Młody słoń morski południowy (Mirounga leonina) sfotografowany na Georgii Południowej.
Autor: Butterfly voyages – Serge Ouachée; Licencja: CC BY-SA.

Z powietrza widać skalę katastrofy: na wyspie Georgia Południowa zginęła niemal połowa samic słonia morskiego południowego. Według naukowców skutki epidemii H5N1 mogą poważnie zakłócić funkcjonowanie całego ekosystemu oceanicznego

Georgia Południowa, wyspa na południowym Atlantyku, była dotąd jednym z najważniejszych miejsc rozrodu słoni morskich południowych. Badacze z British Antarctic Survey, analizując zdjęcia lotnicze z 2022 i 2024 r., ustalili jednak, że po uderzeniu ptasiej grypy w 2023 r. liczebność samic spadła aż o 47 proc. Według zespołu kierowanego przez Connorа Bamforda z Cambridge oznacza to utratę nawet 53 tys. zwierząt.

„Nie spodziewałem się, że liczby będą tak wysokie. To był naprawdę uderzający wynik” – powiedział Bamford, cytowany w materiałach British Antarctic Survey. Badacz podkreśla, że porównanie dwóch kolejnych sezonów lęgowych ujawniło skalę zjawiska, wcześniej niewidoczną w obserwacjach z poziomu plaż: „Byliśmy świadomi, że śmiertelność jest znacznie wyższa niż zwykle, ale dopiero zestawienie danych przed i po pokazało, jak rozległe są straty”.

Największa kolonia traci fundamenty

Zespół Bamforda przeanalizował trzy największe kolonie na Georgii Południowej, które stanowią około 16 proc. całej populacji na wyspie, a następnie przeskalował dane, aby oszacować straty dla całego archipelagu. To dało liczbę ponad 50 tys. samic, które nie dotarły na sezon rozrodczy w 2024 r.

Kolonie w Saint Andrews Bay i okolicznych zatokach są od dekad obiektem badań ekologów. To tam, wśród tysięcy zwierząt, znaleziono w ostatnich latach ciała padłych słoni morskich, a turyści informowali, że nie mogli dotrzeć nawet do grobu pochowanego tam badacza Ernesta Shackletona, bo dostęp blokowały martwe zwierzęta. 

Słonie morskie na wyspie Georgia Południowa; Connor Bamford / British Antarctic Survey

Bamford podkreśla, że duża część zwierząt umiera w morzu. Osłabione gorączką i infekcją wracają do wody, próbując się schładzać. Ich ciała nie trafiają więc do statystyk terenowych.

Wirus H5N1 szczególnie dotknął młode. Wysoka śmiertelność wśród szczeniąt oraz fakt, że samice osiągają dojrzałość rozrodczą dopiero po trzech do ośmiu latach, oznaczają, że odbudowa populacji będzie trwała bardzo długo. A najnowsze obserwacje z sezonu 2025 wskazują na dalszy spadek liczebności. „Mój kolega jest tam teraz na statku. Tegoroczny wynik jest niższy niż w poprzednim roku. To sugeruje, że wirus wciąż krąży w populacji. Nie powiedziałbym, że to już koniec” – podkreśla Bamford.

H5N1 atakuje Antarktykę 

Obecna, wyjątkowo zjadliwa odmiana H5N1 rozprzestrzenia się na świecie od połowy lat 90. W ostatnich latach zaczęła infekować także ssaki morskie. Jej skutki w Ameryce Południowej były katastrofalne. W 2023 r. w Chile odnotowano ponad 11 tys. martwych lwów morskich, pingwinów i delfinów. Na argentyńskim półwyspie Valdés zmarło około 17,4 tys. młodych słoni morskich – 97 procent całej populacji szczeniąt na tym obszarze. W czasie badań na Półwyspie Antarktycznym naukowcy wykryli obecność wirusa w dziewięciu gatunkach ptaków i czterech gatunkach fok.

Eksperci ostrzegają, że oficjalne dane nie oddają skali kryzysu. „Chociaż masowe zgony są bardzo widoczne, mogą nie odzwierciedlać pełnego spektrum skutków działania wirusa” – powiedziała w rozmowie z BBC dr Elizabeth Ashley, patolog weterynaryjna z University of California w Davis, dodając: „Wiele ssaków morskich żyje w miejscach trudno dostępnych, dlatego jest wysoce prawdopodobne, że część śmiertelnych zdarzeń pozostaje niezauważona”.

Podobny niepokój wyraża wirusolog Ed Hutchinson z University of Glasgow: „Nie wiemy jeszcze, jak poważny wpływ będzie miał ten wirus na inne gatunki ssaków i ptaków w Antarktyce oraz wokół kontynentu. Jedyne, co możemy zrobić, to czekać i obserwować”. Badacz dodaje, że H5N1 już wcześniej zniszczył kolonie ptaków morskich w Europie i wywołał masowe zgony lwów morskich w Ameryce Południowej.

Niezastąpione olbrzymy 

Słonie morskie południowe to największe płetwonogie na Ziemi. Dorosłe samce osiągają 9 metrów długości i masę do 4 ton. Są kluczowymi drapieżnikami oraz ważnym elementem obiegu materii w oceanie. „Kiedy usuwa się tak ogromną masę biologiczną, równowaga ekosystemu zostaje kompletnie zaburzona” – powiedziała w rozmowie z BBC dr Marcela Uhart, weterynarz z University of California w Davis, prowadząca badania nad wpływem ptasiej grypy na ssaki morskie w Ameryce Południowej. Podkreśliła, że słonie morskie rozprowadzają składniki odżywcze w wodach południowych, działając jak „nawóz oceaniczny”: „Żaden inny gatunek nie jest w stanie ich zastąpić”.

Brak oficjalnych danych o pełnej skali epidemii utrudnia planowanie działań ochronnych. Georgia Południowa jest regionem wyjątkowo trudnym do monitorowania, a szacowanie populacji w tak zmieniających się warunkach jest wciąż obarczone dużą niepewnością. Badacze apelują o zwiększenie liczby sezonowych obserwacji i o stałe monitorowanie kolonii przy użyciu dronów oraz satelitów, aby możliwie szybko wychwytywać zmiany trendów.

Autorzy publikacji w Communications Biology nie mają wątpliwości, że obecne tempo śmiertelności może zagrozić przyszłej stabilności całej globalnej populacji słoni morskich południowych. Spośród obserwowanych gatunków ssaków morskich to właśnie one wydają się najbardziej podatne na zakażenia H5N1. Nie wiadomo, czy populacje w kolejnych latach nabiorą odporności, czy też wirus będzie nadal przetaczał się przez wyspę.

„Wyniki tych badań są druzgocące” – podsumował Hutchinson. „Wkrótce przekonamy się, co wirus oznacza dla Antarktyki”.

Źródła:
The Guardian, Fears for elephant seals as bird flu kills half of population in South Atlantic, Phoebe Weston, 13.11.2025
Smithsonian Magazine, Bird Flu Wiped Out Nearly Half of the Females in the World’s Largest Elephant Seal Population, Drone Images Suggest, Sara Hashemi, 18.11.2025

Przejdź do treści