Chelicera kleszcza pospolitego (Ixodes ricinus) w dużym powiększeniu.
Fot. Richard Bartz, CC BY-SA 2.5

Łagodniejsze zimy i coraz dłuższe okresy upałów wpływają nie tylko na rośliny i ekosystemy wodne, ale też na zdrowie zwierząt, a pośrednio również ludzi

 – Jedną z głównych grup chorób, które możemy określić jako wrażliwe na klimat, są choroby wektorowe, czyli przenoszone przez stawonogi, jak kleszcze i krwiopijne owady – mówi w rozmowie z Academia prof. Magdalena Larska z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego – Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach. 

W konsekwencji pojawiają się u nas zagrożenia, które dotąd uznawano za egzotyczne. To na przykład wirus choroby Zachodniego Nilu (WNV), wirus Usutu, czy dirofilariozy. – W Polsce pojawiły się także arbowirusy mające wpływ na zdrowie i hodowlę zwierząt, jak wirus choroby niebieskiego języka (BTV) czy zupełnie nowy wirus Schmallenberg (SBV), spokrewniony z wirusami przenoszonymi przez aktywne nocą muchówki z rodzaju Culicoides.

Zdaniem badaczki lista potencjalnych zagrożeń wcale się na tym nie kończy. – W kolejnych latach możemy obserwować dalsze rozprzestrzenianie się wymienionych patogenów, ale rośnie też ryzyko pojawienia się nowych, jak wirus gorączki krwotocznej krymsko-kongijskiej, zika, denga czy gorączka doliny Rift. Wirusy mają ogromne zdolności szybkiej adaptacji – potrafią znajdować nowych gospodarzy i kompetentne wektory, dlatego nie możemy ich lekceważyć.

Zwierzęta na pierwszej linii frontu

Około 70 proc. wszystkich patogenów ma charakter zoonotyczny, co oznacza, że może przenosić się między zwierzętami a ludźmi. – Patogeny wektorowe krążą pomiędzy zwierzętami a środowiskiem, dlatego pierwszymi ofiarami zmian klimatu są zwierzęta dzikie, które stykają się z nowymi patogenami jako pierwsze – podkreśla prof. Larska. 

Szczególnie istotne są tzw. superrezerwuary, czyli gryzonie i nietoperze. W dalszej kolejności drapieżniki, ptaki migrujące i wszystkożerne dziki. Jeleniowate nie są wektorami, ale ich obecność warunkuje występowanie kleszczy, które potrzebują dużych ssaków jako źródła pokarmu.

W Polsce przypadki zakażeń hantawirusami notowane są od lat, szczególnie w południowo-wschodniej części kraju. Ale – jak mówi badaczka – „rezerwuar tych wirusów, czyli gryzonie, występuje na terenie całej Polski”. – Gdy warunki pogodowe sprzyjają wzrostowi ich populacji, wzrasta ryzyko zakażeń także w nowych, często zurbanizowanych obszarach – mówi prof. Larska.

Zwierzęta migrujące, jak ptaki czy nietoperze, działają jak naturalne „mosty epidemiologiczne”. Dzięki nim choroby, które jeszcze dekadę temu ograniczały się do basenu Morza Śródziemnego, docierają dziś na północ Europy, w tym do Polski.

Kleszcze bez zimowego snu

Dane z badań prowadzonych przez PIWet-PIB pokazują, że kleszcze w Polsce są aktywne praktycznie przez cały rok. – Najbardziej popularny Ixodes ricinus nie przestaje pobierać krwi nawet zimą. Podobnie Dermacentor reticulatus, który jeszcze niedawno był aktywny głównie wiosną i jesienią – mówi profesorka. To dlatego przypadki babeszjozy u psów czy boreliozy i kleszczowego zapalenia mózgu u ludzi obserwujemy dziś przez dwanaście miesięcy. Sezonowość przestała istnieć.

Zdolność adaptacji stawonogów zaskakuje naukowców. – Jeszcze kilka lat temu granicę aktywności Culicoides spp. ustalono na około 10–12 st. C w nocy. Dziś wiemy, że niektóre gatunki kuczmanów potrafią transmitować wirusy nawet przy temperaturze bliskiej zera – dodaje badaczka.

