Do Puszczy Białowieskiej przyjechał jako osiemnastolatek. Dziś, po ponad trzydziestu latach badań, prof. Rafał Kowalczyk wciąż pracuje w tym samym miejscu. Bada żubry, tropi wilki i obserwuje zmiany w strukturze lasu. Mówi, że od trzech dekad spełnia to samo marzenie
Rafał Kowalczyk jest profesorem w Instytucie Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży, kustoszem Naukowej Kolekcji Zoologicznej, członkiem Państwowej Rady Ochrony Przyrody i przewodniczącym Komitetu Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej PAN. Z wykształcenia leśnik, z zawodu ekolog ssaków. Jest również popularyzatorem nauki oraz obrońcą i fotografem dzikiej przyrody
– Przyjechałem tutaj jako osiemnastoletni uczeń technikum leśnego. Zobaczyłem las zupełnie inny niż te, które znałem i o których się uczyłem. Puszcza wprawiła mnie w zachwyt. Pomyślałem, że chciałbym kiedyś tu pracować – wspomina. Na studiach uczono go głównie o hodowli lasu gospodarczego: sadzeniu, pielęgnowaniu, wycince i odnowieniach. Puszcza była czymś zupełnie innym. Gdy skończył studia, w Zakładzie Badania Ssaków PAN szukano ludzi do projektu dotyczącego wilków i rysi, zgłosił się i został przyjęty. Tak zaczęła się jego białowieska przygoda, która trwa do dziś.
0,2 procent
W Europie Środkowej lasy o charakterze zbliżonym do naturalnego zajmują zaledwie około 0,2 procent powierzchni leśnej. Reszta to w większości plantacje drzew prowadzone według zasad gospodarki leśnej. – Puszcza wygląda tak, jak lasy wyglądały kiedyś, zanim zaczął nimi gospodarować człowiek – mówi prof. Kowalczyk. – Podróż do puszczy jest jak podróż w czasie. Cofamy się o setki, a nawet tysiące lat.
Martwe drzewa, powalone pnie, las w różnym wieku, wielogatunkowa i wielopiętrowa struktura – dla niego to definicja lasu naturalnego. Dla wielu osób to jednak… „bałagan”. – Wszystkie pokolenia Europejczyków dorastały z wizją lasu jako lasu gospodarczego. Kiedy widzimy w lesie umierające drzewo, mamy wrażenie, że trzeba coś zrobić – zaznacza. – Zapomnieliśmy, że jeszcze kilkaset czy kilka tysięcy lat temu lasy były pełne martwego drewna. Na tym właśnie polega las naturalny.

Narzędzia gospodarki leśnej są zbyt ubogie dla tak złożonego ekosystemu. – Jakakolwiek działalność gospodarcza będzie ten las zubażać i zmieniać – mówi profesor. Naturalne są tu nawet zjawiska, które w lesie gospodarczym uznaje się za katastrofę. Przykładem jest gradacja kornika drukarza, która w Puszczy Białowieskiej na dużą skalę rozpoczęła się w 2012 r. W debacie publicznej pojawiały się wtedy hasła o „katastrofie” i „martwym lesie”. – To absolutna nieprawda – mówi Kowalczyk.
Wówczas rozmiar zjawiska był w dużej mierze efektem wcześniejszego sadzenia świerka w monokulturach i na nieodpowiednich siedliskach. – W tej chwili mamy eksplozję odnowienia naturalnego tam, gdzie zamarły drzewa. Jest dżungla grabów, lip, klonów, ale również młodych świerków.
Las się zmienia, ale nie znika. Także pod wpływem zmian klimatu, które nieuchronnie doprowadzą do głębokich przemian w polskich lasach. Skład gatunkowy się zmienia, struktura przebudowuje. – Musimy zaakceptować, że być może znikną tu potężne dęby, które są wizytówką puszczy. Takie zmiany w historii Puszczy mają miejsce od początku istnienia tego lasy po ostatnim zlodowaceniu, a więc blisko 12 tysięcy lat – mówi.
