Największe w historii badanie języka tabu ujawnia, że niezależnie od tego, czy mówimy po angielsku, tajsku czy serbsku, przeklinamy w podobny sposób. Seks, pogarda i przemoc słowna wobec kobiet oraz mniejszości to uniwersalne motywy wulgarności, choć ich znaczenie różni się w zależności od kultury. Zespół badaczy z 17 krajów stworzył pierwszą globalną mapę słów zakazanych
Każdy język ma swoje wyrazy, których lepiej nie wypowiadać. Wiemy, że istnieją, nawet jeśli udajemy, że ich nie znamy. Używamy ich, kiedy boli, kiedy się boimy, kiedy chcemy wzmocnić emocje albo rozśmieszyć innych. Przekleństwa, bluźnierstwa i obelgi są jednocześnie najbardziej uniwersalnym i najbardziej zakazanym elementem maszej mowy.
Ale jakie dokładnie słowa uważamy za tabu – i dlaczego właśnie te? Na to pytanie postanowił odpowiedzieć międzynarodowy zespół psycholingwistów kierowany przez dr Simone Sulpizio z Uniwersytetu w Mediolanie-Bicocca. W projekcie Taboo Language Across the Globe wzięło udział ponad tysiąc osób z 17 państw. Posługują się 13 językami, od angielskiego, francuskiego i niemieckiego po tajski, setswana czy serbski. To największe badanie języka tabu w historii i pierwsze, które obejmuje wszystkie zamieszkane kontynenty.
„Przeklinanie to powszechne zachowanie, ale zaskakująco słabo opisane naukowo” – mówi dr Sulpizio, dodając: „Wiemy, że słowa zakazane są potężnym narzędziem emocjonalnym i społecznym. Chcieliśmy zobaczyć, jak ten mechanizm wygląda w różnych kulturach”.

Zespół zebrał dane z osiemnastu laboratoriów. W każdym z nich badacze – będący rodzimymi użytkownikami języka – prosili uczestników, by zapisali wszystkie słowa, które uważają za tabu. Bez ograniczeń, bez cenzury. W efekcie powstały narodowe katalogi zakazanych wyrazów – od kilkudziesięciu do ponad trzystu w każdym języku.
W drugiej części badania ochotnicy oceniali te słowa według sześciu kryteriów: jak wcześnie je poznali, jak bardzo są konkretne, jak silne emocje wzbudzają, jak bardzo są obraźliwe i jak nieakceptowalne społecznie. Z tych danych powstała mapa emocjonalna języka – pierwsza tak dokładna w historii.
Uniwersalne grzechy mowy
Wyniki okazały się zaskakująco spójne. Niezależnie od kultury, alfabetu i religii, ludzie za najbardziej zakazane uznają słowa dotyczące seksu i pogardy. W każdej z 17 badanych społeczności wśród najczęściej wymienianych pojawiały się wyrażenia odnoszące się do aktów seksualnych, przemocy i matek.
„W centrum języka tabu leżą dwa motywy: seks i społeczne napięcie między czystością a zanieczyszczeniem” – piszą autorzy. Co ciekawe, prawie wszędzie najbardziej obraźliwe były słowa odnoszące się do kobiet i kobiecych narządów płciowych. Męskie odpowiedniki – nawet jeśli równie wulgarne – oceniano łagodniej.

„Język tabu odbija strukturalne nierówności między płciami. To kultura, a nie biologia decyduje, które słowa są nie do powiedzenia” – zauważa współautor badania dr Marco Marelli.
Drugim uniwersalnym źródłem tabu okazały się slury, czyli obelgi wobec grup społecznych. W krajach anglojęzycznych i środkowoeuropejskich dominowały wyzwiska rasowe, etniczne, homofobiczne i transfobiczne. W Azji i Ameryce Południowej częściej pojawiały się przekleństwa o podłożu seksualnym.
„To pokazuje, że choć emocjonalna struktura wulgarności jest wspólna, konkretne treści odzwierciedlają lokalną historię i hierarchie społeczne” – wyjaśnia dr Fritz Günther z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie.
Ciekawe, że bluźnierstwa, dawniej jedna z głównych kategorii wulgaryzmów, niemal zniknęły. Utrzymały się właściwie tylko we Włoszech, gdzie wciąż funkcjonują wyrażenia łączące Boga z brudem lub zwierzętami. W większości badanych krajów tabu religijne ustąpiło miejsca tabu tożsamościowemu, dotyczącemu płci, seksualności i godności.
Choć kobiety i mężczyźni przeklinają z różną częstotliwością, badacze nie znaleźli różnic w tym, jak obie płcie oceniają zakazane słowa. Wszyscy wiedzą, które wyrazy są niedopuszczalne. To – jak piszą autorzy – „wiedza kulturowa wspólna dla całego społeczeństwa”.
Granice języka, granice kultury
W dalszej części analiz naukowcy przyjrzeli się, co łączy słowa tabu niezależnie od znaczenia. Okazało się, że mają kilka wspólnych cech: są emocjonalnie negatywne, silnie pobudzające, rzadkie w języku pisanym i przyswajane późno. Innymi słowy, to wyrazy, które niemal wszyscy znamy, ale świadomie unikamy ich w miejscach publicznych.
Gdy poproszono uczestników o wymienienie wulgaryzmów, robili to bez wahania. Jednak w korpusach pisanych tekstów, które analizowano równolegle, te same słowa niemal nie występują. Oznacza to, że ludzie wiedzą, czego nie mówić i przestrzegają tej zasady, dopóki ktoś nie włączy im mikrofonu… w laboratorium.

