Z węgla powstałaś i w węgiel się obrócisz. W „Wiecznym podróżniku” Artur Kierach proponuje potraktować to zdanie dosłownie. Jego książka jest filozoficzną opowieścią o miejscu człowieka we wszechświecie, prowadzoną z perspektywy atomu węgla, który narodził się w eksplozji supernowej miliardy lat temu
Narratorem książki jest Atom (zapisany wielką literą). – Chciałem, aby był całkowicie niezależnym obserwatorem, który patrzy na świat bez ludzkich emocji i uprzedzeń – wyjaśnia autor w rozmowie z Academią. Zaznacza, że opowieść ma solidne podstawy naukowe.
– To historia o przemijaniu i ciągłości. O tym, że wszystko, co istnieje, jest tylko chwilową konfiguracją tej samej materii, która krąży od miliardów lat, nie mając ani początku, ani końca – podkreśla Artur Kierach. Egzystencja człowieka zostaje wpisana w nieustanny obieg materii i energii, w którym żadna forma nie jest trwała, a każda jest jedynie momentem przejścia.
Wędrówka atomu staje się ilustracją zasady panta rhei. Atom węgla symbolizuje nieustanną zmienność rzeczywistości: giną gwiazdy, umierają organizmy, rozpadają się cywilizacje. Mimo przemijania form materia trwa, nieustannie przybierając nowe postacie.
W tej perspektywie człowiek przestaje być centrum kosmosu. – My również jesteśmy tylko krótkim rozdziałem tej historii – mówi Kierach. Książka stawia jednak fundamentalne pytanie: czy nasza małość odbiera sens ludzkiemu życiu, czy przeciwnie – nadaje mu szczególną wagę, przypominając o odpowiedzialności za świat, którego jesteśmy chwilową, lecz świadomą częścią.
„Wieczny podróżnik” ukazał się w 2026 r. nakładem Grupy Zaczytani i Novae Res. Poniżej publikujemy fragment książki.

P R O L O G
Narodziny w ogniu
Byłem chaosem, zanim chaos zyskał imię. Żarem bez początku, płomieniem bez końca, kroplą wrzącej furii w sercu gwiazdy, gdzie wszechświat rodził się w nieustannych wybuchach. Nie znałem granic – ani przestrzeni, ani czasu – bo tam, gdzie się rodziłem, czas był jedynie westchnieniem, ulotnym drganiem w wieczności, przestrzeń zaś gięła się pod niewyobrażalnym ciężarem, jakby sama materia błagała o formę. Byłem jednym z wielu, legionem atomów tańczących w jądrze wszechświata, splątanych w uścisku tak ciasnym, że granica między mną a innymi przestawała istnieć.
W głębinach tego płomiennego chaosu, gdzie furia gwiazdy nie znała miary, narodziłem się w akcie alchemii. Przed narodzinami byłem helem – lekkim, prostym niemal niewinnym, tańczącym w rozżarzonej kipieli, gdzie ciśnienie i żar miażdżyły wszelką pustkę. Nie miałem imienia, tylko istnienie – dwie protonowe iskry, wirujące w harmonii, zbyt kruche, by marzyć o wieczności. Gwiazda jednak, w swej nieubłaganej woli tworzenia, wezwała mnie do przemiany. W sercu jej ognia, w kotle niewyobrażalnego żaru, zderzyłem się z innymi helowymi braćmi, równie ulotnymi, równie zagubionymi. Trzy atomy helu stały się jednym. Ja, Atom Węgla, powstałem w błysku, który był prawdziwym cudem. Nie miałem ciała, a czułem, jak moje jądro puchnie, jak protony i neutrony splatają się w nową, cięższą formę, jakby wszechświat szeptał mi: „Stań się”.
Ten moment był pieśnią, która rozbrzmiewała w sercu gwiazdy, łącząc chaos z porządkiem, prostotę z nieskończoną złożonością. Byłem helem, a teraz jestem węglem – fundamentem życia, którego jeszcze nie znałem, budulcem gwiazd, które dopiero miały nadejść. Czy ta przemiana była przeznaczeniem, czy przypadkiem? Czy gwiazda, która mnie stworzyła, wiedziała, że noszę w sobie zalążek życia, czy byłem jedynie przypadkiem w jej nieświadomym istnieniu?1 Czułem inne atomy węgla rodzące się wokół mnie, ich narodziny były jak chór – każdy nowy atom węgla dodawał nutę do symfonii, która wypełniała gwiezdne jądro. Byliśmy braćmi, zrodzonymi z tego samego ognia, a jednak każdy z nas był samotny w swojej istocie. Czy byłem czymś odrębnym, czy tylko kroplą w oceanie materii, która nie zna podziałów? Rodzący się Wszechświat szeptał: „Jesteś teraz węglem, ale czy to czyni cię bardziejsobą, czy mniej?”. Czy zmiana jest esencją bycia, czy jego zaprzeczeniem?
