Największe badanie karier akademickich w historii pokazuje: jeśli młody naukowiec ma niską produktywność publikacyjną, nie ma co liczyć, że z czasem stanie się liderem
Zaczynasz słabo – zostajesz w tyle. Zaczynasz mocno – pozostajesz w czołówce. Tak właśnie wygląda trajektoria kariery akademickiej według najnowszego badania prof. Marka Kwieka i dr. Łukasza Szymuli z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autorzy przeanalizowali 320 564 ścieżki kariery naukowców z 38 krajów OECD, obejmujące 25-50 lat aktywności badawczej.
„Najmniej produktywni naukowcy niemal nigdy nie stają się najbardziej produktywni, a najbardziej produktywni – najmniej produktywni” – piszą autorzy. Ich analiza dowodzi, że rozkład produktywności ustala się bardzo wcześnie i pozostaje stabilny przez dekady.
W górę? Tylko dla promila
Naukowcy prześledzili dorobek publikacyjny badaczy w trzech fazach kariery: wczesnej, środkowej i późnej, przypisując ich do jednej z dziesięciu klas produktywności – od najniższej (pierwszy decyl) po najwyższą (dziesiąty decyl). Mobilność między klasami okazała się minimalna. Tylko 0,51 proc. naukowców z dolnego decyla na wczesnym etapie awansowało później do klasy najwyższej. Jeszcze mniej – 0,26 proc. – spadło w przeciwnym kierunku.
Dla porównania: ponad połowa naukowców najbardziej produktywnych we wczesnym etapie kariery (52,39 proc.) utrzymała tę pozycję również w dwóch kolejnych fazach. W późnym etapie 53,83 proc. badaczy z wcześniejszego górnego decyla nadal pozostawało w czołówce.
Fizycy rzadko, ekonomiści jeszcze rzadziej
Wskaźniki mobilności różniły się między dyscyplinami, ale pozostały wyjątkowo niskie. W fizyce, jednej z dziedzin o największej liczbie publikacji, odsetek „skoczków” wyniósł 1,33 proc. W chemii – 0,47 proc., w psychologii – 0,73 proc. Najniższe wartości zanotowano w ekonomii (0,26 proc.) i immunologii (0,32 proc.).
Spośród 32 tys. badanych naukowców z całego świata zidentyfikowano jedynie 162 osoby, które przeszły z najniższego do najwyższego decyla na środkowym etapie kariery. W drugą stronę spadły tylko 82. Oznacza to, że pionowa mobilność w nauce jest ekstremalnie rzadka – niezależnie od kraju, dziedziny czy momentu kariery.
Polska: mobilność bliska zeru
Autorzy przyjrzeli się też ścieżkom 4165 polskich naukowców ze stopniem doktora habilitowanego, zatrudnionych na pełen etat w uczelniach i specjalizujących się w dziedzinach STEMM. Wynik? Ani jeden z badanych nie przeszedł z najniższego do najwyższego decyla produktywności.
Jedynym wyjątkiem był awans z drugiego do dziesiątego decyla – i to tylko w jednym przypadku, w naukach przyrodniczych. Najbardziej produktywni habilitowani badacze to w zdecydowanej większości ci, którzy już jako doktorzy znajdowali się w górnych trzech decylach produktywności (72,8 proc.)
Wysoka produktywność to efekt kumulacji
Fakt, że produktywność badawcza ma charakter kumulatywny, był znany wcześniej. Jednak badanie Kwieka i Szymuli pokazuje to z bezprecedensową skalą i precyzją. Aż 83,39 proc. naukowców najbardziej produktywnych na późnym etapie kariery należało już wcześniej do górnych trzech decyli. Wśród najmniej produktywnych – 68,4 proc. miało niski dorobek także wcześniej.
Autorzy wyjaśniają to mechanizmem, który Bruno Latour i Steve Woolgar nazwali „cyklem wiarygodności” w nauce: dobre publikacje → uznanie → granty → nowe badania → kolejne dobre publikacje. „Każdy element tego cyklu jest tylko częścią niekończącego się ciągu inwestycji i konwersji” – cytują autorzy klasyków socjologii nauki.
Na wysoką produktywność wpływają nie tylko talent i determinacja, ale także dostęp do zasobów, odpowiednie środowisko akademickie, mentoring i – czasem – zwykłe szczęście. „Jeśli pierwszy etap kariery jest słaby, drugi zazwyczaj również. Jeśli jest mocny – produktywność się utrzymuje” – podkreślają Kwiek i Szymula.
W polskim kontekście pokazuje to m.in. fakt, że przynależność do klasy najbardziej produktywnych doktorów zwiększała szanse na uzyskanie habilitacji od czterech do sześciu razy.
Instytucje same hodują bezwład
Wnioski płynące z badania mogą mieć bezpośrednie konsekwencje dla polityki kadrowej uczelni. Zatrudnianie młodych naukowców o niskiej produktywności – jak piszą autorzy – to „milcząca zgoda instytucji na ich wieloletnie utrzymywanie”. Bez mechanizmów selekcji negatywnej (np. regularnych przeglądów dorobku) uczelnie ryzykują utrwalanie niskiej jakości naukowej.
Z drugiej strony, trafne decyzje kadrowe – zwłaszcza dotyczące badaczy z wysoką produktywnością przed 40. rokiem życia – przynoszą długofalowe efekty. W systemach takich jak polski, o dużej stabilności zatrudnienia, konsekwencje tych decyzji rozciągają się na całe dekady.
Źródło:
Marek Kwiek, Łukasz Szymula, Młodzi naukowcy o niskiej produktywności? Żadnych szans na wysoką produktywność w przyszłości. Analiza 320 000 karier naukowych w 38 krajach OECD, „Nauka” 1/2025, s. 7-46. DOI: 10.24425/nauka.2025.154292