Większość obaw opiera się na uproszczeniach, a realne skutki umowy są znacznie bardziej złożone – tak o umowie handlowej między Unią Europejską a państwami MERCOSUR mówi dr hab. Sławomir Kalinowski, profesor Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN. W debacie publicznej dominuje narracja zagrożenia dla europejskiego rolnictwa i „zalewu rynku” tanią żywnością z Ameryki Południowej
MERCOSUR to blok handlowy zrzeszający państwa Ameryki Południowej, przede wszystkim Brazylię i Argentynę. Tymczasem umowa z Unią Europejską nie dotyczy wyłącznie rolnictwa, choć to właśnie ten sektor całkowicie zdominował publiczną debatę.
– Mam wrażenie, że wiele osób wypowiadających się na temat tej umowy nie do końca rozumie, czego ona dotyczy. Poruszamy się głównie w sferze emocji, a nie faktów – mówi dr hab. Sławomir Kalinowski. Wyjaśnia, że porozumienie obejmuje szeroką ofertę handlową i wpisuje się w strategię dywersyfikacji dostaw surowców. Jego celem jest ograniczenie zależności Unii Europejskiej od Chin, Stanów Zjednoczonych i Rosji. W praktyce oznacza to większy dostęp do surowców strategicznych, takich jak lit czy ropa naftowa, kluczowych dla transformacji energetycznej i bezpieczeństwa gospodarczego.
Mimo szerokiego zakresu umowy, społeczny sprzeciw koncentruje się niemal wyłącznie na żywności – zwłaszcza na wołowinie z Ameryki Południowej. – Jakoś nikt nie obawia się, że zostaniemy „zalani” ropą naftową czy litem. Cała narracja została skierowana na rolnictwo i ma to raczej charakter socjologiczny niż ekonomiczny – zauważa prof. Kalinowski. Jego zdaniem uproszczony obraz umowy jako zagrożenia wyłącznie dla rolników utrudnia rzeczową ocenę jej rzeczywistych skutków i przesłania szersze cele unijnej polityki handlowej.
Najczęściej powtarzanym argumentem przeciwników porozumienia jest obawa przed masowym napływem taniej żywności. Dane, na które powołuje się prof. Kalinowski, nie potwierdzają jednak tych scenariuszy. Kontyngent na wołowinę z krajów MERCOSUR wynosi 99 tys. ton, podczas gdy Unia Europejska już dziś importuje około 200 tys. ton wołowiny rocznie. Oznacza to, że dodatkowy import odpowiadałby około 1,5 proc. całkowitej konsumpcji w UE. Podobne limity obowiązują w przypadku drobiu i cukru – po 180 tys. ton. Co istotne, część najbardziej wrażliwych produktów została całkowicie wyłączona z liberalizacji handlu, w tym wieprzowina, pszenica, masło, sery oraz mleko w proszku.
Zdaniem prof. Kalinowskiego kluczowym problemem nie jest sama skala importu, lecz różnice w warunkach produkcji. – Europejski rolnik funkcjonuje w znacznie bardziej restrykcyjnym systemie. Obowiązują zakazy stosowania części pestycydów, hormonów wzrostu i antybiotyków. Dochodzą do tego wymogi Zielonego Ładu, normy środowiskowe i dobrostanowe. I to tutaj należy szukać realnego ryzyka – podkreśla.
Umowa przewiduje jednak mechanizmy ochronne, w tym normy sanitarne i fitosanitarne oraz możliwość kontroli każdej partii importowanej żywności. Produkty niespełniające europejskich standardów mogą zostać wycofane z rynku. – Każda partia może zostać skontrolowana. Produkt nie może być gorszej jakości niż ten wytwarzany w Unii Europejskiej – zaznacza ekspert.
Najpoważniejsze zagrożenie dotyczy – jego zdaniem – kwestii środowiskowych i dobrostanu zwierząt. – Istnieje ryzyko przenoszenia kosztów zewnętrznych poza Unię Europejską. Środki zakazane u nas mogą być stosowane w krajach MERCOSUR, nawet jeśli nie będą wykrywalne w końcowym produkcie trafiającym na europejski rynek – mówi. To właśnie różnice w standardach środowiskowych i dobrostanowych stanowią jego zdaniem najtrudniejszy element umowy i wymagają szczególnie uważnego nadzoru.
Z perspektywy pojedynczego rolnika porozumienie nie musi oznaczać bezpośrednich korzyści. Szansą może być natomiast rozwój produkcji wysokiej jakości oraz eksport produktów przetworzonych. – Rolnik zyskuje wtedy, gdy przestaje być wyłącznie producentem surowca. Wartość dodana powstaje na etapie przetwórstwa, konfekcjonowania i sprzedaży – podkreśla prof. Kalinowski. Jego zdaniem to właśnie w tym kierunku powinna ewoluować wspólna polityka rolna, wzmacniając spółdzielnie, kooperatywy i lokalne przetwórstwo. Bez tego europejskie rolnictwo w długim okresie pozostanie bardziej narażone na skutki globalnej konkurencji niż na samą umowę z MERCOSUR.