Nie z desperacji, lecz z kalkulacji. Nowe spojrzenie na konfrontacyjne protesty
Nie każdy protest musi być pokojowy, by był skuteczny – twierdzą naukowcy z Wielkiej Brytanii i Turcji. Wyniki ich badań pokazują, że decyzje o stosowaniu konfrontacyjnych form protestu są często strategiczne, a nie emocjonalne
Zablokowane drogi, okupacje kampusów, ręce przyklejone do obrazów – współczesne protesty coraz częściej mają charakter konfrontacyjny. Przykładem mogą być akcje działaczy ruchu „Ostatnie Pokolenie”, blokujących ruch na warszawskich ulicach czy okupujących gabinet Rafała Trzaskowskiego. Podobnych działań prowadzonych przez aktywistów na całym świecie jest wiele.
Czy to przejaw desperacji ruchów, które nie są w stanie inaczej osiągnąć swoich celów? Zespół badaczy z trzech uczelni – University of Exeter, University of Sussex i University of St Andrews – postanowił to sprawdzić. „Chcieliśmy zbadać, czy rzeczywiście konfrontacyjne działania są reakcją ostateczną, podejmowaną, gdy wszystko inne zawiodło” – wyjaśniał w portalu „The Conversation” dr Mete Sefa Uysal z University of Exeter, główny autor badania.
W ramach projektu przeprowadzono ankiety w trzech krajach: Niemczech, Turcji i Wielkiej Brytanii, obejmujące łącznie 3833 osoby. Wyniki? Konfrontacyjne protesty nie są wynikiem braku innych możliwości, lecz często świadomą decyzją opartą na przekonaniu, że dane działanie jest skuteczne i moralnie uzasadnione.
Obalanie hipotezy „nic do stracenia”
Badacze chcieli sprawdzić popularną w psychologii społecznej hipotezę, zgodnie z którą ludzie sięgają po radykalne formy protestu, gdy zawodzą tradycyjne kanały polityczne, na przykład głosowanie, petycje czy demonstracje z zezwoleniem. Ich dane jednak tej tezy nie potwierdziły.
„Odkryliśmy, że niski poziom zaufania do systemu politycznego nie był istotnym czynnikiem przewidującym udział w konfrontacyjnych protestach” – twierdzi prof. John Drury z University of Sussex. Co więcej, badani nadal uważali działania niekonfrontacyjne za skuteczniejsze, ale równocześnie uznawali taktyki konfrontacyjne za wartościowe, jeśli wydawały się efektywne i słuszne.
Jednym z ważniejszych ustaleń badania jest to, że poczucie skuteczności danej taktyki zwiększało jej postrzeganą legitymizację moralną. Przykład? Jeśli blokada drogi jest oceniana jako efektywna forma nacisku na decydentów, to wzrasta jej akceptowalność, nawet jeśli wiąże się z ryzykiem lub przekroczeniem norm prawnych.
„Legitymizacja protestu nie jest wartością absolutną – zależy od celu, do którego ma prowadzić” – podkreśla dr Yasemin Gülsüm Acar z University of St Andrews. „Protestujący oceniają, czy dana taktyka pasuje do ich celów i czy jest w zgodzie z wartościami grupy”.
Konfrontacja jako wybór, nie impuls
Wnioski z badań sugerują, że protesty konfrontacyjne są często wynikiem racjonalnej decyzji, a nie frustracji czy braku alternatyw. To forma politycznej strategii, nie emocjonalnej eskalacji.
W przypadku Kurdów w Turcji oraz szkockich działaczy na rzecz niepodległości naukowcy odnotowali, że im silniejsze było przekonanie o skuteczności działań konfrontacyjnych, tym większa była gotowość do ich podjęcia. W obu grupach niskie zaufanie do instytucji państwowych nie miało bezpośredniego wpływu na decyzję o zaangażowaniu.
W badaniu przeprowadzonym wśród Szkotów zauważono jednak, że percepcja represji państwowych zwiększała akceptację dla konfrontacyjnych protestów oraz postrzeganie ich skuteczności. Innymi słowy, gdy ludzie spodziewają się, że państwo zareaguje twardo, są bardziej skłonni do działań radykalnych.
Nowe podejście do oceny protestów
„Nasze badania pokazują, że czas przestać postrzegać protesty konfrontacyjne jako nielegalne, irracjonalne lub ekstremalne z założenia” – argumentują autorzy publikacji. W ich ocenie warto zamiast tego analizować, „dlaczego konkretne grupy uznają je za konieczne i użyteczne”.
Nie oznacza to oczywiście, że każda forma protestu powinna być akceptowana, jednak „próby moralizowania i piętnowania działań konfrontacyjnych mogą przynieść efekt przeciwny do zamierzonego”. Przykład? Gdy władze Wielkiej Brytanii rozszerzyły definicję „poważnych zakłóceń” tak, by być w stanie stosować silniejsze represje wobec konfrontacyjnych protestów, reakcją były często bardziej radykalne działania aktywistów.
Badacze wzywają do zmiany języka debaty publicznej: zamiast oceniać protesty jako „dobre” lub „złe”, należy analizować ich skuteczność, cele i wpływ społeczny. Tylko wtedy możliwy jest prawdziwy dialog demokratyczny, a nie demonizowanie jednej z form uczestnictwa obywatelskiego.
Źródła:
- M. S. Uysal, J. Drury, Y. G. Acar, *“Nothing to lose or a world to win?”*, British Journal of Social Psychology, 2025.
- M. S. Uysal, J. Drury, Y. G. Acar, “Why do protestors use disruptive, confrontational tactics?”, *The Conversation*, 20.05.2025.