Wersja beta aplikacji

Pałac Staszica w Warszawie – klasycystyczna siedziba Polska Akademia Nauk przy ul. Nowy Świat 72–74. Fot. Tilman2007 / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0).

Nowa ustawa o PAN ma uporządkować relacje między władzami Akademii a instytutami, wzmocnić głos pracowników i ułatwić wspólne występowanie wobec państwa. Dr hab. Grzegorz Marzec, dyrektor Instytutu Badań Literackich PAN i przewodniczący Zgromadzenia Dyrektorów Instytutów Naukowych PAN, przekonuje jednak, że reforma bez poprawy finansowania nie wystarczy

Academia: Na jakim etapie są prace nad nową ustawą o PAN?

Dr hab. Grzegorz Marzec: Niedawno w Rządowym Centrum Legislacji pojawił się raport z konsultacji projektu, a kilka dni temu ministerstwo skierowało do Stałego Komitetu Rady Ministrów wniosek o jego możliwie szybkie rozpatrzenie. Zakładam więc, że jeśli projekt trafi do Komitetu jeszcze we wrześniu, w październiku powinien znaleźć się na biurku marszałka Sejmu. To oznaczałoby, że na przełomie listopada i grudnia mógłby trafić do podpisu prezydenta.

Myślę, że całe środowisko Akademii trzyma kciuki za ten projekt. Po 2010 roku różne propozycje zmian nazywano „projektami środowiskowymi”, ale w mojej ocenie nigdy nie były nimi w pełnym znaczeniu tego słowa. Ten projekt rzeczywiście taki jest – i tu kieruję swoje podziękowania do wszystkich stron “okrągłego stołu”.

Powstał mianowicie pod egidą ministerstwa, przy pełnym udziale władz Akademii, reprezentacji dyrektorów instytutów oraz organizacji związkowych. To nie zawsze były łatwe rozmowy, bo każdy przychodził z własnymi założeniami, ale odbywały się w atmosferze wzajemnego szacunku i ze świadomością wspólnego celu.

Dyskusję nad projektem toczono również na forum Zgromadzenia Ogólnego PAN. Pamiętam, że prof. Konrad Osajda, przewodniczący Rady Kuratorów Wydziału I PAN, zasugerował wtedy, aby zespół podjął równolegle prace nad rozporządzeniami wykonawczymi do ustawy. Ministerstwo tę sugestię przyjęło. To pokazuje, że prace nad reformą miały rzeczywiście szeroki, środowiskowy charakter.

Po co w ogóle ta reforma? 

Obecna ustawa weszła w życie 16 lat temu. To może nie brzmi jak odległa przeszłość, ale w przypadku prawa regulującego funkcjonowanie tak dużej instytucji jest to szmat czasu. W międzyczasie rzeczywistość zweryfikowała część przyjętych wtedy założeń. W 2018 roku przeprowadzono również wielką reformę nauki i szkolnictwa wyższego. Instytuty PAN zostały objęte częścią jej rozwiązań, ale sama ustawa o Akademii nie została do tej nowej rzeczywistości odpowiednio dostosowana.

Mogę podać przykład, który odnosi się do codzienności instytutów. Otóż jednym z najbardziej doniosłych wydarzeń było przyznanie im w 1997 roku osobowości prawnej. To miało fundamentalne znaczenie. Trzeba pamiętać, że jesteśmy zwykle jednostkami stosunkowo małymi w porównaniu z uniwersytetami czy dużymi wydziałami uczelni. Ma to wady, ale daje nam też elastyczność. Kiedy pojawiają się nowe kierunki badań, możemy reagować szybciej.

Do instytutów przyszło też nowe pokolenie badaczy, często z doświadczeniami zdobytymi za granicą, z nowymi pomysłami i sposobami prowadzenia badań. No i otworzył się rynek grantów, zwłaszcza europejskich. Te rzeczy się połączyły i dały instytutom nową energię. 

Z czasem ujawniły się jednak problemy, których obecna ustawa nie rozwiązuje. Każdy instytut na swój sposób mierzy się z własnymi problemami prawnymi, organizacyjnymi czy finansowymi. Bywało, że dyrektor dzwonił do znajomego dyrektora i pytał: „Jak wy sobie z tym poradziliście?”. Potrzebny był bardziej systemowy sposób współpracy zarówno między samymi instytutami, jak i instytutami i Akademią.

Jedną z najważniejszych zmian ma być wzmocnienie Zgromadzenia Dyrektorów. Co to właściwie zmieni?

