Czy publikowanie po angielsku jest warunkiem rozwoju polskiej humanistyki? Prof. Marek Węcowski z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że to źle postawione pytanie. Jego zdaniem większość badań humanistycznych na świecie ma charakter narodowy, a język jest w nich nie tylko narzędziem komunikacji, lecz także częścią samego przedmiotu badań
Czy jest sens pisać o polskiej kulturze po angielsku?
Prof. dr hab. Marek Węcowski, Wydział Historii Uniwersytetu Warszawskiego:
Oczywiście, że tak. Wszystko zależy od celu i tematu. Zanim jednak odpowiem wprost, chciałbym wygłosić krótkie, właściwie podwójne oświadczenie.
Po pierwsze, jak niemal każdy humanista mam pewien kompleks wobec nauk ścisłych i eksperymentalnych. Dlatego do rozmowy o publikowaniu i ocenianiu badań podchodzę z ostrożnością, bo wiem, jak niewiele wiem o tym, co dzieje się po drugiej stronie tego podziału. Mogę kompetentnie mówić przede wszystkim o własnej praktyce badawczej. I chciałbym, żeby ta zasada działała w obie strony, bo w Polsce często różne dziedziny próbują oceniać się nawzajem, nie rozumiejąc swojej specyfiki.
Po drugie, sam znajduję się raczej po tej „drugiej stronie”, bo zajmuję się starożytną Grecją, czyli dziedziną o charakterze globalnym. W związku z tym większość moich prac powstaje po angielsku, czasem po francusku, a niemal nigdy po polsku. Po polsku piszę głównie teksty popularnonaukowe. Ale to jest specyfika mojej dziedziny i w humanistyce stanowi ona zdecydowaną mniejszość.
Humanistykę można bowiem, w dużym uproszczeniu, podzielić na dwie części. Pierwsza to humanistyka globalna, zajmująca się zjawiskami interesującymi dla międzynarodowej publiczności albo funkcjonującymi globalnie. Druga to humanistyka o charakterze narodowym. I to ona stanowi zapewne 80–90 procent badań humanistycznych na świecie.
Podstawowa różnica polega na tym, że w humanistyce globalnej język jest przede wszystkim narzędziem komunikacji, a zatem można pisać po angielsku, francusku czy polsku. Natomiast w ogromnej części humanistyki język jest jednocześnie narzędziem badawczym i przedmiotem badań. Jeśli ktoś analizuje szczegółowe zjawiska polskiej literatury czy historii kultury, język polski jest częścią materiału badawczego. W takiej sytuacji naturalne jest, że główną publicznością tych badań będą czytelnicy posługujący się tym językiem. Tak jak większość naukowców uprawiających te badania.

To sytuacja wszystkich tych kultur, które w ciągu trzech ostatnich stuleci nie zdobyły sobie pozycji globalnej, jak literatura angielska, francuska, niemiecka, włoska, hiszpańska, czy do pewnego stopnia rosyjska. Tzw. “języki kongresowe”, z których dominuje ostatnio angielski, to po prostu przedłużenie pozycji literatury pięknej danej nacji. Historyk z obowiązku doda, że kolejnym wyjątkiem będą kultury i epoki dawniejsze, w których przedmiotem badania jest jakiś język ponadnarodowy, jak łacina czy greka starożytna. Dlatego właśnie badacz antyku albo średniowiecza, a także wczesnej epoki nowożytnej uprawia badania – technicznie, podkreślmy to – globalne.
Dlatego dyskusja o tym, czy polski humanista powinien pisać po angielsku, wydaje mi się w dużej mierze bezprzedmiotowa. Dotyczy pewnego wyobrażenia humanistyki, które niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
Jak duża jest dziś w polskiej humanistyce presja na publikowanie po angielsku?
Nie wiem, czy chodzi o sam język. Presja dotyczy raczej publikowania w wysoko punktowanych czasopismach i wydawnictwach, bo to przekłada się na system ewaluacji i finansowanie instytucji. W tym sensie to, czy tekst jest po angielsku, czy po polsku, bywa sprawą drugorzędną. Kluczowe jest to, gdzie się ukazuje.
Oczywiście w niektórych dziedzinach publikowanie po angielsku jest normą, ale nie decyduje ono samo w sobie o jakości badań. Dlatego wyobrażenie, że poprawimy poziom polskiej nauki, zmuszając wszystkich do pisania po angielsku, jest z mojego punktu widzenia nieporozumieniem.
Ale pojawia się argument: skoro tak mówimy, to sami przyznajemy, że pozostajemy na uboczu światowej kultury.
Nie, oczywiście że nie. Powinniśmy promować polską kulturę na świecie i tłumaczyć ją na inne języki. Wydaje mi się wręcz, że lepiej byłoby przeznaczać publiczne środki na tłumaczenie dobrej polskiej literatury niż na masowe tłumaczenie produkcji naukowej.
Trzeba też pamiętać, że dobra książka humanistyczna musi być dobrze napisana. W wielu językach, na przykład we francuskim, nie wystarczy poprawne tłumaczenie. Potrzebny jest świetny tłumacz, który stworzy tekst literacko przekonujący. Dlatego gdy chcę napisać książkę dla czytelnika wrażliwego na język, piszę ją po polsku.
Jak z tym problemem radzą sobie inne kraje, które również nie należą do globalnych centrów kultury?
Dobrym przykładem są Niderlandy. Tam stosunkowo wcześnie zaczęła się silna anglicyzacja edukacji. Kilkanaście lat temu pojawił się jednak szeroki ruch ponad podziałami politycznymi domagający się przywrócenia języka niderlandzkiego na różnych etapach kształcenia. Okazało się bowiem, że studenci potrafią napisać esej po angielsku, ale coraz gorzej radzą sobie z pisaniem we własnym języku. To pokazuje, jak złożone są te procesy.
Z drugiej strony są tematy, które mają z natury charakter globalny. Jeśli ktoś pisze o Bergmanie czy kinie Wajdy, naturalne jest, że powinien publikować także po angielsku. Natomiast w przypadku szczegółowych badań nad lokalnymi zjawiskami historii czy kultury ich naturalną publicznością są przede wszystkim czytelnicy w kraju.
Nie da się stworzyć globalnego zainteresowania tematem tylko dlatego, że napiszemy o nim po angielsku.
Czyli najpierw musi pojawić się zainteresowanie samym zjawiskiem, a dopiero potem sens publikowania dla międzynarodowej publiczności?
Oczywiście. Jeśli chcemy, żeby świat zainteresował się jakimś zjawiskiem polskiej kultury czy historii, musi ono najpierw zostać zauważone. Synteza historii Polski czy dziejów polskiej literatury może zainteresować zagranicznych czytelników, ale powstaje dopiero wtedy, gdy wcześniej ktoś napisał setki szczegółowych prac. A te szczegółowe badania bardzo często mają sens przede wszystkim w języku, którego dotyczą.
Dlatego powtarzam: dyskusja o języku publikacji jest w dużej mierze dyskusją pozorną. Jeśli chcemy poważnie rozmawiać o jakości polskiej nauki, musimy szukać rozwiązań gdzie indziej.