Na lodzie, ale nie sami. Polska Stacja Antarktyczna od kulis
Misje polarne przypominają wyprawy kosmiczne. W ekstremalnych warunkach logistyka staje się kluczem do przetrwania. W sierpniu Polska po raz pierwszy w historii będzie gospodarzem spotkania szefów narodowych programów antarktycznych
- To potwierdzenie naszej roli jako dojrzałego i odpowiedzialnego uczestnika Układu Antarktycznego – mówi Agnieszka Kruszewska, która od 13 lat zarządza Polską Stacją Antarktyczną im. Henryka Arctowskiego z ramienia Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.
W Warszawie od 5-8 sierpnia ma się obyć doroczne spotkanie Council of Managers of National Antarctic Programs (COMNAP) – organizacji zrzeszającej ponad 30 państw prowadzących badania naukowe na Antarktydzie. To właśnie jej członkowie odpowiadają za funkcjonowanie stacji badawczych, flot transportowych i bezpieczeństwo naukowców pracujących w najbardziej surowych warunkach na Ziemi.
Polska, jako kraj prowadzący całoroczne badania na Wyspie Króla Jerzego, wypracowała silną pozycję w tym gronie. Stacja Arctowskiego działa nieprzerwanie od 1977 r. i należy do najdłużej funkcjonujących laboratoriów polarnych w Antarktyce Zachodniej. Prowadzone są tam pomiary klimatyczne, geofizyczne i biologiczne – możliwe tylko dzięki sprawnie działającej logistyce.
Jak zorganizować życie na końcu świata?
- Od przysłowiowego jajka po sprzęt geofizyczny – wszystko musi być zaplanowane, spakowane, dostarczone i działać bez serwisu przez wiele miesięcy – wyjaśnia Kruszewska.
Zarządzanie stacją badawczą w Antarktyce to nie tylko logistyka i zaopatrzenie. To projektowanie przestrzeni, w której ludzie będą żyć i pracować w całkowitej izolacji, bez możliwości ewakuacji i bez marginesu błędu. Sprzęt musi działać, ale przede wszystkim działać musi zespół: psychicznie odporny, zgrany, przygotowany na życie w zamknięciu.
- Nie wystarczy być świetnym specjalistą. Trzeba też umieć współdziałać z grupą w izolacji – bez świeżych owoców, bez możliwości wyjścia z pracy, bo mieszka się tam, gdzie się pracuje – dodaje.
Kandydaci przechodzą testy psychologiczne, treningi symulacyjne i mają zapewnione wsparcie psychologiczne na miejscu.
Wszystko – od zapasów po scenariusze ewakuacji – musi być zaplanowane z wyprzedzeniem.
Antarktyka jako system naczyń połączonych
- Większość programów antarktycznych nie ma własnych statków, samolotów czy zaplecza medycznego. Dlatego współpraca jest fundamentem działania. W ramach COMNAP planujemy wspólne transporty ludzi i sprzętu, koordynujemy działania i dzielimy się zasobami – wyjaśnia dr Dariusz Puczko, odpowiedzialny za logistykę wypraw i modernizację stacji.
Antarktyka działa jak system naczyń połączonych. Wspólne planowanie, wymiana informacji, ustalanie wspólnych procedur ratunkowych i dbałość o środowisko to nie tylko kwestia efektywności – to warunek przetrwania.
- Logistyka na końcu świata to wspólna odpowiedzialność. Antarktyka nie wybacza improwizacji. Wszystko musi być zaplanowane: transport, zapasy, infrastruktura, dobór ludzi. I właśnie dlatego obecność Polski z całoroczną stacją badawczą to dowód naszej sprawczości i partnerstwa – podkreśla Kruszewska.
Nie tylko obowiązek, lecz także misja
Dla Agnieszki Kruszewskiej kierowanie stacją to znacznie więcej niż praca administracyjna.
- To moja pasja i misja. Czuję, że jesteśmy tam po coś ważnego – mówi, dodając: - Czasem żartuję, że nie wiem, czy to ja wybrałam stację, czy stacja wybrała mnie.
W ostatnich latach polski zespół musiał zmierzyć się z nowymi wyzwaniami: rosnącą presją turystyki, modernizacją infrastruktury, a nawet zagrożeniami związanymi z ptasią grypą.
Jako sygnatariusz Układu Antarktycznego i aktywny członek COMNAP, Polska uczestniczy w międzynarodowych pracach nad standardami środowiskowymi i operacyjnymi. - Na końcu świata też trzeba myśleć o etyce, odpowiedzialności i przyszłości – mówi Kruszewska.