W 2024 roku, na mocy nowego statutu Akademii, powstało Zgromadzenie Dyrektorów Instytutów Naukowych jako ciało doradcze prezesa PAN. Dwa lata jego funkcjonowania pokazały, że bardzo tego brakowało. Zyskaliśmy miejsce, w którym, przy wsparciu prezesa PAN, możemy wspólnie szukać rozwiązań problemów prawnych, formalnych czy organizacyjnych. Powstał też znacznie bardziej bezpośredni kanał komunikacji z władzami Akademii, ministerstwem czy parlamentem.

Projekt ustawy wykonuje teraz kolejny krok: Zgromadzenie Dyrektorów ma się stać jednym z organów Akademii. To nada reprezentacji instytutów zupełnie inną rangę.

Nie chodzi przy tym o ograniczanie ich samodzielności, ale o to, żeby 70 instytutów nie musiało za każdym razem osobno przebijać się ze swoimi problemami. Jeśli pewna kwestia dotyczy wielu jednostek, powinna być przedstawiana wspólnie i rozwiązywana na poziomie całej Akademii albo w rozmowie z państwem.

Czy reforma sprawi, że PAN stanie się bardziej spójną instytucją?

Z taką myślą ta ustawa była pisana. Konstrukcja Akademii wynika z historii i nie jest prosta także pod względem prawnym. Mamy korporację uczonych, instytuty i komitety naukowe. Pamiętam projekty, które próbowały ten system bardzo radykalnie ujednolicić. Moim zdaniem zbyt radykalnie. Obecna ustawa idzie inną drogą: ma lepiej połączyć elementy, które już istnieją, i stworzyć między nimi sprawniejsze mechanizmy współpracy. Przykładowo to, że funkcja dziekana wydziału będzie zapisana w ustawie, powinno wzmocnić współpracę na linii instytuty-korporacja PAN.

Instytuty w pełni zachowują osobowość prawną i finansową. Jednocześnie relacje wewnątrz Akademii i jej kontakty z uczelniami, ministerstwem czy innymi instytucjami państwa powinny stać się bardziej uporządkowane.

Finansowanie było w ostatnich miesiącach jednym z głównych tematów protestów środowiska PAN. Co sama ustawa może tu zmienić?

Od wejścia w życie reformy szkolnictwa wyższego słyszeliśmy w zasadzie ten sam komunikat: pieniędzy nie będzie, dopóki się nie zreformujecie. Jeżeli więc obecna reforma wejdzie w życie, będziemy mogli powiedzieć: dokonaliśmy zmian, teraz musi się zmienić również sposób finansowania Akademii.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przeprowadzamy wyłącznie zmiany formalnoprawne bez zapewnienia im odpowiedniego zaplecza finansowego. W instytutach naprawdę bardzo dużo się dzieje, a nie może być tak, że prosimy się o środki na zupełnie podstawowe potrzeby.

W tym roku po raz pierwszy udało się uzyskać dodatkowe pieniądze związane ze wzrostem minimalnego wynagrodzenia za pracę. To pokazuje, że wspólne występowanie instytutów i prezesa PAN może przynosić efekty. Jednocześnie ze strony ministerstwa jest duża wola rozmów i otwartość na nasze sprawy.

Jednym z konkretnych zapisów są też trzynastki dla pracowników PAN. 

Uważam je za wyrównanie wieloletniej niesprawiedliwości. Wynagrodzenia w wielu instytutach PAN są bardzo niskie. Tymczasem koszt trzynastek dla wszystkich pracowników Akademii to niewiele ponad 100 mln zł. Nie jest to moim zdaniem wydatek, na który państwa polskiego nie stać. To rozwiązanie, którego bardzo chcieli zarówno dyrektorzy i związki zawodowe, jak i władze Akademii.

Widzę w dokumentach publikowanych przez Rządowe Centrum Legislacji pewien opór Ministerstwa Finansów wobec tego rozwiązania. Jako dyrektor, ale też po prostu pracownik sektora nauki, tego oporu nie rozumiem. Mam jednak sygnały, że sprawa powinna zakończyć się pozytywnie, tym bardziej że jest to postulat mocno wspierany przez resort nauki.

Ministerstwo mówiło o historycznym kompromisie. A kompromis oznacza zwykle, że każda ze stron z czegoś rezygnuje. Co było najtrudniejsze?

