stolarski.

Przejdź do treści