Wersja beta aplikacji

Figurka bogini matki z Indii, prawdopodobnie z Madhya Pradesh lub Radżastanu, VI–VII wiek. Obiekt znajduje się w zbiorach National Museum of Korea w Seulu. Fot. Richard Mortel, Wikimedia Commons, licencja CC BY 2.0

W mitologiach świata matka nie zawsze jest troskliwą opiekunką. O różnych obliczach macierzyństwa, trwałości mitologicznych wzorców i ich wpływie na współczesną kulturę opowiada Anna Lewicka, współautorka książki „Leksykon dzikich matek”

Academia: Dla większości z nas matka to symbol troski, opieki i poświęcenia. W mitach ten obraz mocno się komplikuje. 

Anna Lewicka: Bardzo zależało nam na zerwaniu ze stereotypowym wyobrażeniem matki. Razem z Klaudią Migacz, która stworzyła ilustracje do książki i współtworzyła jej koncepcję, chciałyśmy pokazać macierzyństwo w znacznie szerszej perspektywie. W mitologii matka jest przede wszystkim tą, która daje początek. Może być matką bogów, ludzi, natury, całego świata albo istot, które dziś nazwalibyśmy potworami. Oczywiście pojawiają się także postacie bliskie współczesnemu wyobrażeniu troskliwej opiekunki, ale nie one dominują.

Interesowało nas pokazanie różnych sposobów rozumienia tworzenia i odpowiedzialności. Dlatego w książce pojawiają się nie tylko matki bogów i ludzi, lecz także matki natury, potworów czy całych kosmosów. Niektóre z bohaterek nie mają biologicznych dzieci, a mimo to pełnią funkcję matek. Są opiekunkami społeczności, nauczycielkami albo praprzodkiniami. Dobrym przykładem jest Babcia Pająk z tradycji Hopi i innych ludów Pueblo. Nie jest babcią w sensie biologicznym. To raczej przewodniczka, opiekunka i nauczycielka, która prowadzi społeczność.

Podobnie działają niektóre boginie związane z naturą. Nie rodzą dzieci, ale stwarzają świat, zwierzęta albo określone zjawiska, dlatego postrzega się je jako matki. Taką postacią jest choćby Sedna z mitologii Inuitów. Według jednej z wersji mitu została wrzucona do morza. Kiedy próbowała ratować się, trzymając łódź, obcięto jej palce. Z nich powstały morskie stworzenia. Trudno odmówić jej statusu matki tych istot, choć nie urodziła ich w biologicznym sensie.

Na ile te opowieści odzwierciedlały rzeczywistą pozycję kobiet w dawnych społeczeństwach?

To zależy od kultury i konkretnego mitu. Generalnie jednak mity bardzo często odsłaniają społeczne napięcia, oczekiwania i zależności obecne w danej epoce.

Są postacie, które pozostają niemal niewidoczne. W mitologii nordyckiej doskonale znamy Odyna, ale o jego matce, Bestli, wiemy niewiele. Edda wymienia jej imię, a Odyn bywa określany jako „syn Bestli”, jednak poza genealogią praktycznie nie pojawiają się związane z nią opowieści. Podobnie jest z Angerbodą, matką Hel, Fenrira i Jörmunganda. Jej dzieci należą do najważniejszych postaci nordyckiej mitologii, natomiast o niej samej wiadomo zaskakująco mało.

Zdarzały się jednak matki, które wywierały ogromny wpływ na kulturę.

Najbardziej oczywistym przykładem jest Maryja. Niezależnie od tego, czy patrzymy na nią przez pryzmat religii, czy kultury, przez stulecia funkcjonowała jako wzorzec kobiety i matki. Jednocześnie był to ideał praktycznie nieosiągalny. Maryję od początku przedstawiano jako postać wyjątkową, wolną od grzechu pierworodnego. W efekcie kobiety otrzymywały wzorzec, który z definicji pozostawał poza ich zasięgiem.

To pokazuje, że opowieści o matkach nie są wyłącznie historiami religijnymi czy mitologicznymi. Bardzo często wpływają także na społeczne oczekiwania wobec kobiet.

