W nocy z 9 na 10 maja w atmosferę może wejść radziecka sonda kosmiczna Kosmos 482, wystrzelona w 1972 r. podczas nieudanej misji na Wenus. Obiekt od ponad pół wieku krążył wokół Ziemi. Jego trajektoria właśnie zaczyna się gwałtownie obniżać
Sonda Kosmos 482 wystartowała 31 marca 1972 r. z kosmodromu Bajkonur na pokładzie rakiety Mołnia 8K78M. Jej celem była Wenus, jednak z powodu awarii tzw. timera, misja się nie powiodła. „Sonda nie wykonała zaplanowanego manewru transwenusowego i pozostała na eliptycznej orbicie, której apogeum wynosiło około 9800 km, a perygeum około 210 km” – wyjaśnia dr inż. Tomasz Barciński, kierownik Laboratorium Mechatroniki i Robotyki Satelitarnej Centrum Badań Kosmicznych PAN.
Choć na wysokości kilkuset kilometrów atmosfera jest bardzo rzadka, to jej opór wystarczył, by przez dekady powoli obniżać orbitę sondy. Ekspert CBK PAN podkreśla, że „poniżej około 150 km nad powierzchnią Ziemi opór rośnie wykładniczo – wejście w atmosferę i dezintegracja zajdą gwałtownie w porównaniu z latami powolnego obniżania”.
Wciąż nie wiadomo, gdzie dokładnie obiekt wejdzie w atmosferę ani gdzie spadną jego fragmenty. Polska Agencja Kosmiczna w oficjalnym komunikacie z 8 maja 2025 r. przewiduje, że „ponowne wejście sondy w atmosferę Ziemi przewidywane jest na 10 maja 2025 r. ok. godz. 04:02 CEST z niepewnością +/- 13 godzin”.
Barciński wyjaśnia, że źródła tej niepewności to m.in. „zmienność gęstości atmosfery na wysokościach 100-200 km (zależna od aktywności słonecznej i geomagnetycznej), brak danych na temat aktualnej orientacji obiektu, możliwe chaotyczne obroty zmieniające siłę oporu aerodynamicznego oraz nieprzewidywalność procesu fragmentacji i momentu rozpadu”.
Dwa przeloty nad Polską
W związku z tym – jak podkreśla ekspert CBK PAN – „wejście sondy w atmosferę nie jest kontrolowane, a liczba zmiennych wpływających na ruch sondy bardzo duża. To wszystko nie pozwala na precyzyjne wyliczenie miejsca upadku”.
Z komunikatów POLSA wynika, że 10 maja planowane są dwa przeloty Kosmosu 482 nad terytorium Polski. „Pierwszy w godz. 06:40-06:42 CEST w pasie Jelenia Góra – Biała Podlaska, drugi w godz. 08:11-08:13 CEST, w pasie Zielona Góra – Lublin” – informuje agencja.
Z uwagi na specyficzną konstrukcję – lądownik mający przetrwać ekstremalne warunki atmosferyczne Wenus – sondy „może nie spalić się całkowicie, a jego szczątki mogą dotrzeć do powierzchni Ziemi”.
Relikt Zimnej Wojny
Choć sonda pozostawała na orbicie przez ponad 50 lat, nie została całkowicie zapomniana. W katalogach orbitalnych figuruje jako NORAD ID 06073 i COSPAR 1972-023E. Jej trajektoria była stale monitorowana m.in. przez 18th Space Defense Squadron (US Space Force), ESA Space Debris Office czy komercyjną sieć radarową LeoLabs.
Fragmenty obiektu spadły już raz – w 1972 r. – na teren Nowej Zelandii, wywołując tzw. incydent z kulami Ashburton. Cztery tytanowe kule wybiły wtedy kratery w ziemi, ale nie spowodowały ofiar. Były to najprawdopodobniej zbiorniki ciśnieniowe gazu pochodzące z rakiety wynoszącej sondę.
POLSA wspólnie z agencjami kosmicznymi USA i UE nadal analizuje dane. Obecne modele dopuszczają przelot nad Polską, ale ze względu na ogromny zakres niepewności czasowej i przestrzennej (do kilkunastu tysięcy kilometrów), miejsce upadku szczątków pozostaje nieznane.