Rzeka SMS-a z ostrzeżeniem, że dzieje się coś złego nie wyśle, ale może zmienić kolor i zapach. Zmienia się też to, co w niej żyje. Rolą naukowców jest te sygnały odczytać, zanim będzie za późno
18 września to Światowy Dzień Monitoringu Wody.
Monitoring działa trochę jak badanie krwi u pacjenta. W próbce wody można wykryć wszystko: od nadmiaru azotanów, przez zasolenie, aż po ślady pestycydów. Jednak – jak podkreślają eksperci – wyniki laboratoryjne to tylko połowa prawdy.
„Monitoring wód nie jest celem samym w sobie, lecz podstawowym instrumentem zarządzania zasobami naturalnymi. To system wczesnego ostrzegania, który pozwala identyfikować pierwsze symptomy degradacji ekosystemów wodnych, zanim przyjmą one nieodwracalny charakter” – mówi dr hab. Agnieszka Kolada z Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego (IOŚ-PIB).
Dlatego badacze patrzą także pod powierzchnię – sprawdzają, jakie gatunki ryb, roślin i drobnych organizmów żyją w wodzie. Jeśli zanika delikatna roślinność, a zastępują ją odporne gatunki „chwastów wodnych”, to jak gorączka u człowieka – sygnał, że organizm walczy z chorobą.

Odrzańska lekcja
O tym, jak ważne są takie badania, Polska boleśnie przekonała się w 2022 r. Katastrofa na Odrze – miliony martwych ryb i dramat lokalnych społeczności – pokazała, że brak szybkiej reakcji i systemowych badań kosztuje bardzo dużo. Eksperci z IOŚ-PIB, w tym dr Kolada, wskazali na nadmierne zasolenie i sprzyjające temu warunki klimatyczne jako głównych winowajców.
Była to mocna lekcja: monitoring nie może być traktowany jak tabelka w raporcie. Musi być narzędziem reagowania w czasie rzeczywistym – ostrzegać przed katastrofami ekologicznymi, a nie opisywać je post factum.
Biologia ważniejsza niż chemia
Jeszcze dwie dekady temu monitoring wód sprowadzał się głównie do badań chemicznych: ile azotu, ile fosforu, jakie stężenie metali ciężkich. Dziś wiadomo, że równie istotne są tzw. elementy biologiczne – czyli to, kto w wodzie żyje i w jakiej kondycji.
„Największą siłą monitoringu jest jego długofalowość. Systematyczne obserwacje umożliwiają nie tylko identyfikację zmian w ekosystemach wodnych, ale także formułowanie prognoz dotyczących kierunku tych procesów” – wyjaśnia dr Kolada. W praktyce oznacza to żmudne liczenie planktonu, oceny populacji ryb, a czasem nawet analizę owadów wodnych.
To nie są dane „na półkę”. To one decydują, czy w danym regionie można bezpiecznie korzystać z wody, czy konieczne są inwestycje w oczyszczalnie, czy też trzeba zmienić sposób gospodarowania gruntami.
Społeczny stetoskop
Monitoring nie kończy się na pracy laboratoriów. Coraz częściej angażuje się w niego także mieszkańców. W ramach Światowego Dnia Monitoringu Wody – obchodzonego co roku 18 września – w wielu krajach uczniowie i lokalne stowarzyszenia uczą się prostych metod oceny jakości rzek i jezior.
W Polsce przykładem jest ŻABA, czyli Żeglarska Akcja Badania Akwenów. Żeglarze zbierają próbki i dane, a naukowcy z IOŚ-PIB pomagają je analizować.
Dzięki temu monitoring staje się nie tylko obowiązkiem naukowców, ale i społeczną przygodą. Woda z kranu przestaje być anonimowa – wiemy, skąd płynie i w jakiej jest kondycji.
Klimat jako nowy pacjent
Na ekosystemy wodne coraz silniej oddziałuje kryzys klimatyczny. W Polsce średnia temperatura wzrosła już o 2 st. C. względem epoki przedindustrialnej, co oznacza coraz częstsze fale upałów, niższe poziomy rzek i susze. Według danych IMGW w latach 2015-2020 susze obejmowały nawet 70 proc. powierzchni kraju.
Takie zjawiska wyraźnie widać w danych z monitoringu: spadające poziomy wód gruntowych, przesuszone jeziora, coraz częstsze zakwity sinic. Jednocześnie w czasie nawalnych deszczy rzeki odnotowują rekordowe wezbrania. Susze i powodzie działają jak rozbujane wahadło – coraz szybsze i trudniejsze do zatrzymania.
Bez systematycznego monitoringu instytucje odpowiedzialne za gospodarkę wodną byłyby pozbawione narzędzi wczesnego reagowania – to jak leczenie pacjenta bez stetoskopu i badań krwi.

Dlaczego to się opłaca
Woda to jeden z najcenniejszych zasobów. Jej brak – albo jej zły stan – to problem nie tylko dla środowiska, ale także dla rolnictwa, energetyki, turystyki czy zdrowia ludzi. Dlatego Unia Europejska już w 2000 r. przyjęła Ramową Dyrektywę Wodną, zobowiązującą wszystkie państwa członkowskie, w tym Polskę, do osiągnięcia dobrego stanu wód.
Na razie wyniki są mieszane. Według danych GIOŚ tylko około 30 proc. polskich rzek i 40 proc. jezior osiąga dobry stan ekologiczny. Raport Najwyższej Izby Kontroli z 2025 r. wskazuje, że ponad połowa jednolitych części wód w Polsce wciąż pozostaje w stanie „słabym” lub „złym”.
To właśnie dlatego systematyczny monitoring – jak mówią eksperci – jest fundamentem każdej poważnej polityki środowiskowej.
Źródła:
– Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy, „Monitoring rzek i jezior stanowi diagnozę środowiska” (2025)
– Raport Najwyższej Izby Kontroli „Zły stan wód w Polsce” (2025)
– Ramowa Dyrektywa Wodna UE (2000/60/WE)
– Wstępny raport zespołu ds. sytuacji na rzece Odrze, IOŚ-PIB (2022)
– IMGW-PIB, „Klimat Polski 2023”
W próbce wody można wykryć wszystko: od nadmiaru azotanów, przez zasolenie, aż po ślady pestycydów.