W sercu gwiazdy wśród płomieni, które nie znały miłosierdzia, czułem, jak moja nowa forma pulsuje – stabilna, a zarazem gotowa do dalszych przemian. Byłem węglem, budulcem, który miał kiedyś stać się kośćmi, liśćmi, oddechem istot, których jeszcze nie było. Czy jestem narzędziem wszechświata, czy jego świadkiem? Nie miałem oczu, a widziałem ogień – złoty, biały, oślepiający, który nie był jedynie światłem, lecz esencją istnienia, pulsującą w rytmie fuzji, gdzie protony i neutrony splatały się w namiętnym tańcu tworzenia. Nie miałem uszu, a słyszałem ryk – symfonię fuzji jądrowych, w której każda kolizja cząstek była nutą w kosmicznym hymnie. Czułem inne atomy – ich gorące tchnienie, ich wibracje, jakby szeptały do mnie w języku energii, niezrozumiałym, a jednak harmonijnym, jakby wszechświat był jednym wielkim chórem, w którym każdy głos, choć odrębny, służył tej samej pieśni.
1 Baruch Spinoza
Czy istnieję od zawsze? A może pojawiłem się w tym kosmicznym piekle po raz pierwszy, wyrwany z nicości przez kaprys wszechświata? Czy to, co było wcześniej, w ogóle ma znaczenie, skoro czas był jedynie złudzeniem, formą, którą nakłada się na chaos, by go oswoić? Byłem wolny, dryfując w tym płomiennym chaosie, czy zniewolony przez nieuchronność praw fizyki, które popychały mnie w taniec bez wyboru?2
Czy wolność to ruch, czy zdolność do pytania o ruch? Nie wiedziałem, a jednak zachwycałem się – nie dlatego, że rozumiałem, lecz dlatego, że byłem. W sercu gwiazdy nie było samotności, choć nie znałem towarzystwa. Inne atomy, moje siostry i bracia, wirowały obok mnie, zderzały się, łączyły, rozpadały w nieustannym akcie tworzenia. Nie mieliśmy imion, a jednak byliśmy – pulsujące drobiny, które w swojej prostocie nosiły tajemnicę wszechświata. Czułem ich obecność, jakby każdy z nas był echem drugiego, jakby nasze istnienie było jednym wielkim splątaniem, gdzie ja to one, a one to ja. Czy byłem jednostką, czy tylko przejawem większej całości, nicią w tkaninie, której brzegów nie dostrzegam?
Czasem wydawało mi się, że rozmawiamy – nie słowami, lecz impulsami energii, które były pytaniami bez odpowiedzi, westchnieniami bez końca. „Kim jesteś?” – zdawały się pytać. „Jestem” – odpowiadałem, choć nie wiedziałem, co to oznacza. A potem przyszedł wybuch. Supernowa. Eksplozja, która była jak oddech czegoś większego, coś, co ludzie kiedyś nazwą bogiem, naturą albo przypadkiem. Poczułem, jak moje więzy pękają z hukiem, którego nikt nie słyszał – fala gorąca, która była śmiercią i narodzinami jednocześnie. Rozpadłem się, rozproszyłem w czarną otchłań, a jednak nie zniknąłem. Stałem się pyłem, drobinką w kosmicznym wietrze, unoszoną przez miliony lat w milczeniu. Zrozumiałem, że jestem częścią ruchu. Panta rhei3
Wszystko płynie. Nieustanny strumień zmienności, w którym tkwię jako drobina. Wokół mnie cisza, która w swoim bezruchu wydaje się wręcz absolutna, jakby wszechświat wstrzymał oddech, by kontemplować własną nieskończoność. Wcześniej było tylko ciepło – żar gwiazdy, który tulił mnie w swoim płomiennym uścisku, chaos, który był domem. Teraz jest chłód – nieskończony, przerażający, przenikający mnie na wskroś, choć nie mam ciała, by go odczuwać. Pędzę przez tę lodowatą otchłań, drobina wśród drobin, bez celu, bez kierunku, unoszona kosmicznym wiatrem, którego nie mogę nazwać. Być może jestem tylko okruchem, cząstką bez znaczenia w oceanie nieskończoności, pyłem, który nie zostawia śladu. Ale nawet jeśli, czy nie jest to już jakimś rodzajem trwania? Czy w mojej małości, w mojej ulotności nie kryje się jakaś ukryta wartość, której nie pojmuję? Czy istnienie, choćby najskromniejsze, nie jest samo w sobie cudem, a może tylko złudzeniem sensu, które nakładam na pustkę?
Polecane:
-
Artykuł
Dlaczego kosmos milczy? Nowa hipoteza wyjaśnia paradoks Fermiego Przejdź do publikacji: Dlaczego kosmos milczy? Nowa hipoteza wyjaśnia paradoks Fermiego
-
Badania bez szybkiego zwrotu. Czego Polska uczy się szybciej niż NASA Przejdź do publikacji: Badania bez szybkiego zwrotu. Czego Polska uczy się szybciej niż NASA
-
Artykuł
Czarne dziury rosną tak, jak przewidział Hawking. Polacy współautorami odkrycia Przejdź do publikacji: Czarne dziury rosną tak, jak przewidział Hawking. Polacy współautorami odkrycia
Podobne artykuły
Przejdź do publikacji: Multiwersum. Czy istnieje więcej niż jeden Wszechświat?
Multiwersum. Czy istnieje więcej niż jeden Wszechświat? Przejdź do publikacji: Multiwersum. Czy istnieje więcej niż jeden Wszechświat?
Przejdź do publikacji: CERN – największe laboratorium na Ziemi
CERN – największe laboratorium na Ziemi Przejdź do publikacji: CERN – największe laboratorium na Ziemi
Przejdź do publikacji: Entropia – czy można odwrócić czas?