Czy te dawne wzorce nadal działają?

Myślę, że znacznie bardziej, niż nam się wydaje. Kiedy słyszymy słowo „mitologia”, często myślimy o czymś zamkniętym w przeszłości. Tymczasem te postacie wciąż funkcjonują w kulturze. Pisząc książkę, przy każdej bohaterce starałam się pokazać, w jaki sposób jej historia powraca we współczesnych filmach, książkach, serialach czy nowych interpretacjach dawnych opowieści. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że oglądamy kolejną wersję mitu sprzed kilku tysięcy lat.

Bardzo bliskie jest mi podejście opisane przez Jean Shinodę Bolen w książce Boginie w każdej kobiecie. Autorka pokazuje, że greckie boginie można odczytywać jako określone typy osobowości i sposoby funkcjonowania w świecie. To podejście jest bardzo bliskie jungowskiemu rozumieniu archetypów. Te wzorce są stare, ale nie zniknęły. Nadal wykorzystujemy je do opowiadania historii i opisywania samych siebie.

„Leksykon dzikich matek” jest kontynuacją „Leksykonu dzikich kobiet”. Skąd pomysł na drugą książkę?

„Leksykon dzikich kobiet” opowiadał o zmiennokształtnych bohaterkach mitów. Była to stosunkowo wąska grupa postaci, a sama książka miała bardziej encyklopedyczny charakter. W recenzjach często pojawiały się głosy, że czytelnicy chcieliby zajrzeć głębiej pod powierzchnię tych historii. Chcieli nie tylko poznać sam mit, ale również dowiedzieć się, co można z niego odczytać dzisiaj.

Dlatego tym razem postawiłyśmy na formę eseju. Nie interesowało mnie wyłącznie streszczanie dawnych opowieści. Chciałam zastanowić się nad tym, dlaczego te historie przetrwały i co nadal mówią o nas samych. Każdą bohaterkę próbowałam potraktować nie tylko jako postać z mitu, lecz także jako nośnik określonych doświadczeń, lęków i wyobrażeń, które pozostają aktualne.

Kto powinien sięgnąć po tę książkę?

Uważam, że każdy może znaleźć w niej coś dla siebie. Choć tytuł sugeruje, że jest to książka dla kobiet, opisane w niej wzorce nie są związane wyłącznie z kobiecym doświadczeniem. Podczas pracy dużo konsultowałam wątki związane z psychologią jungowską i zauważyłam, że również mężczyźni odnajdują się w tych opowieściach. Mówią one o ludzkich doświadczeniach, a nie tylko o kobiecości czy macierzyństwie. Dlatego chciałabym, żeby po tę książkę sięgali nie tylko synowie kupujący prezent swoim matkom, ale również oni sami.

Poniżej publikujemy fragment książki „Leksykon dzikich matek” (wydawnictwo Bosz) 

Część 3 – Matki natury

Matka Natura to jedno z najbardziej rozpowszechnionych wyobrażeń kobiecego pierwiastka. Pojawia się w szkolnych podręcznikach, na plakatach ekologicznych kampanii i w kreskówkach, często jako uosobienie wszystkiego, co dobre, łagodne i życiodajne. Jednak w mitach, z których pochodzi, bywa o wiele bardziej złożona. Zamiast uroczej zielonej bogini z warkoczem z liści często mamy do czynienia z istotami dzikimi, nieprzewidywalnymi i niepokojąco cielesnymi. Matka Natura nie jest w tym przypadku symboliczna, tylko bardzo realna i zwykle stanowi bóstwo, z którym należy się liczyć.

