Czytasz artykuł w trybie offline
Od guana do imperium. Jak ptasie odchody zmieniły światowe rolnictwo
Robotnicy ładują guano do wagoników na peruwiańskich wyspach Chincha. Fotografia Henry’ego de Witta Moultona sprzed 1865 r. Źródło: Bibliothèque nationale de France / Wikimedia Commons (domena publiczna)
Zamknięcie cieśniny Ormuz, przez którą transportuje się około jednej trzeciej nawozów używanych na świecie, przypomniało, że w XXI wieku dostęp do składników odżywczych potrzebnych uprawom pozostaje równie strategiczny jak dostęp do ropy naftowej
Jako historyk środowiska badam, w jaki sposób nawozy zmieniły współczesny świat. Nie jest to wyłącznie historia odkryć naukowych i postępu w rolnictwie. Ujawnia ona także ukryte koszty współczesnej produkcji żywności, w tym brutalny wyzysk pracowników i ekspansję mocarstw imperialnych.
Jeszcze przed wybuchem wojny z Iranem rosyjska inwazja na Ukrainę wstrząsnęła rynkami gazu ziemnego i światowym handlem nawozami azotowymi. Sankcje nałożone na Białoruś zachwiały światowym rynkiem nawozów potasowych, jednego z głównych źródeł potasu dla rolnictwa, a Chiny ograniczyły eksport fosforanów, aby ustabilizować ceny na rynku krajowym.
Znacznie wcześniej, zanim nawozy syntetyczne zrewolucjonizowały rolnictwo w XX wieku, rolnicy byli już uzależnieni od rzadkiego surowca będącego przedmiotem rywalizacji geopolitycznej: guana ptaków morskich. Oto jak te odchody zmieniły światowe rolnictwo i przyczyniły się do budowy zamorskiego imperium Stanów Zjednoczonych.
Pierwsza zielona rewolucja
W XIX i na początku XX wieku firmy nawozowe wysłały miliony ton wysuszonych odchodów ptaków morskich z wysp Pacyfiku i Karaibów do gospodarstw w Europie i Ameryce Północnej. Bogate w azot i fosfor guano znacznie zwiększyło wydajność rolnictwa w czasach, gdy wzrost liczby ludności i uprzemysłowienie sprawiały, że zapotrzebowanie na żywność przekraczało możliwości tradycyjnych systemów uprawy.
Guano stało się pierwszym nawozem, którym handlowano na prawdziwie światową skalę. Przez stulecia rolnicy utrzymywali żyzność gleby, ponownie wykorzystując składniki odżywcze dostępne w okolicy, między innymi obornik, resztki roślin uprawnych i ludzkie odchody. Składniki te krążyły w w dużej mierze zamkniętych obiegach, łączących glebę, uprawy, zwierzęta gospodarskie i ludzi.
Wraz z przyspieszeniem industrializacji w XIX wieku lokalne obiegi składników odżywczych, które przez stulecia podtrzymywały rolnictwo, zaczęły się rozpadać. Szybko rosnące miasta sprowadzały żywność z coraz dalszych gospodarstw, lecz nie zwracały składników odżywczych na wieś. Przeciwnie: substancje, którymi dawniej nawożono pola, gromadziły się na miejskich ulicach, w rzekach i kanałach, podczas gdy ziemia uprawna ubożała z każdym zbiorem. Aby wyżywić szybko rosnącą ludność, rolnicy musieli znaleźć nowe sposoby przywracania żyzności swoim gruntom.
Przez tysiące lat miliony ptaków morskich, w tym kormorany Bougainville’a, głuptaki peruwiańskie i pelikany brunatne, gniazdowały na skalistych wysepkach u suchego wybrzeża Pacyfiku w Ameryce Południowej. Niemal całkowity brak opadów sprawiał, że bogate w składniki odżywcze odchody nie były wypłukiwane, dzięki czemu guano gromadziło się grubymi warstwami. Wyspy te wyglądały na jałowe, lecz w rzeczywistości kryły jedne z najbogatszych naturalnych złóż nawozu na świecie.
Co najmniej od XIII wieku rdzenni rolnicy z peruwiańskiego wybrzeża Pacyfiku znali wyjątkową wartość guana zgromadzonego na wyspach Chincha, położonych około 20 kilometrów od brzegu.
