Wersja beta aplikacji

Polska Akademia Nauk świętuje jubileusz w momencie, gdy nauka mierzy się jednocześnie z kryzysem autorytetu ekspertów i rewolucją technologiczną. Zdaniem wiceprezesa PAN prof. Dariusza Jemielniaka rolą akademii jest dostarczanie wiedzy opartej na badaniach, nawet wtedy, gdy nie pasuje ona do politycznych oczekiwań. W przyszłości równie ważne może okazać się przygotowanie społeczeństwa na świat współtworzony przez sztuczną inteligencję

Academia: Po co właściwie jest dziś PAN?

Dariusz Jemielniak: To jest w gruncie rzeczy pytanie o to, po co w ogóle są akademie nauk. Łatwo je zbyć populistycznym komentarzem, że to „leśne dziadki”. Zresztą takie określenia pod adresem Polskiej Akademii Nauk już padały.

Członkostwo w akademii jest dożywotnie, więc średnia wieku siłą rzeczy przesuwa się w okolice siedemdziesiątki. To osoby z ogromnym dorobkiem i doświadczeniem, ale często już nie w wieku największej aktywności zawodowej. Tyle że właśnie to doświadczenie jest największą wartością.

Mówi się czasem o sile silver heads – ludzi, którzy może nie reagują najszybciej, ale dzięki temu, że przeżyli już wiele kryzysów, zmian i przełomów, potrafią lepiej interpretować wydarzenia, które dla reszty społeczeństwa wydają się bezprecedensowe. Akademia jest miejscem, w którym taka zbiorowa pamięć i wiedza mogą być wykorzystywane do analizowania problemów publicznych.

Widzieliśmy to choćby podczas pandemii. Zespoły działające przy PAN przygotowywały wtedy wiele rekomendacji i analiz. Nie wszystkie były wdrażane przez rząd, ale stanowiły ważny punkt odniesienia dla opinii publicznej. Pokazywały, co na dany temat mówi nauka.

Podobnie było podczas katastrofy ekologicznej na Odrze. Mieliśmy do czynienia z problemem jednocześnie biologicznym, chemicznym, społecznym i politycznym. Akademia mogła komentować go z perspektywy naukowej, bez uwikłania w bieżący spór polityczny. A to wcale nie jest łatwe.

Nie ma zresztą wielu instytucji zdolnych do pełnienia takiej funkcji. Uczelnie mają własne misje i są silnie zależne od bieżącego finansowania państwa. Instytuty badawcze zwykle zajmują się wąskimi specjalizacjami. Akademia może prowadzić analizy interdyscyplinarne i patrzeć na problemy szerzej.

Czyli PAN jest jednocześnie zapleczem badawczym państwa i rodzajem think tanku?

Polska Akademia Nauk opiera się na trzech filarach. Pierwszy to członkowie akademii – około 350 najwybitniejszych uczonych, którzy mogą tworzyć zespoły eksperckie i doradzać w sprawach publicznych. Drugi filar stanowią instytuty naukowe. Mamy ich ponad sześćdziesiąt i większość prowadzi badania na bardzo wysokim poziomie. Gdyby traktować instytuty PAN jako jedną uczelnię i porównywać je według kryteriów rankingu szanghajskiego, znalazłyby się mniej więcej w okolicach dwusetnego miejsca na świecie. To pokazuje skalę potencjału badawczego.

Trzeci filar to komitety naukowe reprezentujące poszczególne środowiska badawcze. Każdy z tych filarów pełni trochę inną funkcję, ale wszystkie mają istotną rolę społeczną.

Tylko czy ktoś jeszcze słucha ekspertów? Sam wspomniałeś, że rekomendacje naukowców nie zawsze przekładają się na decyzje polityczne.

To problem znacznie szerszy niż tylko polski. Od lat mówi się o „śmierci ekspertyzy”. Nauka bardzo rzadko dostarcza prostych odpowiedzi, a współczesna debata publiczna premiuje komunikaty krótkie, jednoznaczne i emocjonalne.

Dobrym przykładem jest dyskusja o telefonach w szkołach. Jeśli ktoś publicznie powie: „zakazać telefonów”, ma dużą szansę usłyszeć brawa. Łatwo zbudować narrację, że technologia szkodzi dzieciom, uzależnia je i niszczy edukację. Tyle że nauka pokazuje obraz znacznie bardziej skomplikowany.

Owszem, istnieją aplikacje i platformy, które mogą wywoływać negatywne skutki. Widzimy problemy związane z mediami społecznościowymi, radykalizacją treści czy nadmiernym angażowaniem uwagi użytkowników. Ale jednocześnie mamy technologie, które realnie wspierają edukację. Wystarczy spojrzeć na narzędzia wykorzystywane codziennie przez nauczycieli albo aplikacje do nauki języków. Dzięki nim można indywidualizować proces nauczania i zwiększać jego skuteczność.

Dlatego stwierdzenie „zakazać telefonów” jest bardzo atrakcyjne politycznie, ale niekoniecznie sensowne z punktu widzenia badań. Jest jeszcze aspekt bezpieczeństwa. Telefon pozwala dziecku skontaktować się z rodzicami, wezwać pomoc czy po prostu dać znać, gdzie się znajduje. Trudno ignorować takie korzyści.