Współczesne wyobrażenia Matki Ziemi mają swoje korzenie w znacznie starszych opowieściach, w których przyroda nie jest tłem wydarzeń, lecz ich uczestniczką. W mitach wielu ludów natura przybiera kobiecy kształt nie dlatego, że jest łagodna, ale dlatego, że jest zdolna do tworzenia, niszczenia i przemiany. Amalur, baskijska bogini ziemi, jest skałą i matką – nie daje życia z troski, tylko sama je stanowi. Sedna, pani podwodnych głębin, sprowadza na świat zwierzęta, które powstają z jej odciętych palców. Atabey przynosi deszcz, ale może równie dobrze zniknąć na lata, powodując suszę i chaos. Dla ludów karaibskich jest siłą, z którą trzeba się układać, jeśli chce się przetrwać. Podobnie Konohanasakuya-hime, czyli japońska bogini kwitnących wiśni i patronka góry Fudżi, symbolizuje piękno, przemijanie, lecz jako istota kontrolująca wulkaniczną aktywność wyspy może też sprowadzić na nią katastrofy.

Pamiętacie Te Fiti, postać z Vaiany? Ta zjawiskowa, zielona bogini, która zamienia się w wulkaniczną, rozgniewaną Te Kā, po tym, jak skradziono jej serce, nie została wymyślona od zera. Twórcy filmu inspirowali się figurą z mitologii polinezyjskiej, a dokładniej Pele, hawajską boginią ognia i wulkanów. To właśnie Pele, znana ze swojej siły, zmienności i zdolności tworzenia nowych lądów, stanowi archetyp matki natury, której nie sposób oswoić. W filmie wszystko kończy się dobrze, a kinowa Te Fiti ostatecznie zachwyca swoją urodą i łagodnością, ale warto pamiętać, że u podstaw disneyowskiej wersji leży mit o mocy, z którą nie warto zadzierać.

Wiele z tych postaci nie ma dzieci w sensie biologicznym. Ich macierzyństwo to raczej stworzenie przestrzeni, w której życie może zaistnieć. Ciało Matki Natury to nie tylko pierwotny organizm, lecz także substancja i zasada, z której powstaje materia i która kontroluje jej ruch. Natura nie przemawia, ale reaguje, bez patosu, bez osądzania, po prostu zgodnie z własną logiką, niemającą nic wspólnego z ludzkim rozumieniem moralności. Phra Mae Thorani, buddyjska Matka Ziemia, wybawia Buddę gestem, wyciskając z włosów wodę, w której rozpuszczają się wszelkie iluzje. Nie potrzebuje używać zbędnych słów.

Zresztą w wielu mitach elementy ciała matki są istotną częścią opowieści, a często są wręcz tworzywem świata. Niektóre z nich oddają kawałki siebie, a poszczególne części ciała stają się konkretnymi elementami rzeczywistości. W babilońskim eposie Enuma elisz bogini chaosu i pierwotnych wód, Tiamat, zostaje pokonana przez boga Marduka, a z jej rozczłonkowanego ciała powstaje świat: z jednej części powstaje niebo, z drugiej ziemia, z jej oczu wypływają rzeki Tygrys i Eufrat. W mitologii hinduskiej ciało bogini Sati po jej śmierci zostaje rozczłonkowane przez Wisznu, jej części spadają na ziemię, tworząc święte miejsca zwane Shakti Pithas. Każde z nich jest związane z konkretną częścią ciała bogini i stanowi centrum duchowej mocy.

Niektóre z tych postaci są pełne czułości. Inne nie przejmują się zbytnio ludźmi, a przynajmniej dopóki nie zaczną im oni przeszkadzać. Mami Wata, bogini wód i płodności, może obdarzyć bogactwem i miłością, choć równie szybko odebrać zdrowie i rozsądek, jeśli zostanie zlekceważona. Jej postać, obecna w wielu krajach Afryki Zachodniej i Centralnej, uosabia wodę jako żywioł jednocześnie zmysłowy i niebezpieczny, niczym syrena. W gruncie rzeczy większość tych matek nie oczekuje miłości od ludzi, a raczej minimum szacunku i znajomości zasad rządzących naturą. Ich opieka jest kapryśna i tymczasowa, ale za to ich gniew potrafi się okazać destruktywny. Lepiej go unikać.