To właśnie dlatego Puszcza Białowieska jest tak ważna. To laboratorium naturalnych procesów, pokazujące, jak lasy dostosowują się do zmian klimatu. Wiedza zebrana w puszczy może pomóc w ochronie i odbudowie lasów na całym kontynencie.
Wilk i emocje
Las to jednak także zwierzęta. I nieuchronne konflikty między nimi a ludźmi. Wilki wróciły w wielu miejscach kraju. Wzrosła też liczba ludzi w lasach i liczba kamer rejestrujących każde pojawienie się tego dużego drapieżnika. Nagrania szybko trafiają do siec, są masowo udostępniane. – Wystarczy postawić fotopułapkę na drodze, bo wilki często właśnie drogami się przemieszczają. Nagranie ich jest banalnie proste – mówi dodając, że „to buduje wrażenie, że wilk jest wszędzie”.
– Widuję wilki co kilka tygodni. Kiedy widzą człowieka z odległości dwustu czy trzystu metrów, natychmiast uciekają. Wilki boją się ludzi – podkreśla. Przywołuje też niedawne badania naukowców z Instytutu Biologii Ssaków PAN analizujące reakcję wilków na różne dźwięki. – Na głos człowieka natychmiast salwują się ucieczką, a na naturalne odgłosy, jak pohukiwanie sowy, często w ogóle nie reagują.
Mimo to niemal zawsze, gdy pojawiają się konflikty między wilkami a ludźmi, wraca pomysł odstrzału drapieżników. Tymczasem badania pokazują, że może to przynieść odwrotny skutek. – Są badania pokazujące, że odstrzał nie zmniejsza konfliktów, a czasem je nasila. Gdy giną doświadczone osobniki z pary rodzicielskiej, młode, mniej doświadczone wilki częściej polują na zwierzęta gospodarskie, bo jest to łatwiejsza ofiara – mówi. Dodaje, że pojedyncze przypadki szkód są nagłaśniane i budują ogólny obraz zagrożenia. – Wyolbrzymiamy pewne sytuacje, nie zachowując proporcji.
Żubr, który nie mieszka już u siebie
Kiedy Rafał Kowalczyk zaczynał pracę w Białowieży, zajmował się głównie drapieżnikami – wilkami, rysiami, borsukami i relacjami łowca–ofiara. Żubr pojawił się później i wcale nie był jego wymarzonym tematem. – Kiedy zaproponowano mi badania nad żubrem, odmówiłem. Szczerze mówiąc, pomyślałem: co tu jeszcze można odkryć? Gatunek badany od pół wieku, opisany, monitorowany. Wydawało mi się, że wszystko już o nim wiemy – wspomina.
Szybko okazało się, że to dopiero początek. Z czasem żubr stał się dla niego modelem do zrozumienia czegoś znacznie szerszego: co dzieje się z gatunkiem, który przetrwał, ale nie żyje już w środowisku, do jakiego został „zaprojektowany”. – Na przykładzie żubra opracowaliśmy koncepcję gatunku uchodźcy. To gatunek, który przetrwał, ale funkcjonuje dziś w środowisku nie do końca dla siebie optymalnym, co skutkuje niższymi zagęszczeniami i dostosowaniem niż w środowiskach optymalnych, a w efekcie znacznym ryzykiem wyginięcia – mówi badacz.

Historycznie żubr był związany z terenami otwartymi lub mozaikowatymi. Presja człowieka zepchnęła żubry do środowisk leśnych, które stały się schronieniem, nie są jednak w stanie zapewnić tym dużym roślinożercom pokarmu zimą, gdy zanika większośc roślinności dna lasu a drzewa i krzewy tracą liście. Po wyginięciu w stanie dzikim, populacje odtwarzano w lasach, bo tam przetrwały ostatnie żubry przed zagładą. Dziś często to najpotężniejsze zwierzę lądowe Europy funkcjonuje w przestrzeni ograniczonej, pod intensywną opieką człowieka. – To nie jest tylko pytanie, ile mamy żubrów. Pytanie brzmi: czy one żyją tam, gdzie powinny? Czy środowisko odpowiada ich biologii?
