Ogłoszenie o pracy dla doktora w Instytucie Fizyki PAN z pensją na poziomie płacy minimalnej wywołało burzę. Dr hab. Karol Palka, dyrektor Instytutu Matematycznego PAN i Przewodniczący Zgromadzenia Dyrektorów Instytutów Naukowych PAN, wyjaśnia, dlaczego takie oferty to nie żaden wyjątek, a wypadkowa złych przepisów i niedofinansowania instytutów Polskiej Akademii Nauk
Academia: Skąd biorą się tak niskie wynagrodzenia?
Dr hab. Karol Palka: To wynika wprost z przepisów. Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego określa minimalne wynagrodzenia zasadnicze dla profesora. Obecnie to 9 370 zł brutto. Wynagrodzenia profesorów uczelni, adiunktów i asystentów wynikają z prawa o szkolnictwie wyższym i są obliczane jako procent wynagrodzenia profesora. I tak profesor uczelni dostaje 7 777 zł, adiunkt 6 840 zł, a asystent 4 685 zł. To są wynagrodzenia zasadnicze. Do nich dochodzi staż oraz mogą dochodzić premie albo środki z grantów, ale tych dwóch ostatnich elementów instytut nie ma obowiązku ani często realnej możliwości zagwarantować.
Stawka zasadnicza dla asystenta jest niższa niż płaca minimalna, która wynosi 4 806 zł. Jeśli młody pracownik przychodzi bez stażu, często realnie dostaje na początek dokładnie tyle. Wspomniane ogłoszenie z Instytutu Fizyki PAN, który jest jednostką naukową kategorii A, nie jest żadną anomalią. Mówimy o tym problemie od lat.
Rozporządzenie ma być niedługo nowelizowane, prawdopodobnie z wyrównaniem wstecznym, ale nawet po tej korekcie problem strukturalny pozostanie. A w wielu instytutach Polskiej Akademii Nauk sytuacja jest gorsza niż na uczelniach.
Dlaczego?
To jest paradoks. Jeśli spojrzymy na międzynarodowe rankingi oceniające jakość instytucji naukowych, takie jak SCImago Institutions Rankings czy Nature Index, Polska Akademia Nauk od lat wypada najlepiej w kraju i zawdzięcza to jakości badań prowadzonych w instytutach PAN. Należałoby więc oczekiwać, że tempo wzrostu finansowania tychże instytutów będzie porównywalne z najlepszymi uczelniami. Tymczasem od czasów reformy Gowina w 2018 r. te ścieżki zaczęły się wyraźnie rozchodzić – w rezultacie finansowanie instytutów PAN, wynoszące obecnie około 1,2 mld zł, jest o około 25 proc. niższe niż powinno. Mamy do czynienia z trwałą luką finansową, szacowaną na około 250-300 mln zł rocznie. A na to nakłada się dodatkowo fakt, że instytuty PAN nie mają nadal prawa do tzw. trzynastek, co oznacza systemową różnicę w wynagrodzeniach rzędu około 8 proc. w porównaniu z pracownikami uczelni. Ministerstwo stara się, żeby w ramach nowelizacji ustawy o PAN ta sytuacja się zmieniła, ale na efekty musimy jeszcze poczekać.
Czy te minimalne stawki to rzeczywiście dominująca praktyka?
Z danych, które analizowałem, wynika, że większość wynagrodzeń zasadniczych w instytutach to dokładnie minima ustawowe. Na przykład spośród około 650 profesorów ponad 400 otrzymuje dokładnie 9 370 zł. Bardzo podobnie jest w przypadku profesorów uczelni. Wśród asystentów około 240 z 420 osób zarabia stawkę minimalną. Sytuacja dotyka też pracowników badawczo-technicznych i nie są to jednostkowe przypadki ani patologie konkretnych instytutów. Tak działa ten system. Należy jednak powtórzyć, że są instytuty, które mają istotnie wyższe wynagrodzenia zasadnicze, a do tego premie. Zróżnicowanie jest znacznie większe niż pomiędzy wydziałami jednej uczelni, bo instytuty są niezależne finansowo, więc ich subwencje są rozłączne.
Czy granty realnie poprawiają sytuację młodych naukowców?
Granty nie powinny być sposobem kompensowania problemów systemowych z wynagrodzeniami. W praktyce młody pracownik, często nawet z doktoratem, zaczyna od wynagrodzenia zasadniczego określonego w ustawie, bez dodatków stażowych. Jeśli instytutu nie stać na premie, to jego wynagrodzenie zwiększy się dopiero po awansie. W takiej sytuacji granty stają się jedynym szybszym mechanizmem poprawy dochodów, choć nie do tego zostały stworzone. W krajach zachodnich środki grantowe nie pełnią funkcji dodatku do pensji zasadniczej. Tymczasem w Polsce np. Narodowe Centrum Nauki próbuje w ten sposób ratować najlepiej ocenianych naukowców. Są to jednak dodatki rzędu kilku tysięcy złotych miesięcznie, czasami dzielone na cały zespół. Co więcej, w konkursach NCN grant dostaje dziś tylko co ósmy wniosek, a na decyzję czeka się pół roku. To rozwiązanie niepewne i niezdolne do zastąpienia właściwego wynagrodzenia zasadniczego.
Jak to wpływa na możliwość zatrudniania nowych pracowników?
Bardzo źle. Nawet najlepsze instytuty mają coraz większy problem z przyciągnięciem kadry. W przypadku fizyki doświadczalnej sytuacja jest szczególnie trudna. Mówimy o osobach obsługujących aparaturę wartą miliony. Sam serwis takich maszyn może kosztować setki tysięcy złotych. A osoby je obsługujące miewają wynagrodzenie na poziomie płacy minimalnej.
Rząd chwali się podwyżkami, i słusznie, ale trzeba powiedzieć jasno: w ciągu ostatnich dwóch lat uczelnie dostały realnie około 35 proc. wzrostu finansowania, podczas gdy instytuty PAN 21 proc. Jednorazowe dopłaty, które pojawiają się na koniec roku z rezerw Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, nie pozwalają dyrektorom na trwałe podwyżki. To powoduje dalsze rozjeżdżanie się poziomów finansowania wynagrodzeń.
Czy w takim razie nauka w Polsce staje się zajęciem dla „bogatych z domu”?
Tak bym nie powiedział, bo system grantowy istnieje i najlepsi mogą dzięki niemu dobrze zarabiać, zwłaszcza zdobywając granty europejskie. To wszystko jest jednak postawione na głowie. Minimum bezpieczeństwa finansowego powinno być zapewnione z regularnego wynagrodzenia. JWynagrodzenie zasadnicze profesora z wieloletnim doświadczeniem, wynoszące 9 370 zł, jest po prostu za małe. Po tylu latach kształcenia państwo powinno oferować znacznie więcej. Ale Polska wydaje na naukę i rozwój około 1,5% PKB, podczas gdy średnia europejska to 2,2%, a liderzy wydają ponad 3%. Do tego PKB bardzo się między krajami różni. Problem również w tym, że nauka jest doceniana tylko od czasu do czasu. Gdy była pandemia i trzeba było ratować życie, wszyscy kibicowali naukowcom, również u nas. Później entuzjazm szybko zniknął. Społeczne zrozumienie znaczenia nauki jest niewystarczające i jest to również uwaga do nas, naukowców.