Niepokój wzbudza też pojawienie się nowych inwazyjnych gatunków owadów, takich jak doskwier japoński (Aedes japonicus), potwierdzony już w Polsce. To kuzyn komara tygrysiego, który rozprzestrzenia się po Europie od lat 90., przenosząc m.in. wirusy dengi i chikungunyi.

Nowe i zapomniane choroby

Zmiany klimatu nie tylko sprzyjają chorobom egzotycznym, ale też powodują powrót tzw. chorób zaniedbanych. – Obserwujemy wzrost liczby przypadków świerzbu i nużycy, które dawniej występowały niemal wyłącznie u lisów czy borsuków. Teraz prowadzą do zwiększonej śmiertelności u młodych wilków – mówi prof. Larska, dodając: – To pokazuje, że osłabione populacje dzikich zwierząt stają się bardziej podatne na infekcje oportunistyczne, a stres cieplny i zaburzenia środowiskowe pogłębiają ten problem.

Według Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) zmiany klimatyczne są dziś jednym z głównych czynników wpływających na zdrowie zwierząt i ludzi. W najnowszym raporcie EFSA (2024) wskazano m.in. ryzyko rozprzestrzenienia się wirusów Hendra i Nipah oraz pojawienie się w Europie wirusa krwotocznej choroby zwierzyny płowej (EHDV), przenoszonego przez muchówki z rodzaju Culicoides. Te same owady są wektorami wirusa choroby niebieskiego języka (BTV), afrykańskiego pomoru koni (AHSV) i wirusa Schmallenberg – wszystkich już odnotowanych w Europie, a w ostatnich latach także w Polsce.

Jedno zdrowie, wspólna odpowiedzialność

Koncepcja One Health (Jedno Zdrowie) zakłada, że zdrowie ludzi, zwierząt i środowiska jest ze sobą nierozerwalnie powiązane. – W Polsce medycyna weterynaryjna ma w tym zakresie największe doświadczenie – mówi prof. Larska. – Prowadzimy monitoring wektorów od wielu lat. Zaczynaliśmy od badań muchówek Culicoides w związku z ryzykiem zakażeń BTV już dwie dekady temu. Dziś włączamy też nadzór nad wirusami WNV, RVF, LSDV, afrykańskim pomorem świń i koni. Prowadzimy badania nad wykorzystaniem owadów krwiopijnych do ksenomonitoringu środowiska, by w porę wychwytywać zagrożenia epizootyczne.

Jednak, jak podkreśla, skuteczna realizacja idei Jednego Zdrowia wymaga współpracy między resortami. – Widzę dobrą komunikację między inspekcją weterynaryjną i sanitarną, natomiast komponent środowiskowy jest wciąż pomijany. Prowadzimy rozmowy z Lasami Państwowymi czy Polskim Związkiem Łowieckim, ale Ministerstwo Klimatu często pozostaje w kontrze do proponowanych rozwiązań. Potrzebny jest międzyresortowy zespół ekspertów ds. zagrożeń środowiskowych oraz większe finansowanie badań w ramach One Health.

Zdaniem prof. Larskiej kluczowe jest też realistyczne podejście do globalnego kryzysu klimatycznego. – Musimy przestać skupiać się wyłącznie na walce ze zmianami klimatu, bo tu prawdopodobnie jesteśmy już spóźnieni. Powinniśmy raczej minimalizować skutki tych zmian i budować strategie ochronne dla zdrowia ludzi, zwierząt i ekosystemów. 

Granice wytrzymałości

– Człowieka ze środowiska pozbyć się nie możemy, ale musimy szukać równowagi – mówi prof. Larska. W ciągu ostatnich 50 lat liczebność dzikich ssaków spadła o połowę, a ludzie i zwierzęta gospodarskie stanowią dziś 96 proc. biomasy ssaków na Ziemi. – To pokazuje postępującą ekspansję człowieka kosztem zdrowego środowiska. Człowiek jest częścią przyrody, ale nie jej właścicielem. Ochrona przyrody musi to wreszcie uwzględniać – podsumowuje Larska.

Źródła:
Agnieszka Świątalska, Magdalena Larska, Zmiany klimatu a choroby zakaźne, „Życie Weterynaryjne”, nr 6/2025, s. 82–86.

Przejdź do treści