Gdyby stworzeni przez George’a R.R. Martina, w serii książek „Pieśń lodu i ognia”, przedstawiciele rodu Starków istnieli naprawdę, to zapewne przewróciliby się w grobach słysząc, że ich symbol – wilkor – został ochrzczony imieniem Khaleesi. Każdy fan samych powieści, a także ich filmowej adaptacji pt. „Gra o tron”, wie przecież, że przydomek ten należy się Daenerys, z wrogiego Starkom rodu Targaryenów. Oburzenie miłośników fantasy jest jednak niczym wobec negatywnych komentarzy naukowców w stosunku do deklaracji Colossal Bioscience, która z dumą ogłosiła, że przywróciła do życia wilki straszne Aenocyon dirus (ang. dire wolf), będące pierwowzorem filmowych wilkorów. Jeden z nich otrzymał właśnie imię Khaleesi, a dwa pozostałe Romulus i Remus.

Colossal Bioscience to amerykańska firma specjalizująca się w biotechnologii i inżynierii genetycznej, założona w 2021 roku, przez Bena Lammana – przedsiębiorcę i miliardera oraz dr. Georg’a Churcha – genetyka z Uniwersytetu Harwarda. Firma znana jest z głośnych medialnych wydarzeń, w których deklaruje wolę przywrócenia światu dawno wymarłych gatunków – mamuta, wilka workowatego, dodo, a ostatnio właśnie wilka strasznego. Ta strategia marketingowa jest skuteczna, o czym świadczy fakt pozyskania od inwestorów 435 milionów dolarów amerykańskich. W oczach naukowców efekty działań firmy są jednak nikłe. Świetnie pokazuje to właśnie domniemane zmartwychwstanie wilków strasznych.
Stworzone przez Colossal Bioscience zwierzęta to z biologicznego punktu widzenia współczesne nam wilki szare Canis lupus z niewielką liczbą genów zmodyfikowanych z uwzględnieniem informacji zawartych w genomie wilka strasznego i co więcej powstałe przy udziale, także genetycznym, psa domowego. Aby tego dokonać zsekwencjonowano genom Aenocyon dirus, opierając się na próbkach DNA uzyskanych z zęba sprzed 12 tys. lat oraz kostki słuchowej sprzed 72 tys. lat. Następnie pobrano próbkę krwi od wilka szarego (nie podano z jakiego podgatunku) i wyizolowano jego jądrowe DNA z komórek progeniturowych śródbłonka. Zsekwencjonowany genom wilka szarego edytowano metodą CRISPR/Cas9, dokonując zmian w 14 genach wpływających na zmianę 20 cech zwierzęcia – tylko 15 z tych cech oparto na genomie wilka strasznego, pięć kolejnych dotyczy jasnego umaszczenia. Tak zmodyfikowane jądrowe DNA przetransferowano do komórki jajowej psa domowego. Można więc przyjąć, bo tego firma nie tłumaczy, że powstałe zarodki zawierały także mitochondrialne DNA psa obecne w komórce jajowej. Ze stworzonych 45 zarodków, trzy zaimplantowano samicy psa. Szczenięta przyszły na świat drogą cięcia cesarskiego. Od tej pory były wychowywane przez ludzi, a obecnie przebywają w wolierze położonej w nieujawnionym opinii publicznej miejscu.

Biorąc pod uwagę pokrewieństwo, to stworzonym przez Colossal Bioscience zwierzętom daleko do wilków strasznych. Te ostatnie były dużymi (około 68 kg) i licznie obecnymi na stanowiskach kopalnych przedstawicielami megafauny późnego plejstocenu. Wymarły na początku Holocenu, ok. 10 tys. lat temu. Wyniki badań paleogenetycznych wskazują, że ich linia ewolucyjna oddzieliła się od obecnie żyjących psowatych około 5,7 miliona lat temu . W komentarzach specjalistów przeważa krytyka dokonań Colossal Bioscience. Dr Pontus Skoglund, lider Ancient Genomics Laboratory w Francis Crick Institute w Wielkiej Brytanii, w przytoczonym na łamach „Science” komentarzu do rzekomej deekstynkcji wilka strasznego, zapytał „Czy szympans z 20 edycjami genów byłby człowiekiem?”. Odpowiedź narzuca się sama.

Pomijając nikłe genetyczne podobieństwo do pierwowzoru, powstałe w wyniku inżynierii genetycznej zwierzęta są także pozbawione ważnego elementu, jakim jest kontekst środowiskowy. Ekosystemy, w których żyły wilki straszne już nie istnieją. Nie ma już gatunków ofiar, na które polowały. Trudno je więc „przywrócić” do środowiska, ponieważ ich rodowisko zniknęło. Nie poznamy także naturalnych zachowań drapieżników. U psowatych, żyjących najczęściej w grupach rodzinnych, transfer wiedzy od rodziców do potomstwa jest niezmiernie istotny. Tymczasem Khaleesi, Romulus i Remus, utrzymywane w niewoli i wychowywane przez ludzi nie potrafią samodzielnie zdobywać pokarmu. Wypuszczone na wolność wróciłyby więc do ludzi lub zginęły z głodu. Wbrew deklaracjom Colossal Bioscience, zwierzęta utrzymywane w ten sposób nie będą mogły pełnić jakichkolwiek funkcji ekosystemowych. Do końca życia będą potrzebowały ludzkiego wsparcia by przeżyć i pozostaną li tylko ciekawostką.
Niezwykle istotne są także konsekwencje całego przedsięwzięcia dla ochrony przyrody. Colossal Bioscience przedstawia odtwarzanie wymarłych organizmów poprzez inżynierię genetyczną jako metodę powstrzymywania kryzysu związanego ze spadkiem różnorodności biologicznej. Nie zorientowanym odbiorcom wydaje się, że nie ma więc potrzeby zabezpieczania pozostałości naturalnych ekosystemów bo ludzkość jest w posiadaniu swego rodzaju genetycznej „czarodziejskiej różdżki”, dzięki której można cofnąć nasze wcześniejsze negatywne działania. Tymczasem jedyną drogą jest ochrona tego co pozostało i powstrzymywanie wymierania jeszcze istniejących organizmów. Bez tego, nawet jeśli uda się genetycznie odtworzyć wymarłe organizmy, to nie będą miały gdzie zamieszkać.

RWM

dr hab. inż. , prof. UW Robert W. Mysłajek

Wydział Biologii Uniwersytetu Warszawskiego

Specjalizuje się w biologii i ochronie ssaków, autor licznych prac dotyczących ekologii, genetyki i behawioru wilka. Pracuje w Zakładzie Ekologii i Ewolucji Zwierząt na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. Członek Komitetu Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej PAN oraz Rady Upowszechniania Nauki PAN.

Pomijając nikłe genetyczne podobieństwo do pierwowzoru, powstałe w wyniku inżynierii genetycznej zwierzęta są także pozbawione ważnego elementu, jakim jest kontekst środowiskowy.

Przejdź do treści