Premier Donald Tusk, Prezydent Karol Nawrocki oraz prezes NBP Adam Glapiński ogłosili wspólnie, że w ramach programu Safe 0% na badania naukowe i szkolnictwo wyższe zostanie przeznaczone 50 mld zł, ze szczególnym uwzględnieniem projektów dual-use. Porozumienie zakłada ponadto coroczne zwiększanie budżetu nauki o 0,5 punktu procentowego PKB, począwszy od 2027 roku, aż do osiągnięcia poziomu 4% PKB

To bezprecedensowe porozumienie ponad podziałami politycznymi. Przypomnijmy: dotychczasowe negocjacje wokół polskiego SAFE 0% dotyczyły wyłącznie finansowania obronności i skupiały się na kwocie około 185 mld zł na siły zbrojne. Decyzja o wydzieleniu osobnej puli 50 mld zł na naukę stanowi zaskakujący zwrot.

Premier Tusk miał powiedzieć, że „nie da się budować nowoczesnej armii bez nowoczesnej nauki”, a prezydent podkreślił, że „suwerenność technologiczna zaczyna się na uniwersytetach i w instytutach badawczych”. Prezes Glapiński dodał, że finansowanie nie obciąży rezerw NBP.

W budżecie na 2026 rok na naukę i szkolnictwo wyższe zaplanowano 44,26 mld zł, co stanowi zaledwie ok. 1,07 proc. PKB. To mniej niż rok wcześniej. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) w dokumencie z listopada 2025 r. określiła ten poziom jako najniższy od reformy z 2018 roku. Prof. Marek Konarzewski, prezes PAN, mówił wprost, że Polska przez brak inwestycji w naukę uzależnia się technologicznie od innych krajów. Ponad stu naukowców podpisało apel o zwiększenie nakładów, a Rada NCN domagała się dodatkowych 400 mln zł, bez których rozwój systemu grantowego jest niemożliwy.

Tymczasem Ministerstwo Finansów konsekwentnie odrzucało postulat ustawowego powiązania wydatków na naukę z PKB, argumentując to koniecznością zachowania elastyczności budżetowej. Wiceminister nauki prof. Marek Gzik przyznawał, że budżet „wynegocjowany po trudnych rozmowach w koalicji” nie pozwala na podniesienie wydatków.

Dlatego ogłoszone dziś porozumienie jest tak zaskakujące. I dlatego budzi tyle nadziei. Cel 4 proc. PKB na badania i rozwój nie jest abstrakcją. Jak wynika z danych OECD i szacunków WIPO za 2024 rok, Izrael przeznacza na B+R 6,33 proc.PKB, Korea Południowa 5,32 proc., a Szwecja 3,60 proc. Wszystkie trzy kraje funkcjonują w warunkach podwyższonego zagrożenia bezpieczeństwa (lub funkcjonowały w takich warunkach przez dekady) i wszystkie trzy traktują inwestycje w naukę jako element strategii obronnej. 

Polska, z wydatkami na poziomie 1,56 proc. PKB (dane GUS za 2023 r.), plasuje się poniżej średniej unijnej (2,2 proc.) i daleko za państwami, z którymi chce się porównywać w zakresie ambicji obronnych. Jak trafnie zauważył minister Marcin Kulasek: przykłady Korei Południowej i Tajwanu pokazują, że opracowywanie rozwiązań obronnych wymaga współpracy z nauką.

Szczególnie istotny jest nacisk na projekty dual-use. Przy niskim poziomie inwestycji w B+R nadrobienie dystansu do technologicznych liderów przemysłu obronnego nie będzie możliwe. Co trzecia firma z sektora obronnego nie odczuwa korzyści z rosnących wydatków na bezpieczeństwo. Same zakupy sprzętu, bez zaplecza badawczego, nie zbudują suwerenności technologicznej.

Warto docenić, że rząd, Prezydent i prezes NBP wreszcie zdecydowali się potraktować naukę z powagą odpowiadającą skali wyzwań. Przez lata środowisko naukowe słyszało, że „inwestowanie w badania naukowe jest kluczowe dla rozwoju” (cytat z oficjalnego stanowiska Ministerstwa Finansów), po czym otrzymywało budżet rosnący wolniej niż inflacja. Jeśli ogłoszone dziś porozumienie zostanie zrealizowane, będzie to pierwszy od lat moment, w którym deklaracje polityczne zostaną poparte konkretnymi pieniędzmi.

Jeśli czytając ten artykuł przecierali Państwo oczy ze zdumienia – słusznie. Zdecydowaliśmy się go opublikować, bo dobrze pokazuje skalę absurdalnego niedofinansowania, w jakiej funkcjonuje nauka w Polsce.

W tym kontekście „prima aprilis!” brzmi wyjątkowo gorzko.

Przejdź do treści