Europejscy naukowcy w pełni dostrzegli tę wartość dopiero po 1804 roku, kiedy Alexander von Humboldt (1769–1859) przywiózł do Europy próbki pobrane u wybrzeży Peru. Analizy wykazały wyjątkowo wysoką zawartość azotu. Zainteresowanie handlowe guanem gwałtownie wzrosło w latach 40. XIX wieku, gdy chemicy zajmujący się rolnictwem — przede wszystkim Justus von Liebig — wykazali, że wzrost roślin uprawnych zależy od uzupełniania składników pobieranych z gleby. Peruwiańskie guano przestało być egzotyczną ciekawostką, a stało się niezwykle skoncentrowanym nawozem naturalnym.
Europejskie i północnoamerykańskie czasopisma rolnicze przedstawiały guano jako cudowny środek na wyjałowioną glebę. Brytyjscy producenci pszenicy, środkowoeuropejscy plantatorzy buraków cukrowych, plantatorzy tytoniu w Wirginii i bawełny na południu Stanów Zjednoczonych szybko zaczęli stosować nowy nawóz. Rolnicy, dotąd zdani na zasoby lokalne, zaczęli polegać na składnikach odżywczych przewożonych przez oceany na odległość tysięcy kilometrów.
Ten światowy handel składnikami odżywczymi dla rolnictwa wyznacza początek pierwszej zielonej rewolucji. Na długo przed tym, jak syntetyczny amoniak odmienił rolnictwo, miliony ton naturalnie zgromadzonych azotu i fosforu przewieziono z odizolowanych ekosystemów na pola uprawne całego świata. Po raz pierwszy sama żyzność gleby stała się towarem sprzedawanym na światową skalę. Położyło to podwaliny pod intensywne rolnictwo oparte na chemicznych środkach produkcji, które upowszechniło się po II wojnie światowej.
Chcesz dostawać najciekawsze teksty Academii PAN?
Zapisz się na newsletter „Nauka i odkrycia”. Najciekawsze badania, odkrycia i rozmowy z naukowcami — prosto na Twoją skrzynkę.
Interesują Cię inne tematy? Wybierz newslettery →
Prawie gotowe
Sprawdź skrzynkę i potwierdź zapis
Wysłaliśmy Ci wiadomość od Academia PAN. Bez kliknięcia przycisku „Potwierdzam” zapis nie zostanie zakończony.
Nie widzisz wiadomości? Odczekaj kilka minut i sprawdź także foldery Spam, Oferty lub Inne.
Ukryte koszty nawozów
Ówcześni obserwatorzy często porównywali złoża guana na wyspach Chincha do klifów lub niewielkich gór. Kiedy w latach 40. XIX wieku rozpoczęto ich komercyjne wydobycie, robotnicy nie mogli po prostu nabierać łopatami wysuszonych ptasich odchodów. Guano, gromadzące się przez stulecia, sprasowało się pod własnym ciężarem w gęstą masę przypominającą cement. Trzeba ją było rozbijać kilofami, łomami i żelaznymi drągami, zanim można było napełnić worki.
Gdy ruch abolicjonistyczny stopniowo doprowadzał do końca transatlantycki handel niewolnikami, pracodawcy coraz częściej sięgali po niewolę za długi i pracę na podstawie kontraktów – systemy mieszczące się w szarej strefie między niewolnictwem a wolnością. Wydajność rolnictwa w Europie i Ameryce Północnej opierała się więc nie tylko na przewożeniu składników odżywczych na wielkie odległości, lecz także na równie istotnym transoceanicznym przemieszczaniu robotników przez Pacyfik.
Peruwiańskie wyspy Chincha okryły się złą sławą z powodu brutalnego wyzysku chińskich robotników kontraktowych, rekrutowanych w ramach tak zwanego „handlu kulisami”. Tysiące z nich pracowały w palącym słońcu, rozbijając stwardniałe guano i wdychając chmury pyłu nasyconego amoniakiem, który palił im oczy i płuca. W 1854 roku, po tym jak kapitanowie brytyjskich statków donieśli o przerażających warunkach panujących na wyspach Chincha, hrabia Clarendon, brytyjski minister spraw zagranicznych, napisał: „Z przerażeniem i odrazą przeczytałem szczegóły okrucieństw, jakich doznają nieszczęśni chińscy robotnicy zatrudnieni przy eksporcie guana”.
Guano i imperium
W obliczu rosnącego popytu na nawozy rządy zaczęły traktować guano jako surowiec strategiczny. Amerykańscy politycy niepokoili się zależnością kraju od dostaw z Peru. Skłoniło to prezydenta Stanów Zjednoczonych Millarda Fillmore’a do wezwania władz federalnych, by zapewniły krajowi bezpieczny dostęp do nawozów. Kongres uchwalił następnie ustawę o wyspach guanowych z 1856 roku (Guano Islands Act), która pozwalała obywatelom amerykańskim zgłaszać w imieniu Stanów Zjednoczonych roszczenia do każdej niezamieszkanej wyspy bogatej w guano. Ustawa uczyniła z poszukiwania nawozów nowe narzędzie amerykańskiej ekspansji terytorialnej.
