Na końcu świata bez urlopu. Polska stacja polarna rekrutuje
Polska Stacja Polarna w Hornsundzie na Spitsbergenie. Fotografia z 2003 roku. Autor: Jerzy Strzelecki (Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0).
Polska Stacja Polarna Hornsund im. Stanisława Siedleckiego na Spitsbergenie prowadzi rekrutację do 49. Wyprawy Polarnej Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk. Poszukiwani są uczestnicy całorocznego zimowania, jak i osoby do pracy w sezonie letnim. O tym, kto może jechać do Arktyki, jak wygląda codzienne życie w jednej z najdalej wysuniętych na północ placówek badawczych świata oraz dlaczego wciąż nie brakuje chętnych na rok w izolacji, opowiada dr inż. Marcin Budzyński, kierownik stacji\
Położona na południu Spitsbergenu stacja Hornsund od blisko 70 lat jest jednym z filarów obecności polskiej nauki w Arktyce. To tam prowadzone są wieloletnie obserwacje zmian klimatycznych, lodowców, atmosfery i środowiska morskiego, wykorzystywane przez badaczy z Polski i zagranicy. Choć stacja kojarzona jest przede wszystkim z pracą naukową, jej codzienne funkcjonowanie opiera się na zespole ludzi o bardzo różnych kompetencjach.
Instytut Geofizyki PAN prowadzi obecnie nabór do 49. Wyprawy Polarnej. Poszukiwani są m.in. meteorolodzy, mechanicy, informatycy, konserwatorzy, oceanografowie i hydrochemicy, a także pracownicy techniczni, kucharze i asystenci terenowi na okres letni. Nie wszyscy kandydaci muszą być naukowcami. Kluczowe są konkretne umiejętności, gotowość do pracy w trudnych warunkach oraz zdolność funkcjonowania przez wiele miesięcy w niewielkim, zamkniętym zespole.
Academia: Na jakim etapie jest obecnie rekrutacja do kolejnej wyprawy polarnej?
Dr inż. Marcin Budzyński: Szukamy uczestników na całoroczny pobyt na stacji, a także osób do tzw. grupy technicznej, która pracuje latem – od czerwca do połowy września. Odpowiada ona za obsługę techniczną stacji po zimie i przygotowanie jej do kolejnego zimowania.
Kto bierze udział w całorocznej wyprawie?
W skład wyprawy całorocznej wchodzi dziewięć osób. Trzy z nich to meteorolodzy pełniący całodobowe dyżury w systemie 24-godzinnym. To kluczowy element działalności stacji – przygotowują bieżące informacje pogodowe i synoptyczne dla lotnictwa i żeglugi operujących w rejonie Spitsbergenu.
W zespole pracuje również geofizyk zajmujący się badaniami fizyki atmosfery oraz informatyk odpowiedzialny za łączność ze światem. Stacja korzysta z trzech niezależnych systemów satelitarnych, co zapewnia ciągłość komunikacji nawet w ekstremalnych warunkach.
Nie mniej istotną rolę pełni mechanik. Stacja zasilana jest agregatami prądotwórczymi opartymi na silnikach diesla, które pracują nieprzerwanie. Od ich sprawności zależy nie tylko komfort, lecz przede wszystkim bezpieczeństwo funkcjonowania stacji w okresie zimowym. Bez nich dalsze działanie placówki byłoby niemożliwe.

