Źródło: Zamek Królewski na Wawelu, autor: Jeremi Dobrzański

Zaginęła w czasie wojny i przez dekady nie było po niej śladu. Aż pewnego dnia pojawiła się w ofercie znanego antykwariusza. Tak zaczęła się historia odzyskania królewskiej taszki z Kórnika — jednej z najcenniejszych pamiątek po Michale Korybucie Wiśniowieckim

Sakwa ze skóry i aksamitu ozdobiona złoconym brązem należała do zbiorów Biblioteki Kórnickiej PAN od 1868 r. i była częścią reprezentacyjnego oporządzenia konnego króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. – Dopełniała królewski rząd koński przechowywany na zamku w Kórniku i była prawdziwą perłą naszych zbiorów militarnych – mówi Academii dyrektorka Biblioteki, dr hab. Magdalena Biniaś-Szkopek.

10 września 1939 r. zamek w Kórniku zajęły wojska niemieckie, a zbiory skonfiskowano. Trzech pracowników rozstrzelano. W 1943 r. rząd koński wraz z taszkami przewieziono na wystawę do Kaiser Friedrich Museum Posen. Właśnie wtedy jedna z sakiew zaginęła.

– W powszechnej świadomości funkcjonuje przekonanie, że Biblioteka Kórnicka uniknęła poważnych strat. Rzeczywiście, w porównaniu z instytucjami z Poznania czy Warszawy skala zniszczeń była mniejsza. Mimo to lista wciąż poszukiwanych obiektów wciąż jest bardzo długa – podkreśla dyrektorka.

Po wojnie część zbiorów odnaleziono w Dreźnie, m.in. dzięki pracy kustoszki Józefy Orańskiej. – Po powrocie z obozu zaczęła tropić nasze zabytki ukryte w magazynach, razem z arrasami wawelskimi. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że brakuje jednej taszki – opowiada Biniaś-Szkopek.

Siodło z jedną sakwą wróciło do Polski już w 1946 r. Znacznie dłużej trwała sprawa depozytów przechowywanych w Kanadzie. – Odmawiano nam ich zwrotu przez ponad 15 lat. Kanada tłumaczyła to tym, że w Polsce rządzi komunistyczna władza i nie ma komu ich oddać – mówi dyrektorka. 

Dopiero w 1961 r. do Gdyni przypłynął transport z arrasami i innymi zabytkami. – Arrasy przyćmiły to, co wróciło do Kórnika, a przecież wśród tych obiektów były naprawdę wyjątkowe rzeczy: nasze siodło i karacenowa zbroja husarska. W Polsce zachowały się tylko dwie takie zbroje – dodaje Biniaś-Szkopek.

Zaginiona taszka na dziesięciolecia zniknęła z pola widzenia badaczy. Dopiero w 2013 r. na Wawelu pojawił się znany antykwariusz, oferując do sprzedaży „magnacką taszkę z przełomu XVII i XVIII w.” Sakwa była obita czerwonym aksamitem i zdobiona złoconym brązem. Antykwariusz twierdził, że reprezentuje właścicielkę z Wiednia. Ówczesny dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu, prof. Andrzej Betlej, nabrał podejrzeń. – Przejrzał stare katalogi i odnalazł tam opis taszki z Kórnika. Zabezpieczył obiekt i powiadomił prokuraturę, ministerstwo oraz nas – relacjonuje Biniaś-Szkopek.

Rozpoczęło się śledztwo. Bronioznawcy szybko potwierdzili, że odnaleziona sakwa jest niemal identyczna jak ta przechowywana w Kórniku. – Takich przedmiotów nie wykonywano masowo. Powstawały indywidualnie, zawsze w kompletach. To był bardzo mocny argument, że chodzi o naszą stratę wojenną – mówi dyrektorka.

Prokuratura zażądała jednak dodatkowych dowodów. W krakowskim Instytucie Kryminalistyki wykonano serię specjalistycznych zdjęć, które ujawniły ślady celowej ingerencji przy dawnym numerze inwentarzowym. – Widać było, że wytarcia nie są naturalne, lecz celowo wykonane dokładnie w miejscu, gdzie powinien znajdować się numer – opowiada Biniaś-Szkopek.

Decydujący okazał się zestaw ponad 700 zdjęć w podczerwieni i nadfiolecie wykonanych przez specjalistę z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – Po scaleniu ujęć udało się odczytać zatarte oznaczenie: litery MK i cztery cyfry. Trzy były czytelne, jedną zrekonstruowano na podstawie numeru na bliźniaczej taszce. To przesądziło sprawę – wyjaśnia dyrektorka.

Mimo jednoznacznych dowodów negocjacje trwały jeszcze 11 lat. – Właścicielka ostatecznie zgodziła się przekazać taszkę Skarbowi Państwa. Taką mamy oficjalną wersję – mówi Biniaś-Szkopek. 21 listopada 2025 r. na Wawelu odbyła się uroczystość przekazania sakwy.

– Udało nam się odzyskać już ponad 800 obiektów zrabowanych podczas i po wojnie. Taszka to kolejny element naszej historii i naszej pamięci – mówiła podczas wydarzenia ministra kultury Marta Cienkowska. Dla zespołu Biblioteki Kórnickiej był to moment szczególny. – Przywiozłam taszkę późnym wieczorem. Pracownicy od razu przyszli ją zobaczyć. Chcieli być świadkami tej chwili. To było naprawdę wzruszające – opowiada Biniaś-Szkopek.

Powrót taszki skłania też do refleksji nad powojenną pamięcią. – Nie jesteśmy w stanie przywrócić do życia ludzi, którzy tu pracowali i zostali zabici. Ich już nie odzyskamy. Możemy ocalić tylko obiekty. Dlatego każda restytucja ma dla nas znaczenie symboliczne – podkreśla dyrektorka.

Co dalej? Wciąż brakuje strzemion i ogłowia z królewskiego rzędu. – Nie mamy żadnych tropów, ale liczę na digitalizację i coraz większą liczbę otwartych baz danych. To ogromna szansa na nowe odkrycia – mówi Biniaś-Szkopek.

Biblioteka przygotowuje obecnie konserwację całego rzędu. Po zakończeniu prac siodło wróci na stałą ekspozycję w sali mauretańskiej.

Już od 14 lutego obiekt będzie można oglądać po raz pierwszy w komplecie. Zwiedzający zobaczą też nowo zakupioną kolekcję dokumentów królewskich. – A w przyszłym roku świętujemy podwójny jubileusz: 200-lecie Biblioteki i 600-lecie zamku. To będzie naprawdę wyjątkowe wydarzenie – zapowiada Biniaś-Szkopek.

Przejdź do treści