W kolejnych dziesięcioleciach dziesiątki wysp na Karaibach i Pacyfiku znalazły się w sferze wpływów Stanów Zjednoczonych ze względu na wartość znajdujących się na nich złóż guana.
Niewiele miejsc ilustruje tę historię lepiej niż Navassa, odosobniona wapienna wysepka między Haiti a Jamajką, której poświęcam swoją najbliższą książkę. Od lat 60. XIX wieku amerykańskie przedsiębiorstwa przekształcały Navassę w przemysłową kolonię wydobywczą, dostarczającą guano gospodarstwom w całej wschodniej części Stanów Zjednoczonych.
Robotnicy, w większości czarnoskórzy mężczyźni rekrutowani w Baltimore w stanie Maryland, wydobywali guano w nieznośnym upale, wszechobecnym pyle i skrajnym odosobnieniu. Ich pożywienie składało się głównie ze śledzi, sucharów pełnych larw i solonej wołowiny. Stosunki społeczne na wyspie odzwierciedlały porządek rasowy, który utrwalał się wówczas w epoce praw Jima Crowa. Górnikami byli niemal wyłącznie czarnoskórzy mężczyźni, a ich nadzorcami – biali. Aby odtworzyć codzienne życie robotników, korzystam z ich dzienników, korespondencji z bliskimi i relacji potomków.
14 września 1889 roku narastająca przez lata uraza przerodziła się w gwałtowny bunt. Tego dnia 137 czarnoskórych górników wystąpiło przeciwko 11 przedstawicielom kierownictwa Navassa Phosphate Company. Do zmroku zginęło pięciu białych nadzorców. Amerykańska marynarka wojenna wysłała wówczas parowy okręt wojenny USS Kearsarge, który przewiózł 18 czarnoskórych robotników do Baltimore, gdzie mieli stanąć przed sądem pod zarzutem morderstwa.
W następnym roku sprawa trafiła do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. W wyroku Jones przeciwko Stanom Zjednoczonym sędziowie potwierdzili uprawnienie rządu federalnego do ścigania przestępstw popełnionych na wyspie. Sąd uznał, że państwo może sprawować władzę prawną nad terytorium, jeśli jest ono w jego „faktycznym, nieprzerwanym i użytecznym posiadaniu”, nawet gdy zajmuje je tylko w celu prowadzenia określonej działalności gospodarczej, takiej jak „eksploatacja kopalń”. Orzeczenie to potwierdziło jurysdykcję Stanów Zjednoczonych nad Navassą. Rozpatrywane w kontekście buntu, który doprowadził do sprawy sądowej, pokazuje jednak także, jak ściśle splotły się wydobycie surowców, wykorzystywanie pracy ludzi poddanych dyskryminacji rasowej i rozszerzanie władzy federalnej.
Kilku oskarżonych skazano na śmierć, lecz mobilizacja czarnoskórych organizacji obywatelskich i licznych zwolenników przekonała prezydenta Benjamina Harrisona do złagodzenia tych wyroków w 1891 roku. Jest to więc nie tylko historia przemocy na tle rasowym i wyzysku, lecz także zaangażowania Afroamerykanów w walkę prawną oraz ich zdolności do wspólnego działania w epoce, którą często pamięta się wyłącznie przez pryzmat represji rasowych.
Lekcje z epoki guana
Obfite plony zawsze zależały od czegoś więcej niż żyzność samej gleby. Zależą również od składników odżywczych sprowadzanych z daleka, światowych szlaków morskich oraz pracy ludzi, którzy połączyli odległe wyspy z gospodarstwami na całym świecie.
Guano nie tylko użyźniało pola. Przyczyniło się do powstania zglobalizowanego systemu rolniczego, którego łańcuchy dostaw przecinają oceany, który opiera się na pracy ludzi w odległych miejscach i pozostaje podatny na wstrząsy geopolityczne. Od wysp Chincha po cieśninę Ormuz historia nawozów przypomina, że światowe zaopatrzenie w żywność od dawna zależy od kruchych powiązań między odległymi regionami.
Edward D. Melillo — profesor historii i nauk o środowisku, Amherst College.
Artytkuł „Comment les déjections d’oiseaux ont façonné l’agriculture moderne et contribué à l’expansion de l’empire américain” ukazał się w serwisie The Conversation.
Po raz pierwszy sama żyzność gleby stała się towarem sprzedawanym na światową skalę.