W skład wyprawy wchodzi także konserwator – osoba o bardzo szerokich kompetencjach technicznych. Odpowiada za instalacje hydrauliczne i grzewcze, bieżące naprawy sprzętu i wyposażenia. To klasyczna „złota rączka”: od zamka w drzwiach po grzałkę w bojlerze czy naprawę urządzeń kuchennych.
Zespół uzupełniają oceanograf prowadzący badania na wodzie oraz hydrochemik analizujący m.in. skład chemiczny śniegu i wody.
A jak wygląda sama rekrutacja? Ilu jest chętnych?
W porównaniu z rokiem poprzednim zainteresowanie nieco spadło. Dostaliśmy około 200–230 zgłoszeń. Pierwszy etap to ich analiza, następnie wybór grupy osób spełniających wymagania formalne, które zapraszamy na rozmowy kwalifikacyjne.
Prowadzimy je przez kilka dni. Dziennie rozmawiamy z około 11 kandydatami, aby każdemu poświęcić odpowiednią ilość czasu. Zależy nam na tym, by wybrać osoby, które naprawdę wiedzą, dokąd jadą i z czym wiąże się praca w tak trudnych warunkach. Bo Spitsbergen to nie tylko praca naukowa. To także świadomość, że bywają momenty, gdy nie da się wyjść na zewnątrz, a pogoda decyduje o tym, czy można zatankować pojazdy, przeładować paliwo czy rozładować statek z zaopatrzeniem.
Przez rok te same twarze, ciasna przestrzeń, brak urlopu. Jak sprawdzacie, czy ludzie są na to gotowi?
To jeden z kluczowych elementów rozmów kwalifikacyjnych. Pytamy kandydatów, co ich irytuje w zachowaniu innych ludzi i jakie sytuacje są dla nich szczególnie trudne. Od początku mówimy wprost, że stacja jest ich domem. Każdy sprząta wspólne przestrzenie – łazienki, kuchnię, mesę. Kuchnia jest zresztą centrum życia stacji, miejscem spotkań i rozmów.
Latem sytuacja się zmienia, bo oprócz zimowników przyjeżdża grupa techniczna i naukowcy. Wtedy na miejscu może przebywać nawet około 40 osób i stacja naprawdę tętni życiem.
Czym zajmuje się letnia grupa techniczna?
Każdego roku realizujemy konkretne zadania techniczne: czyszczenie i zabezpieczanie zbiorników paliwa przed korozją, budowę podestów umożliwiających bezpieczną obsługę instalacji, prace spawalnicze, energetyczne i elektryczne.
Dlatego skład grupy technicznej dobieramy bardzo precyzyjnie pod konkretne potrzeby. Szukamy osób z odpowiednimi uprawnieniami – same chęci nie wystarczą. Muszą iść w parze z umiejętnościami i formalnymi kwalifikacjami.

Skoro warunki są tak trudne, to po co ludzie w ogóle chcą tam jechać?
Z mojego doświadczenia wynika, że są dwie wyraźne grupy kandydatów. Pierwsza to osoby do około 30. roku życia – świeżo po studiach, bez zobowiązań rodzinnych, które chcą zdobyć unikalne doświadczenie w ekstremalnym środowisku. Druga grupa to osoby w wieku 45+, z ustabilizowanym życiem zawodowym i rodzinnym, często z odchowanymi dziećmi. Dla nich to moment: jeśli nie teraz, to już nigdy.
Która z tych grup lepiej odnajduje się na stacji?
Nie da się tego jednoznacznie ocenić. Obecna wyprawa składa się głównie z młodych ludzi, ale są w niej także osoby z dużym doświadczeniem życiowym i zawodowym, które świetnie odnajdują się w zespole i wnoszą do niego stabilność oraz wiedzę praktyczną.
Jak wygląda sama stacja i codzienne życie?
Stacja to kompleks kilku budynków. Główny obiekt podzielony jest na część mieszkalną zimowników oraz część wspólną – mesę, jadalnię i przestrzeń wypoczynkową. To miejsce, gdzie po pracy wszyscy się spotykają.
Obok znajduje się budynek warsztatowy – techniczne serce stacji – oraz hala magazynowa, w której przechowywany jest sprzęt, pojazdy i aparatura naukowa.

Dlaczego ta stacja jest tak ważna dla polskiej nauki?
Prowadzone są tu długofalowe badania środowiskowe i atmosferyczne. To jedyna całoroczna polska stacja tak daleko wysunięta na północ, a jej położenie pozwala bezpośrednio obserwować skutki zmian klimatycznych w Arktyce.
W pobliżu znajduje się lodowiec Hansa, na którym od dziesięcioleci prowadzone są systematyczne pomiary pokazujące tempo jego cofania się. Dane te jednoznacznie wskazują skalę i dynamikę zachodzących zmian.
Z perspektywy kogoś, kto nigdy tam nie był – warto?
Myślę, że jeśli ktoś pojedzie tam raz, bardzo często „zaraża się” Arktyką i chce wrócić jeszcze raz.
Polecane:
-
Podcast
Makroplastik w Arktyce Przejdź do publikacji: Makroplastik w Arktyce
-
Artykuł
2 st. Celsjusza ocieplenia jeszcze przed końcem dekady. Nowa prognoza WMO Przejdź do publikacji: 2 st. Celsjusza ocieplenia jeszcze przed końcem dekady. Nowa prognoza WMO
-
Artykuł
Dzień Niedźwiedzia Polarnego – 27 lutego Przejdź do publikacji: Dzień Niedźwiedzia Polarnego – 27 lutego
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Antarktyczna historia Polski
Antarktyczna historia Polski Przejdź do publikacji: Antarktyczna historia Polski
Przejdź do publikacji: Między pingwinami a zakazami. O turystyce w Antarktyce
Między pingwinami a zakazami. O turystyce w Antarktyce Przejdź do publikacji: Między pingwinami a zakazami. O turystyce w Antarktyce
Przejdź do publikacji: Na lodzie, ale nie sami. Polska Stacja Antarktyczna od kulis