Nowe badanie pokazuje, że to przede wszystkim nadmiar spożywanych kalorii, a nie spadek aktywności fizycznej, odpowiada za globalny wzrost otyłości
Otyłość stała się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych XXI w. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia dotyczy dziś ponad miliarda osób, zabija rocznie cztery miliony, a jej częstość rośnie wraz z poziomem rozwoju gospodarczego. Przez dekady przyczyny tej tendencji przypisywano zarówno coraz bardziej kalorycznej diecie, jak i malejącemu poziomowi aktywności. Ale które z tych zjawisk ma większy wpływ?
Na to pytanie próbuje odpowiedzieć międzynarodowy zespół antropologów i epidemiologów, kierowany przez Amandę McGrosky z Elon University oraz Hermana Pontzera z Duke University. W badaniu, opublikowanym 14 lipca na łamach Proceedings of the National Academy of Sciences, przeanalizowano dane od ponad 4200 dorosłych z 34 zróżnicowanych społeczności, od łowców-zbieraczy i rolników z Boliwii, Kenii czy Syberii, po mieszkańców Stanów Zjednoczonych, Norwegii i Japonii.
Wyniki są jednoznaczne: głównym czynnikiem wzrostu masy ciała nie jest to, ile energii zużywamy, ale to, ile jej dostarczamy organizmowi w postaci jedzenia.
Jak to zmierzono?
Badacze wykorzystali tak zwaną metodę podwójnie znakowanej wody: precyzyjną technikę pozwalającą oszacować całkowity dzienny wydatek energetyczny (ang. Total Energy Expenditure, TEE) na podstawie izotopów wodoru i tlenu obecnych w moczu po spożyciu specjalnie oznakowanej wody. Umożliwiło to porównanie rzeczywistej liczby spalanych kalorii w różnych warunkach życia.
Dodatkowo zespół analizował skład ciała uczestników, w tym zawartość tłuszczu i beztłuszczowej masy ciała, a także podstawową przemianę materii (ang. Basal Energy Expenditure, BEE) i energię zużywaną na trawienie oraz aktywność fizyczną (ang. Activity Energy Expenditure, AEE). Populacje zostały też skategoryzowane według wskaźnika rozwoju społecznego , co pozwoliło na precyzyjne porównania między społeczeństwami o różnym stopniu uprzemysłowienia.
Spalamy mniej, ale to nie wyjaśnia otyłości
Badanie potwierdziło, że w krajach bardziej rozwiniętych ludzie rzeczywiście zużywają nieco mniej energii. Po uwzględnieniu masy ciała i wieku różnice wynosiły od 6 do 11 proc. Jednak, jak podkreśla McGrosky, te różnice są zbyt małe, by wyjaśnić znacznie wyższy poziom tkanki tłuszczowej w tych populacjach.
„Obniżenie podstawowej przemiany materii w społeczeństwach uprzemysłowionych może wynikać z mniejszej ekspozycji na patogeny, a co za tym idzie mniejszego zaangażowania układu odpornościowego” – wyjaśnia badaczka. To tylko hipoteza. Faktem pozostaje, że 90 proc. obserwowanej zależności między rozwojem gospodarczym a poziomem otyłości da się wyjaśnić poprzez nadmierne spożycie energii, nie poprzez mniejsze jej wydatkowanie.
Co ciekawe, populacje tradycyjne, takie jak Hadza z Tanzanii czy Tuwini z Syberii, miały wydatki energetyczne porównywalne, po korekcie biorącej pod uwagę masę ciała, z mieszkańcami USA czy Australii. Różnice między stylami życia nie przekładały się wprost na liczbę spalanych kalorii, co kwestionuje popularne przekonanie, że „siedzący tryb życia” sam w sobie odpowiada za epidemię otyłości.

Dieta, a nie brak ruchu
Zespół badawczy nie miał bezpośredniego dostępu do indywidualnych dzienników żywieniowych uczestników, ale w 25 populacjach dostępne były dane dotyczące udziału żywności ultraprzetworzonej w diecie. I to właśnie ten czynnik silnie korelował z poziomem tkanki tłuszczowej, nawet po uwzględnieniu takich zmiennych jak wiek, płeć, masa mięśniowa i ogólny wydatek energetyczny.
„To nie znaczy, że aktywność fizyczna nie jest ważna. Wręcz przeciwnie, ma ona udowodniony wpływ na zdrowie sercowo-naczyniowe, samopoczucie i długość życia” – zaznacza McGrosky w rozmowie z Science, dodając: „Jeśli jednak mówimy o samej otyłości, to głównym winowajcą jest nadmiar dostarczanej energii, a nie to, że za mało się ruszamy”.
Badanie nie pozwala na wskazanie konkretnych produktów lub składników, które w największym stopniu przyczyniają się do otyłości, ale autorzy sugerują, że istotne znaczenie mogą mieć: wysoka gęstość energetyczna, niska zawartość błonnika, łatwa przyswajalność oraz zaburzenie mechanizmów sytości, jakie mogą powodować produkty ultraprzetworzone. To one najczęściej dominują w diecie społeczeństw wysoko rozwiniętych.
Co to oznacza dla zdrowia publicznego?
Zebrane dane nie tylko kwestionują uproszczony podział: „otyłość = brak ruchu”, ale także wskazują, że współczesne systemy żywnościowe dostarczają znacznie więcej kalorii, niż organizm rzeczywiście potrzebuje, i to w formie łatwo przyswajalnej, taniej i długoterminowo dostępnej.
Nie wszystkie skutki tej zmiany są negatywne. Badacze zwracają uwagę, że dzięki lepszemu dostępowi do żywności ludzie w krajach rozwiniętych mają średnio wyższy wzrost i większą beztłuszczową masę ciała, co jest pozytywnym efektem poprawy odżywienia. Problem polega jednak na tym, że coraz większa część dostępnych kalorii pochodzi z żywności ubogiej w wartości odżywcze, za to bogatej w tłuszcze czy cukry.
Eksperci spoza zespołu badawczego, m.in. Jeff Goldsmith z Columbia University, chwalą rzetelność analizy: „Zastosowano bezpośrednie pomiary spalania kalorii i składu ciała, co pozwala na wyjątkowo trafne porównania między populacjami”. Jednocześnie niektórzy, jak Andrew Brown z University of Arkansas, ostrzegają przed nadmiernym uproszczeniem wniosków: „To badanie opiera się na modelowaniu i danych przekrojowych, więc trudno mówić o przyczynowości. Potrzebujemy dalszych badań nad mechanizmami apetytu, trawienia i regulacji wagi”.
Źródła:
- Amanda McGrosky, Amy Luke, Leonore Arab i in., Energy expenditure and obesity across the economic spectrum, PNAS, 14.07.2025, https://doi.org/10.1073/pnas.2420902122
Catherine Offord, New study blames diet, not physical inactivity, for obesity crisis, Science, 14.07.2025, https://www.science.org/content/article/new-study-blames-diet-not-physical-inactivity-obesity-crisis