Jeśli chodzi o sprawy korporacji Akademii, jako dyrektorzy od początku uznawaliśmy autonomię prezesa i władz PAN oraz samej korporacji w decydowaniu o własnym funkcjonowaniu. Pamiętam dyskusję w zespole ministerialnym, kiedy przedstawiano między innymi nowe zasady działania korporacji czy zmiany statusu członków Akademii. Powiedzieliśmy wtedy jako dyrektorzy, że jeżeli rozwiązania te nie dotyczą bezpośrednio instytutów, nie zamierzamy ingerować w prawo korporacji do samostanowienia.

Oczywiście nasze propozycje dotyczące instytutów musiały z kolei być oceniane przez prezesa i władze Akademii, bo prezes PAN sprawuje ustawowy nadzór nad całością. 

Nie patrzyłbym więc na to w kategoriach tego, kto co stracił. Ważniejsze jest to, że udało się określić, gdzie poszczególne części Akademii powinny mieć względną autonomię, a gdzie potrzebne są reguły wspólne.

A co ustawa zmieni z punktu widzenia samych pracowników instytutów?

Są choćby rozwiązania, na których bardzo zależało związkom zawodowym. Jednym z nich są zmiany w radach naukowych instytutów. Pojawi się w nich reprezentacja związków, a więc sprawy pracownicze będą mogły być bezpośrednio podnoszone na forum rady.

To ważne, bo nie jest wyjątkową sytuacja, w której pracownicy niebędący członkami rady – zarówno naukowi, jak i nienaukowi – mówią, że nie wiedzą, co dzieje się w instytucie. Najważniejsze kwestie omawia się podczas posiedzeń rady naukowej, ale informacja nie zawsze trafia potem do całej załogi.

Ustawa wprowadza również obowiązek spotkań dyrekcji z pracownikami przynajmniej dwa razy w roku. W swoim instytucie robię to już od dawna, ale teraz taki mechanizm ma zostać zapisany w prawie.

Pojawią się także rzecznicy pracowników i mediatorzy. To mają być dodatkowe zabezpieczenia na wypadek konfliktów i trudnych sytuacji wewnątrz instytucji.

Wyobraźmy sobie młodego naukowca, który za trzy lata zaczyna pracę w jednym z instytutów PAN. Co dzięki tej reformie powinno wyglądać inaczej?

Przede wszystkim mam nadzieję, że będzie pracował w lepszych warunkach finansowych, ale chciałbym też, żeby trafił do instytucji jeszcze sprawniej zarządzanej, w której problemy prawne czy organizacyjne można rozwiązywać szybciej i w której pracownik ma większe poczucie, że wie, co się wokół niego dzieje.

Ustawa zawiera też rozwiązania, które nie są obowiązkowe, ale mogą dać instytutom nowe impulsy. Jednym z nich jest możliwość utworzenia międzynarodowego komitetu doradczego. Oczywiście już dzisiaj nic nie zabrania powołania takiego ciała i w niektórych instytutach takie komitety istnieją. Sam fakt wpisania tej możliwości do ustawy może jednak zachęcić kolejnych dyrektorów do ich tworzenia.

Dotyczy to także instytutów humanistycznych. Mamy szeroką współpracę międzynarodową i wielu partnerów zagranicznych. W Instytucie Badań Literackich powołanie takiego komitetu nie byłoby problemem nawet dzisiaj.

Chciałbym więc, żeby za kilka lat młody człowiek przychodzący do instytutu PAN widział organizację jeszcze nowocześniejszą, sprawniej działającą i lepiej przygotowaną do prowadzenia badań, a jednocześnie taką, która zachowuje to, co jest największą zaletą instytutów: ich samodzielność, elastyczność i zdolność szybkiego reagowania na nowe wyzwania badawcze.

Dr hab. Grzegorz Marzec – literaturoznawca, profesor Instytutu Badań Literackich PAN, którym kieruje od 2022 roku; w 2026 roku rozpoczął drugą kadencję jako dyrektor. Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, doktorat obronił w 2007 roku na podstawie rozprawy poświęconej eseistyce Jarosława Marka Rymkiewicza. Zajmuje się teorią pamięci kulturowej i ekonomią kultury, jest m.in. autorem książki Ekonomia pamięci (2016). W lipcu 2026 roku został wybrany przewodniczącym Zgromadzenia Dyrektorów Instytutów Naukowych PAN.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przeprowadzamy wyłącznie zmiany formalnoprawne bez zapewnienia im odpowiedniego zaplecza finansowego. W instytutach naprawdę bardzo dużo się dzieje, a nie może być tak, że prosimy się o środki na zupełnie podstawowe potrzeby.

Kategorie

Eksploruj

Ustawienia

Przejdź do treści