Gatunek niemal wyginął na początku XX w, a jego populacja została odbudowana z bardzo niewielkiej liczby osobników, które przetrwały w niewoli. – Mamy populację, która przeszła przez bardzo wąskie gardło genetyczne. I jest w większości chroniona w nieoptymalnych środowiskach i dokarmiana, co prowadzi do uzależnienia żubrów od człowieka, wzrostu ryzyka chorób i inwazji pasożytniczych, oraz konfliktów gdy żubry migrują na tereny otwarte zdominowane przez uprawy rolnicze. Dlatego trzeba patrzeć na żubra nie tylko jak na symbol, ale jak na realną, wrażliwą populację – podkreśla profesor. W tym kontekście bada historię ewolucyjną gatunku i to, jak powinna wyglądać współczesna ochrona: tworzenie nowych stad i zarządzanie nimi, przeciwdziałanie zagrożeniom i konfliktom. Zarządzanie populacjami żubrów powinno opierać się na wiedzy naukowej, a nie praktykach sprzed lat, mitach i obiegowych opiniach
Do tego dochodzi kolejny element układanki, czyli wilk. – Dziś obserwujemy rosnące drapieżnictwo wilka na żubrze. Kiedyś praktycznie tego nie było. Teraz wracają naturalne relacje między tymi zwierzętami – mówi Rafał Kowalczyk. Dla niego to ważny sygnał: przywracanie naturalnych interakcji i procesów ekologicznych.
Ostatnio jego zespół poszedł jeszcze dalej – dosłownie do wnętrza organizmu. – Zajęliśmy się mikrobiomem żubra. Sprawdzamy, czy mikroorganizmy w jego przewodzie pokarmowym wpływają na odporność, podatność na pasożyty i jak zmieniają się sezonowo – mówi. To już nie tylko klasyczna ekologia terenowa, ale połączenie ekofizjologii, genomiki i badań środowiskowych.
Żubr, który w debacie publicznej bywa przedstawiany jako symbol sukcesu ochrony przyrody, w badaniach prof. Kowalczyka staje się testem tego, czy potrafimy zrozumieć funkcjonowanie odtwarzanego gatunku w świecie, który nie jest już taki jak dawniej. – Żubr przetrwał, ale to nie znaczy, że wszystko jest załatwione. To dopiero początek pytań – mówi. I dlatego temat, który miał być zamknięty, okazał się jednym z najbardziej otwartych w badaniach nad puszczą i dzikimi zwierzętami ją zamieszkującymi. – Puszcza uczy nas bardzo wiele, ale przede wszystkim uczy pokory wobec dzikiej przyrody – podsumowuje uczony.
Polecane:
-
Tam, gdzie świstunka jeszcze śpiewa. Prof. Maziarz o granicach zmiany Przejdź do publikacji: Tam, gdzie świstunka jeszcze śpiewa. Prof. Maziarz o granicach zmiany
-
Artykuł
Czystsze powietrze, cieplejsza planeta. Paradoks polityki klimatycznej Przejdź do publikacji: Czystsze powietrze, cieplejsza planeta. Paradoks polityki klimatycznej
-
Artykuł
Dłuższy kciuk, większy mózg. Niezwykłe odkrycie naukowców Przejdź do publikacji: Dłuższy kciuk, większy mózg. Niezwykłe odkrycie naukowców
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Zielona Tarcza Wschód. Bagna w służbie obronności
Zielona Tarcza Wschód. Bagna w służbie obronności Przejdź do publikacji: Zielona Tarcza Wschód. Bagna w służbie obronności
Przejdź do publikacji: Drzewa obniżają temperaturę, ale brudzą auta. Polska logika w czasach suszy
Drzewa obniżają temperaturę, ale brudzą auta. Polska logika w czasach suszy Przejdź do publikacji: Drzewa obniżają temperaturę, ale brudzą auta. Polska logika w czasach suszy
Przejdź do publikacji: Kornik nie jest z szafy. Co naprawdę robi w lesie