W wielu kulturach szacunek wobec natury jest więc powiązany z lękiem przed jej gniewem. Pachamama, andyjska bogini ziemi (opisana szerzej w Leksykonie Dzikich Kobiet), to nie tylko patronka urodzaju, lecz uosobienie samej planety. W jej ciężarnym brzuchu rośnie cały kosmos, a ona sama pod postacią smoczycy śpi pod ziemią, czuwając nad cyklami przyrody. Jeśli czuje, że nie jest wystarczająco czczona i szanowana, potrafi zesłać trzęsienie ziemi albo zniszczyć plony. Jej kult, obecny do dziś w regionach Ameryki Południowej, opiera się na głębokim przekonaniu, że Ziemia nie należy do ludzi, lecz to ludzie należą do niej.

Obecność tych bogiń manifestuje się przez naturę i otaczający nas świat, więc nie ma się co dziwić, że ich kult pozostaje wciąż żywy i nie ogranicza się do opowieści z przeszłości. Rzeki, które im poświęcono, jak Ganges, nadal przyciągają pielgrzymów. Święta ku czci bogiń płodności i urodzaju, jak te dedykowane azteckiej Xilonen, bywają rekonstruowane w rytuałach przejścia dla młodych kobiet, podczas których odtwarzane są dawne tańce, pieśni i symbolika związana z boginią. Poświęcone im źródła, jaskinie i drzewa są odwiedzane, nawet jeśli nie zawsze z pełnym zrozumieniem mitologicznego kontekstu. Inne postacie zniknęły z nazw, ale przetrwały jako idee. Powróciły jako ikony stylu życia, logotypy produktów ekologicznych, elementy wizualne kampanii reklamowych. Choć często stają się przez to bezimienne, to w tle nadal wybrzmiewają te same archetypy: natury jako kobiety, kobiety jako dawczyni życia, a to, co kojarzymy jako organiczne i ekologiczne, jest ilustrowane kobiecą sylwetką i utożsamiane z kobiecym pierwiastkiem.

W XX wieku idea hipotezy Gai wprowadziła do naukowej narracji znaną od dawna metaforę Ziemi jako żywego organizmu. Teoria Jamesa Lovelocka, rozwinięta wspólnie z Lynn Margulis, zakładała, że planeta sama reguluje swoje procesy w taki sposób, by utrzymać na niej życie i równowagę ekosystemów. Miało to być wyłącznie narzędzie badawcze, jedynie naukowy pomysł, ale prawda jest taka, że został oparty na mającej tysiące lat koncepcji planety jako matki, która nie tylko daje warunki do życia, lecz także reaguje, kiedy ktoś je narusza. I zanim się obejrzano, Gaja powróciła do kultury jako antropomorficzna postać: myśląca, reagująca, czasem rozgniewana. Wystarczy prześledzić popkulturę ostatnich dekad, od AvataraKsiężniczki Mononoke, przez gry komputerowe jak Final Fantasy, po ekologiczne slogany w reklamach marek odzieżowych, by zobaczyć, że Matka Natura nie przestała istnieć w naszej świadomości. Przestała raczej być jedynie bohaterką mitów. Stała się ikoną, a jak każda ikona, została uproszczona. A przecież te mitologiczne Matki Natury nie są jedynie symbolem życia, potrafią jednak nieść zniszczenie. Uczą równowagi (często w surowy sposób) i nie mają miłosierdzia dla tych, którzy przekraczają ich granice. One po prostu łaskawie pozwalają nam żyć w przestrzeni, którą stworzyły. Nie oczekują, że będziemy ich dziećmi. Wystarczy, że przestaniemy być intruzami.

I dlatego warto spojrzeć na nie jako na siły porządkujące świat. Nie są jedynie bohaterkami bajek, ale raczej uosobieniem skomplikowanych systemów zależności, których nie da się obejść. Jeśli więc mamy gdzieś szukać pokory, to właśnie w opowieściach o tym, co się dzieje, kiedy człowiek zostaje skonfrontowany ze światem, który nie powstał tylko dla niego.

Kategorie

Eksploruj

Ustawienia

Przejdź do treści