Problem polega na tym, że zniuansowany przekaz naukowy przegrywa z prostym hasłem. Zdanie „sytuacja jest skomplikowana i zależy od wielu czynników” nie mieści się w logice mediów społecznościowych ani politycznych sporów. Tymczasem bardzo często właśnie taka odpowiedź jest najbliższa prawdy.

Czyli problemem nie jest brak wiedzy, tylko brak korzystania z niej?

Brakuje mi w Polsce polityki opartej na wynikach badań. Nie chcę przesadnie krytykować żadnego konkretnego resortu, bo wiele instytucji robi też dobre rzeczy, ale często obserwujemy sytuacje, w których reformy są wprowadzane bez pilotaży, bez porównania różnych rozwiązań i bez wcześniejszej oceny skutków.

Tymczasem mamy świetnych badaczy i instytucje zdolne dostarczać takich analiz, w tym także niezależne instytuty badawcze poza PAN. Weźmy choćby Instytut Badań Edukacyjnych. Pracują tam bardzo kompetentni ludzie, którzy doskonale wiedzą, jak prowadzić badania i jak oceniać efekty zmian. Problem polega na tym, że badania wymagają czasu.

A polityka działa w zupełnie innym rytmie. Politycy chcą efektów na przyszły tydzień, podczas gdy rzetelne wyniki często pojawiają się po miesiącach albo latach. Dlatego tak często obserwujemy sytuację, w której decyzje wyprzedzają wiedzę.

Właśnie dlatego potrzebne są instytucje zdolne do patrzenia dalej niż do najbliższego cyklu wyborczego. Akademia może pełnić taką funkcję. Może zabierać głos również w sprawach drażliwych i przedstawiać stanowisko oparte na wiedzy naukowej, a nie na bieżących emocjach.

Skoro mówimy o przyszłości – jak technologie zmieniają dziś naukę? I jak mogą ją zmienić w perspektywie kolejnych 25 lat?

Jeżeli chodzi o komunikację, to od ćwierć wieku żyjemy już w świecie, w którym współpraca międzynarodowa jest czymś normalnym. Naukowcy z różnych kontynentów mogą codziennie pracować razem i nikogo to już nie dziwi. Znacznie ciekawszym pytaniem jest jednak sztuczna inteligencja.

Moim zdaniem za 25 lat nauka, jaką znamy dzisiaj, prawdopodobnie nie będzie już istnieć. To oczywiście bardzo niepopularna teza. Wielu naukowców reaguje na AI podobnie jak społeczeństwo na inne przełomowe technologie – z pewną paniką moralną. Publicznie często słyszymy, że to droga na skróty, że to odpowiednik plagiatu albo że wyniki generowane przez modele są bezwartościowe. Jednocześnie bardzo wiele osób po cichu eksperymentuje i sprawdza, do czego te narzędzia naprawdę się nadają.

Przed nami zapewne trudny okres przejściowy. Będziemy jednocześnie coraz częściej używać AI i coraz częściej słyszeć, że nie wolno tego robić. Tyle że trudno będzie utrzymać takie stanowisko, jeżeli narzędzia te przyspieszą poszukiwanie nowych leków, rozwój technologii czy rozwiązywanie problemów naukowych.

Nie wiem, czy za ćwierć wieku naukowcy będą wykonywać dokładnie te same zadania co dziś. Być może część obecnych aktywności zostanie w dużej mierze zautomatyzowana. Już teraz najlepsze modele potrafią bardzo sprawnie analizować dane, syntetyzować wiedzę i przygotowywać opracowania. To wciąż bardzo wczesny etap rozwoju tej technologii.

Jednego jestem natomiast pewien: świat za 25 lat będzie wyglądał radykalnie inaczej niż obecnie. Dlatego chciałbym, żeby Polacy byli w pierwszej grupie osób uczących się korzystać z AI. Nie tylko dlatego, że daje to przewagę zawodową. Chodzi także o budowanie kompetencji potrzebnych do kolejnego etapu rozwoju tych technologii.

Kto dziś nie eksperymentuje, nie sprawdza możliwości modeli, nie buduje własnych narzędzi i agentów, temu za kilka lat będzie znacznie trudniej nadrobić zaległości. Różnica między osobą, która aktywnie wykorzystuje sztuczną inteligencję, a kimś, kto ogranicza się do gotowych rozwiązań, może być ogromna. A to dopiero początek tej zmiany.

Dariusz Jemielniak – socjolog i badacz organizacji, profesor Akademii Leona Koźmińskiego, wiceprezes Polskiej Akademii Nauk. W 2020 r. został najmłodszym w historii członkiem korespondentem PAN reprezentującym nauki humanistyczne i społeczne. Od 2015 r. jest związany z Berkman Klein Center for Internet & Society na Uniwersytecie Harvarda, wcześniej prowadził badania m.in. na Harvardzie, MIT, Cornell University i University of California w Berkeley. Specjalizuje się w badaniach społeczności internetowych, otwartej współpracy, dezinformacji oraz społecznych skutków rozwoju nowych technologii.

Kategorie

Eksploruj

Ustawienia

Przejdź do treści