Ciekawym elementem projektu było porównanie ocen tych samych słów w różnych krajach. Wersje angielskiego z Wielkiej Brytanii, USA, Kanady, Australii i Singapuru pozwoliły badać, jak lokalne normy wpływają na postrzeganie wulgarności.
Wszędzie za najbardziej obraźliwe uznawano rasowe określenia osób czarnoskórych, ale różniły się one „siłą” tabu. W Wielkiej Brytanii słowo nigger oceniano jako ekstremalnie obraźliwe, lecz było nieco mniejszym tabu niż w USA. Słowo dick było zakazane w obu krajach, ale wedle Brytyjczyków brzmiało mniej agresywnie. Z kolei retard okazało się bardziej obraźliwe w Stanach Zjednoczonych, gdzie dyskusja o języku włączającym jest szczególnie silna.
Wersje hiszpańskiego z Hiszpanii i Chile różniły się oceną wyrazów maricón i puto: w jednym kraju uznawano je za wyjątkowo obraźliwe, w drugim za niemal codzienne przekleństwa.
Z tych różnic wyłania się obraz języka jako systemu emocji, norm i władzy. To, co dla jednych jest nie do wypowiedzenia, dla innych bywa żartem. Ale mechanizm pozostaje ten sam: każde społeczeństwo potrzebuje słów, które naruszają jego granice.
Autorzy piszą, że słowa tabu „są skrajnie negatywne i rzadkie w publicznym użyciu, ale ich emocjonalna struktura jest wspólna dla całej ludzkości”. I choć różnimy się co do treści, emocjonalny odruch wobec zakazanego słowa jest taki sam – szybkie przyspieszenie tętna, napięcie mięśni, uśmiech lub wstyd.
Największa w historii mapa przekleństw nie jest więc tylko katalogiem brzydkich wyrazów. To psycholingwistyczny portret człowieka – istoty, która nauczyła się używać słów do łamania reguł, wyrażania bólu i testowania granic kultury. „To, czego nie wypowiadamy, mówi o nas więcej niż to, co mówimy” – podsumowuje Simone Sulpizio.
Źródło:
Simone Sulpizio, Fritz Günther, Marco Marelli i in., Taboo language across the globe: A multi-lab study, Behavior Research Methods (2024), DOI: 10.3758/s13428-024-02376-6.
Polecane:
-
Artykuł
22 oblicza rumaka. Co zdradzają końskie miny? Przejdź do publikacji: 22 oblicza rumaka. Co zdradzają końskie miny?
-
Chatboty szantażują emocjonalnie użytkowników Przejdź do publikacji: Chatboty szantażują emocjonalnie użytkowników
-
Jak się tworzy nowy instytut PAN? Przejdź do publikacji: Jak się tworzy nowy instytut PAN?
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Skąd się wzięły nasze nazwiska? O historii, języku i tożsamości
Skąd się wzięły nasze nazwiska? O historii, języku i tożsamości Przejdź do publikacji: Skąd się wzięły nasze nazwiska? O historii, języku i tożsamości
Przejdź do publikacji: Prof. Marcin Zajenkowski z Ig Noblem. „Narcyzm to cecha, którą mamy wszyscy”
Prof. Marcin Zajenkowski z Ig Noblem. „Narcyzm to cecha, którą mamy wszyscy” Przejdź do publikacji: Prof. Marcin Zajenkowski z Ig Noblem. „Narcyzm to cecha, którą mamy wszyscy”
Przejdź do publikacji: Mapa agresji w Sejmie i Senacie. Pierwsze takie narzędzie w Polsce