Jednorazowe rękawiczki nitrylowe – powszechnie stosowane w laboratoriach i medycynie jako bariera ochronna, choć mogą być również źródłem zanieczyszczeń, m.in. mikroplastików.

Źródło: Praewnaaaaaam / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0.

Badania nad mikroplastikiem od lat przynoszą alarmujące doniesienia: drobiny tworzyw znajdowano wszędzie – od odległych regionów Ziemi po ludzkie tkanki. Teraz zespół z University of Michigan pokazuje, że część pomiarów mogła być zawyżana przez osady z jednorazowych rękawiczek laboratoryjnych, które podczas kontaktu z próbką zostawiają osady mylone później z mikroplastikiem

Naukowcy opisali problem w czasopiśmie Analytical Methods. Sprawdzili siedem typów rękawiczek używanych w laboratoriach – w tym modele lateksowe, nitrylowe oraz rękawiczki przeznaczone do pracy w pomieszczeniach czystych, czyli o kontrolowanych parametrach środowiskowych. Okazało się, że niemal wszystkie badane rękawiczki pozostawiały na powierzchni ślady stearynianów, czyli soli kwasów tłuszczowych stosowanych w ich produkcji jako środki ułatwiające oddzielanie materiału od formy.

Nie są to mikroplastiki w ścisłym sensie, ale w analizach spektroskopowych potrafią wyglądać niemal identycznie jak polietylen – jeden z najczęściej spotykanych polimerów. Autorzy pokazali, że przy standardowych metodach dopasowywania widm takie zanieczyszczenia prowadziły do licznych wyników fałszywie dodatnich. W przypadku suchego kontaktu rękawiczki z badaną powierzchnią średnia skala błędu sięgała około 2000 fałszywych wskazań na milimetr kwadratowy. Dla rękawiczek w pomieszczeniach czystych było to około 100 takich wskazań na milimetr kwadratowy.

Punktem wyjścia była wcześniejsza praca Madeline Clough nad mikroplastikiem unoszącym się w powietrzu. Badaczka przygotowywała metalowe powierzchnie do pobierania próbek, mając na dłoniach standardowe rękawiczki nitrylowe. Kiedy przeanalizowała wyniki, liczba cząstek była o rzędy wielkości wyższa, niż powinna. „Doprowadziło to do szalonego polowania na źródło zanieczyszczenia, bo od początku było jasne, że ta liczba jest po prostu za wysoka, by mogła być prawdziwa” – stwierdza Clough w komunikacie University of Michigan.

Trop prowadzi do rękawiczek

Badaczka relacjonowała, że zespół sprawdzał kolejne możliwe źródła problemu. „W całym procesie dochodzenia do tego, skąd to mogło się wziąć, zastanawialiśmy się, czy chodzi o plastikową butelkę laboratoryjną, czy o cząstki obecne w powietrzu laboratorium, w którym przygotowywałam podłoża. Ostatecznie ustaliliśmy, że źródłem były rękawiczki” – powiedziała Clough.

Autorzy podkreślają, że problem ma charakter techniczny, ale jego konsekwencje są bardzo praktyczne. Badania nad mikroplastikiem opierają się na rozróżnianiu syntetycznych polimerów od innych cząstek obecnych w środowisku. Tymczasem stearyniany mają widma drgań bardzo podobne do niektórych tworzyw. Pod mikroskopem elektronowym również trudno je odróżnić od drobin plastiku – oba typy cząstek mają zbliżoną, cienką i warstwową morfologię.

Zespół przypomina, że rygorystyczne procedury kontroli zanieczyszczeń w badaniach mikroplastiku są standardem od lat. Zaleca się m.in. używanie bawełnianych fartuchów, szkła lub metalu zamiast plastiku oraz stosowanie próbek kontrolnych. Mimo to w przeglądzie 26 artykułów dotyczących dobrych praktyk autorzy nowej pracy stwierdzili, że 81 proc. publikacji nadal rekomendowało używanie rękawiczek jako sposobu ochrony próbek. Tylko dwa przeglądy zaznaczały, że kontakt rękawiczki z próbką powinien być ograniczany.

To szczególnie istotne, bo największy problem dotyczył najmniejszych cząstek. Średnia średnica rzutowana osadów przenoszonych z rękawiczek wynosiła 1,6 mikrometra. To zakres kluczowy dla badań środowiskowych i zdrowotnych – najmniejsze drobiny najłatwiej przemieszczają się między ekosystemami i budzą największe obawy związane z narażeniem organizmów.

Nie wszystko trzeba wyrzucać do kosza

Badacze nie twierdzą, że cały dorobek naukowy dotyczący mikroplastiku należy odrzucić. Pokazują raczej, że część danych wymaga ponownej analizy. „Dla badaczy mikroplastiku, którzy mają zbiory danych dotknięte tym problemem, wciąż jest nadzieja, by je odzyskać i ustalić rzeczywistą ilość mikroplastiku” – powiedziała Clough.

W artykule autorzy proponują konkretne rozwiązania. Po pierwsze, zalecają unikanie rękawiczek tam, gdzie nie są konieczne ze względów bezpieczeństwa. Po drugie, sugerują wybór rękawiczek przeznaczonych do czystych pomieszczeń o niskim poziomie uwalniania cząstek. Po trzecie, pokazują sposób ponownej analizy istniejących danych – z wykorzystaniem rozszerzonych bibliotek widm stearynianów oraz metod statystycznych pozwalających lepiej odróżniać zanieczyszczenia od rzeczywistych mikroplastików.

Anne J. McNeil z Department of Chemistry na University of Michigan, starsza autorka pracy, nie ma wątpliwości, że problem jest realny, ale nie unieważnia samego zjawiska. „Ta dziedzina jest bardzo trudna, bo plastik jest wszędzie” – powiedziała, dodając:  „Być może zawyżamy ilość mikroplastiku, ale nie powinno go być wcale. Wciąż jest go bardzo dużo – i to jest zasadniczy problem”.

Źródła

  1. Madeline E. Clough, Eduardo Ochoa Rivera, Abbygail M. Ayala, Rebecca L. Parham, Joseph Pennacchio, Henry E. Thurber, Andrew P. Ault, Ambuj Tewari, Anne J. McNeil, Avoiding and reducing microplastic false positives from dry glove contact, „Analytical Methods”, 2026, DOI: 10.1039/d5ay01801c.
Przejdź do treści